Zygmunt Stary na indeksie?

Zygmunt Stary na indeksie?

Książka Mieczysława Morki obala mit mocarstwa Jagiellonów i poucza polityków

Książka nosi tytuł „Sztuka dworu Zygmunta I Starego: treści polityczne i propagandowe”, ukazała się dwa lata temu, ale od początku towarzyszy jej atmosfera niechęci i milczenia. Większość prasy jej nie zauważyła. Pozycja nie wzbudziła zainteresowania żadnych mediów (poza „Przeglądem”), nawet specjalistycznych, takich jak „Mówią wieki”, „Spotkania z Historią” czy „Art and Biznes”, została też zbojkotowana przez najważniejsze sieci dystrybucyjne, z Domem Książki i księgarnią internetową Merlin na czele, choć początkowo autorowi prawiono same komplementy. Jedynie warszawska księgarnia im. Bolesława Prusa i niektóre prywatne antykwariaty zamówiły parę egzemplarzy. Dopiero później się okazało, że w księgarni im. Prusa kosztująca ponad 80 zł „Sztuka dworu…”, mimo braku zapowiedzi i omówień w prasie, radiu i telewizji, była najlepiej sprzedającą się książką historyczną.

Zamach na mocarstwo

Trudno ustalić powody niechęci. Być może jednym z nich jest opinia o autorze, który lubi wsadzać kij w mrowisko i zrobił to już dobitnie we wcześniejszych publikacjach. Dr Mieczysław Morka to przecież pogromca kolekcji falsyfikatów i drugorzędnych kopii, jaką się okazała Galeria Porczyńskich, której z rozpędu nadano imię Jana Pawła II. Książki: „Kolekcja Porczyńskich – genialne oszustwo?” i „Kolekcja im. Jana Pawła II. Kompromitacja Kościoła i państwa” dokumentują to niezbicie. Nowa książka pt. „Sztuka dworu Zygmunta I Starego: treści polityczne i propagandowe” dotyczy prawdziwego skarbu i perły, Kaplicy Zygmuntowskiej w katedrze na Wawelu, która jest jednym z pierwszych w Polsce, a zarazem najwybitniejszym dziełem renesansu toskańskiego na północ od Alp. Mieczysław Morka niczego nie ujmuje królowi Zygmuntowi Staremu jako wielkiemu protektorowi sztuki, który przebudował Wawel i wzniósł Kaplicę Zygmuntowską. Stawia jednak gorzko brzmiące tezy. Po pierwsze, „naszą historię pisze się kłamstwami”, a po drugie, króluje u nas „kultura pustego słowa”. Wykazuje to najpierw na przykładzie dworu Zygmunta I Starego i stara się obalić jedną z powszechnie przyjętych narodowych legend o mocarstwowości Polski za panowania dwóch ostatnich królów z dynastii Jagiellonów. W tym celu zestawił dochody uzyskiwane w Rzeczypospolitej nie z dużymi ówczesnymi państwami jak Francja czy Anglia, ale z maleńkimi księstwami na terenie Italii i z tego wyciągnął zaskakujące wnioski.
„Zrozumiałem – pisze – dlaczego z takim trudem walczyliśmy z dziesięciokrotnie mniejszymi przeciwnikami, jak np. Zakonem Krzyżackim w latach 1519-1521 czy napadami Tatarów i Mołdawian. Zygmunt I przejął po braciach kraj na progu bankructwa i nie posiadał własnych kapitałów. W takiej samej sytuacji politycznej, jaką mieli jego poprzednicy na tronie, potrafił jednak tak gospodarować w biednym kraju, a takim zawsze była Polska, że prowadził kosztowne wojny, remontował niezbędne do tego celu zamki, zbudował będącą własnością państwa monarszą siedzibę na Wawelu, prywatną grobową kaplicę, wypłacał córkom wychodzącym za mąż posagi i zostawił Zygmuntowi Augustowi dużą kwotę w gotówce”.

