Przemilczane zdania

Dlaczego Antoni Dudek wybiórczo interpretuje dokumenty na temat stanu wojennego

W 1993 r. prezydent Borys Jelcyn przekazał prezydentowi Lechowi Wałęsie kilkanaście archiwalnych dokumentów odzwierciedlających stosunek radzieckich przywódców do wydarzeń w Polsce w latach 1980-1981. Najważniejszym z nich był protokół posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR odbytego w dniu 10.12.1981 r. (trzy dni przed wprowadzeniem stanu wojennego).
Prokuratorzy IPN, w swoisty sposób interpretując zapisy protokołu, uznali go za koronny dowód potwierdzający ich tezę, że ZSRR wcale nie zamierzał interweniować zbrojnie w Polsce, a więc – ich zdaniem – ogłoszenie stanu wojennego nie może być usprawiedliwione groźbą inwazji „sojuszników”.
Oskarżyciele gen. Wojciecha Jaruzelskiego mocno się mylą. Dyskusja na wspomnianym posiedzeniu Politbiura nie dotyczyła interwencji zbrojnej „w ogóle”, lecz postępowania w konkretnej sytuacji, a mianowicie w przypadku ogłoszenia stanu wojennego. Prokuratorzy nie uwzględniają „kontekstu sytuacyjnego” odbytej dyskusji. Nie można nie zauważyć, że uczestnicy posiedzenia wiedzą już, że przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego zostały zapięte na ostatni guzik, znają przepisy normujące ten stan i oczekują jedynie na

sygnał rozpoczęcia akcji,

który lada moment ma podać gen. Jaruzelski.
Wypowiedzi w dyskusji nawiązują do stanowiska polskich przywódców, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego.
Dmitrij Ustinow – minister obrony ZSRR: „Jeżeli chodzi o to, jakoby tow. Kulikow powiedział o wprowadzeniu wojsk do Polski, to mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że Kulikow tego nie mówił (…). Kulikow doskonale wie, że Polacy sami prosili, by nie wprowadzać wojsk” (podkr. Cz.B.).
Michaił Susłow – przewodniczący komisji Biura Politycznego KC KPZR do spraw Polski: „Równocześnie Polacy oświadczają wyraźnie, że są przeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeżeli wojska wkroczą, będzie to oznaczało katastrofę (podkr. Cz. B.). Myślę więc, że wszyscy tutaj jesteśmy zgodni, że w żadnym wypadku nie może być mowy o wprowadzeniu wojsk”.
Nic dodać, nic ująć. Bez większego wysiłku można zrozumieć, z czym się wiążą i czego dotyczą zapisane w protokole wypowiedzi prominentnych członków Politbiura – ministra obrony ZSRR, a także przewodniczącego komisji do spraw Polski.
Na szczególną uwagę zasługuje określenie KATASTROFA, którego użył M. Susłow, relacjonując stanowisko władz polskich. Określenie to jest niezbitym dowodem, że Wojciech Jaruzelski, decydując się na ogłoszenie stanu wojennego, świadomie wybrał mniejsze zło. To zrozumiałe, że sprzeciwiając się wkroczeniu wojsk UW, nie mógł w rozmowach z radzieckimi przywódcami posługiwać się pojęciami „zło większe”, „zło mniejsze”, ale każdy rozsądny człowiek bez trudu zrozumie, co oznaczało użyte przez niego słowo KATASTROFA, powtórzone później przez M. Susłowa na posiedzeniu Politbiura.
Gen. Jaruzelski zdawał sobie sprawę z tego, czym mogło grozić wkroczenie wojsk UW. Wiedział, że Wojsko Polskie zachowa się zupełnie inaczej aniżeli armia Czechosłowacji. Polscy żołnierze, nie bacząc na miażdżącą przewagę przeciwnika,

broniliby kraju

przed nieproszonymi gośćmi. Skutki byłyby straszliwe. Generał robił wszystko, aby przed takim starciem uchronić nie tylko Wojsko Polskie, ale i cały nasz kraj. Sprzeciwiał się wkroczeniu wojsk UW i przekonywał, że byłoby to KATASTROFĄ („złem większym”).
Logiczna i uzasadniona interpretacja zapisów protokołu nie jest po myśli tych, którzy oskarżają autorów stanu wojennego. Ponieważ zachodzi obawa, że konstrukcja aktu oskarżenia może lec w gruzach, z pomocą prokuratorom podąża historyk Antoni Dudek zatrudniony w IPN w charakterze doradcy. Wykorzystując fakt, że jego czytelnicy nie znają materiałów źródłowych, dokonuje niebywałej manipulacji wyrwanymi z kontekstu fragmentami protokołu i wywraca do góry nogami właściwy sens wypowiedzi członków Politbiura. Świadczy o tym m.in. jego artykuł w tygodniku „Wprost”.
Cytując w swym artykule niektóre zapisy wspomnianego protokołu, usuwa z niego (oficjalnego dokumentu najwyższej władzy ZSRR) fragmenty, które – jego zdaniem – są „niesłuszne”.
1) Pomija wypowiedź ministra obrony ZSRR, marszałka Dmitrija Ustinowa („Polacy sami prosili, by nie wprowadzać wojsk”);
2) Fragment wypowiedzi Michaiła Susłowa odpowiednio „preparuje”: usuwa dwa pierwsze zdania („Równocześnie Polacy oświadczają wyraźnie, że są przeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeżeli wojska wkroczą, będzie to oznaczało katastrofę”); a w swoim artykule cytuje tylko zdanie trzecie (końcowe): „Myślę więc, że wszyscy tutaj jesteśmy zgodni, że w żadnym wypadku nie może być mowy o wprowadzeniu wojsk”.
To nie wszystko. Okaleczony usunięciem fragmentów „niesłusznych” urzędowy archiwalny dokument Politbiura A. Dudek uzupełnia konfabulacją, która znalazła się w „roboczym zeszycie” Wiktora Anoszkina, byłego adiutanta marszałka W. Kubkowa. Według W. Anoszkina w dniu 10 grudnia 1981 r. sekretarz KC PZPR Mirosław Milewski w rozmowie z W. Kubkowem zadał mu w imieniu W. Jaruzelskiego pytanie: „Czy możemy liczyć na pomoc po linii wojskowej ze strony ZSRR (o dodatkowym wprowadzeniu wojsk)?”. Odpowiedź W. Kubkowa: „Nie będziemy wprowadzać wojsk”. Reakcja M. Milewskiego: „To dla nas straszna nowina!”.
Jest oczywiste, że zapis w notatniku W. Anoszkina to zwyczajna konfabulacja. Gen. W. Jaruzelski jako naczelny dowódca Polskich Sił Zbrojnych utrzymywał z dowódcą Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW kontakt bezpośredni i nie musiał korzystać z „usług” cywila – sekretarza KC PZPR. W razie potrzeby do rozmów z marszałkiem mógł upoważnić nie cywila, lecz generałów – swoich zastępców (Floriana Siwickiego lub Eugeniusza Molczyka).
A. Dudkowi wcale nie przeszkadzał fakt, że „roboczy notatnik” adiutanta nie jest dokumentem urzędowym „najwyższego szczebla”, nie wiadomo, kiedy powstał i czy jest autentyczny.
Nie przeszkadzało również to, że dziwaczny zapis w „notatniku” jest sprzeczny z zapisami protokołu posiedzenia Politbiura. Posiłkując się „notatnikiem”, próbuje udowodnić, że Jaruzelski usilnie zabiegał o interwencję zbrojną UW, ale radzieccy przywódcy na to się nie zgodzili, a przecież było inaczej. To gen. Jaruzelski przeciwstawiał się

inwazji „sojuszników”

(„Polacy oświadczają wyraźnie, że są przeciwni wprowadzaniu wojsk. Jeżeli wojska wkroczą, będzie to oznaczało katastrofę”), a radzieccy przywódcy jego zdanie uwzględnili.
Historyk Dudek prymitywnym chwytem usiłuje z białego zrobić czarne, a z czarnego białe, aby udzielić „naukowego wsparcia” niedorzecznym zarzutom sformułowanym przez prokuratorów IPN (jest przecież ich doradcą). Niejako przy okazji swoimi „naukowymi” wywodami próbuje wcisnąć kit czytelnikom.
Groźba inwazji wisiała nad Polską jak miecz Damoklesa. Nie doszło do niej tylko dlatego, że polscy przywódcy stanowczo jej się sprzeciwiali i podjęli wiarygodne dla Leonida Breżniewa przygotowania do „znormalizowania” sytuacji w kraju własnymi siłami. Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego były swego rodzaju hamulcem wstrzymującym wkroczenie wojsk UW, ale przestał on działać w chwili, gdy przygotowania zostały zakończone.
Radzieccy przywódcy byli poirytowani, że mimo zakończenia przygotowań Jaruzelski wciąż zwleka z przystąpieniem do realizacji planu. Dają temu wyraz w swych wypowiedziach na wspomnianym posiedzeniu Politbiura. Dudek te wypowiedzi ukrywa, mimo że są one niezwykle istotne dla oceny rzeczywistych zamiarów radzieckich przywódców. Oto niektóre:
Rusakow: „To, co mówi Jaruzelski, wygląda na wodzenie nas za nos”.
Gromyko: „Mimo dość zgodnej decyzji Biura Politycznego KC PZPR co do wprowadzenia stanu wojennego Jaruzelski znów wykazuje wahania”. Ustinow (minister obrony ZSRR): „Nieszczęście polega na tym, że przywódcy polscy nie wykazują stanowczości”. A dalej: „Powinniśmy sami być w gotowości”.
O jaką gotowość Ustinowowi chodziło? Nietrudno się domyślić, jeśli się weźmie pod uwagę, że wojska UW pozostawały w gotowości zarówno przed stanem wojennym (nie dowierzano Jaruzelskiemu, podejrzewano, że stanu wojennego nie ogłosi), jak i przez kilka miesięcy po jego ogłoszeniu (liczono się z tym, że stan wojenny nie przyniesie pożądanych przez Breżniewa efektów.
Dlaczego Dudek „niesłuszne” fragmenty protokołu ukrywa przed czytelnikiem? Ukrywa dlatego, że chce wesprzeć prokuratorów IPN, którzy twierdzą, że wspomniany protokół jest koronnym dowodem na to, że inwazja wojsk UW nam nie zagrażała. Prawda jest jednak inna. Znajomość treści całego, nieokaleczonego przez Dudka dokumentu pozwala wyciągnąć wniosek, że decyzja gen. Jaruzelskiego była w pełni uzasadniona – zapobiegła katastrofie, tj. wkroczeniu wojsk UW do Polski.

 

Wydanie: 49/2007

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy