Kabarety, kabarety…

Kabarety, kabarety…

Daniec konkuruje z Drozdą.Koń Polski ściga się z Potem.Zespołów kabaretowych jest mnóstwo, ale przeciętny Polak potrafi wymienić tylko kilka z nich

W tym roku telewizja publiczna pokazała blisko 40 programów kabaretowych. A jednak przeciętny widz potrafi wymienić zaledwie kilka nazw. Być może dlatego, że dzisiejsze kabarety stały się do siebie podobne. Straciły cechy indywidualne, umasowiły się, żeby mieć jak największą oglądalność, żeby sobie zjednać przeciętnego widza.
Według Andrzeja Mleczki, kabaret w ogóle nie sprawdza się w telewizji jako medium. – To, co oglądamy na ekranie, to programy rozrywkowe. Prawdziwy kabaret jest formą elitarną, wymaga kameralnej atmosfery, odpowiedniego, nastrojowego lokalu i niewielkiego grona osób.
– Jest wiele bardzo dobrych, młodych kabaretów, niestety, nie są one powszechnie znane. Wiadomo dlaczego – nie rozpieszcza ich telewizja – uważa Stanisław Tym, juror corocznych przeglądów kabaretowych PaKA w Krakowie. – Sądzę, że widzów preferujących inteligentny kabaret, taki, jaki robi Grupa Rafała Kmity, Mumio, Chatelet, Czyści Jak Łza, Kabaret Moralnego Niepokoju – jest niewielu w kraju.
Tego samego zdania jest Henryk Sawka, który najbardziej lubi Konia Polskiego: – To zgrany zespół ludzi o podobnym temperamencie. Nie rezygnują z polityki, z obyczajowości, są prawdziwi, szczerzy. Z młodszych lubię kabaret Ciach, Po Żarcie, ostatnio zainteresował mnie kabaret Dno, który wziął na ostrze mentalność młodego pokolenia.
– Kabaret to ważny i trudny kawałek estrady – podkreśla Stanisław Tym. – Obserwuję od lat młode kabarety na PaCE, gdzie prezentuje swój sposób myślenia młoda polska inteligencja. Szczególnie lubię kabarety wypowiadające się na temat Polski, świata, człowieka, czasów.
Zapytany o konkretne nazwy Stanisław Tym wymienia: – Grupa Rafała Kmity ze wspaniałym Kmitą, obdarzonym niepospolitym talentem pisarskim i reżyserskim, Kabaret Potem, Kabaret Moralnego Niepokoju, Ireneusz Krosny.

W telewizji to nie to

– Często słyszę narzekania, że nie ma kabaretu w Polsce, a to nieprawda – twierdzi Jerzy Derfel, jeden z jurorów na PaCE – mało jest tylko w telewizji. Ale na telewizji świat się nie kończy.
Zapytany o ulubione grupy Jerzy Derfel wylicza: – Mumio, Kabaret im. Romana z Radomia, Potem, Po Żarcie. Brakuje mi trochę dawnej poezji Bim-Bomu i mojego ulubionego Kabaretu Starszych Panów… Cóż, czasy się zmieniły, zmieniły się kabarety. Czasami denerwuje mnie, że zbyt mało reagują na otaczającą nas rzeczywistość, nie widzą tematów, które leżą na ulicy. To nie dotyczy tych grup, które wymieniłem wcześniej – zastrzega.
– Ci, którzy ubolewają, że kabaret się skończył, chyba nie wiedzą, o czym mówią – dodaje Andrzej Mleczko. – Być może sądzą tak na podstawie tego, co widzą w telewizji, a to zbyt mało, by wyrokować o całości zjawiska.
Jerzy Markuszewski najbardziej lubi Po Żarcie i Konia Polskiego, Michał Ogórek – Grupę Rafała Kmity i mima-komika Ireneusza Krosnego, Krzysztof Materna: Po Żarcie, Grupę Rafała Kmity i Kabaret Moralnego Niepokoju.
Ale większość z tych kabaretów nie pokazuje się w telewizji.
Zdaniem socjologa, Krzysztofa Soboleckiego, dzisiejszy kabaret się strywializował: – Uległ presji kultury masowej i masowego widza, jego poziom znacznie się obniżył. Już nie jest to domena pozytywnego snobizmu elit, nie wymaga inteligencji i przewrotności intelektualnej. Symptomem tych zmian jest spektakularny sukces Marcina Dańca, twórcy kabaretowej odmiany disco polo, czy sukces adresowanego do mas programu Tadeusza Drozdy. Tam nie ma miejsca na wyrafinowany dowcip, subtelne aluzje. Raczej obowiązuje zasada: kawa na ławę, rubaszny humor. Publiczność najgłośniej się śmieje, gdy ktoś się przewróci, uderzy, albo wpadnie do wody. Albo dostanie niespodziewanie kopa w tyłek.
Złego zdania o kabarecie telewizyjnym jest także Janusz Weiss, który kiedyś występował w słynnym Salonie Niezależnych: – Nie śledzę programów kabaretowych w telewizji, szkoda mi czasu. Oglądam kabaret Olgi Lipińskiej, lubię jej styl, doceniam maestrię wykonania. Wprawdzie treść nie zawsze mi odpowiada, ale forma jest znakomita: to zaplanowane bałaganiarstwo, chaos, rzucanie przedmiotami, właściwie obsadzeni i dobrze grający aktorzy komediowi. Za to nie podoba mi się przez wielu niekwestionowany gwiazdor kabaretu, stale obecny w telewizji, którego nazwiska nie wymienię, i tak każdy zgadnie. Ten okropny facet jest przykładem tego, czym kabaret być nie powinien.
Krzysztof Materna często ogląda programy kabaretowe w telewizji, bo musi: – Nie wszystkie mnie śmieszą, zresztą nie oglądam ich dla zabawy. Oceniam je pod kątem zawodowym, chcę wiedzieć, co robią koledzy, by nie powtórzyć cudzego pomysłu. Zdaję sobie sprawę, że mam inne poczucie humoru niż masowy widz. Najbardziej bawi mnie Kabaret Starszych Panów, Piwnica Pod Baranami, lubię przedstawienia w duchu kabaretowym Piotra Machalicy, Zbigniewa Zamachowskiego, śmieszy mnie poczucie humoru Janusza Józefowicza.
Janusz Weiss nie wygłasza autorytarnych sądów: – Nie jestem znawcą współczesnych kabaretów. Kiedyś, gdy sam działałem w kabarecie, znałem wszystkich kolegów, starych i młodych. Potem straciłem zainteresowanie tym gatunkiem, przestał mi się podobać. Dopiero niedawno ponownie odzyskałem wiarę w kabaret, a to za sprawą fantastycznej grupy Po Żarcie Maćka Sthura – to młody zespół, dowcipni ludzie, potrafią inteligentnie wyśmiewać się z absurdów rzeczywistości. Drugim znakomitym, powiem więcej – genialnym zespołem jest kwartet smyczkowy Grupa Mo Carta – młodzi muzycy rozśmieszają do łez.