Uczcie się od króla

Autor dowodzi, że Zygmunt I potrafił w kryzysowych warunkach „rządzić dobrze”. I w tym miejscu „Sztuka dworu…” wychodzi już poza sferę historii sztuki, a także poza okres polskiego renesansu, staje się rozprawą z historią w ogóle i ze współczesną Polską.
Czy „Sztukę dworu…” mimo milczenia mediów można polecić do lektury? Okazuje się, że można. Choć z jej kart wyłania się karykaturalny obraz źle przygotowanych zawodowo urzędników państwowych, tchórzliwych naukowców i wyniosłej głupoty licznych hierarchów Kościoła, to opinie historyków są często entuzjastyczne.
Jeden z bardziej kompetentnych specjalistów, prof. Marcin Fabiański, historyk sztuki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a zarazem wicedyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu, jest pełen uznania. Twierdzi, że od 1908 r., a więc dokładnie od 100 lat, kiedy powstała całościowa monografia Wawelu prof. Tomkowicza, nikt nie napisał tak wartościowej pracy na ten temat.
– Nie identyfikuję się z wszystkimi stwierdzeniami i dygresjami autora na temat czasów współczesnych – mówi. – Sądzę, że wtręty przerywają nieco ciąg logiczny, jednak rozumiem, że autor ma bardzo sprecyzowane poglądy. Książkę zaleciłbym wszystkim, którzy interesują się kulturą renesansu w Polsce. Praca zawiera mnóstwo wartościowego materiału. To, co ustalił Mieczysław Morka, co wynika z jego badań, otwiera nowe horyzonty w tej dziedzinie, a różne szczegółowe stwierdzenia mogą być zachętą do dyskusji i polemik. Książka zresztą skłania do lektury, bo pisana jest w sposób osobisty i zaangażowany.

Król wart 200 zł

Bardzo przychylną ocenę dał „Sztuce dworu…” dr Adam Wojciechowski, historyk sztuki, działacz opozycji w PRL i wydawca prasy podziemnej. – To dzieło klasyczne – mówi.
– Po tylu latach coś nowego powiedziano o Kaplicy Zygmuntowskiej, nie tylko jako perle architektury, ale miejscu bogatym w treści ideowe. Jest to również książka o królu, który był wielkim gospodarzem. To dobra nauka dla dzisiejszych „miłościwie nam panujących”, bo pokazuje, jak w sytuacji kryzysu zapełnić skarb i umocnić walutę. Zygmunt, bardzo sprawny książę na Śląsku, także na tronie w Krakowie świetnie dawał sobie radę. Potocznie znany jest jako król, który przyjął hołd pruski, a dziś figuruje na banknotach 200-złotowych, liczy się jednak zwłaszcza to, co zrobił dla gospodarki, dla kultury, dla państwa. To znakomita książka dla historyków, nie tylko historyków sztuki, ale także gospodarki, i dla polityków. Pokazuje mechanizmy władzy, które przed 500 laty były dosyć podobne do dzisiejszych.
„Sztuka dworu…” jest dziełem interdyscyplinarnym i mogła stworzyć płaszczyznę do uczciwej historycznej dyskusji o narodowych mitach, o Polsce od morza do morza, o wiedeńskiej wiktorii, o obronie Westerplatte i powstaniu warszawskim, o Polsce jako kraju bez stosów, gdzie jednak zdarzyło się Jedwabne, o państwie, w którym próbuje się całkiem po nowemu zafałszować historię ostatnich
50 lat, ostatnich 20 lat, ostatnich 10 lat, a nawet ostatnich dwóch lat. Książka ta dotyka zagadnień jak najbardziej aktualnych i bardzo szkoda, że trafiła na swoistą listę prohibitów.

Mieczysław Morka, Sztuka dworu Zygmunta I Starego: treści polityczne i propagandowe, Argraf, Warszawa 2006

 

Wydanie: 48/2008

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy