10 wschodzących reżyserów

10 wschodzących reżyserów

Debiutanci minionej pięciolatki Nie potrafią poprawnie poprowadzić intrygi dłużej niż kwadrans. Nie umieją wychynąć poza kalki myślowe „kina moralnego niepokoju”. Jak nie pokażą na ekranie pięciu bezrobotnych w rozpaczy, to nie usną. Jak aktor nie mówi o tym, co akurat robi, to już duży bonus dla widza. Jak nakręcą jeden udany film, to drugi już poniżej szkolnej etiudy. W sumie – ani gwiazd solowych, ani nowej „szkoły polskiej”. Ale warto uporządkować sobie te młode kadry. Ostatecznie koniec pięciolatki blisko. A lepszych okazji – na lekarstwo. 1. Przemysław Wojcieszek Wojcieszkowi Polska klaruje się. Powoli, ale zauważalnie. Przed pięciu laty wystąpił z wiązanką motywów obyczajowych z życia źle opłacanej młodzieży robotniczej („Zabij ich wszystkich”), czym jeszcze nie wyróżniał się w środowiskach reżyserii blokowiskowej. W „Głośniej od bomb” (2001 r.) było już lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Chłopak z miasteczka w Polsce B ma aspiracje, ale życie uwiązało go w warsztacie samochodowym. I kiedy już wydaje się, że rozpocznie prawdziwe życie w wielkim mieście – a Polska poza dużymi miastami w ogóle nie istnieje – dostaje cios pod lewą łopatkę. Ukochana rzuca go dla lepszego życia w Chicago. On zostanie w grajdole. Otóż to! Odczucia tych paru milionów młodych rodaków, którzy właśnie zostają w grajdole, pokazał Wojcieszek z rzadkim wyczuciem. Owszem, ma jeszcze nawroty młodzieńczego trądziku (ostatecznie rocznik zaledwie ’74), jak w zeszłorocznym „W dół kolorowym wzgórzem”, gdzie nastolatki nicują problemy w stylistyce „Szaleństwa Majki Skowron”. Ale już tegoroczna wizja Polski postsolidarnościowej w „Doskonałym popołudniu” to może nawet z pół godziny poważnego filmu. A takie pół godziny się ostatnio naszemu kinu niemal nie trafia. Jeszcze dialog szeleści papierem, ale tylko co drugi. Jeszcze wpływowe wydawnictwo pokazane jest w konwencji: „Jak mały Kazio wyobraża sobie…”. Ale – przyjdzie walec i wyrówna. 2. Piotr Trzaskalski Człowiek, który zmierza ku katastrofie. W „Edim” (2002 r.) wszystkiego było dużo, ale wszystko było na swoim miejscu. Krzepiące przesłanie? Odnotowane – w normie. Aktorstwo? Henryk Gołębiewski w delikatnej równowadze między knajpą i teatrem ogródkowym. Zdjęcia? Pastel i bezbłędna kompozycja. Montaż? Siedziałem na brzeżku kinowego fotela, gryzłem paznokcie i podpowiadałem: teraz! I dokładnie w tym momencie kończyło się ujęcie. Żadnego gadulstwa, pustych przebiegów, powtarzania informacji, bo widz chowany na telenowelach. Tak, „Edi” nie miał prawa polskiemu kinu się przydarzyć. Niestety, tegoroczny „Mistrz” miał prawo przydarzyć się polskiemu kinu jak najbardziej. Bo to średnia krajowa: wzniosła deklamacja o podstawowych dylematach bytu w pejzażach z Chełmońskiego. Wydmuszka i kaligrafia. Panie Piotrze, na litość boską, jak się pyta paryżanki, jaki jest Paryż, to ona odpowiada, że kontroler w metrze to kawał sukinsyna, Turcy sprzedają niedoważony kebab, a takiego chlewa jak w Dzielnicy Łacińskiej to nie ma chyba nigdzie na świecie. A nie, że Paryż jest piękny, zwiedzać go zaś trzeba w deszczu. No i kto w tym kraju ma czytać Baudelaire’a, jeśli nie Pan? 3. Anna Jadowska Ma babka wyczucie detalu. I tego powinna się trzymać. Choć zaczęła od „zestawu obowiązkowego”, czyli od biadania nad dolą bezrobotnego. Ale przez to każdy polski twórca musi przejść jak przez świnkę. Im wcześniej tym lepiej. Świnka nazywała się „Dotknij mnie” (2003 r.) i jak najsłuszniej została zapomniana. Film tegoroczny „Teraz ja” uczepi się pamięci na dłużej, bo autorka nie powiadamia nas już rozdzierająco, że w Polsce jest bieda i nieszczęście. Pewna Hanka bez dania racji ucieka zza sklepowej lady w nieznane, co staje się pretekstem do pokazania kilku obrazków z Polski potocznej. A tu nie jest ani biednie, ani bogato. Ani wzniośle, ani rynsztokowo. Jest z lekka absurdalnie, z lekka kiczowato i ogólnie nie wiadomo, o co chodzi. Widz czuje się dokładnie tak jak po wysłuchaniu porannych wiadomości. Ale jak Jadowska poprowadzi przed kamerą starą lampucerę, która na „wieczorku dla samotnych” wyrywa ostatniego faceta, który jej się w życiu trafił, to można się zapatrzeć. Reżyser nie powinien słuchać podpowiedzi krytyków, bo to najkrótsza droga do klęski. Więc podpowiadamy: tylko tak dalej, Pani Reżyser. 4. Andrzej Jakimowski Puste miejsce, jakie na polskiej wsi pozostawili Witold Leszczyński czy Jan Jakub Kolski, kusi i przyzywa. Prawem przyciągania

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2005, 47/2005

Kategorie: Kultura
Tagi: Wiesław Kot