Dawniej i dziś

Dzisiaj nie wypada już żartować z nazwiska, czy z kształtu uszu. Humor musi być bardziej abstrakcyjny. Młode grupy odchodzą od polityki, idą w stronę obyczajowości, absurdu. To cieszy, bo świadczy o tym, że stajemy się krajem normalnym.
– Nie ma co porównywać kabaretów z dawnych lat z kabaretami dzisiaj, tak jak nie da się porównać problemów sprzed kilkunastu lat i dzisiejszych – mówi Andrzej Mleczko. – Teraz w kabarecie dużo więcej wolno powiedzieć, ale trudniej z wolności korzystać, kabarety jeszcze do tej sytuacji nie dojrzały. Ta forma lubi kontestację, atak. Rzeczywistość stała się miękka, trzeba obśmiewać ją inteligentniej. Kiedyś mieliśmy wspaniały, inteligentny kabaret, potem nie wiadomo kiedy stał się miałki, mało interesujący. Wprawdzie w wielu miastach są świetne kabarety, ale ich nie widać. Być może nie ma na nie zapotrzebowania.
Olga Lipińska uważa, że nadeszły czasy szczególnie dobre dla kabaretu. – Nasze społeczeństwo, wychowane w PRL-u i przyzwyczajone do zupełnie innego sposobu życia, nagle musi wejść w zupełnie inny świat, w związku z czym dochodzi do dramatycznych, ale i zabawnych sytuacji. Zderzenie mentalności wychowanków realnego socjalizmu z, pożal się Boże, naszym kapitalizmem rodzi wiele zabawnych nieporozumień nadających się żywcem do kabaretu.
Niektórzy artyści od lat na bieżąco wyśmiewają zachowania polityków: Olga Lipińska, Jacek Fedorowicz, Janusz Rewiński, Krzysztof Piasecki. Obiektem ich zainteresowań są zarówno poszczególni politycy – ostatnio zwłaszcza Wałęsa, Krzaklewski, Lepper, jak i zachowania partii oraz ich zwolenników.
Jednak we współczesnym kabarecie polityka zeszła na dalszy plan na rzecz obserwacji obyczajowej. – To, co dzieje się na scenie politycznej, jest na tak żenująco niskim poziomie, zarówno merytorycznym, jak i kultury osobistej, że trudno z tego czerpać inspirację – komentuje Henryk Sawka. – Choć trudno też całkiem przymknąć na to oczy.
W tegorocznej PaCE publiczność wyśmiewała się z niewielu politycznych “tematów” – z nieudolności posłów, w nieskończoność głosujących nad bezsensownymi projektami, z kłótni polityków, z bezsilności policji, z korupcji. Wiele grup kpi z telewizji, głupoty teleturniejów, przeróżnych “szołów” i ich infantylnych prowadzących, z oper mydlanych, tasiemcowych telenowel, sitcomów. – Po co nam mózg, mamy telewizory – podsumował jeden z kabaretów.
Na pytanie, czym dzisiaj rozśmieszać w kabaretach, Olga Lipińska odpowiada: – Doprowadzać do absurdu nadętą głupotę. Niestety, Polacy nie umieją śmiać się z siebie, wolą wyśmiewać kogoś. Brak nam dystansu, brak tolerancji dla poglądów innych niż nasze, brak dobrych obyczajów, brak szacunku dla wybranych w wyborach demokratycznych instytucji.
Stanisław Tym mówi: – Śmieszy dobry żart. Ale dobry żart jest bardzo trudny. Uważam, że estrada jest najtrudniejszym rodzajem teatru, wymaga reakcji na to, co się dzieje, nie da się wyreżyserować do końca. Od aktora wymaga osobowości – nie wystarczy dobra prezencja, nieskazitelna dykcja i talent. W kabarecie trzeba umieć przyciągać uwagę, samym pojawieniem się wzbudzać sympatię i ciekawość.
Dzisiejsze kabarety zazwyczaj nie zamawiają tekstów z zewnątrz, ich członkowie sami piszą teksty i wymyślają skecze. Wyjątkiem są tu Olga Lipińska czy Stanisław Tym, którzy samodzielnie opracowują kształt artystyczny spektakli kabaretowych i zatrudniają w nich profesjonalnych aktorów.
Na uwagę zasługuje bogactwo środków formalnych. Młode zespoły dbają o dekoracje, kostiumy, rekwizyty. Odchodzą od recytacji do mikrofonu, wolą skecze, piosenki, parodie. Szukają innej formuły – czarnego humoru, purnonsensu, absurdu.
– Kiedyś kabaret obywał się bez scenografii, wychodził na scenę facet w swetrze, mrugał do publiczności i przekręcał wyrazy z rosyjskim akcentem – mówi Henryk Sawka. – A teraz to nie wystarczy. Dlatego wróciły rekwizyty i skecze.

Z cenzurą i bez

Już Arysototeles stwierdził, że śmiech niweczy autorytet i posłuszeństwo, bo człowiek, który się śmieje, przestaje się bać. Wiedzieli o tym satyrycy tworzący w czasach PRL-u. Nie bez powodu utarła się opinia, że kabaret wywarł ogromny wpływ na świadomość ludzi żyjących w PRL-u.
Tylko w kabarecie można było powiedzieć to, co gdzie indziej było zabronione. Ta forma do końca nie poddawała się cenzurze, bo ocenzurować można było tekst, ale nie gest, minę, czy intonację. Przez lata polski kabaret pełnił funkcję publicystyki. Był zrośnięty z polityką, wyśmiewał absurdy zrodzone z obowiązujących ideologii. Po wojnie kpił z kułaków, nierobów i amerykańskich bogaczy, po odwilży październikowej – z tępogłowych biurokratów i aparatczyków, w epoce Gierka z błędów i wypaczeń, wyśmiewał slogany bez pokrycia, padające z mównic KC PZPR. W latach 70. nastąpiła eksplozja kabaretów – powstał poznański “Tey”, warszawski “Salon Niezależnych”, wrocławska “Elita”, “60 minut na godzinę” Marcina Wolskiego. Lata 80. szydziły z zakłamania socjalistycznego, przyjaźni narodów i bohaterów sowieckich. Smoleń i Laskowik pokazywali absurdy polskiej gospodarki, inscenizowali scenki ze sklepów spożywczych i hurtowni. Niektórzy satyrycy, jak Jacek Fedorowicz, zeszli do podziemia i udzielali się w kościołach. W roku 1989 zaczęto mówić o schyłku kabaretu. Lata 90. znudzone już epoką PRL-u i Związkiem Radzieckim oderwały się od polityki. I nie bardzo wiedziały, o czym mówić.
Po zlikwidowaniu cenzury pokazywaniem prawdy i krytyką rzeczywistości zajęły się media. Powoli społeczeństwo nasyciło się rąbaniem prawdy w oczy. I zmęczyło się. Zmęczyli się także twórcy kabaretowi – Zenon Laskowik porzucił “Tey” i został listonoszem, rozpadł się “Salon Niezależnych” – Janusz Weiss prowadzi telewizyjny teleturniej i programy radiowe, Bogdan Smoleń wcielił się w rolę piosenkarza disco polo. Dawniej dla kabaretu pisali znakomici autorzy – Marian Hemar, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Jonasz Kofta, Janusz Głowacki, Stanisław Tym, Jerzy Urban, Jacek Fedorowicz, Jan Himilschbach. Rozstali się z kabaretem aktorzy – Janusz Gajos, Wojciech Pszoniak, Piotr Fronczewski, Krystyna Janda, Krystyna Zachwatowicz. Wiesław Michnikowski pojawia się w tej formie sporadycznie, tak samo Jan Kobuszewski i bracia Damięccy.
– Niestety, czasy, gdy najlepsi ciągnęli do kabaretu, minęły. My się zestarzeliśmy, a następców nie widać – stwierdził smutno Edward Dziewoński w odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie powiodła się próba wznowienia lubianego kabaretu Dudek.
Tomasz Raczek uważa, że epoka kabaretu się skończyła: – Ja lubię wyłącznie kabaret literacki, panoszące się w wielu telewizyjnych kabaretach plebejskie poczucie humoru jest mi obce. Jestem nadal przywiązany do tradycji Zielonego Balonika, Kabaretu Starszych Panów, Pod Egidą. Dla mnie kabaret polski zakończył się na Kreczmarze, Kofcie, młodym Pietrzaku. Zabiły go dwa czynniki – brak cenzury, który zniszczył aluzję, oraz telewizja.
Z kolei Michał Ogórek nie zgadza się z opinią, że dzisiaj nie ma już kabaretów literackich: – Znam grupy mające świetne teksty, bawiące się słowem – a na tym właśnie polega kabaret literacki. Bardzo lubię Grupę Rafała Kmity, który odświeżył formułę kabaretu. Kmicie przede wszystkim o coś chodzi, a dopiero potem jest śmiesznie, nie stara się śmieszyć za wszelką cenę. To samo można powiedzieć o kabarecie Dno, przed którym widzę znakomitą przyszłość. Lubię też parodie Grzegorza Halamy, jestem zwolennikiem Tyma, zwłaszcza jego tekstów. Wolę kabarety nieprofesjonalne, jest w nich wiele świeżości. Starsze, jak choćby Pod Egidą, są bardzo niewspółczesne i przeżarte rutyną, a rutyna jest największym wrogiem kabaretu.

Najlepiej w piwnicy

W Krakowie działają znane w całym kraju miejsca spotkań kabaretowych – Piwnica Pod Baranami, Loch Camelot, Jama Michalika, Piwnica Pod Wydrwigroszem. Częstym miejscem gościnnych występów satyrycznych jest Cafe Cabaret. W Warszawie, w miejscu dawnych kabaretów – Dudka, Owcy, Hybryd – mamy kawiarnie, restauracje i domy maklerskie. Czasem tylko w domu kultury na Starówce i na Ochocie coś się dzieje.
W Stołecznej Estradzie mówią, że kabaret kosztuje i bez sponsora nie ma szans. Czynsze za lokale są bardzo wysokie, znani artyści żądają słonych honorariów. Aby te koszty się zwróciły, bilety musiałyby bardzo dużo kosztować. A jakoś nie widać, żeby warszawiacy chcieli występować dla zabawy, za skromną zapłatę, dobrą kolację i lampkę wina, jak to się dzieje np. w krakowskiej Piwnicy Pod Baranami.
Zdaniem Andrzeja Mleczki, obecnie to nie Kraków, lecz Zielona Góra jest miastem kabaretu. Stamtąd właśnie pochodzą grupy: Potem, Szum, Jurki, Ciach, Grzegorz Halama Oklasky.
Mimo że z polskiego krajobrazu zniknęły kawiarniane kabarety, publiczność wydaje się za nimi tęsknić. Dowodzi tego wysoka oglądalność retrospektywnych programów kabaretowych w telewizji. Na wystawiane jakiś czas temu przez warszawski Teatr Ateneum spektakle “Boy” i “Hemar”, przypominające tradycję kabaretu literackiego, bilety trzeba było rezerwować długo przed terminem. Podobnie na krakowskich spotkaniach kabaretowych PaKA – co roku na wszystkie programy przychodzi dużo więcej zainteresowanych, niż może pomieścić krakowska Rotunda.

Kto, co ogląda?
Kobiety najbardziej lubią “Spotkania z balladą” (2,33 mln, podczas gdy mężczyźni 1,87 mln), mężczyźni “Multimedialny wieczór kabaretowy” (1,97 mln, ale i tu kobiety stanowią większość – 2,26 mln), młodzież – “Koń, który mówi” oraz “S jak Smoleń, T jak Tey”. Osoby z wykształceniem podstawowym, zawodowym i średnim najchętniej oglądają “Spotkania z balladą” i “Multimedialny wieczór kabaretowy”, ponadto te programy są najbardziej popularne na wsi i w małych miastach. Widzowie z wykształceniem wyższym wolą “Kabaret Olgi Lipińskiej” i “Spotkania kabaretowe”. W miastach powyżej 100 tys. mieszkańców najbardziej popularny jest “Multimedialny wieczór kabaretowy”, “Mazurska biesiada kabaretowa” oraz “Kabaret Olgi Lipińskiej”.

Krótka historia kabaretu
Nazwa kabaret oznaczała początkowo lokal (szynk, restaurację) będący od XVIII w. miejscem spotkań cyganerii artystycznej. W końcu XIX i na początku XX wieku kabaret stał się miejscem improwizowanych spektakli satyryczno-rozrywkowych; odtąd nazwa kabaret oznaczała kameralny spektakl estradowy, złożony z piosenek, recytacji, popisów muzycznych i tanecznych, komponowany każdorazowo pod kierunkiem organizatora zabawy i wykonywany przez artystów (poetów, muzyków, malarzy) bez honorarium.
Klasyczne kabarety artystyczne powstawały głównie we Francji (najsłynniejszym był paryski Czarny Kot, założony w 1881 r.), a następnie w całej niemal Europie.
Z czasem kabaret zatracił charakter spektaklu improwizowanego, stał się wyreżyserowanym widowiskiem rozrywkowym, wykonywanym przez zawodowych aktorów, tancerzy i piosenkarzy.
W XX w. pojawiła się odmiana kabaretu nazywanego literackim, gdyż tekstów dostarczali wybitni autorzy (m.in. Tuwim, Słonimski, Boy-Żeleński, Gałczyński). W Polsce najbliższy klasycznego wzoru był krakowski Zielony Balonik (1905-1912, sporadycznie do 1915 r.), grupujący młodopolską cyganerię, następnie dwa warszawskie kabarety literackie – Momus (1908-1911) i Qui pro Quo (1919-1931), a po wojnie krakowski kabaret Siedem Kotów, łódzka Syrena, warszawski Wagabunda oraz sceny studenckie – warszawski Studencki Teatr Satyryków i krakowska Piwnica Pod Baranami.

Coroczne imprezy kabaretowe
W Krakowie od 17 lat odbywa się najważniejszy i najbardziej prestiżowy przegląd zespołów kabaretowych PaKA, impreza stworzona przez środowisko akademickie Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ponadto spotkania zespołów kabaretowych mają miejsce w różnych miastach – w Rybniku jest organizowany “Ryjek”, czyli Rybnicka Jesień Kabaretowa, w Jarosławiu k. Przemyśla – Ogólnopolski Przegląd Kabaretów Nauczycielskich, w Radomiu – Radomskie Spotkania Kabaretowe “Figa z Makiem”, w Gdańsku – “Niekabaret” Macieja Nowaka oraz “Kataryniarze”, czyli zawody kabaretowe o statuetkę Kataryniarza Roku, w Sandomierzu – Festiwal Kabaretów “Śmiechała”, w Lublinie – Prezentacje Sztuki Kabaretowej, w Niebylewie (dawne woj. rzeszowskie) – Niebyleckie Kabaretowisko “Połomia”, czyli spotkania kabaretów wiejskich i szkolnych, w Lidzbarku Warmińskim – Biesiady Humoru i Satyry, w Wałbrzychu – Ogólnopolska Giełda Kabaretowa “Przewałka”, w Ełku – “Mulatka”, czyli Ełckie Lato Kabaretowe, w Sieradzu – Ogólnopolskie Spotkania Kabaretów Wiejskich, w Ostrołęce – “OSPA”, czyli Spotkania z Piosenką Kabaretową.
Dla młodocianych amatorów sztuki kabaretowej odbywają się w całym kraju liczne warsztaty, najczęściej organizowane podczas wakacji. Najbardziej znane to Warsztaty Kabaretowe w Bocheńcu “PaKAcje”, organizowane przez uczestników i gości krakowskiej PaKI.

 

Wydanie: 36/2000

Kategorie: Kultura
Tagi: Ewa Likowska

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy