„Ogień” był bandytą

Akowcy z Podhala, przysięgając na Biblię, poświadczyli, ze „Ogień” mordował niewinnych ludzi

Górale z Nowego Targu cieszą się, że Instytut Pamięci Narodowej wreszcie ma konkurencję i dzięki temu ludzie dowiedzą się prawdy o działalności oddziału partyzanckiego Józefa Kurasia „Ognia” w latach 1945-1947 na Podhalu, Orawie i Spiszu. Gdy 10 lat temu krakowski oddział IPN zwrócił się do świadków tamtych wydarzeń, chętnie przekazywali swoje relacje i opisywali, jak byli przez „Ognia” nękani, zastraszani, grabieni, ilu niewinnych ludzi zamordowano. Efekt ich szczerych relacji był taki, że 13 sierpnia 2006 r. zostali zaproszeni do Zakopanego na uroczystość odsłonięcia przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego pomnika „Ognia” i jego poległych podkomendnych. Żaden z zabierających głos przedstawicieli IPN ani major WP, który w czasie apelu poległych odczytał ponad 90 nazwisk „ogniowców”, nie wspomnieli o kilkukrotnie większej liczbie ludzi, którzy przez „Ognia” stracili życie. Nawet w trakcie mszy z udziałem prezydenta, poprzedzającej uroczystość, nikt się za nich nie pomodlił.
Postawienie Kurasiowi pomnika w Zakopanem i zrobienie z jego odsłonięcia patriotycznej uroczystości o randze państwowej tak bardzo zdenerwowało Słowaków mieszkających po obu stronach polskiej granicy, że odpowiednik polskiego IPN, Ústav Pamäti Národa w Bratysławie, postanowił zająć się sprawą nowego polskiego Janosika. Nie mogli pojąć, jakim sposobem człowiek, który był zwolennikiem czystek etnicznych, który chciał Polski bez Słowaków, Rusinów i Żydów, który terroryzował, zabijał i okradał ludność na terenie polsko-słowackiego pogranicza, został szlachetnym bohaterem, mordującym wyłącznie przedstawicieli władzy ludowej. Słowaccy historycy przyjechali do Polski, zapoznali się z dokumentami zgromadzonymi w archiwach IPN, spisali relacje wielu osób, w 2009 r. przysłali ekipę filmową, która zrealizowała 33-minutowy film dokumentalny „Zakątki zapomniane przez Pana Boga”. Został on pokazany tylko w telewizji słowackiej. Jego „polska” premiera odbyła się w sierpniu 2010 r. w Instytucie Polskim w Bratysławie. Słowacy pokazali w nim zupełnie innego Kurasia, nieprzypominającego tego opisywanego przez nasz IPN, i dlatego film do polskiej telewizji nie trafił.
Słowacy nadal zbierają materiały dotyczące Kurasia. Po raz pierwszy postać tego samego człowieka oceniają historycy dwóch sąsiadujących ze sobą państw. W Polsce powojenne losy oddziału partyzanckiego Józefa Kurasia „Ognia” bada Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN, natomiast pracami słowackich badaczy kieruje Lubomir Durina z UPN w Bratysławie. Dla polskiego historyka Kuraś to zasłużony przywódca antykomunistycznego podziemia, odważnie walczący z władzą ludową. Natomiast słowacki historyk uważa, że oddział „Ognia” to banda, która wprawdzie miała na swoich sztandarach hasła walki o wolną Polskę, ale przy okazji terroryzowała góralskie wsie, grabiła i mordowała niewinnych ludzi, realizowała program czystek etnicznych, nienawidziła Słowaków, Rusinów i Żydów. Trudno jednak się spodziewać, że pracownicy dwóch narodowych instytutów pamięci, położonych po obu stronach granicy, zespolą wysiłki i wspólnie postanowią szukać prawdy. Za państwowe pieniądze zawsze będzie ona różna.

Przysięgli na Biblię

16 marca 1990 r., po wieczornej mszy, na plebanii kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu zjawiło się ośmiu mężczyzn, byłych żołnierzy Armii Krajowej z terenu Podhala, wszyscy w wieku ok. 70 lat. Zapowiedzieli wcześniej, że przyszli przekazać parafii bardzo ważny dokument i poświadczyć na Biblię, że wszystko, co napisali, jest prawdziwe. Chcą to potwierdzić przed Bogiem. Zostali przyjęci przez proboszcza Franciszka Juraszka i wikarego Henryka Paśkę.
– Stół nakryłem białym obrusem, położyłem krzyż i Biblię, zapaliłem świece – wspomina jedyny żyjący świadek tego wydarzenia, ks. Henryk Paśko, obecnie proboszcz parafii św. Jadwigi Królowej przy ul. Ludźmierskiej w Nowym Targu. – Wszystkich tych mężczyzn znałem osobiście, bo byłem kapelanem nowotarskich akowców. To byli bardzo zacni ludzie, godni zaufania, ogromnie dla Polski zasłużeni, o wspaniałych życiorysach. Wszyscy już zmarli, nie żyje też ks. Juraszek. Tylko ja zostałem.
Kpt. Jan Kacwin, pseudonim „Juhas”, prezes nowotarskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, jeden z założycieli tutejszej Komisji Historii Wojskowości oraz oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego, położył w pobliżu Biblii dziewięciostronicowy dokument z podpisami wszystkich przybyłych na plebanię. Gdy zbliżyli się do stołu, Jan Kacwin powiedział, że te kartki to jest ich testament, do wiadomości Pana Boga. Cudem przeżyli zarówno hitlerowską okupację, jak i „Ognia”. Mają już swoje lata, nie wiedzą, jak długo pozostaną jeszcze na tym świecie. Są przekonani, że gdy odejdą ostatni świadkowie powojennych wydarzeń, w Polsce zacznie się tworzenie legendy wokół postaci Józefa Kurasia. Dokument składają w depozycie w nowotarskiej parafii, bo tu będzie bezpieczny. Mają nadzieję, że zostanie odczytany na Sądzie Ostatecznym. Podpisali się, położyli ręce na Biblii i przysięgli, że wszystko, co napisali, odpowiada prawdzie. Następnie ks. prałat Franciszek Juraszek na dole dziewiątej strony, pod podpisami ośmiu akowców, napisał, że 16 marca 1990 r. był świadkiem złożenia przysięgi przez osoby podpisane pod dokumentem i poświadcza to swoim podpisem.
Ks. Franciszek Juraszek, proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w latach 1976-2001, były duszpasterz nowotarskiej „Solidarności”, zmarł w 2009 r.
Wraz z jego śmiercią w tajemniczy sposób zniknął z plebanii dokument byłych akowców. Nikt z obecnie pracujących tu księży nie jest w stanie powiedzieć, co się z nim stało. Komuś musiało na tym bardzo zależeć. Nowotarscy akowcy widocznie to przewidzieli i dlatego pozostawili kopie tego dokumentu swoim rodzinom. Jedną z tych kopii pokazałem ks. Henrykowi Paśce.
– Mogę tylko stwierdzić, że jest to kserokopia oryginalnego dokumentu. Brakuje na niej jedynie podpisu ks. Franciszka Juraszka. Nie mam pojęcia, co się stało z oryginałem. Proszę wybaczyć, ale nie powiem panu nic o Kurasiu, bo jest to w naszym regionie dalej wielka, niezabliźniona rana. Całą sprawę powinniśmy powierzyć do rozstrzygnięcia Panu Bogu i bożemu miłosierdziu.

Nawet IPN nie oczyści

Kpt. Jan Kacwin, ostatni z ośmiu mężczyzn składających przysięgę, były żołnierz IV batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, po wojnie aresztowany i więziony, długoletni prezes koła Światowego Związku Żołnierzy AK, został odprowadzony na cmentarz 2 grudnia 2011 r. Nie doczekał sesji Rady Powiatu Nowotarskiego, na której miała być omawiana sprawa postawienia w Waksmundzie koło Nowego Targu pomnika Józefa Kurasia „Ognia”. Wolał widocznie odejść wcześniej.
O tym, co kpt. Kacwin mógł sądzić o planach postawienia pomnika Józefowi Kurasiowi, można tylko wnioskować z jego wcześniejszych wywiadów udzielonych miejscowej prasie, gdzie o „Ogniu” mówił: „bandyta”, „negatywna postać”, „dezerter AK działający na własną rękę”, „my walczyliśmy o Polskę wolną, demokratyczną, wielu z nas było na Sybirze, w więzieniach stalinowskich, jednak nie mordowaliśmy, nie grabiliśmy zwykłych ludzi”.
Byli akowcy z Podhala od wielu lat protestowali przeciwko wszelkim formom gloryfikowania postaci „Ognia” po 1989 r., słali liczne pisma do gazet, do IPN, domagali się wyjaśnienia pospolitych zbrodni popełnionych przez oddział „Ognia”. Powołali Stowarzyszenie Pamięci im. 1. Pułku Strzelców Podhalańskich, które zajęło się zbieraniem relacji i dokumentów o zbrodniach ludzi „Ognia” na byłych żołnierzach AK. W Zakopanem zablokowali nazwanie imieniem Józefa Kurasia jednej z ulic na osiedlu Pardałówka. Ale zapobiec postawieniu Kurasiowi pomnika nie zdołali. Tyle że nie dopuścili do usytuowania go w centrum miasta. Pomnik najpierw miał stanąć w centrum, u zbiegu ul. Kościuszki z al. 3 Maja, potem zaproponowano park im. Józefa Piłsudskiego, koło pomnika Grunwaldzkiego. Dzięki protestom, że marszałek nie byłby zadowolony z takiego towarzystwa, stanął w mniej eksponowanym miejscu przy ul. Kościuszki, naprzeciwko dworca PKS.
Kilka lat temu byli akowcy z Podhala nie dopuścili do przegłosowania uchwały o zgodzie Rady Miasta Nowego Targu na pomnik Kurasia w centrum miasta oraz na powstanie ulicy „Ognia”. W tych działaniach popierali ich szczególnie mieszkańcy Waksmundu i Ostrowska, wsi, które najbardziej ucierpiały w wyniku powojennej działalności partyzanckiego oddziału Kurasia. Gdy ich mieszkańcy dowiedzieli się, że 22 kwietnia 2001 r. w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu ma się odbyć uroczystość poświęcenia tablicy mjr. Józefa Kurasia, napisali do prymasa Józefa Glempa list z prośbą o opamiętanie się, nierobienie bohaterów z osób, które mają krew na rękach. Nic nie pomogło, kolejne tablice, mające tworzyć atmosferę świętości wokół „Ognia”, zostały umieszczone w kościołach w Licheniu, w Rabce i – aż trzy – w Juszczynie koło Makowa Podhalańskiego.
Nowotarskim akowcom udało się zablokować nazwanie szkoły podstawowej w Waksmundzie imieniem Józefa Kurasia. Chodzili i zrywali z parkanów ulotki zwolenników nowego patrona, na których Kuraś był przedstawiany jako „porucznik Piłsudskiego”, jako ten, kto „zagonił sowietów pod Kijów”, choć w 1920 r. miał tylko pięć lat. A gdy SB chciała go aresztować, wrócił do lasu, aby walczyć „o wolną Polskę, nie komunistyczną, nie żydowską”.
Kombatantom z Podhala nie udało się obronić tablicy wiszącej przez lata na górnej stacji kolejki na Gubałówkę, upamiętniającej funkcjonariuszy UB i KBW oraz Bogu ducha winnego maszynistę tej kolejki, Zachara Szumlańskiego, którzy w tym miejscu zginęli w wyniku zasadzki zorganizowanej przez oddział „Ognia”. Nie pomogły argumenty, że zginął kolejarz niemający nic wspólnego z żadną stroną politycznego konfliktu. Tablicę poddano lustracji i polecono ją zdemontować.
Ofiary „Ognia” mają tylko jeden niewielki pomnik w Nowej Białej, tuż koło budynku ośrodka zdrowia, i aż dziw bierze, że IPN jeszcze nie interweniował. Zachował się na nim napis informujący, że jest to pomnik „Ofiar II Wojny Światowej i Zamordowanych Mieszkańców Nowej Białej przez bandę Ognia”.
29 grudnia 2011 r., dokładnie miesiąc po śmierci kpt. Jana Kacwina, który przez wiele lat sprzeciwiał się robieniu z Kurasia bohatera narodowego, radni gminy Nowy Targ, przewagą tylko jednego głosu, wydali zgodę na ustawienie na koszt warszawskiej Fundacji „Pamiętamy „pomnika Józefa Kurasia i jego partyzantów na prywatnej działce należącej do rodziny Kurasiów w Waksmundzie, przy szlaku na Turbacz. W głosowaniu wzięło udział 21 radnych, siedem osób głosowało za przyjęciem tej uchwały, sześć było przeciwnych, a osiem wstrzymało się od głosu.
Wójt gminy Nowy Targ Jan Smarduch odczytał wniosek Fundacji „Pamiętamy” i powiedział, że osobiście nie ma nic przeciwko budowie pomnika, gdyż jest to inicjatywa prywatna, gminy nic to nie kosztuje i ma on zostać ustawiony na prywatnym gruncie. Potem przedstawiciele fundacji – Grzegorz Wąsowski, kiedyś działacz Ligi Republikańskiej, oraz Kazimierz Krajewski, kierownik Referatu Badań Naukowych i Zbiorów Bibliotecznych Instytutu Pamięci Narodowej – tłumaczyli radnym, że czarną legendę „Ognia” stworzyła bezpieka, a prawda jest zupełnie inna: Kuraś nikogo nie mordował bez powodu, karał śmiercią tylko kolaborantów i donosicieli.
– Nie tłumaczcie nam, że był bohaterem – ostro zareagował najstarszy wiekiem radny, Jan Leśnicki z Gronkowa. – Bohaterem był w czasie wojny, a po wojnie był zwykłym mordercą. Jestem zdziwiony tym, że nie zapytaliście mieszkańców Podhala ani tutejszych historyków, co myślą o „Ogniu”. Tutaj ludzie mają o nim zupełnie inne zdanie niż wy.
Inny radny, Józef Pietraszek z Krempach, uznał, że decyzja o stawianiu pomnika Kurasiowi to byłoby na Podhalu rozdrapywanie ran, które po Kurasiowych mordach jeszcze się nie zagoiły.
Przeciwnicy pomnika w Waksmundzie tłumaczyli, że „Ogień” zabił wielu niewinnych ludzi, może i w szczytnych celach, ale nawet IPN nie jest w stanie go oczyścić z pospolitych morderstw. A poza tym co to za moda stawiania pomników na prywatnych gruntach?
Uchwała przeszła chyba tylko dzięki głosowi radnego Łukasza Gromady, który stwierdził, że decyzja radnych i tak nie ma tu większego znaczenia. Teren jest prywatny i bez względu na to, co zadecydują, pomnik i tak powstanie.
Tuż przed głosowaniem odczytano negatywną opinię w sprawie pomnika, nadesłaną przez Towarzystwo Słowaków w Polsce, oraz dwie opinie pozytywne, które nadeszły z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Warszawie.

Słowacki protest

W piśmie skierowanym do wójta Nowego Targu Jana Smarducha mieszkający w Polsce Słowacy nalegają na odroczenie uchwały o postawieniu Józefowi Kurasiowi pomnika, bo jest to ich zdaniem działanie polityczne, dalekie od realiów historycznych. Zamiast stawiać monumenty, należy najpierw wyjaśnić dużo spraw związanych z powojenną działalnością Kurasia na terenie Podhala, Spisza i Orawy. Od wielu lat Słowacy domagają się wyjaśnienia m.in.:
• uprowadzenia i obrabowania 16 kwietnia 1946 r., a następnie zamordowania w obozie „Ognia” pod Turbaczem czterech mieszkańców Nowej Białej: Jana Szczurka, Jana Kraka, Józefa Chałupki i Jana Łapszańskiego,
• zastrzelenia 24 stycznia 1946 r. w Trybszu Pawła Bizuba, śmiertelnego postrzelenia jego syna Jakuba oraz obrabowania ich gospodarstwa,
• zamordowania 12 listopada 1946 r. w Niedzicy Michała Kuźla, ojca sześciorga dzieci, oraz obrabowania go,
• dokonania w latach 1945-1947 ok. 120 napadów rabunkowych na ludność cywilną Spisza, szczególnie w Krempachach, Nowej Białej, Dursztynie, nakładania nakazów zapłaty kontrybucji na spiskie miejscowości i dokonywania grabieży mienia.
Członkowie Zarządu Głównego Towarzystwa Słowaków w Polsce uważają, że u nas wszystko jest postawione na głowie, najpierw historycy i prokuratorzy IPN powinni zbadać wszelkie zbrodnie Kurasia i dopiero potem zadecydować, czy zasłużył na pomnik.
– IPN nie chce słyszeć o faktach, które nie wpisują się w tworzoną przez niego własną wersję historii najnowszej – uważa Ludomir Molitoris, sekretarz generalny Towarzystwa Słowaków. – Piszemy, podajemy fakty, nazwiska, daty, kogo i gdzie oddział „Ognia” zamordował, prosimy o wszczęcie śledztwa. Odpowiadają nam, że te czyny uległy przedawnieniu. Nie chcą nawet podjąć się wyjaśnienia, dlaczego ci ludzie zginęli.
W dniach od 9 do 11 marca 2007 r. IPN zorganizował w Nowym Targu konferencję naukową „Wokół legendy »Ognia«”.
– Pojechałem na tę konferencję i nagle widzę, że jest to akademia ku czci Józefa Kurasia, wielkiego bohatera, i nawet dyskusji nie przewidziano – wspomina Ludomir Molitoris. – Gdy chciałem dojść do mikrofonu, zaczęto mnie szarpać za marynarkę i omal nie pobito. Mimo wszystko wybiegłem na scenę i powiedziałem, co myślę o takich konferencjach, na których nie można niczego wyjaśniać, bo organizatorzy wszystko już wiedzą.
Po raz drugi Molitoris nie został dopuszczony do głosu w listopadzie 2008 r. na konferencji w Nowym Targu, poświęconej relacjom między Polakami a Słowakami w latach 1938-1948, której organizatorem był też IPN we współpracy ze Słowacką Akademią Nauk i Słowackim Instytutem Historycznym. Gdy chciał zapytać o Józefa Kurasia i o jego zbrodnie popełnione na Słowakach, prowadzący obrady ks. dr hab. Józef Marecki, starszy specjalista Referatu Badań Naukowych IPN, zażądał, aby opuścił salę.
– Powiedziałem, że jestem oficjalnym reprezentantem mniejszości narodowej słowackiej w Polsce, i powołałem się na art. 35 konstytucji. Te argumenty do
ks. Mareckiego nie trafiły, musiałem opuścić salę.

Krzyża nikt nie ruszy

Gdyby prokuratorzy IPN chcieli się zająć zbrodniami Kurasia, pracy mieliby na wiele lat, bo ludzie z Waksmundu, Ostrowska, Łopusznej, Ochotnicy, Szaflar, Gronkowa czy z Nowego Targu dużo wiedzą. Niewielu chce o tym mówić. Jak już wspominają, to proszą, aby nie ujawniać ich nazwisk. Może nadal paraliżuje ich strach przed niewielką grupką jeszcze żyjących żołnierzy „Ognia”? Tak opisali mi, co się działo w Gronkowie 31 grudnia 1945 r.
Tego dnia oddział „Ognia” wszedł do wsi wieczorem. Zapytali spotkanego przy domu 36-letniego Władysława Zagatę-Łatanka, ojca czworga dzieci, gdzie mieszkają Kudasikowie. Gdy ten odwrócił się, aby wskazać drogę, dostał śmiertelny strzał w głowę. Kudasików nie zastali, więc poszli do domu Wojciecha Leśnickiego-Barana, gdzie zastrzelono 32-letniego Stanisława Zagatę-Łatanka. U Szewczyków przy kolacji siedziała cała pięcioosobowa rodzina. Wyprowadzili do ogrodu Józefa Szewczyka i go zastrzelili. W domu Grońskiego-Pocwy też trwały ostatnie przygotowania do powitania Nowego Roku. Ludzie „Ognia” weszli do izby i strzelili w sufit, aby pokazać, kto tu rządzi. Zapytali, czy jest Leon Zagata-Łatanek. Gdy 18-letni chłopak potwierdził swoją obecność, wyprowadzili go na zewnątrz i zastrzelili. Jego 21-letni brat Bronisław Zagata-Łatanek rzucił się na „Ognia” z krzykiem: „Za co zamordowałeś mi brata?”. Natychmiast dostał serię z automatu. W drodze powrotnej ludzie „Ognia” zastrzelili jeszcze 28-letniego Władysława Krzystyniaka. Prawdopodobnie zabili go, bo powiedział im: „Dobrze się wam paść ludzką krzywdą”.
Mieszkańcom Gronkowa do dzisiaj nikt nie wyjaśnił, dlaczego ci ludzie zginęli. Dla IPN to zabójstwa pospolite, uległy już przedawnieniu i sprawców nie można ścigać. Można karać tylko za zbrodnie komunistyczne, choć i tu byłoby dużo pracy. Jako komendant Milicji Obywatelskiej i szef Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Targu Józef Kuraś wyłapywał akowców, przesłuchiwał ich, skazywał na więzienie i wysyłał na Sybir – co pod przysięgą stwierdzają byli akowcy w po raz pierwszy ujawnionym przez nas dokumencie, który ktoś wykradł z plebanii w Nowym Targu. Czy to nie zbrodnie komunistyczne, które nie uległy przedawnieniu?
Poza tym gronkowianie są oburzeni, że pomnik „Ognia” będzie w kształcie krzyża.
– My to wiemy – tłumaczy mi jeden z górali – na Podhalu wszyscy szanują krzyż i gdyby go ktoś ruszył, to wielkie larum będzie. Dlaczego tylko nasadzili na krzyż czapkę, czemu Kościół na to pozwala? Krzyż to nie wieszak na garderobę. Ale uwidzicie za kilka lat, jak poumierają ostatni świadkowie, to go zrobią świętym. Poczekajcie jeszcze kilka lat.


„Ogień” – watażka podhalański

Testament podhalańskich AKowców

16 marca 1990 r. na plebanii kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu zjawiło się ośmiu wysokich rangą byłych żołnierzy Armii Krajowej. Przekazali proboszczowi, ks. prałatowi Franciszkowi Juraszkowi, dokument dotyczący działalności na Podhalu Józefa Kurasia „Ognia”, przysięgli na Biblię, że wszystko, co napisali, jest prawdą, i powiedzieli, że chcieliby, aby Pan Bóg dowiedział się o wszystkim na Sądzie Ostatecznym.
W 2009 r. zmarł ks. Juraszek i z jego szuflady na plebanii w tajemniczy sposób zniknął oryginał tego pisma. Ktoś bardzo chciał, aby ten dokument nie doczekał Sądu Ostatecznego, i dlatego zdecydowaliśmy się go upublicznić na podstawie kopii, której autentyczność potwierdziły nam rodziny podpisanych akowców.

W okresie powojennym ukazały się w drugim obiegu publikacje pozytywnie oceniające pookupacyjną działalność zbrojną na Podhalu Józefa Kurasia „Ognia”.
Dodatnio opisano jego wyczyny w walce z oddziałami KBW, broniącymi narzuconej nam władzy, nie wspomniano natomiast o zbrodniach popełnionych przez „Ognia” i na jego rozkaz.
Kuraś wstąpił do oddziału partyzanckiego AK, dowodzonego przez por. Władysława Szczypkę „Lecha” w Gorcach w połowie 1943 r. „Lech” przyjął od niego przysięgę, nadał pseudonim „Orzeł”, mianował swoim zastępcą. Wkrótce, na skutek nieszczęśliwego wypadku, „Lech” zginął i na jego miejsce przybył por. Kryspin Więckowski „Zawisza”, przysłany przez Okręg w Krakowie.
Gestapo dowiedziało się, że Kuraś jest w partyzantce, toteż zemściło się na jego rodzinie. Dnia 29 VI 1943 r. zamordowano w Waksmundzie jego ojca, żonę i 1,5-rocznego synka, dom spalono. Przed nastaniem zimy 1943/44 partyzanci Oddziału „Wilk”, bo taki kryptonim posiadał, przenieśli się z Kudłania na Czerwony Groń i tam nad potokiem zbudowali dwie ziemianki. Przed Bożym Narodzeniem Ernest „Sław” i Helena „Sława” Durkalcowie, kierujący schroniskiem na Lubaniu, zaprosili „Zawiszę” z kilku partyzantami do siebie na wieczór wigilijny. W oddziale służył ich syn Bolesław „Sławek”. Przed odejściem „Zawisza” wydał „Ogniowi”, bo taki kolejny pseudonim Kuraś posiadał, rozkaz pozostawania z oddziałem w ziemiankach do jego powrotu, żywność partyzanci mieli.

„Ogień” rozkazu nie wykonał,
poszedł z częścią oddziału 26 XII do Ochotnicy na zabawę. O świcie w dniu następnym wrócili do ziemianek i przystąpili do czyszczenia broni. W ślad za nimi przyszedł oddział żandarmerii i partyzantów zaatakował, ubezpieczenie nie funkcjonowało. „Ogień” żadnego rozkazu do samoobrony nie wydał, otworzył drzwi, wystrzelił z pistoletu i znikł. Dowództwo nad oddziałem objął „Krasny”, kazał „Krukowi” z rkm-em wyskoczyć z ziemianki na lewo wzdłuż potoku i ostrzelać napastników, po czym sam z resztą partyzantów wybiegł. „Szpak”, chory na zapalenia stawów, nie mógł dołączyć do nich i popełnił granatem samobójstwo, a „Wiatr” trafiony śmiertelnie upadł pod świerkiem. Oddział „Wilk” chwilowo rozproszył się, część partyzantów udała się do schroniska w jednej z bacówek. „Zawisza” większą grupę po pewnym czasie zebrał w schronisku na Lubaniu. Z partyzantami, których „Zawisza” zebrał, zaatakował i rozbił posterunek w Ochotnicy Dolnej. Granatowi policjanci poddali się. A komendanta żandarma Kuntza, broniącego się na piętrze, zabito.
Nie dołączył do Oddziału „Ogień”, zgrupował on koło siebie kilku partyzantów i odtąd do końca okupacji Podhala oddział ten, nieco powiększony, stanowił samodzielną, nikomu niepodlegającą jednostkę, nie uznawał nad sobą żadnej zwierzchności, unikał spotkań z dowódcami i oddziałami AK. Rozbrat z „Zawiszą” nie wynikał z rzekomej odmienności poglądów politycznych, jak to skomentowali po wojnie niektórzy autorzy publikacji. Znając twardy charakter swojego poprzedniego dowódcy, „Ogień” obawiał się odpowiedzialności za niewykonanie rozkazu, opuszczenie 26 XII z częścią oddziału ziemianek i udanie się na zabawę, dopuszczenie do zaskoczenia i rozproszenia oddziału, śmierci dwóch partyzantów i zniszczenia ziemianek. „Ogień” był kapralem rezerwy, odbył służbę czynną w pułku piechoty i ukończył szkołę podoficerską, wiedział, jakie konsekwencje ma prawo wyciągnąć oficer przełożony wobec podkomendnego w okresie wojny za niewykonanie rozkazu.

Nie dołączył do oddziału, więc

został uznany za dezertera, co zrobił świadomie. Swoje poglądy polityczne prezentował w zależności od aktualnej sytuacji korzystnej dla siebie. Nie przebierając w środkach, włącznie z krwawymi rozbojami, zdobywał „dutki” (pieniądze), do bankructwa życiowego w 1947 r. przedstawiał się jako członek: Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Batalionu Chłopskiego, Ludowej Służby Bezpieczeństwa, Polskiej Partii Robotniczej, Milicji Obywatelskiej i w końcu Narodowych Sił Zbrojnych.
Nie funkcjonowały u niego normy moralne, wybrał kierunek działania według własnego widzimisię. Wzywany wielokrotnie przez mjr. Adama Stabrawę „Borowego”, dowódcę 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK i dowódcę IV batalionu kpt. Juliana Zapałę „Lamparta” do podporządkowania się, na wezwania nie reagował. Doręczycielowi wezwań zagroził, że jeżeli nie przestanie do niego z pismami z dowództwa przychodzić, to go zastrzeli jak psa.
Do dowództwa pułku napływały skargi o dokuczliwej dla góralskiej wsi działalności watahy „Ognia” jak: zdejmowanie i zabieranie z młynów i tartaków, pracujących dla ludności wiejskiej, pasów transmisyjnych, rabunkach, nakładaniu kontrybucji, pijatykach, rozbojach. Rozważano w dowództwie myśl zaatakowania i rozbrojenia watahy. „Borowy” wykonania pomysłu zaniechał, doprowadziłoby to do bratobójczej walki i ofiar ludzkich. „Ognia” pozostawiono w spadku, zarysowującej się na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, władzy ludowej, która w końcu stycznia 1945 r. utworzyła się i na Podhalu.
Dnia 19 I 1945 r. gen. Okulicki „Niedźwiadek”, komendant główny, rozwiązał Armię Krajową. Wykonując ten rozkaz, „Borowy” rozwiązał 1 PSP-AK, walczący na Podhalu.
Po wkroczeniu jednostek Armii Radzieckiej na Podhale „Ogień” ze swoim uzbrojonym oddziałem zszedł z Gorców do Nowego Targu i podporządkował się władzy ludowej. Pojechał do Lublina, a stamtąd do Warszawy i tam zatwierdzono mu samozwańczy stopień porucznika i wydano dokument, z którym zgłosił się w Wojewódzkiej Komendzie MO i otrzymał nominację na komendanta MO w Nowym Targu. Posterunki, miejski i w okolicznych wioskach, obsadził swoimi partyzantami. W tym czasie do nowotarskich placówek MO i UB był przydzielony radziecki oficer NKWD jako doradca.
Posługując się posiadanym spisem, dokonywał on wspólnie z funkcjonariuszami UB aresztowań AK-owców.
Z Nowego Targu byli pochwyceni i osadzeni w areszcie m.in. Władysław Zagardowicz „Kukułka”, Franciszek Kieta „Limba”, Teofil Zubek „Wiewiórka”. W czasie przesłuchań żądano od nich ujawnienia miejsca pobytu oficerów posługujących się pseudonimami: „Borowy”, „Podkowa”, „Las”. Aresztowani podejrzewają o sporządzenie spisu i wręczeniu go bolszewikom – Józefa Kurasia. Spis był sporządzony w języku polskim i bolszewik miał trudność w odczytaniu nazwisk i pseudonimów. Ksiądz proboszcz Karabuła i mgr burmistrz Szoski wezwali Kurasia do opamiętania się i zaprzestania zdradzieckiego postępowania. Zagardowicz i Kieta byli aresztowani 2 lutego, po czym wywiezieni na Ural w rejon Swierdłowska. Kieta przepracował w kopalni węgla 33 miesiące, wrócił ze zniszczonym zdrowiem, jest obecnie na utrzymaniu opieki społecznej. Zagardowicz pracował przy wyrębie lasu, we wrześniu zbiegł i wrócił do Nowego Targu.
Kuraś 11 kwietnia 1945 r. z milicjantami zdezerterował, porwał przy tym i uprowadził ze sobą Katza-Burzyńskiego, Żyda, szefa miejscowego UB. Wrócili w Gorce, na dobrze im znane ścieżki i rozpoczęli zbrojną działalność, wymierzoną w organa władzy ludowej. Rozbijali komitety PPR, posterunki MO, mordowali ocalałych z holokaustu Żydów, strzelali i zabijali napotkanych w Gorcach turystów, uznając ich za zwiadowców UB, egzekwowali nakładane przez „Ognia” kontrybucje.
„Łoza”, łączniczka rozwiązanego oddziału AK, w kwietniu przyszła pieszo z Rabki do Krakowa, odnalazła „Borowego” i jego zastępcę na ul. Siemiradzkiego 2 w Domu Zdrowia (własność rodziny Sędzimirów) i doręczyła pismo od „Ognia”. Namawiał on „Borowego” do powrotu na Podhale i objęcie dowództwa, zobowiązał się do podporządkowania jego rozkazom. Odpowiedzi „Ogień” nie otrzymał, a „Borowy” i „Podkowa” zmienili kwaterę.
W kwietniu „Ogień” popełnił jedną z pierwszych zbrodni,
licznych w późniejszym okresie swojej działalności. Wezwał do siebie przez gońca Franciszka Zapałę, zamieszkałego w Koninie, brata Juliusza Zapały „Lamparta”, d-cy IV nowotarskiego batalionu PSP-AK. Franciszek Zapała zgłosił się u „Ognia”, zabierając ze sobą blankiety zaświadczeń o nadaniu Brązowego Krzyża Zasługi z Mieczami, podpisane in blanco przez „Borowego”. „Lampart” już nie żył, miał wpisać na zaświadczeniach pseudonimy swoich żołnierzy – partyzantów i im wręczyć, ale nie zdążył tego uczynić, bo batalion był już rozwiązany. „Ogień” blankiety zabrał, a Franciszka Zapałę zamordował. Do blankietów wpisał pseudonimy swoich podkomendnych i im zaświadczenia rozdał. Po upływie kilku lat niektórzy z tych „odznaczonych” usiłowali swoje odznaczenia zweryfikować w Zarządzie Koła ZBOWiD w Nowym Targu.
„Ogień” posiadał notatnik, w którym zapisywał swoje decyzje i niektóre wydarzenia, między innymi:
• 28 sierpnia 1945 r. zastrzelenie 4 Żydów w Maniowach
• 24 października zastrzelenie B. w Zakopanem za kradzież pieniędzy zabranych na poczcie
• 18 grudnia zastrzelenie handlarza złotem z Warszawy
• 2 lutego 1946 Jana Lacha, członka PPR zastrzelono w Kluszkowcach
• 10 marca wydał rozkaz zabicia mgr Misiaka, pracownika Urzędu Miejskiego w Rabce. Został zastrzelony we własnym mieszkaniu.
• 29 grudnia zastrzelono w Luboniu Wielkim człowieka, który był na wczasach
• 3 maja ograbiono i zastrzelono koło Krościenka 12 osób obojga płci narodowości żydowskiej.
Spisz i Orawa z mieszaną ludnością polsko-słowacką były w okresie okupacji przyłączone do Słowacji. Wymienione regiony w czasie grasowania bandy „Ognia” ucierpiały szczególnie.

Wieś Krempachy była ograbiona czterokrotnie.
Wpadli w czasie odprawianego w kościele nabożeństwa i rozpoczęli rabunek. Podzieleni na grupy po 3-4 osoby, posługując się zanotowanymi numerami domów, napadali na zamożniejszych gospodarzy. U Jurkowskich zabrali dwie krowy i konia z wozem, kopali i bili, wymyślając od Słowaków.
U Jana Łukasza „Lorenca” zastrzelili w chlewie tucznika, zabrali konia z wozem, na który załadowali zdobycz.
Matce Jana Jurkowskiego „Synka” wyrwali z uszu i zabrali złote kolczyki.
Jana Pietraszka ograbili, zabrane rzeczy załadowali na wóz, a jego samego zatrzymali jako woźnicę. Miejscowa młodzież uzbroiła się w widły, zaatakowała rabusiów i Pietraszka odbiła.
Innym razem ograbili mieszkańców Nowej Białej, uprowadzili Jana od Katryny. Zrozpaczona długo męża poszukiwała, wierzyła, że żyje i wróci. Pewnego dnia podrzucono jej kartkę z informacją, gdzie jest mąż. W Waksmundzkim lesie znaleziono grubo przykryte ściółką i gałęziami cztery trupy, a wśród nich męża Katryny, wszyscy byli z Nowej Białej. Przy biciu w dzwony przywieziono zamordowanych na wozie do wsi, spotkała ich ludność Nowej Białej. Po tych napadach młodzież słowacka uchodziła na stałe do Słowacji.
Dnia 6 czerwca banda ograbiła w Obidowej dyplomatów angielskich wracających z Zakopanego do Warszawy.
23 lipca – „Doniesiono o harcerzu z Ochotnicy. Drużyna szybko-wykonawcza. Powiesili, zerwał się, jeszcze raz” (cytat z notatnika „Ognia”).
4 grudnia – „Kontrybucja. Haburowa Katarzyna 500.000 most. Giżycka Maria 500.000 1.XII. zlikwidowano, Łapsze Niżne 150.000. Niedzica 100.000 24.XI. zlikwidowano, Kamin…150.000 24.XI” (cytaty z notatnika „Ognia”).
Stan bandy od początku działania „Ogień” powiększał imiennymi powołaniami. Niektórzy po otrzymaniu wezwania opuszczali dom rodzinny i wyjeżdżali na Ziemie Odzyskane. W lecie 1946 roku banda została podzielona na mniejsze, działające w innym terenie.
W ciągu niespełna dwóch lat (kwiecień 1945-luty 1947) banda wykonała około 350 akcji, m.in. rozbiła 57 posterunków MO. Z rąk bandy „Ognia” poniosło śmierć, według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 430 osób, w tym: 76 funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, 70 funkcjonariuszy MO, 45 żołnierzy KBW i WP, 28 członków PPR, 27 żołnierzy radzieckich, 53 Żydów, 131 innych osób.
Należy tu wliczyć konfidentów i donosicieli UB, członków ORMO oraz zatrzymanych w pobliżu miejsc zakwaterowania band i podejrzanych o śledzenie. Podczas walk zginęło ponad 50 ludzi „Ognia”, ujęto około 150, aresztowano ponad 200 współpracowników.
Do najbardziej potwornych i ohydnych zbrodni popełnionych przez „Ognia” i jego ludzi należą:
• powieszenie w Ostrowsku 10 XII 1945 r. na słupie telegraficznym ciężarnej Katarzyny Kościelnej, z d. Remiasz za to, że wobec sąsiadki nazwała „Ognia” bandytą
• zgwałcenie Czubiakowej, wezwanej z Waksmundu, matki dwojga dzieci. Odprowadzający „ogniowiec” również ją zgwałcił, po czym zastrzelił.
U „Ognia” istniał patologiczny, odbiegający od normy, popęd płciowy. Wzywał imiennie do siebie w Gorce przez gońców kobiety, zmuszał je do uległości, a broniące się gwałcił.
Dnia 21 II 1947 r. zaskoczył „Ognia” oddział KBW w Ostrowsku w zagrodzie Józefa Zagaty. Była tam przygotowana uczta, na którą „Ogień” przyszedł z kumplami i z Hanką. Śledzący go osobnik po stwierdzeniu obecności „Ognia” we wsi, pojechał na rowerze do Waksmundu i przekazał wiadomość następnemu, który również na rowerze pojechał do Nowego Targu i zameldował o tym w UB.
Gdy przybyły na samochodach oddział KBW okrążał zagrodę Zagaty, „Ogień” z Hanką wyskoczyli z chaty i wpadli do sąsiedniej, wleźli po drabinie na strych i drabinę wciągnęli za sobą. Bieg z chaty do chaty był jednak zauważony i ostatnia kryjówka „Ognia” została szczelnie otoczona przez żołnierzy. Zagrożono mu, że jeżeli nie zejdzie na dół, to zostanie spalony razem z chatą. Wówczas Hanka po drabinie zeszła, a na strychu padł pojedynczy strzał. „Ogień” strzelił sobie w głowę. Przewieziony do Nowego Targu zmarł w szpitalu. Po jego śmierci „ogniowcy”, korzystając z ogłoszonej przez Sejm 22 II 1947 r. amnestii, masowo ujawnili się i zdali broń. Skończyła się na Podhalu zmora grabieży, mordów, gwałtów i kontrybucji. Górale i kupcy odetchnęli z ulgą.
Taka prawda.

Żołnierze partyzanci 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej, zrzeszeni w Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu:

  • Włodzimierz Budarkiewicz „Podkowa”
  • Władysław Sowa „Celiński-Dunin”
  • Władysław Zagardowicz „Kukułka”
  • Franciszek Kieta „Limba”
  • Jan Sral „Krasny”
  • Bronisław Wielkiewicz „Skok”
  • Jan Kacwin „Juhas”
  • Tadeusz Czubernat „Płomień”

Nowy Targ, 16 marca 1990 r.

W tekście zachowano oryginalną pisownię.

Kategorie Historia

Komentarze

  1. Janusz Bartkiewicz
    Janusz Bartkiewicz 28 lutego, 2012, 11:02

    O tym, że „Ogień” był pospolitym bandytom wiadomo jest od czasu, gdy zdezerterował z Urzędu Bezpieczeństwa i rozpoczął grasowanie na Podhalu. Nie tylko jeden „Ogień” był bandytą, bo było ich znacznie więcej, a byli to różnego rodzaju zdegenerowani (nie tylko wojną) odszczepieńcy, którzy z bogoojczyźnianymi hasłami na ustach zajmowali się rabunkiem i mordowaniem. Mordowali dla zysku i dla zaspokojenia swoich prymitywnych instynktów. Mordowali kobiety (w tym będące w ciąży), dzieci, starców,mężczyzn i chłopców pod pretekstem walki z komuną, a właściwie, jak to nazywali, z żydokomuną. I dlatego wieczną hańbą dla polskiego sejmu, polskiego prezydenta, a także dla posłów lewicy, jest to, że sejm uchwalił, a prezydent podpisał uchwałę oddającą cześć tzw. żołnierzom wyklęty. Aktem tym polskie władze państwowe wzięły na siebie odpowiedzialność za mordy niewinnych ludzi, dokonanych przez zbrojne bandy polskich bandytów. Hańbą jest też, że prezydent III (a właściwie IV) RP odsłonił bandycie „Ogniowi” pomnik w Zakopanem, a jego zonie przyznał kombatancka rentę. Tej hańby nic już nie zmyje.
    Janusz Bartkiewicz
    Wałbrzych

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. TC
    TC 28 lutego, 2012, 22:39

    Człowieku co ty piszesz znasz choć jeden życiorys Żołnierza wyklętego!! To byli bohaterowie ratowali setki istnień za okupacji niemieckiej, jak i rosyjskiej!! UB męczyło tych ludzi za walkę o wolną Polskę, a ty śmiesz tak o nich pisać? Wstyd! Znam z mojego regionu co najmniej kilkadziesiąt opowieści o tym jak leśni likwidowali czerwonych, którzy w haniebnym opluwaniu polskości i mordowaniu swych współbraci, widzieli możliwość przypodobania się nowej władzy, a przez to i konkretnych zysków. W moim regionie bandy ubecko-milicyjne napadały na osadników niemieckich, zabijał Żydów którzy powracali do swych domów. A Leśni stawali w ich obronie (byli to żołnierze z NSZ-u i AK!!! Prymitywne instynkty zaspokajali zdrajcy Polskiego Narodu, zdradzili swą Polskość jedynie dla paru groszy i poklepania po plecach przez jakiegoś radzieckiego kacyka!! Dzisiaj dzieci i wnuk tych zdrajców nami rządzą, nawet w mojej gminie nastały takie czasy.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Ludomir Molitoris
    Ludomir Molitoris 28 lutego, 2012, 22:54

    O tym, iż niektóre środowiska od dawna zgłaszały zastrzeżenia do prób gloryfikacji niechlubnej działalności Józefa Kurasia „Ognia”, wiadomo od dawna. Był między nimi wspomniany w artykule prezes Koła Światowego Związku Żołnierzy AK Jan Kacwin. Autorem mniej znanym jest jednak jeden z potomków ofiar z Gronkowa na Podhalu, ks. dr Władysława Zarębczana, pracownika Archiwum Watykańskiego. Jego niezmiernie emocjonalny list nie wywołał niestety żadnego wrażenia u historyków z IPN, piewców legendy „prawicowego bohatera” z Waksmundu, wykonujących tę pracę na koszt polskiego podatnika. List ten został opublikowany w Gazecie Krakowskiej dopiero 6 października 2006 r., już po odsłonięciu pomnika w Zakopanem. Jego treść jest przerażająca. Pozwolę sobie go poniżej zacytować.
    Ludomir Molitoris
    SYLWESTER 1945 W GRONKOWIE
    Wielokrotnie na łamach „Hal i Dziedzin” ukazywały się artykuły poświęcone osobie Józefa Kurasia, bardziej znanego pod pseudonimem „Ogień”. Zawsze śledziłem je z uwagą i próbowałem konfrontować te wiadomości z tym, co słyszałem o „Ogniu” w Gronkowie, Waksmundzie, Ostrowsku, Łopusznej, Szaflarach, Nowym Targu i Ochotnicy. Czasami uderzał w tych artykułach ton moralizatorski. Przypominano, jak to komunistyczna propaganda szkalowała i niszczyła dobre imię jednego z największych synów Podhala. Co zatem skłania mnie do napisania tych kilku słów właśnie w sprawie „Ognia”?
    Myślę, że mam wystarczający powód. Jestem wnukiem człowieka osobiście zastrzelonego przez „Ognia”. Mój dziadek, Władysław Zagata-Łatanek, otrzymał strzał w tył głowy w chwili, kiedy wskazywał „Ogniowi”, gdzie mieszkają jego sąsiedzi, Kudasikowie. Był sylwestrowy wieczór roku 1945. W chwili śmierci dziadek miał 36 lat. Zostawił żonę i czworo dzieci. Najmłodsze z nich miało zaledwie 2 lata.
    Ludzie „Ognia” poszli dalej przez wieś w stronę Ostrowska. U Wojciecha Barana zatrzymali następnych dwóch gronkowian. Jednym z nich był Stanisław Haręza, a drugim brat mojego dziadka, Stanisław Zagata-Łatanek. Pierwszego z nich przepędzono, a drugiego zamordowano na progu. Miał 32 lata. Od Barana oddział poszedł do Szewczyków. Tam wyciągnięto z domu Józefa Szewczyka, który właśnie spożywał wieczerzę z żoną i trójką dzieci. Zastrzelono go pod jabłonią. Miał 34 lata.
    Od Szewczyków ludzie „Ognia” idą dalej. U Grońskiego-„Pocfy” gra muzyka, bawią się młodzi w oczekiwaniu na Nowy Rok. Strzał w powałę jest znakiem, że szykuje się coś niedobrego. Przybyli pytają o Leona Zagatę-Łatanka. Wyczytany wysuwa się do przodu. Prowadzą go do na dwór, gdzie ginie od kul. Miał niecałe 18 lat.
    Scenie tej przyglądał się jeszcze jeden Zagata-Łatanek, Bronisław, lat 21. Według naocznych świadków miał uderzyć „Ognia” w twarz i krzyknąć: „Za co zamordowałeś mi brata?”. Zginął od kul całego oddziału, posiekany tak, że nie można było rozpoznać jego twarzy.
    Ale to jeszcze nie koniec tragedii w Gronkowie w pamiętną noc sylwestrową 1945 roku. Na końcu wsi, wśród owiec, został jeszcze zastrzelony Władysław Krzystyniak, lat 28. Kiedy do wsi wracał brat i ojciec zastrzelonych Zagatów-Łatanków, ludzie ostrzegli ich, aby uciekali, informując ich o straszliwej tragedii, która dopiero co się dokonała. Owej nocy miało zginąć jeszcze więcej gronkowian, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności ludzie „Ognia” nie zastali ich w domu.
    Do dziś nieznane są przyczyny tej tragedii. Gronkowscy partyzanci – to znaczy ci z nich, którzy przeżyli – zawsze woleli unikać tego tematu, bojąc się zemsty ze strony krewnych ofiar. Może ktoś wreszcie powie nam prawdę!? Czy zamordowani w noc sylwestrową 1945 roku gronkowianie to same psubraty, awanturnicy, złodzieje, donosiciele, czy też chodziło o co innego? A może były to osobiste porachunki? Sam „Ogień” bywał kilka razy w domu mojego dziadka, dołączając się do libacji po powrocie Łatanków ze Słowacji (byli handlarzami i przemytnikami, w czasie wojny przeprowadzili przez granicę między innymi setki Żydów polskich). Jeszcze w latach sześćdziesiątych przybysze z Izraela szukali mojego dziadka Władysława, aby podziękować mu za pomoc w ocaleniu życia, nie wiedząc nic o jego śmierci i całej straszliwej tragedii).
    Nie wiadomo też, dlaczego nie wykonano wyroku na innych skazanych przez „Ognia” na śmierć gronkowianach, między innymi na proboszczu, księdzu Wiktorze Błotko, i kierowniku szkoły, Przytule. Czy jedyną winą Władysława Krzystyniaka były słowa wypowiedziane do prowadzących w góry gronkowskie krowy: „Hej, dobrze się wam paść ludzką krzywdą?” Czy gwizd Ludwika Bryji na przechodzących przez wieś partyzantów był wystarczającym powodem, aby wydać na niego wyrok śmierci?
    Po zamordowanych zostały płaczące matki, żony i dzieci. Do dziś opowiadają starsi gronkowianie o matce zamordowanych Łatanków, która do samej śmierci opłakiwała utratę swoich czterech synów (kilka lat wcześniej zmarł na gruźlicę jeszcze jeden jej syn, student Franciszek). Ludzie z daleka obchodzili jej dom, gdyż, zwłaszcza wieczorami, słychać było jej płacz przechodzący w skowyt. Po kilku latach zmarła z bólu. Po wykonaniu wyroków śmierci na gronkowianach, ludzie „Ognia” zagrozili, że spalą całą wieś, jeśli ktoś pójdzie na pogrzeb pomordowanych. Tak samo grożono śmiercią przeklinającym ich żonom i krewnym pomordowanych. Nie trzeba dodawać, że tragedia ta spowodowała zubożenie tych rodzin i ból, którego wystarczy na kilka pokoleń. Do ofiar nocy sylwestrowej roku 1945 trzeba dodać jeszcze kilkunastu gronkowian, którzy zginęli z rąk ludzi „Ognia”, zarówno w czasie wojny, jak i w następnych latach.
    Słów tych nie pisze człowiek pałający nienawiścią czy wysługujący się komunistom. Broń mnie Panie Boże! Zarówno ofiary, jak i ich oprawcy są już dawno na Boskim sądzie. Wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw. Wiem, że żyją jeszcze ludzie, którzy byli u „Ognia”. Może oni coś dopowiedzą? A może wreszcie usłyszymy zwyczajne, chrześcijańskie „przepraszam” czy też góralskie „wyboccie”? Na to czekają rodziny ofiar poległych z rąk „Ognia” i jego ludzi nie tylko w Gronkowie. Jeżeli rzeczywiście „Ogień” i jego ludzie byli gorącymi patriotami i bojownikami o wolną i niepodległą Polskę, sprawa ta musi być wyjaśniona. W przeciwnym razie zarówno on, jak i jego ludzie, nadal nazywani będą, i to bynajmniej nie tylko przez komunistyczną propagandę, „bandytami”.
    ks. Władysław Zarębczan, Rzym

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Adacta
    Adacta 29 lutego, 2012, 09:27

    „…hańbą … także dla posłów lewicy, jest to, że sejm uchwalił, a prezydent podpisał uchwałę oddającą cześć tzw. żołnierzom wyklętym”. Nic ująć. A patrząc na honorowanie TEGO „wyklętego” to ma się wrażenie jakbyśmy znajdowali się w jakimś domu wariatów. Nie będę powtarzał fragmentów artykułu, ale jego zachowanie absolutnie się nadaje do oceny psychiatrycznej. Te słowa piszę na serio. Zresztą, jak czytam, chociażby w „Przeglądzie” o tych wszystkich przeklętych „wyklętych” (zdegenerowanych osobnikach) to są to b. zbliżone przypadki. Znamienna będzie opinia o tych „wyklętych”. Wydaje ją Z. Klukowski ps. „Podwiński”. „Aresztowany w 46r. i w 50r za przynależność do AK. ….potem 3 lipca 52r i skazany na 10 lat, w związku z działalnością syna Tadeusza, który działał w organizacji „Kraj”. Syna skazano i rozstrzelano na Rakowieckiej 31.06.53r.” MIMO TEGO, tak wyraża się (w książce) również o swoich kolegach wyklętych: „zarozumiali, bardzo pewni siebie, … mania wielkości… gotowi pomiatać i pogardzać każdym,…. fanatycy, apodyktyczni w sądach na dokonane z ich rozkazu akty gwałtu i bezprawia”. Ja też mam swojego przeklętego i identyczną opinię mógłbym wystawić. Ponadto mój został aresztowany w Łodzi 3.03.54r. w mieszkaniu kochanki, a wydała go kolejna z porzuconych. To analogia do Ognia, „nadmena”, też nadsamca, przewodnika stada. Wracając do artykułu. W pewnym zdarzeniu zauważyłem analogię, że jak ja komuś coś ukradnę, to trzeba mnie osądzić i skazać. Gdy natomiast mnie ukradną, to trzeba zostawić na Sąd Boży. Dlatego uważam, że zaginionego dokumentu nie ma co szukać, bo został też na Sąd Boży zabrany. Morderstwa, zbrodnie się zdarzają zawsze. Pomijając, że bandyci powinni ponieść karę za swe czyny, to należy wiedzieć, że ich postępki tkwią w dwóch źródłach: przekazanym dziedzicznie genotypie oraz szeroko rozumianym wychowaniu. To ich nie usprawiedliwia ale wyjaśnia. Bo są to ludzie odbiegający od normy, często wymagający leczenia. (To nie tylko drwina. Np. u mężczyzn – 1 promil urodzonych ma dodatkowy męski chromosom płciowy czyli układ XYY (a nie XY). To nadsamce . Mają uwydatnione cechy płciowe, są nadpobudliwi ale i niedojrzali emocjonalnie. Badania przeprowadzone w więzieniach wykazały, ze 20 promil skazanych mężczyzn ma układ XYY. Proporcjonalnie do populacji winno takich być 1 promil, a nie 20). Ale co powiedzieć o tych co na siłę, wbrew faktom i prymitywnym braku obiektywizmu, takich jak „Ogień” wstawiają ich na pomniki. Po prostu krańcowa nieuczciwość. Chyba, że choroba. Paranoja. Indukowana.

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. lgm
    lgm 29 lutego, 2012, 19:27

    plujcie towarzysze plujcie a i tak prawda się obroni

    Odpowiedz na ten komentarz
  6. alternativ
    alternativ 29 lutego, 2012, 19:39

    Rozmowa z dr Maciejem Korkuciem z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej

    PAP: Kim był major Józef Kuraś? Bohaterem czy zdrajcą, żołnierzem, który walczył o Polskę niepodległą czy zniewoloną przez Sowietów?

    Dr Maciej Korkuć: Oczywiście, że walczył o Polskę niepodległą. Walczył i z Niemcami i z Sowietami. Skąd ten „zdrajca” Panu przyszedł do głowy?

    PAP: Życiorys żołnierski Kurasia jest zaskakujący. Stworzył swój własny oddział, przeszedł do AK, następnie do AL, walczył ramię w ramię z sowieckimi partyzantami przeciw Niemcom, tworzył struktury MO w Nowym Targu, był w UB, ponownie wrócił do lasu i walczył przeciw nowej władzy. Czy człowiek ten zmieniał poglądy zgodnie z powiewem wiatru historii? Proszę przedstawić jego bojową drogę i przynajmniej spróbować wyjaśnić intencje jego działań.

    Dr Maciej Korkuć: Właśnie tego typu ustawianie pytań jest przekleństwem dla tej postaci. Najpierw szereg kategorycznych stwierdzeń, w znacznym stopniu oderwanych od faktów i od kontekstu epoki, a potem prośba o wyjaśnienie intencji. Prawdą jest tyle, że był żołnierzem AK. Prawdą jest, że w ostatnich miesiącach okupacji niemieckiej za wiedzą powiatowego kierownictwa ruchu ludowego, współtworzącego Państwo Podziemne, współpracował z przybyłymi na Podhale sowieckimi i AL-owskimi oddziałami dywersyjnymi, pomógł Armii Czerwonej w zajęciu Nowego Targu.

    Na polecenie powiatowego kierownictwa ruchu ludowego zorganizował siły porządkowe, a potem próbował być w powiatowym UB. W sumie przez trzy tygodnie.Niemal w całej Małopolsce siły niepodległościowe próbowały przenikać do organów bezpieczeństwa, żeby przejmować władzę w terenie, niezależnie od tego co się dzieje w Lublinie, Warszawie czy Moskwie. Zeszli do Nowego Targu z orłami w koronach i tak pełnili służbę na ulicach.

    Wbrew mitom poglądy polityczne Kurasia były dość stabilne. Od 1934 roku był związany ze Stronnictwem Ludowym. Był z SL związany i w 1944 i w 1945 roku, a potem aż do śmierci uważał się za – jak pisał w ulotkach – „stronnika PSL”.

    PAP: Wyroki śmierci na Kurasia wydali nie tylko Niemcy i przedstawiciele tzw. nowej władzy przyniesionej na sowieckich bagnetach, ale nawet swoi z AK. Czyżby – jak głosiła propaganda w powojennej Polsce – „Ogień” był zwykłym bandytą?

    Dr Maciej Korkuć: Niemcy, a po 1945 siły NKWD, UB i KBW, zwalczały go jako wroga, jako żołnierza formacji niepodległościowych. Wszystko wskazuje na to, że żadnego wyroku śmierci ze strony Wojskowego Sądu Specjalnego (bo to zapewne ma Pan na myśli mówiąc o „wyroku AK”) nie było. Owszem był konflikt z lokalnymi dowódcami, na tle okoliczności rozbicia obozu oddziału przez Niemców. Były też próby zastrzelenia „Ognia” ale bez wyroku WSS. To spowodowało swoiste „wypchnięcie” Kurasia z szeregów podziemnego wojska wiosną 1944 r. Później lokalny dowódca AK próbował się z tego wycofać, próbowano ponownie wciągnąć „Ognia” do jednostek AK. To jednak nie mogło przywrócić wzajemnego zaufania. Zresztą Kuraś był już wtedy dowódcą Oddziału Specjalnego Ludowej Straży Bezpieczeństwa a zaraz potem – jako LSB – także komendantem oddziału egzekucyjnego Powiatowej Delegatury Rządu. W takiej roli nawet poza AK był żołnierzem Polski Podziemnej.

    PAP: Kuraś jest oskarżany o antysemityzm i mordowanie Żydów. Jego obrońcy twierdzą, że albo są to zarzuty bezpodstawne, albo że zabójstwa osób pochodzenia żydowskiego nie miały podłoża antysemickiego, a antykomunistyczne. Wyjaśniają, że wykonywał wyroki na przedstawicielach władzy ludowej nie kierując się względami pochodzenia etnicznego.

    Dr Maciej Korkuć: Rzeczywiście, tam gdzie strzelano do funkcjonariuszy bezpieki nie miało większego znaczenia czy to byli Polacy, Żydzi czy Ukraińcy. To byli funkcjonariusze UB. Jednak na wydarzenia pod Krościenkiem, gdzie kilku podkomendnych „Ognia” strzelało do kilkunastu żydowskich cywili (wiemy, że to byli przypadkowi ludzie, nie funkcjonariusze UB, nie konfidenci) nie ma usprawiedliwienia. To nie był rozkaz „Ognia”, wszystko wskazuje, że do tej zbrodni doszło bez wcześniejszego planu. Jednak na dowódcę spada odpowiedzialność za czyny podkomendnych. Chyba, że dowiemy się, że zostaliby za to ukarani. Póki co przekonujących dowodów na to nie ma, więc problem jest.

    Z drugiej strony mamy też informacje o ściganiu przez żołnierzy „Ognia” sprawców zabójstwa dwóch żydowskich kupców – handlarzy jabłek. Ścigali ich podkomendni „Ognia” nawet po jego śmierci.

    PAP: Podobnie ma się sprawa z oskarżeniami dotyczącymi mordów na Słowakach…

    Dr Maciej Korkuć: Ech… Niech Pan nawet nie żartuje! Ja wiem że z punktu widzenia Warszawy walka o polskie granice gdzieś na Spiszu i Orawie wydaje się błahostką. Przecież Sowieci pół Polski połknęli… a tu jakieś skrawki.

    Wciąż zapominamy, że 1 września 1939 roku nie tylko Niemcy, ale i Słowacja zaatakowała Polskę – całym potencjałem militarnym na jaki ją było stać. 1 pułk strzelców podhalańskich, w którego szeregach Kuraś walczył we wrześniu 1939 roku, rozpoczynał wojnę od bitew obronnych i ze Słowakami i z Niemcami.

    W Warszawie defiladę zwycięstwa urządzali Niemcy; a w Zakopanem – Słowacy. Okupowane przez Słowaków tereny polskiego Spisza i Orawy zostały poddane różnym formom represji oraz rugowania Polaków (także księży) i polskości. W Jurgowie urządzono uroczysty „pogrzeb Polski”.

    Przez cały okres okupacji kwitła współpraca słowackich formacji policyjnych w wyłapywaniu polskich kurierów i żołnierzy WP. Funkcjonariusze państwa słowackiego brali udział w zbrodniach na Żydach nie tylko słowackich, ale też polskich.

    Granice wyznaczone po wrześniu 1939 roku na mocy porozumień z Hitlerem Słowacy próbowali utrzymać po 1945 roku. Konflikt ożył tu z nową siłą. Wtedy również były polskie ofiary śmiertelne słowackich działań. Jeszcze później Słowacy na tych terenach prowadzili antypolską agitację. „Ogień” ją zwalczał konsekwentnie. Był jeden przypadek kiedy kilku słowackich chłopów zginęło z rąk „ogniowców” w dość niewyjaśnionych okolicznościach, ale to było pokłosie całego konfliktu.

    Dzisiaj dla niektórych działaczy słowackich wygodniejsze jest mówić o tych kilku chłopach i o krowach skonfiskowanych przez polskich partyzantów niż o Polakach poległych z rąk słowackich czy o współpracy ich państwa z Hitlerem, także o udziale w zbrodniach Holokaustu.

    Jeśli chodzi o przywrócenie i obronę polskiej granicy na Spiszu i Orawie, to nawet w publikacjach PRL-owskich przyznawano, że udało się przywrócić ich przedwojenny przebieg także dzięki wystąpieniom „reakcyjnego” podziemia „Ognia”.

    PAP: Od kul jego żołnierzy miała ginąć także polska ludność cywilna…

    Dr Maciej Korkuć: Jeśli tak sobie będziemy opowiadać różne rzeczy w oderwaniu od wojennych realiów czasu i miejsca to daleko nie zajdziemy. Co to znaczy „ludność cywilna”? Większość konfidentów Gestapo to była ludność cywilna. Konfidenci UB to też cywile… Ja nawet w podstawówce się uczyłem, że likwidacje konfidentów były zasługą: i dla Polski i formą ochrony miejscowej ludności. Sądzi Pan, że Polak – cywilny współpracownik Gestapo, to biedna ofiara Polski Walczącej?

    PAP: Jest także pozytywna legenda „Ognia”. W niej jest on bohaterem bez skazy, niemal jak Janosik. Jego postępowanie – np. wielkie wesele, które urządził – przypomina żywcem „dobrego zbójnika” z filmu Passendorfera.

    Dr Maciej Korkuć: I znowu możemy się bawić w opowiadanie bajek. Ja nie wiem, czy Janosik był bohaterem bez skazy. „Ogień” walczył o Polskę, ale był człowiekiem z krwi i kości, dzieckiem swoich czasów, człowiekiem, który popełniał także błędy… A Pan z uporem szuka albo białej albo czarnej legendy. Zapewniam Pana, że historia taka jaka była naprawdę, jest o wiele bardziej interesująca – i bardziej zaskakująca niż najlepsze powieści.

    Rozmawiał Wojciech Kamiński (PAP)

    Józef Kuraś („Ogień”, „Orzeł”) urodził się 23 października 1915 r. w Waksmundzie koło Nowego Targu. W 1934 r. został członkiem Stronnictwa Ludowego.

    W czasie kampanii polskiej 1939 r. walczył w szeregach 1 pułku strzelców podhalańskich.

    Od listopada 1939 r. zaangażowany w działalność konspiracyjną. Żołnierz Konfederacji Tatrzańskiej i Armii Krajowej. Dowódca oddziałów Ludowej Straży Bezpieczeństwa oraz oddziału egzekucyjnego Powiatowej Delegatury Rządu RP w Nowym Targu.

    W czerwcu 1943 r. w odwecie za egzekucję dokonaną przez oddział Kurasia na dwóch policjantach, będących agentami Gestapo, Niemcy zamordowali jego żonę, 2,5-letniego syna i ojca. Ciała zamordowanych i rodzinny dom Kurasia spalono. Wówczas to przyjął pseudonim „Ogień”.

    Na początku 1945 r. Kuraś uczestniczył w tworzeniu Milicji Obywatelskiej. Trzy miesiące był komendantem MO w Nowym Targu i w Urzędzie Bezpieczeństwa w Zakopanem, realizując w ten sposób zalecenia Mikołajczykowskiego Stronnictwa Ludowego, dotyczące przejmowania władzy na wyzwolonych przez Sowietów terenach.

    Kiedy okazało się, że wizja ta jest nierealna, Kuraś utworzył zgrupowanie partyzanckie „Błyskawica”, na czele którego w latach 1945-1947 walczył przeciwko władzy komunistycznej na terenie Podhala i w innych częściach woj. krakowskiego.

    21 lutego 1947 r. otoczony przez oddziały UB i KBW we wsi Ostrowsko pod Nowym Targiem, próbował popełnić samobójstwo. Śmiertelnie ranny, zmarł następnego dnia w szpitalu w Nowym Targu. (PAP)

    mjs

    Odpowiedz na ten komentarz
  7. alternativ
    alternativ 29 lutego, 2012, 19:46

    Warto przeczytać komentarz ks.Józefa Tischnera „Sprawa Józefa Kurasia „Ognia” http://kiosk.onet.pl/_i/tp/TP1996_35_S1&5_TischnerJ_Sprawa.pdf

    Odpowiedz na ten komentarz
  8. Andrzej Koczwara
    Andrzej Koczwara 29 lutego, 2012, 20:58

    Polska prawica jest podla,a lewica nie ma twarzy,Ogien byl banddziorem jest to fakt niewatpliwy.Jak by nie podpadl w UB to bylby bardzo dobrym ubekiem,bandziorem.Falszywosc poslow prawicy polega na tym ze ich komuch to dobry komuch,a czyjs komuch to zly komuch,komuchow,zydkow,niekatolikow,mozna mordowac,to nie jest grzech.odsloniecie tego pomnika nto chanba dla Polski.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • lukasz88
      lukasz88 1 marca, 2016, 14:50

      Hańbą dla Ciebie jako Polaka powinien być twój porażający brak elementarnej wiedzy ortograficznej okalającej nasz ojczysty język. Cytuję fragment twojego wpisu „odsloniecie tego pomnika nto chanba dla Polski.”

      Odpowiedz na ten komentarz
  9. sugadaddy
    sugadaddy 1 marca, 2012, 11:30

    Tak to się porobiło, że jakieś 30% prawicowego oszołomstwa, wzięło resztę społeczeństwa w swoisty, psychologiczny jasyr. Biada temu, kto nie podziela ich zakłamanych poglądów. Szczególnie w sferze narodu, patriotyzmu, czy katolicyzmu. Tylko oni znają prawdę i wiedzą co dobre, a co złe.
    Sugadaddy.

    Odpowiedz na ten komentarz
  10. Adacta
    Adacta 2 marca, 2012, 13:54

    „Rozmowa z dr Maciejem Korkuciem”. To może o tych agentach i współpracownikach gestapo. Wystarczy w Google wpisać: „Tomasz Toborek Konspiracyjne Wojsko Polskie w Bełchatowie i okolicach Działalność Kazimierza Grzybowskiego i Ludwika Danielaka”. Tam też Danielak zabił T. Woźniaka z Woli Mikorskiej bo ”w czasie okupacji był współpracownikiem gestapo, a po wojnie, według informacji grupy, korzystając z ochrony UB, okradał miejscowych gospodarzy”. To może pan Toborek panu odpowie na kogo doniósł, kogo okradł. No kogo. Toborek nie daje żadnego przykładu. Rozmawiałem dawno temu ze znajomym z tej miejscowości, który z oburzeniem wspominał, że jakiś łachudra miał z zamordowanym jakieś wiejskie niesnaski. Danielak w środowisku był uważany za zbrodniarza. Wyroku na nim nie wykonano. Jego żona dwukrotnie się starała o dokument taki, bo chciała wyjść powtórnie za mąż ale nie dostała. Nawet jego syn, zanim nie dostał za ojca OGROMNE odszkodowanie, mówił (prawie że do mnie). Wstydzę, że się nazywam …, wstydzę się za swego ojca. Ale to jest nic. O agentach to będzie dopiero teraz. Pisze Toborek na str 4 tylko tyle: „We wrześniu 1946 r. Grzybowski miał dokonać morderstwa na prezesie Wojewódzkiego Komitetu ZSL, Janie Tonerze, a później na Fraju – mieszkańcu Parzniewic”. Toborek podaje, że w czasie wojny Grzybowski tworzy (w rodzinnej wiosce Parzniewice – przyp.mój) oddział AK. Powszechna to wiedza, żeWacław Fraj, też z Parzniewic tworzy z kolei oddział BCh (najpierw Chłostrę). Pewnego razu pojawiają się żandarmi i dokonują aresztowań ale ludzi z ugrupowania Fraja (BCh). Wacława Fraja z bratem, Mastalerzów – ojca z synem, Stemplewskich , a Famulski zostaje zastrzelony pod krzyżem w Parzniewicach. Tylu znam z nazwiska. Miał ich wydać jakiś „X”, o którym mówiono pieprznięty, głupek. „On współpracował z partyzantką i Niemcami…. Jak ci poszli na akcję, to on Niemców nastawiał”. Czy należał do oddziału AK Grzybowskiego, nie wiem. Był natomiast dobrym znajomym Grzybowskiego. Aresztowanych z BCh prowadzą przez las w stronę Kamieńska. Brat Wacława Fraja (dowódcy) próbuje w lesie uciec. Zastrzelony. Obóz w Gross Rosen przeżył ostatecznie tylko Wacław Fraj. Wrócił i za rok zostaje zastrzelony na swoim podwórku przez (wtedy już dowódcę w KWP) prawie że sąsiada –Grzybowskiego. Wymieniony na wstępie Danielak, mający coś z krwawego charakteru „Ognia” zabija ok. (często przypadkowych) 25 ludzi. Jego dowódca Grzybowski tylko tych dwóch. Dlaczego zabił Fraja? Jest pytanie. Wacław Fraj chyba agentem nie był, bo by na rodzonego brata ale i na siebie nie donosił. To dlaczego Kaziu Grzybowski, który (w AK) żadnego (żadnego) Niemca nie zabił, nie szuka agenta i donosiciela, tylko zabija jedyną, która przeżyła Gross Rosen – ofiarę donosu. A teraz wróćmy do pierwszej ofiary Grzybowskiego. Jana Wonera (nie Tonera). On z kolei przeżył dwa obozy koncentracyjne (Oświęcim i Hanower). Kto to był. W latach trzydziestych członek Zarządu Wojewódzkiego ZMW RP „Wici” w Łodzi oraz Przewodniczący władz powiatowych SL w Piotrkowie Tryb. W czasie wojny natomiast: jeszcze przed przybyciem (do wsi żony Wonera – Janiny- też kuriera w BCh) do Borowej Komendanta Okregu V Łódzkiego Wojciecha Jańczaka, w kontynuacji działalności przedwojennej, inicjuje i organizuje struktury konspiracyjne stronnictwa a później komórki bojowe. Po wizycie Jańczaka Woner staje na czele powiatowych struktur „SL Roch” oraz zostaje Z-cą Kwapińskiego czyli d-cy komendanta obwodu piotrkowskiego „Chłostry” (BCh). Zadenuncjowany (może przez Fraja co?) wywieziony do obozu koncentracyjnego. Przez szpital w Szwecji wraca latem 1545r. Za rok zastrzelony też przez Grzybowskiego z KWP. Jedynymi w jego życiu organizacjami, do których należał Woner i jego kolega Fraj (z sąsiedniej wioski żony Wonera), były: ZMW RP Wici oraz Stronnictwo Ludowe. Przytoczone przez pana Toborka ZSL, powstanie ale dopiero za dwa lata i jeszcze trochę po śmierci Wonera. Dodatkowo. Wonera wywieziono i zakopano pod Chabielicami – około 30 km. Zakopano tylko w koszuli (premiera Sikorskiego w trumnie ale w podkoszulce). W butach i kurtce Wonera chodził dochodzący żołnierz KWP z wioski Wonera – Antoni K., aż mu szwagier nawymyślał od idiotów. Dlaczego Grzybowski nie szuka agentów i współpracowników gestapo a tylko kończy robotę niedokończoną przez Hitlera, ale i kogoś. Napisać to można wszystko. Również to, że dom Grzybowskiego z racji AK był nachodzony przez UB, że musiał wyjechać na zachód, że tam go prześladowano (miał chyba wszczepionego chipa z nadajnikiem GPS) i wiele innych bzdur. Dopuszczając jednak to „nachodzenie”, to każdy, nie tylko UB, miałby do niego kilka pytań. Ja też jeszcze jedno. Grzybowski morduje tylko tych dwóch. Nie ma on jak widać charakteru żądnych ludzkiej krwi lub po trupach do celu: Ognia i Danielaka. Wkrótce potem zostawia „oddział” i ucieka na zachód (kary też nie poniósł żadnej). Można przypuszczać, że wplątał się w jakąś straszną, tragiczną i ohydną zbrodnię. Wplątał się i chciał się z tego wywinąć, Ale czynić z takiego czy takich – bohaterów. … Inna sprawa. Ile tu uproszczeń i bzdur, przy omawianiu człowieka (Ognia), owszem doświadczonego przez los, ale potem co robił to przechodzi ludzkie pojęcie, a o jego wariackich wyczynach to nie pisze żadne NKWD. Czytam wypowiedzi byłych żołnierzy AK a nawet dwóch księży. A mówiąc o agentach, to też takie wydarzenie. W nocy z 2 na 3 lipca 1947r oddział WIN Stanisława Kuchcewicza („Zapory”) w miejscowości Puchaczów k/ Lublina zamordował 24 bezbronnych mieszkańców wsi, w tym 10 kobiet. Podejrzewano (PODEJRZEWANO, wg zabójców), ze 3 mieszkańców wskazało wcześniej ich kryjówkę. Zwyrodnialcy, i degeneraci. Wszędzie „agenty i kolaboranty”. Tu 10 kobiet (co najmniej o 7 za dużo, bo tylko niby 3 mogły donieść). Następne pytanie. Czy Ogień nie powinien zabić kolaboranta Józefa Kurasia, który kolaborował z agentką, matką dwójki dzieci – Marią Czubakową, która (chyba dlatego że agentka) została zabita przez „Ogniowca”. Zresztą on sam przed zabiciem też z nią kolaborował, a więc i sam powinien się zastrzelić. Wszystko zgodnie z logiką Korkucia i aktualną, jedynie słuszną linią partii. Ludzie gdzie my się znajdujemy. Czy znajdujemy się w domu wariatów. ……… Ale jeszcze jedno. Pan napisał o okupantach Słowakach a ja zacytuję coś o Polakach:. „1 października 1938 r. razem z Niemcami rozbieramy Czechosłowację. My wkraczamy do Zaolzia a Hitler do Kraju Sudeckiego. Przy okazji wkraczamy do słowackiej Ziemi Czadeckiej…. Niestety działania podjęte przez ministra Becka, też w październiku 1938 r., ustanowienia granicy polsko – węgierskiej nie kończą się sukcesem. Rumuni są przeciwni zaborom terytorialnym, a Węgrzy w nie takim zakresie. …5 stycznia 1939r, wracając z Bożo Narodzeniowego i Noworocznego wypoczynku w Monte Carlo, Min Beck spotyka się z Hitlerem. Beck próbuje go przekonać do planu przyłączenia Rusi Zakarpackiej do Węgier, bez efektu”. A jednak. „13 marca 1939 kanclerz Adolf Hitler powiadomił rząd węgierski o planowanym wkroczeniu do Czechosłowacji w ciągu następnych 24 godzin, oraz zostawił mu wolną rękę w sprawie Ukrainy Karpackiej. 14 marca 1939 o 6 rano wojska węgierskie zaatakowały Czechosłowację, w tym Karpacką Ukrainę. …16 marca odbyły się na Przełęczy Tucholskiej uroczystości spotkania wojsk polskich i węgierskich i stworzenia wspólnej granicy. Stronę polską reprezentował gen. Mieczysław Boruta-Spiechowicz, a węgierską gen. Novak”. …. A tak w ogóle, ktoś namówił prezydenta Kaczyńskiego by przyjechał pod pomnik Kurasia, i teraz problem. Stawiam, że jednym z tych (dwóch) fałszywych sprawiedliwych był IPN.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • jendrek
      jendrek 5 lutego, 2015, 15:12

      Trafiony zatopiony -jedno powiem brak obiektywnych mediów powoduje ze obecnie mlodzi z zapałem gloryfikują NSZ bandytów dzięki klepniecia przez sejm oraz podpisu prezydenta …Dla poklasku i głosow w wyborach dla wladzy zdolni sa do wszystkiego nasi politycy z prawicy a lewica wystraszona milczy.

      Odpowiedz na ten komentarz
  11. Retro
    Retro 5 marca, 2012, 16:43

    Władysław Machejek, sekretarz powiatowy PPR w Nowym Targu, brał udział w akcjach MO i KBW przeciw partyzantom Józefa Kurasia. W 1955 wydał powieść Rano przeszedł huragan, w której opublikował rzekomy pamiętnik Kurasia, do dziś cytowany jako autentyk. Propaganda PRL tworzyła czarną legendę „Ognia” a Przegląd ją kontynuje.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • MTH
      MTH 8 października, 2015, 20:48

      Święte słowa. Pogrobowcy komunistyczni powtarzają bajki stworzone przez ich przodków. W szkołach albo się przemilcza temat Żołnierzy Wyklętych lub ją zakłamuje nazywając Ich „bandytami”. Nie można winić dzieci i młodzieży za niewiedzę i wypaczone poglądy nt. Żołnierzy Wyklętych. Trzeba uświadamiać młodych w swoim najbliższym otoczeniu, aby wiedzieli kto był prawdziwym Bohaterem, a kto bandytą z ubp, mo, kbw.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • waclaw
      waclaw 3 lutego, 2016, 14:34

      Kuraś zwykły bandyta ma pomnik, musi być wojna, ludzie całkiem zgłupieli, ponoć Marchwicki ten co zabijał kobiety w Katowicach, też walczył z władzą

      Odpowiedz na ten komentarz
      • 128
        128 22 lutego, 2016, 10:48

        Chyba już od dwudziestu lat powszechnie wiadomo, że to nie Marchwicki…

        Odpowiedz na ten komentarz
      • gość
        gość 24 kwietnia, 2016, 11:02
        • gość
          gość 24 kwietnia, 2016, 11:10

          i dalej moi drodzy nie rozpędzajcie się tak bo w koĶcu wyjdzie na to, że każdy złodziej za tzw komuny i inna maść popełniająca przestępstwa będzie tą którą należy gloryfikować bo walczyła z komuną UB MO WP a dlatego ,że walczyła właśnie w swój sposób.

          Odpowiedz na ten komentarz
  12. pupilek
    pupilek 5 marca, 2012, 18:00

    Mój ojciec ochotnik w dywizji ochotniczej płk. Kota ranny w bitwie pod Grodnem w 1920 r., ciężko ranny (16 lat) odznaczony Krzyżem Walecznych, przedwojenny harcmistrz i nauczyciel itd. – Po powrocie z wysiedlenia (z rodziną – żona i córka) musi uciekać z rodzinnego miasta na „Ziemie Odzyskane”, by uniknąć aresztowania przez NKWD (mieli dokumenty z Wojskowego Archiwum II RP – ale to inna historia), mój teść członek Lwowskiego AK (o. w Borysławiu) 10 lat Syberii bo młodzi nudzili się i rozbroili posterunek ACz, a w wigilę 1944 r. spędzali w rodzinnych domach (wiadomo co było – kto zna historię najnowszą RP, ten wie), teściowa pochodziła z Marchlewszczyzny (Żytomierskie -1937 r.). Wujek 10 lat Syberii bo był oficerem carskim a potem u Petlury. Matkę uratował SS-man Austriak – chroniła Żyda przed łapanką. Ciotka niszczyła listy (donosy na Gestapo z zaprzyjaźnionym listonoszem. Kuzyn por. AK (egzekutor m.in. zdobywca pierścienia gestapowca) po wojnie łącznik Łupaszki – donosił korespondencję i pieniądze (dał naciągnąć się na napad na sklep GS po pieniądze)- 10 lat we Wronkach (nie może być rehabilitowny, bo był to napad bandycki. Ja wychowałem się na historii Monte Cassino, Dywizjonów 303 i 301, Katynia, Powstaniu Warszawskim (tak już jako kilkunastoletni chłopak wiedziałem to!) – Różne poglądy mieli wszyscy wspomniani, ale nikt z nich nie zrobiłby krzywdy innemu człowiekowi i wszyscy kochali swoją Ojczyznę i bliskich!

    Odpowiedz na ten komentarz
  13. koczwara andrzej
    koczwara andrzej 5 marca, 2012, 19:58

    prawica gloryfikuje zwyklych bandziorow jako walczacych z komuna,czym zawinil biedny chlop ze go w najlepszym przypadku wychlostali,zone i corki zgwalcili,dobrze ze nie zabili,ano zawinil tym ze wziol panska ziemie ktora dostal w ramach reformy rolnej,czym zawinil zwykly kolejarz,pracownik geesu czy inni co odbudowywali kraj.Bardzo czesto bandziory zabijali nawet dlugo po wojnie zeby nie bylo swiadkow ich rabunkow i zbrodni,tacy to sa niektorzy bochaterowie prawicy

    Odpowiedz na ten komentarz
    • PROSTY CZŁOWIEK
      PROSTY CZŁOWIEK 7 lutego, 2015, 13:29

      Chłopa wychłostano z chciwość, takze za wziecie cudzej własności czyli złamanie przykazania NIE KRADNIJ, kolejarz donosił NKWD a pracownik GS bral lapowki od biednego chlopa za prezydzial ziarna siewnego i narzedzia spod lady.
      NIe brakowalo i bandytów ale byli w wiekszosci na Rakowieckiej i w Komitretach, a PROPAGANDY to juz bylo najwiecej – i tak do dzis szczuje takiego np. Koczware przeciw Historii i prawicy.
      A wiesz, Koczwara co to Ojczyzna?

      Odpowiedz na ten komentarz
  14. Andrzej Koczwara
    Andrzej Koczwara 5 marca, 2012, 20:22

    Co to za panstwo gdy jrgo instytiucje zafalszowuja historie w tak podly sposob ciagle krytykuje sie ze komuna zaklamywala a coz jest teraz,dobry przyklad dla mlodego pokolenia.Idioci wywoluja powstanie bochaterzy gnie ok 200 000 niewinnych cywili nie maja pomnika.Bandziorom stawia sie pomniki ich ofiarom nie.Tak dlugo sie nie da

    Odpowiedz na ten komentarz
  15. Adacta
    Adacta 6 marca, 2012, 10:19

    Z-ca Komendanta Okręgu AK w Krakowie, płk Narcyz Wiatr zostaje zabity przez Ubeka Jana Tomana w dniu 21.04.45r. Zabity był też Komendantem Okręgu Kraków BCh. Gdy w Krakowie przejdziemy się kilkadziesiąt metrów (w dół), idąc od „papieskiego okna”, znajdziemy pomnik w miejscu zbrodni. Niestety nie ma tam informacji, że w czasie wojny Toman należał do AK, która wydała na niego wyrok śmierci za rabunki jakie dopuszczał się ze swoim oddziałem. Wtedy to klęczał przed Narcyzem i ujmował go pod kolana. Błagał go o litość, że ma żonę i dwoje dzieci. N. Wiatr zawiesił wykonanie wyroku. Po wojnie Toman wstąpił do UB i wkrótce zastrzelił swojego dowódcę. Był poniżony a może i zagrożony. Idąc śladem z „Przeglądu”, wykupiłem w „Wyborczej” za 2,46 zł artykuł „Kto zabił Bolesława Ścibiorka” – Z-cę Generalnego Sekretarza Mikołajczykowskiego PSL. Obydwa zabójstwa obciążają komunistyczne UB, o czym na szczęście informuje prasa. Wtedy jednak WiN i PSL rozpoczynają szeroką akcję protestacyjną. Mikołajczyk domaga się rozbrojenia członków PPR. W parlamencie angielskim minister Ernest Bevin składa oświadczenie obciążające władze bezpieczeństwa. W sukurs PSL-owi przyszedł minister USA James F. Byrnes. „Dziennik Polski” w Londynie pisze, ze za morderstwem stoi bezpieka i moskiewskie NKWD. Tymczasem w stalinowskim procesie uznano, że na rozkaz „Orszy” (Kucikiewicza) d-cy ugrupowania AK (mówiło się, że uciekł do Szwecji), Ścibiorka zabił nie żyjący już zołnierz AK – Władysław Baran. W latach 90-tych jednak, tak prokuratura jak i Komisja do Badania Zbrodni … wróciła do sprawy. Przykro pisać, ale stwierdzono, że wyrok wydany w latach 40-tych skazywał rzeczywistych sprawców mordu. Orsza (który też zazdrościł Ścibiorkowi władzy i odszedł dlatego z BCh do AK) zamordował Ścibiorka m.in. z zemsty i obawy, że ten wyjawi jego przestępczą działalność. Napadał na chłopów i ich grabił. Zabił małżeństwo Chrząszczów, u których ukrywał się podczas wojny – wiedzieli o nim za dużo. Powiesił w lesie Żydówkę, która podczas okupacji ukrywała się u Chrząszczów i wiedziała o tym. Otworzył sklep w Jeżowie. Co w dzień sprzedał, w nocy rabował. Mamy więc bardzo podobne życiorysy. Żołnierze niepodległościowego podziemia. Kuraś, Kucikiewicz, Toman. Było ich trzech ale tak jakby w jednej osobie. Zgadzam się całkowicie ks. Tischnerem, któremu wszystkie te słowa zresztą polecam. „Kościół walczy z głupotą … Dziś jest czas dla rzetelnych historyków. Byli i są związani z kościołem.” Chciałbym i ja coś wyznać. Kilka miesięcy temu też byłem w kościele. Sporo śmiechu, bo proboszcz pyta dzieci z kim się spotkał Papież na lotnisku w Łodzi a one ,że byli to komuniści. No nie, mówi. Komuniści to byli …(namysł), którzy chcieli by robotnice łódzkie … (namysł). I nie wiem co dalej chciał powiedzieć. Mam do księdza jeszcze jedno pytanie. Takie teleturniejowe. Kto to powiedział, że kiedy dajesz jałmużnę, modlisz się, pościsz – to nie trąb jak obłudnik, żeby cie ludzie widzieli. Kto mówił o przebaczeniu, o drzazdze w czyimś oku, fałszywych prorokach, o mamonie i zbawieniu. Dlaczego po pierwszym najważniejsze jest drugie przykazanie: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. I dlaczego ktoś powiedział, że na sądzie ostatecznym nie będzie honorowany za budowę pałaców złotych, kościołów (On modlił się na pustyni) a tylko za „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych”. A artykuł ks. Tischnera ładny. Nie jednostronny. I ci dobrzy i ci dobrzy, ani ten, ani ten bez grzechu. Ale nasz i tak najładniejszy. Ponieważ ks. wspiera się ruchem ludowym, to uzupełnię, że Narcyz Wiatr jednak zaliczył KL Berezę. Nie tylko. Zacytuję też wypowiedź działaczki jednej przedwojennej organizacji, wyklinanej z ambon a w roku 1930 to potępionej przez całą konferencję biskupów.(Napisane w „Wiciach” – XII.35r). „Widzimy olbrzymią jeszcze dal jaka nas dzieli od urzeczywistnienia się Idei Jezusowej. ..choć tyle już lat minęło, gdy tę ideę głosił i za nią swe życie oddał. O sprawiedliwość walczył, miłość wzajemną wśród ludzi biednych głosząc. Z nimi zawsze był. Pośród nich pracował i nauczał. Nie w złoconych świątyniach. Nie z bogaczami”. No to z Bogiem.

    Odpowiedz na ten komentarz
  16. Andrzej Koczwara
    Andrzej Koczwara 7 marca, 2012, 21:06

    Najgorsze w naszym kraju jest to ze toleruje sie takie instytucje jak IPN ktore za nasz niemale pieniadze zafalszowuja historie,przy wspoludziale sejmu i prezydenta.WEzmy tylko sprawe furmanow ich oprawcom wystawiono pomniki rodzinom wyplacono odszkodowania,a rodziny furmanow,przeciez to prawoslawni,ludzie gorszego gatunku.Jak czuja sie rodziny zamordowanych przez takich pseudopartyzantow polskich.Prawda was wyzwoli,puste slowa ciezko przebic sie prawdzie w naszym kraju.Jest jedyna sluszna prawda,rabuje sie a pozniej mowi ze wspolpracowali zkomuna,rabuje sie bank walka zkomuna,napada na GS walka z komuna.Zabija swiadka rabunku,kolaborant,zabija zyda ocalonego z zaglady zydokomuna.Taka jest praWDA POLSKIEJ PRAWICY i pseudohistorykow.Przez dwadziescia pare lat nowej Polski nie zrechabilitowano Witosa i co na to powiecie,IPN nie ma na to czasu

    Odpowiedz na ten komentarz
  17. Adacta
    Adacta 7 marca, 2012, 22:06

    Re: „Mój ojciec ochotnik w dywizji ….Różne poglądy mieli wszyscy wspomniani, ale nikt z nich nie zrobiłby krzywdy innemu”. Niektórzy też piszą że walczyli o wolną Polskę. Ale czy ta Polska była wolna dla wszystkich. Szef Mikołajczyka – W. Witos – w obliczu kryzysu, a więc tragedii wsi mówi: kapitalizm się nie sprawdził itd. To powszechna wiedza, ale niech pan w przeglądarkę wpisze NSZ i wybierze stronę Wikipedii. Nie znajdzie tam Pan informacji (poza niewielkimi oddziałami w Powstaniu) o jakiejkolwiek walce z Niemcami. Przeczyta natomiast o kontaktach z Niemcami oraz o likwidowaniu wielu oddziałów GL i AL. Mało tego. NSZ likwidował swoich dowódców którzy chcieli współpracować z AK. Ale to nawet Stronnictwo Narodowe, z którego wywodzi się NSZ: „postuluje model Polski narodowej i bezklasowej. … wyparciem z Polski obcego kapitału, uspołecznieniem własności przez udział robotników w przedsiębiorstwach”. Najlepiej to świadczy o tym jak było przed wojną. W małych gospodarstwach była śmierć głodowa. Zajrzeć w roczniki, w książki to opisujące. Kryzys jednak nawet nie dotknął pracowników państwowych: urzędników, wojska i milicji czy kolejarzy. A ile chłopów zostało zabitych. Do tego Witos i inni posłowie w Brześciu itd. Itd. I z tego powodu w Polsce powstawały nastroje chęci zmian. Może pana rodzina nikomu nie zrobiła krzywdy. W takim razie to nie do pana są te wszystkie słowa. Jeśli przeczytał pan już o NSZ, to powiem. Te słowa kieruję do nich, do tych ugrupowań, które nie posłuchały dowództwa AK i zaczęły zabijać Polaków, często na wariata. To o „Ogniu” pisze grupa 10-ciu Akowców. A o innych. Wpisz Pan teraz „Łupaszka znów w Hajnówce”. To od wsi Jasienica, przyjął pseudonim literacki partyzant Łupaszki, który tam oddalił się od „krzyż mieliście na piersi a brauning w kieszeni”. Tam jest skrót, ale czy w dalszym ciągu jest pan dumny z kuzyna porucznika. Jeśli tak, skończ pan czytać. Jeśli nie to posłuchaj pan. Zwrócić honor komu trzeba. Uczciwie. Ale ja nigdy nie potępię ludzi którzy bronili przed Łupaszką, Zygmuntem, Burym, Ogniem i innymi (dzieciobójcami też). Gdyby pan znowu o zniewoleniu, bo pana pogląd podziela 99% gazet i 90% polityków. To ja do wszystkich. Przestańcie pieprzyć jak mały Kazio. Wszyscy bez wyjątku. To dlaczego ten głupi naród 2 razy wybrał „zniewalacza” na prezydenta . Dlaczego partyjny beton został premierem. A skończył premierowanie bo zawiódł i do komuny państwa nie zawrócił. Dobrze zrobił, ale ludzie liczyli. Do tego wszystkie jedynie słuszne siły narodu zwarły szeregi. Dlaczego to nawet o tej bolesnej sprawie – większość ludzi mówi – „stan wojenny dobrze”, a przeciwnych jest mniej. No ale cóż, jeśli nawet bracia starsi w wierze mówią, że w 45r nie było wyzwolenia. Dobrze, że ruskie ich nie posłuchały. Narodowce na całym świecie byłyby na bezrobociu.

    Odpowiedz na ten komentarz
  18. pupilek
    pupilek 11 marca, 2012, 14:36

    W Pełni się z Panem zgadzam – moja wypowiedź miała na celu właśnie takie reakcje! – Niech wszyscy zobaczą, że nie każda „oczywistość jest oczywista” i nie wszystko co „jest białe jest białe a czarne jest czarne”. W kwestii, którą Pan poruszył potrzebna byłaby daleko szersza wypowiedz – ale to zrobić powinni ludzie na forum publicznym wobec jak najszerszego audytorium (naszych przemyśleń wielu nie przeczyta i zamyśli się nad ich istotą, bo historia u nas jest traktowana wybiórczo) – IPN bada zbiory archiwalne bez weryfikacji z rzeczywistością w których były tworzone, a wielu im ufa bezgranicznie. – Sam kiedyś przeglądałem dokumenty z okresu PRL (zgodnie z obowiązującą ustawą z 1999 r.) – Nie odważył bym bym się nigdy wyciągać jednoznacznych wniosków. – Na zakończenie: chciałbym aby z naszych wypowiedzi wynikał wniosek, że każdy, nie zależnie od opcji politycznej i pochodzenia miał do własnego postrzegania Ojczyzny bez opluwania inaczej myślących!

    Odpowiedz na ten komentarz
  19. Andrzej Koczwara
    Andrzej Koczwara 11 marca, 2012, 22:39

    Mordowanie cywili,dzieci istarcow oraz kobiety nie mozna nazywac walka z komuna.Do propagowania jedynie slusznej prawdy dorwali sie nieuczciwi pseudohitorycy.Winne sa rowniez panstwowe media,bo ktoz slyszal o ksiazce bodajze nie wiem czy wiernie podam jej tytul bodajze,,Egzekutor,,wspomnieni wtedy 16 letniego wykonawcy wyrokow smierci byl mlody wtedy otym nie myslal refleksja przyszla pozniej,wspomina jak dowodcy wydawali mu rozkazy by wykonac wyroki jak ksiadz kapelan kazal mu zabic koliege bo wstapil do milicji.Niektorzy broniacy bandziora ktory dal dyla z ub bo mu sie za przeproszeniem do dupy dobierali tlumacza ze przenikali zeby infiltrowac sluzby jest smieszne wstepywali do sluzb zeby bezkarnie rabowac izabijac swiadkow a jak sie robilowokol nich goraco to stawali sie partyzantami.Panowie nie dorabiajcie do tego ideologi na sile

    Odpowiedz na ten komentarz
  20. Szatan
    Szatan 12 marca, 2012, 13:17

    To, że „Ogień” był bandytą, nie jest żadnym odkryciem. Tamci górale też byli nieźli – uważali za rzecz chwalebną walkę „Ognia” z KBW. Precz z prawacką propagandą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz na ten komentarz
  21. Andrzej Koczwara
    Andrzej Koczwara 12 marca, 2012, 19:56

    Niektorzy gorale tez byli dobrzy,czy slyszeliscie o ,,goralenvolk,,ktory z czy ich rodziny do tego sie przyznaja

    Odpowiedz na ten komentarz
  22. Tomasz
    Tomasz 13 marca, 2012, 15:01

    Szanowni Państwo – miałem,przepraszam mam bo choć śp.to nadal mój „Guru” – lotnik z jednego z polskich dywizjonów bombowych w II Wojnie Światowej, który na propozycję spisania jego wspomnień (bardzo bogatych, bo dopiero w trzeciej turze bojowej został zestrzelony nad Polską – za mało miejsca żeby to wytłumaczyć – Kawaler VC, VM, 3xKW), odpowiedział mi po ludzku: kochany; po pierwsze rozwiodła by się ze mną moja kochana żona,a po drugie wszystkie swoje przewagi i niepowodzenia interpretowałbym subiektywnie, bo człowiek jest tylko człowiekiem. – Poznałem w swoim życiu Kombatantów ze wszystkich polskich frontów II WŚ, Wspaniali Ludzie!, potrafili ze sobą normalnie wymieniać swoje poglądy i doświadczenia, wypić po „kielonku”. To był dla mnie wspaniały okres – do czasu aż nie wmieszali się w to „politycy”, którzy wszystko zepsuli! IPN, gloryfikacja wybranych opcji, wzajemne szczucie przeciwko sobie, nietolerancja, prywata itd. – Wiem że trudno, ale jeden z moich przyjaciół zgłosił się do mnie (byłem starszym grupy na studiach) i złożył rezygnację ze studiów (humanistycznych) podając jako powód poznawania nowej „wersji” historii, bo dotychczas uczył się innej (początek lat 80.). – Człowiek wielkiego serca i uczciwości (był synem milicjanta który w latach czterdziestych awansował z fornala na przedstawiciela władzy)? – Stąd też wnioskuję: mniej pyskówki a więcej logicznej dyskusji na argumenty poparte w miarę poszerzoną uwiarygodnioną wiedzą. – Patrz ŚP. P. Małachowski!

    Odpowiedz na ten komentarz
  23. Ogień bandytą
    Ogień bandytą 15 marca, 2012, 21:43

    Przepraszam, wie ktoś może gdzie można obejrzeć ten film?

    Odpowiedz na ten komentarz
  24. marzyciel23
    marzyciel23 11 maja, 2012, 12:33

    Ogień był zbrodniarzem i mordercą. Kiedyś na zlecenie ofiar Ognia zbierałem informacje o jego zbrodniach. Wstyd dla Polski, że postawiła mu pomnik. Mam nadzieję, że Słowacki Instytut Pamięci doprowadzi do ujawnienia zbrodni Ognia. Uznanie Ognia bohaterem jest najwyższą głupotą władz oraz polskiego IPN-u. Wstydzę się za tych, co podjęli taką decyzję.

    Odpowiedz na ten komentarz
  25. Gilhamesh
    Gilhamesh 26 maja, 2012, 18:24

    Taka jest Polska teraz. Stawia się pomniki zdrajcom i bandytom

    Odpowiedz na ten komentarz
    • MTH
      MTH 8 października, 2015, 21:00

      Rozumiem, że masz na myśli pomniki typu „czterech śpiących” i innych degeneratów?

      Odpowiedz na ten komentarz
  26. Polak
    Polak 29 czerwca, 2012, 00:40

    Zagatowie , Józef Szewczyk, Jan Kudasik i Władysław Krystyniak zostali zabici wg ustaleń M. Korkucia po wielu ostrzeżeniach za działalność rabunkową .

    Zachar Szumlański albo Zahar- Szumlański pracownik PKL, członek PPR, zginął wg jednych źródeł ( raport UB) przypadkiem a wg drugich ( Kapeniak, Dereń) uczestnicząc w walce na Gubałówce 04.08.1946.

    Szczurek, Krak, Chałupka i Łapszański – Słowacy, zabici zostać mieli ( i chyba tak było) w obozowisku pod Turbaczem w kwietniu 1946 za czynny udział w rozbiciu posterunków MO w Łapszach Niżnych i Jurgowie ( a właściwie nie dopuszczenia do ich powstania )a także rozbicia posterunków w Chyżnem i Podwilku ( tu były już ofiary śmiertelne po stronie polskiej)

    Paweł Bizub i Jego syn Jan zostali zabici 24 stycznia 1946 r. w Trybszu, a ich gospodarstwo obrabowane i spalone – nie wiadomo, choć tak twierdzą Słowacy czy czynu tego dokonał ,,Ogień”

    I Tyle mam do powiedzenia „towarzysze” zdrajcy Ojczyzny. Śmierć komunie. Niech Żyje Wolna Polska Wolna od kolaboranckiej sowieckiej tłuszczy tfu świnie UBeckie ! na pohybel !

    Odpowiedz na ten komentarz
  27. Anonimowy
    Anonimowy 15 grudnia, 2012, 01:07

    Wstydźcie się, którzy uważacie Ognia za bandytę. Radziłbym poczytać trochę materiałów na ten temat, a nie tylko dławić się papką sporządzoną przez komunę. Najwyraźniej zaliczyliście pranie mózgu i to z wirowaniem. A Słowacy niech tyle nie pyskują, bo to oni weszli z Niemcami do Polski w 1939, a po 1945 chcieli przyłączyć Spisz do Słowacji na co Ogień nie chciał się zgodzić. Ten człowiek zwalczał wrogów Polski, a nie ludność Podhala. Jego przeciwnikami byli: komuniści, NKWD, Służby Bezpieczeństwa, w których aż roiło się od Żydów itd. Na Podhalu było sporo różnych grup, niekoniecznie partyzanckich, trudniących się rozbojem, a ich wybryki szły na konto Ognia podobnie jak morderstwa w wykonaniu SB. Radziłbym uruchomić myślenie, a dopiero potem się wypowiadać.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • NBF
      NBF 28 września, 2015, 08:50

      A propos myślenia przejedź się do Chochołowa i zagadaj miejscowych o bohaterskiego „Ognia”. Tylko wcześniej zapisz komuś tornister i kredki w testamencie prawacki lemingu.

      Odpowiedz na ten komentarz
  28. amstaf358
    amstaf358 15 grudnia, 2012, 12:40

    Hej Ogniowe imię ,nigdy nie zaginie!,Hej cy to w nasyk górach cy to na dolinie…

    Odpowiedz na ten komentarz
  29. andrzej koczwara
    andrzej koczwara 30 grudnia, 2012, 14:00

    Tyn wszystkim ktorzy uwazaja Ognia za bochatera radzil bym zeby otrzezwieli,gadki typu propaganda komunistyczna tu nie pomoze,bandzior wstapil do UB zeby rabowac i zabijac bezkarnie.Czy wy obroncy uwazacie ze zabicie kogos bez sadu na podstawie jakichstam zarzutow jest w porzadku.Najlepiej pozniej powiedziec zabilismy wrogow polski i az roilo sie tam od zydow,dobre chrzescijanskie wytlumaczenie,niemieccy zolnierze hitlerowscy tez mieli na klamrach pasow < Odpowiedz na ten komentarz

  30. Nedza
    Nedza 23 stycznia, 2013, 01:16

    Dość dykatatu Towarzystwa Slowaków. Polacy od dawna nie mieszają sie w sprawy Spisza i Orawy na Slowacji i nie powinni tego robic Slowacy w Polsce. W dodatku bez zadnego uzasadnienia. Bezczelnosc Towarzystwa Slowaków nie zna granic.

    Odpowiedz na ten komentarz
  31. zbych jastrzab
    zbych jastrzab 6 lutego, 2013, 15:37

    Prymitywne spiewki, ze wszystko sporzadzone przez komune ! To nie komuna tylko zwykli ludzie ! Demagogu dla ktorego mordercy to bohaterowie, jaka masz moralnosc ? Chyba psychopaty.

    Odpowiedz na ten komentarz
  32. Waldi
    Waldi 9 lutego, 2013, 16:42

    „Ogień” to był zwykły śmieć i bandyta. Jaki z niego działacz podziemia niepodległościowego, skoro wcześniej w szeregach UB i MO sam zwalczał owo podziemie niepodległościowe i wydawał niedawnych kolegów z AK i pewnie robiłby by to dalej, gdyby nie rozkaz aresztowania go. Liczne mordy przypadkowych ludzi, a już powieszenie ciężarnej kobiety, tylko dlatego, że nazwała go bandytą zgodnie z prawdą, to już najlepiej świadczy o zbrodniczych instynktach Ognia.

    Odpowiedz na ten komentarz
  33. Cossac
    Cossac 20 kwietnia, 2013, 21:01

    Kurasiowi gestapo zamordowano w Waksmundzie ojca, żonę i 1,5-rocznego synka, dom spalono.Wyrok śmierci miał za niesubordynację, zezwolił na zejście po prowiant – też po alkohol, takie czasy, do miasta dwóm partyzantom, niestety tam czekali Niemcy w wyniku czego ponieśli śmierć. Zresztą wyznaczony przez AK porucznik do wykonania wyroku nie wykonał go, i nie prawda iż całe AK go nienawidziło.A słowacy niech zbierają o sobie materiały, przypominam iż słowacy w 39 brali udział w ataku na Polskę, jawnie popierali faszystów jak Hlinkowa Gwardia, dążyli do pozostawienia Spiszu w granicach słowackich więc nie dziwi fakt iż byli celem partyzantów.Odnośnie podziałów i negatywnych opnii odnośnie Kurasia trzeba pamiętać iż na tych terenach powstał Goralenvolk i był to największy % volksdeutschów w całej GG, a w trakcie wojny za donosicielstwo i konfidencję był tylko jeden wyrok! Oczywiście były akty niesubordynacji i pospolitych przestępstw bo do partyzantki przyjmowani byli różni ludzie, ale większość zbrodni jest wyssana z palca, dopiero w 90 latach zaczęto ujawniać ich powody – zdrada,donosicielstwo. PAmiętać też trzeba iż Kuraś 27 stycznia przeprowadził przez góry pododdziały Armii Czerwonej, umożliwiając wojskom sowieckim oskrzydlenie Nowego Targu. Kuraś nie utrzymałby się tak długo gdyby nie miał poparcia na terenie na którym działał, liczę iż ten kto to czyta zainteresuje się tą tragiczną i skomplikowaną historią a nie będzie powtarzał do dziś pokutujące PRLowskie kłamstwa i ubeckie opracowania – min. zamordowanie kobiety w ciązy przypisano Kurasiowi, nie będę się rozpisywał. Wspomnę też iż ciało Kurasia zostało przekazane studentom do nauki, gdy ci dowiedzieli się kim jest pochowali go – za relacją świadka, kto chce znajdzie ją w filmie o Kurasiu.Może nie był święty ale pamiętajmy że były to czasy apokalipsy, ub z nikim się nie patyczkowało czy kobieta w ciąży czy dziecko!Pozdrawiam.

    Odpowiedz na ten komentarz
  34. machaj
    machaj 12 maja, 2013, 03:04

    Lepiej napiszcie o mordach dokonywanych przez bandyckie nazistowskie słowackie bojówki na Polakach!

    Odpowiedz na ten komentarz
  35. darmowy seo katalog
    darmowy seo katalog 3 października, 2013, 07:23

    Podoba mi się tutaj, super stronka. Pozdrawiam

    Odpowiedz na ten komentarz
  36. zbych2028
    zbych2028 3 października, 2013, 13:40

    Ja proponuję Słowakom najpierw rozliczyć się z agresji na Polskę w 1939 r. bo o tym cicho. Gdy Polaków pytam o trzech agresorów, którzy napadli na Polskę w 1939r. to na Niemcach i Rosji kończy się ich wiedza.

    Odpowiedz na ten komentarz
  37. dodaj strone
    dodaj strone 7 października, 2013, 02:06

    Świetna strona, zapraszam do mnie

    Odpowiedz na ten komentarz
  38. Mundek
    Mundek 21 grudnia, 2013, 23:52

    Cieszę że po Waszej publikacji trafiłem na książkę o Kurasiu
    http://www.fundacjapamietamy.pl/images/publikacje/ogien.pdf
    z kt fragment poniżej

    Wtedy i przez nast´pne lata propaganda nie uznawa∏a ˝adnych
    granic w oczernianiu Kurasia. Przedstawia∏a go jako „psychopat´”,
    „… i niech szlag trafi, ale w gór´ serca”.
    Z listu „Ognia” do „Groênego”, paêdziernik 1946 r.
    „znanego ju˝ przed wojnà koniokrada”, „bandyt´ odznaczajàcego si´
    szczególnym sadyzmem wobec eksploatowanej ludnoÊci góralskiej”,
    którego „najgorliwszymi wspó∏pracownikami” sà „cz∏onkowie SS
    i gestapo”, pomocnika „wilko∏aków i pokrewnych ruchów faszystowskich”, chcàcego zamieniç Podhale w „krain´ ob∏´dnych «ogników»
    niosàcych po˝og´ i mord”. Jeden z komunistycznych „literatów” -W∏adys∏aw Machejek, sfa∏szowa∏ i wielokrotnie publikowa∏ nawet
    rzekomy „Dziennik Ognia”, który – wznawiany w ramach kilkunastu
    wydaƒ ksià˝ki „Rano przeszed∏ huragan” – do dziÊ ˝yje w∏asnym ˝yciem
    i przez wielu jest cytowany jako „êród∏o historyczne”. Jest to jeden
    z wa˝niejszych sukcesów wieloletniej propagandy komunistów, dla
    których w latach czterdziestych – jak wynika z utajnionych wówczas
    dokumentów PPR – najwi´kszà bolàczkà by∏o jednoznaczne poparcie
    ludnoÊci dla oddzia∏ów „Ognia”.
    Zabiegi te niestety przynios∏y pewne rezultaty, gdy˝ po cz´Êci uda∏o
    si´ komunistycznej propagandzie wykreowaç obraz „Ognia” jako
    „krwawego wata˝ki” i „bandyty”. Podobnie jak w przypadku innych
    dowódców podziemia niepodleg∏oÊciowego znaleêli si´ te˝ dziennikarze i publicyÊci, których oszczerstwa przekracza∏y wszelkie granice
    przyzwoitoÊci. Przyk∏adem skutecznej indoktrynacji mo˝e byç tu Jacek
    Kuroƒ, który w jednej ze swoich ksià˝ek jeszcze w latach 90. nie zawaha∏ si´ powielaç bzdury ˝ywcem wzi´te z najczarniejszego okresu stalinowskiej propagandy.

    Odpowiedz na ten komentarz
  39. Anonimowy
    Anonimowy 2 marca, 2014, 02:08

    Czyli jak IPN-owsy „historycy” wyjaśnią powieszenie przez Ognia ciężarnej kobiety ? Bo nigdzie nie mogę się doczytać.

    Odpowiedz na ten komentarz
  40. tadek5516
    tadek5516 21 marca, 2014, 22:35

    Nie napotkałem żadnego opracowania n.t. „Ognia” gdzie IPN-owsy „historycy” choćby wspomnieli o tej ciężarnej kobiecie powieszonej na słupie telegraficznym. IPN-owsy „historycy” wstawili oczywiście zdjęcie zabitych, jak to napisali „Żołnierzy” Ognia. Wiem, że takowe istnieją ale IPN nie wstawił żadnego ze zdjęć ofiar Ognia. Być może wyglądały by równie przerażająco co tych niby żołnierzy. Cała rodzina leżąca pokotem, widziałem tą fotkę. Czemu jej tu nie ma? IPN-owsy „historycy” wyczyny Ognia tłumaczą, nie dopowiadając niewygodnych szczegółów, kluczą, kombinują, byle by pasowało do ichniego planu przedstawienia historii.
    „IPN do likwidacji, pieniądze dla biednych dzieci”.

    Odpowiedz na ten komentarz
  41. Kresowianka.
    Kresowianka. 9 września, 2014, 20:59

    Trzeba wiedzieć, że IPN był tworzony za Unii Wolności, gdy premierem był Tadeusz Mazowiecki. Sekretarzem Generalnym Unii Wolności był wówczas Ukrainiec Myrosław Czech – członek Krajowego Związku Banderowców w Polsce. Wówczas właśnie, najważniejsze stanowiska w IPN, obsadzono Ukraińcami. Teraz też, dr Grzegorz Motyka jest w Krajowej Radzie IPN, a od lat Marek Kuchciński – Ukrainiec i aferzysta z Przemyśla, jest wiceprezesem PiS. To Lech Kaczyński zatrudnił u siebie jako szefową Kancelarii Prezydenta Bogumiłę Berdychowską – nacjonalistkę OUN, która udaje Polkę. Na stanowisku I-go Radcy Ambasadora Polski w Kijowie pełniła funkcję Aleksandra Hnatiuk, też Ukrainka, udająca Polkę – koleżanka Berdychowskiej. To Lech Kaczyński z ukraińskimi profesorami na KUL w Lublinie, nadali tytuł honoris causa Wiktorowi Juszczence, który zrobił z bandytów: Stepana Bandery i Romana Szuchewycza bohaterów Ukrainy. Jest wielu Ukraińców zajmujących ważne stanowiska w Kraju: Andrzej Arseniuk – rzecznik prasowy IPN, Tomasz Siemoniak minister ON, Janusz Kurtyka – poprzedni prezes IPN,to też Ukrainiec. Zbigniew Berdychowski – poseł, który założył „prywatne” Forum Handlowe w Krynicy,za pieniądze OUN i CIA,to też Ukrainiec udający Polaka. Poseł Myron Sycz – syn banderowca z sotni UPA „Kruka”. Był dwa lata w bandzie i mordował Polaków, palił wsie i zabijał żołnierzy WP. IPN – od czasu swojego istnienia – nie posadził i nie skazał ani jednego banderowca, tylko grzebie się w polskich mogiłach. Odwrotnie, wszystkich bandytów z UPA, którzy byli skazani przez Wojskowe Sądy Rejonowe za zbrodnie w okresie operacji „Wisła” – zrehabilitował bez wyroków sądowych. Ile w Polsce postawiono tym bandytom z UPA pomników?, a przede wszystkim kolosy i nielegalnie w Hruszowicach w powiecie przemyskim i w Sahryniu w powiecie Hrubieszowskim, a jest ich setki mniejszych. W Polsce działa żydowsko – banderowska V kolumna OUN, której przewodzi Żyd z Przemyśla – prof. Zbigniew Brzeziński. To on wraz z CIA rozpętał teraz wojnę na Ukrainie. IPN wszystkich polskich bandytów, jak „Ogień” też porobił bohaterami, a pohańbiono tych ludzi, którzy po wojnie odbudowali Warszawę i całą Polskę. Ujawniajcie te fakty i piszcie, by polska młodzież znała lepiej swoją historię, a nie pisaną przez IPN-owskich Ukraińców.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 25 stycznia, 2015, 22:18

      Nie wiem nic o „ogniu”.zpochodze z okolic Krakowa.Przyjaciel mojego ojca byl w podziemiu po wojnie-aresztowany I wyrokiem smierci zatrzelony w Krakowie w 1951.Moj ojciec zawsze dobrze go wspominal, natomiast zawsze wspominal drugiego znajomego jako bandyte, ktory w imie walki z komunizmem mordowal ludzi,Ja uwazam , ze walka z komunizmem to byla walka z wiatrakami,Napoleon I Hitler przegrali wojne z Rosja, walka z Rosja I zabijanie ludzi w imie utopijnej walki to byla w pewnym sensie glupota .Ogien nie mial prawa zabijac ludzi.Nie byl do tego upowazniony.Nie wazne jaki ustroj , w kraju musi byc jakis porzadek,.W Polsce mowi sie tylko o Zlej stronie komunizmu.Nie wszytko zloto co sie swieci, To co sie dzialo przed wojna w Polsce doprowadzilo to tego , ze biedni ludzie zobaczyli jakas nadzieje w nowym ustroju, nadzieje na edukacje,lepsze zycie. Ogien nie mial prawa zabijac ludzi, nie byl sedzia czy prokuratorem.Nigdy w partii nie bylam.Mialam kolege, ktory mnie namawial do przystapienia do komunistycznej partii.Pamietam , moje odpowiedz byla”panie Adamie,gdyby wszyscy czlonkowie partii byli jak Pan to moze moglabym sie zdecydowac.On byl dobrym czlowiekiem.Ludzie jak Kuras dla mnie to anarchisci,Mieszkam teraz w Nowym Jorku, moj sasiad jest policjantem, jego zona boi sie o niego po tych wydarzeniach, o ktorych wszyscy wiemy. zytam polskie gazety, przeraza mnie co teraz sie dzieje w moim rodzinnym kraju.Pozdrowienia dla wszystkich. Nie popieram zabijania ludzi nie wazne dla jakiego powodu I stawiania pomnikow zabojcom.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • gość
      gość 24 kwietnia, 2016, 11:21

      popieram. Kto upomni się za tych pomordowanych niewinnych polakach na których rzezi dokonywali banderowcy ? pytam się tym głębiej się zajmujcie – co nie ma świadków , ciężko prawda bo banderowcy likwidowali wszystkich biorąc od kołyski.

      Odpowiedz na ten komentarz
  42. Kamcio
    Kamcio 31 stycznia, 2015, 09:54

    Kuraś skazał nawet na śmierć swojego żołnierza który bezpodstawnie zabił 3 cywilów. Skazał! On nie był bandytą, to kilku chłoptasiów zagubionych nie zrozumiało jego poleceń.

    Odpowiedz na ten komentarz
  43. ja
    ja 6 marca, 2015, 01:06

    W pełni się zgadzam

    Odpowiedz na ten komentarz
  44. Anonim
    Anonim 19 marca, 2015, 20:52

    kto broni bandytów ten sam jest bandytą

    Odpowiedz na ten komentarz
  45. tolik
    tolik 20 marca, 2015, 21:12

    Jedni zabijali bo chcieli przedwojennej.Drufdzy dostali ziemie,w miastach mieszkania,wiec bronilio tej reformy.A na koncu wszystkim sie powalilo

    Odpowiedz na ten komentarz
  46. Czatga
    Czatga 21 marca, 2015, 09:01

    Oszolomie nawet tak prostych faktow nie znasz..”Zapora”to Heronim Dekutowski…a nie Kuchcewicz…

    Odpowiedz na ten komentarz
  47. waclaw
    waclaw 3 lutego, 2016, 14:31

    ale jaja normalnym bandytom stawia się pomniki, ludzie upadli na głowę

    Odpowiedz na ten komentarz
  48. Rooolnik
    Rooolnik 3 marca, 2016, 09:48

    Ciekawe bo Słowacy stali po stronie Niemiec? Rozumiem żołnierz wlaczący z sojusznikiem Hitlrea był zły. Czy was w tej gazecie nie było w szkole podstawowej?

    Odpowiedz na ten komentarz
  49. tak mówią
    tak mówią 25 kwietnia, 2016, 08:05

    Winni są ci wszyscy , którzy w II RP doprowadzali społeczeństwo do biedy , także poprzez wyzysk. Kościół też ma wiele na sumieniu bo parobków nie szanował i nie wspomagał. Robotnicy zostali oszukani przez działaczy cwaniaków , są teraz dziadami . W socjaliźmie dawano im mieszkania zakładowe a teraz mogą sobie wziąć kredyt we frankach na 35 lat i płacić odsetki lichwiarzom, choć nie słyszałem żeby robole mieli zdolność kredytową. Na wsiach szerzy się alkoholizm i wsie odległe od dużych miast wymierają. Tymczasem naród zapędzony jest do czczenia ludzi wyklętych , przez brak realizmu po II wojnie światowej.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy