18 lat z SMS-em

18 lat z SMS-em

Pierwszy SMS wysłano w roku 1992. W 2010 – już 6 bilionów.

„W dniu walentynki / słodkie usta jak landrynki / i buziaków cztery tony / i uśmiechu trzy miliony / oraz najpiękniejsze słowa / kocham Cię – twoja druga połowa”. Być może na ekranie swojego telefonu ujrzysz, Czytelniku, dziś coś podobnego.
Nawet jeśli nie obchodzisz walentynek, to na pewno z okazji Wielkanocy dostaniesz taki oto wierszyk: „Malowanych jajeczek, zajaczkow z bajeczek, kurczaczkow złociutkich, ciasteczek swiezutkich, mokrego Dyngusa i od nas calusa. Zyczy…” – tutaj wstawić imię wujka – miłośnika SMS-owej poezji.
Powyższe przykłady ludycznej twórczości okolicznościowej dobitnie świadczą o tym, że SMS jest środkiem komunikacji masowej, powszechnie zatem dostępnej i taniej. Ostatnio głośno o nim za sprawą konkursów, do których wciągani są nieświadomi klienci.
W ciemnej epoce komórkowej prehistorii SMS kosztował nawet 80 gr. Ludzie kombinowali, aby w tej krótkiej formie upakować jak najwięcej treści. Spacje, liczone tak samo jak każdy inny znak, stawały się luksusem. Do kosza trafiła interpunkcja. Początek nowych wyrazów oznajmiano wielką literą. DlategoSporoWiadomosciZTamtegoOkresuWygladaloWlasnieTak (uf, udało się zmieścić w 160 znakach).
W pewnym sensie można o nim powiedzieć: skamielina, bo wciąż liczy 160 znaków, które stały się regułą nowej epistolografii, w ramach której ludzie flirtują, wyznają sobie miłość, kontrolują się, żartują i krzywdzą.

skoczymy na film 😉

SMS z racji swej natury tkwi w ciągłym niedopowiedzeniu. Może nie taki o treści „Kup kartofle”, ale już „Może pójdziemy do kina” w zależności od kontekstu może wyrażać po prostu intencję pójścia do kina – ot, taki znudzony SMS pisany w nieciekawy piątkowy wieczór – lub początek tekstowego tańca. Jedno zdanko lub jego równoważnik – rzucone od niechcenia, niezakończone nawet kropką, jakby urwane – flirt przez SMS kwitnie, bo wydaje się, że SMS został wprost do tego stworzony.
– SMS pozostawia interpretacyjne okienko zarówno dla nadawcy, jak i dla odbiorcy treści. Sens, którego nadawca w wiadomości nie zaklął, może być wydobyty przez odbiorcę – mówi Paula Bialski, doktorantka na uniwersytecie w Lancaster i wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Jak każda forma komunikacji tekstowej, gdzie nie jest się twarzą w twarz z rozmówcą, SMS dodaje werwy. – SMS zakrywa, można napisać coś zawoalowanego, a potem się tego wyprzeć – mówi Jerzy Kłoskowski, psychoterapeuta z Pracowni Terapii i Rozwoju w Warszawie. – Nawet ukradkiem rzucone spojrzenie wymaga więcej odwagi, bo dla dziewczyny w tramwaju jest jaśniejszym przekazem niż SMS.
Stan ciągłego niedopowiedzenia ma też drugą stronę. Łatwiej jest coś rozpocząć, otworzyć pewne możliwości, ale łatwiej je też zamknąć. Znacznie wygodniej jest zbyć zaproszenie na kawę, wystukując parę znaków na klawiaturze, niż odmówić komuś twarzą w twarz. Zawsze można też nie odpisać. – Bo nawet jeśli się nie odpisze, to już jest gra. Druga strona wie, że ma się jej numer, narasta więc niepewność co do intencji. Nie pisząc, już grasz w grę – mówi Paula Bialski.
Czasem więc warto nie odpisać. Taki urok ma asynchroniczność SMS-ów. Połączeń głosowych można nie odbierać; kiedy jednak już się to zrobi, komunikacja zachodzi w sposób ciągły. SMS-owa komunikacja jest porwana i pełna interpretacyjnych szumów.
SMS to dyskrecja. Przy rodzinnym obiedzie, na zebraniu czy lekcji można sięgnąć do kieszeni, odczytać komunikat i po cichutku na niego odpowiedzieć. Gdybyśmy chcieli odebrać połączenie, to albo będzie słychać nasz szept, albo nasz głos zza drzwi. Dzięki SMS nikt – o ile nie gapi się nam przez ramię – nie pozna treści komunikatu.
Możemy więc być w dwóch miejscach naraz. Teoretyk mediów Paul Levinson w książce „Telefon komórkowy. Jak zmienił świat jeden z najbardziej mobilnych środków komunikacji” ten aspekt SMS-ów uznaje za najważniejszy. Przytacza żydowskie przysłowie: „Jednym tyłkiem na dwóch weselach nie zatańczysz”. Okazuje się, że teraz już można.

tesknie za Toba :-*

Paradoksalnie SMS jest niezwykle społeczną formą komunikacji. Społeczną w tym sensie, że nad jego tworzeniem lub deszyfracją pracuje często cały sztab znajomych. Taki SMS może powstawać wolno, narastać jak stalaktyt w procesie szeroko zakrojonych konsultacji społecznych. Jak mu to napisać? Jak nie zrazić? Czy nie zrozumie tego opacznie? Nie, tak jest za mocno. Albo za słabo.
Tak samo działa to w drugą stronę. Co ona napisała? Co to znaczy? To chce iść czy nie chce? A może się ze mną bawi? Jak na to odpowiedzieć? SMS daje możliwość zasięgnięcia opinii; prace grupowe nad wiadomościami, tak powszechne u nastolatek, nie wzięły się znikąd. – Takich możliwości nie daje komunikacja głosowa. Nie możemy w trakcie rozmowy przez telefon powiedzieć: „Słuchaj, daj mi chwilę, muszę z Andrzejem omówić, o co ci chodzi” – mówi Paula Bialski.
Kiedy flirt przerodzi się w coś więcej, SMS służy podtrzymaniu tego stanu. Można trafić na pary, które na początku związku wysyłają sobie po 60 wiadomości dziennie. Jak w ogóle żyliśmy w czasach, kiedy na „kocham cię” trzeba było czekać aż do wieczora albo latami? – U ludzi, którzy się kochają, zawsze była taka potrzeba. Lubimy się ze sobą komunikować, lubimy przypominać o sobie, dopominać się kontaktu, mówić partnerowi miłe słowa – mówi Jerzy Kłoskowski. – Uważam, że zawsze lepiej powiedzieć więcej „kocham cię” niż mniej – dodaje.
To na co jeszcze czekasz, Czytelniku? Może właśnie teraz jest odpowiednia pora, aby wysłać miłego SMS-a. Tym bardziej że są walentynki.
Pary mogą w ten sposób wyrażać również inne formy bliskości niż czułość. Ileż razy w prasie kobiecej publikowane były listy iluś tam sposobów na rozgrzanie partnera lub partnerki. Na wielu listach gościł pikantny SMS napisany za dnia jako początek gry wstępnej. Potwierdza to seksuolog Arkadiusz Bilejczyk: – Mówiąc o seksie, nie powinniśmy się ograniczać do samego stosunku. Zaczyna się od pierwszego sygnału, który wyraża miłosną intencję. Każdy komunikat przyczyniający się do podniecenia z drugiej strony jest jak najbardziej elementem gry wstępnej.
SMS-y można też zaprząc w dzieło odbudowy związku. – Jeśli zgłasza się do mnie para skarżąca się, że wygasła namiętność, w programie jest praca nad odkryciem seksualności na nowo. SMS-y będą jak najbardziej do wykorzystania. Zachęcam takie pary do w miarę częstej komunikacji w ciągu dnia, gdzie będą sobie okazywać i więź emocjonalną, i zainteresowanie – mówi seksuolog.
Ta funkcja została doceniona w kulturze popularnej. Na pierwszej płycie Maria Peszek śpiewała w piosence pod jakże wymownym tytułem „SMS”: „Samolot pisze wiersz na niebie / wysyłam go do ciebie / Taki krótki SMS / Czekam, przyleć i mnie weź”.

zona w delegacji wpadaj!!! :-@

Dyskretny SMS stał się wymarzoną formą komunikacji dla wszystkich form działalności pozazwiązkowej. Kiedyś właściwie wystarczyło nie dać się złapać z tą drugą czy tym drugim w miejscu publicznym. Era SMS-ów wymusiła zmianę reguł gry. Ślady po komunikacji trzeba zacierać – kasować wiadomości i czyścić listę połączeń. Rezygnować z billingów. Wygodne, ale ryzykowne jest posiadanie drugiego telefonu. Wydobycie starej nokii niewiadomego pochodzenia spod sterty ciuchów to prawie jak przyłapanie kogoś in flagranti.
Na forach zawrzała dyskusja – kiedy już jest zdrada przez SMS, a kiedy jeszcze nie. Forumowicz z portalu Kafeteria.pl kryjący się pod nickiem misiekxd pisze tak: „czesc poznalem ostatnio na chacie fajna dziewczyne. wymienilismy sie nr telefonów i czasami piszemy sobie pikantne smsy. (…) Mam dziewczyne, ktora kocham. Czy to jest zdrada? Nie wiem… czuje wyrzuty sumienia, a jednoczesnie poswintuszylbym sobie (tylko i wylacznie przez sms), bo moja dziewczyna pochodzi z katolickiej rodziny i chce czekac z tym do slubu. szanuje to i poczekam…”.
Jerzy Kłoskowski mówi, że nie ma jednej uniwersalnej definicji zdrady, definiujemy ją sami: – Ponieważ to bardzo osobista rzecz, kluczowy jest moment, w którym poczujemy się zdradzeni lub że zdradziliśmy. Samo pisanie intymnych rzeczy może być odebrane jako zdrada. Wysłanie niezaangażowanego emocjonalnie SMS-a może być odczuwane jako „zdradziłem ją”.
Terapeuta nie ma najmniejszych złudzeń co do roli SMS-ów w zdradzie. Na samo pytanie o to wzdycha: – Bardzo często, gdy para trafia do mnie do terapii po zdradzie, okazuje się, że zdrada wydała się po przeczytaniu SMS-a w telefonie partnera.
Kłoskowski przekonuje, że przeszukiwanie telefonu najczęściej związane jest z niską samooceną. – Tak drastyczne działanie bierze się stąd, że boimy się, że jest ktoś inny, że zostaniemy porzuceni, że nie jesteśmy kochani. Nie wierzymy, że możemy być kochani, a partner wierny – mówi.

nie moge juz z toba byc 🙁

Na nasz telefon może też nadejść wyjątkowo nieprzyjemny komunikat. Do absolutnego kanonu należą „Nie chcę Cię dłużej ranić” i „Nie możemy już ze sobą być”. 28-letni partner forumowiczki „może ja jakaś dziwna jestem” zerwał z nią po dwóch latach związku lakonicznym SMS-em: „Nie chcę być z tobą”, mimo że mieli się pobrać.
Generalnie jednak SMS-em żegna się partnerów, z którymi spędziło się parę tygodni czy miesięcy, a nie lat. Pouczająca jest lektura portalu Zapytaj.com.pl, z którego korzystają głównie ludzie bardzo młodzi. Problem bezbolesnego rozstawania się jest na tyle poważny, że w kategorii „Miłość i relacje” utworzono osobną – „Jak zerwać”.
Tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości, że SMS bywa jedyną formą informacji o końcu. Renata.pal1 wali prosto z mostu: „Jakiego smsa napisac chłopakowi, ze z nim zrywam?”. Propozycja zwieńczenia związku 160-znakowym komunikatem pada również często w odpowiedziach na pytanie, jak zerwać, ewentualnie jak zerwać delikatnie. „Napisz do niego tak: Zrywam z toba… Chyba jak nie chcesz go obrazic, to mozesz napisac… Sory, ale zrywam z tobą. Ale wylacz po tym fona bo bd dzwonil pisal sms i nie wiedomo co…”.
Na obronę inteligencji emocjonalnej polskiej młodzieży należy jednak nadmienić, że zrywanie SMS-em jest jednym z najcięższych grzechów, a określenia „tchórzostwo” i „okrucieństwo” należą do najlżejszych terminów, jakimi takie działanie jest opisywane.
Hotlopez: „Nie pisz, tylko powiedz. Kończenie związku w ten sposób jest żenującym tchórzostwem”. Gabcia9999: „To strasznie chamskie zerwać przez esa więc lepiej powiedz mu to, tak będzie lepiej”. Laj.La: „Przez gg i esy to żenada 😀 Telefon jeszcze może być xD”. Sweetka:): „Wg mnie to trochę szczeniackie”.
Niestety, nieumiejętność stanięcia twarzą w twarz z drugim człowiekiem potwierdza Michał Pozdał, wykładowca SWPS i trener młodzieży: – Nastolatki zrywają ze sobą głównie tak. Boją się powiedzieć, nie wiedzą, jak to zrobić. Jeśli mają się spóźnić albo nie chce im się przyjść, nie dzwonią – esemesują. Nie umieją przekazywać niemiłych informacji, unikają ich.
Wydawałoby się, że w kraju, w którym kart SIM jest więcej niż obywateli, ludzie, rozwodząc się, masowo będą przynosić ze sobą na rozprawy sądowe skradzione partnerom telefony. Zapał studzi rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, sędzia Marcin Łochowski: – Ja w swojej praktyce, choć prowadziłem różne sprawy, nie spotkałem się jeszcze z takim przypadkiem.
Rzecznik przyznaje, że choć SMS wszedł na stałe do repertuaru dowodowego, nie można mówić o jakimś generalnym trendzie wzrostu liczby takich przypadków. – W postępowaniu cywilnym sędzia nie może powiedzieć, że nie dopuści SMS-a jako dowodu, jeśli może on prowadzić do ustaleń ważnych z punktu widzenia meritum sprawy – mówi sędzia.
Magazyny kobiece radzą, aby w podobnej sytuacji zbierać każdą poszlakę, a przede wszystkim SMS-y. Nie tylko w sprawach rozwodowych zresztą. SMS – tani i trafiający zawsze do adresata – stał się wymarzonym narzędziem do nękania. Stalking – bo tak z angielskiego nazywa się ten proceder – objawia się pod przeróżnymi postaciami, bez wątpienia jednak jedną z najbardziej uciążliwych jest wiecznie zapchana skrzynka.

LOL like pzdr 😀

Kiedy jeszcze krzywa liczby telefonów pięła się w Polsce ostro w górę, z wielkim zadziwieniem obserwowano prędkość, z jaką młodzież chłonie SMS-y. Rychło można było usłyszeć historie o nastolatkach, które prędkością pisania przewyższyły sejmowe stenotypistki. Z umiejętnością bezwzrokowego pisania włącznie. – Pracuję z nastolatkami, które potrafią pisać bez wyjmowania telefonu kieszeni – mówi Michał Pozdał.
Całymi dniami siedzą w szkole. Na ławkach leżą podręczniki i zeszyty, zachodzi transmisja wiedzy. To, co naprawdę ciekawe, dzieje się jednak pod ławkami. SMS jest domeną ludzi młodych (i młodszych). Dynamicznie przełączają się pomiędzy tu i tam. Tańczą jednym tyłkiem na dwóch weselach.
Przede wszystkim rządzą wszelkiego rodzaju skróty: pzdr zamiast pozdrawiam, cze zamiast cześć, tudzież formy powstałe po usunięciu z wyrazu wszystkich samogłosek, jak dbrnc zamiast dobranoc.
Mówiąc o skrótach, mamy jednak na myśli przede wszystkim skróty anglojęzyczne, które z internetu przesiąkły na nasz grunt i wyjątkowo dobrze się zaadaptowały, niczym zaciągnięte z innego kontynentu szkodniki, nie pozwalając się wykształcić nowym formom. Rządzi więc przede wszystkim LOL (od: laughing out loud, czyli głośno się śmiać). Jeśli kiedykolwiek stworzono polskojęzyczne odpowiedniki, to się nie przyjęły.
Oprócz tego dozwolone jest stosowanie angielskiego zapisu do wyrażenia polskiej fonetyki. Tutaj dwa najbardziej oczywiste i powszechne przykłady to pisanie oo zamiast u i ó (np. nooda zamiast nuda) oraz ee zamiast i (np. leepa zamiast lipa). Lub na odwrót – reguły polskiej fonetyki łączone są z angielskimi wyrazami, np. „jestem hepi” (czyli happy – zadowolony).
Czasem spotyka się formę zapisu zapożyczającą elementy alfabetu l33t (czytaj: leet, od słowa elite, bo na początku był kodem dostępnym nielicznym). L33t zastępuje litery podobnymi cyframi i kombinacjami znaków interpunkcyjnych. Ponieważ jednak zapis niektórych liter w ten sposób jest karkołomny, a do tego nie istnieje jednoznaczny kanon (np. m w najdłuższej wersji zapisuje się jako //\\//\\, choć są i krótsze: IYI, IVI czy |\/|), dominuje podstawianie cyfr pod najbardziej charakterystyczne litery: 3 zamiast e, 4 zamiast a, 8 zamiast b, 6 – g, 7 – t etc. W ten sposób „Przegląd” stanie się „Prz3614d3m”.
Znaki interpunkcyjne stały się również podstawą graficznej formy wyrażania stanów emocjonalnych, czyli emotikonów. Mało kto jednak wie, że są ich dwa typy, różniące się kierunkiem czytania – zachodnie i wschodnioazjatyckie. „U nas” puszcza się oko w ten sposób 😉 a u nich (~_^). Stamtąd również pochodzą emotki inspirowane japońską sztuką animacji anime, gdzie zakłopotanie wyraża się często przez wielką kroplę potu spływającą z czoła i spłaszczenie oczu. W wersji SMS: =_=’ lub =_=*.
Powyższe przykłady świadczą o silnym wpływie form komunikacji tekstowej w internecie na krótką usługę tekstową. Wpływie, który nie wygasa, bo kiedy tylko pojawi się w sieci jakieś powiedzonko, niechybnie przenika do języka SMS-ów. Tak właśnie stało się z facebookowym przyciskiem „Lubię to”. Na propozycję wyjścia gdzieś wieczorem można więc otrzymać odpowiedź o treści „Like” i już wiadomo, że propozycja zyskała aprobatę (lub „Dislike”, jeśli jej nie zyskała).
Warto zauważyć, że przenikanie języka internetu do SMS-ów to element szerszego procesu sączenia się cyfrowych reguł i zwrotów do analogowego świata. Na szkolnych korytarzach można usłyszeć dzieciaki krzyczące: „LOL!”. W autobusie kciuki będą unoszone w górę w afirmacyjnym geście, któremu będzie towarzyszyć powiedzenie: „Like”.
Michał Pozdał do roli SMS-a w życiu młodego pokolenia podchodzi bardzo optymistycznie. – Dzisiaj być nastolatkiem i dostać na urodziny 60 SMS-ów z życzeniami to zajebiste uczucie – mówi. – Do tego świetnie potrafią sobie pomagać za ich pomocą. Jednej z moich uczennic zmarła matka, były same z siostrą w szpitalu. Nie wiedziała, co zrobić. Wysłała więc wiadomości do znajomych. Dostała lawinę odpowiedzi podtrzymujących na duchu, komunikatów o treści: „Nie jesteś tam sama. Jesteśmy z Tobą”.

przyjdz na wiec :->

Na sam koniec szczypta sceptycyzmu.
– SMS jest skazany na śmierć – mówi dr Albert Hupa z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. – Kiedy w każdym telefonie komórkowym na stałe zagości internet, Facebook, Google, różne modele komunikatorów, kiedy będzie się cały czas podpiętym do sieci, nadejdzie koniec SMS-ów. Ale to jeszcze perspektywa 10-15 lat – wyjaśnia.
Słowa te brzmią podejrzanie, jeśli widzi się dynamikę przyrostu rocznej liczby takich wiadomości wysłanych na świecie. Z drugiej strony, na rynku już od jakiegoś czasu dostępne są aparaty telefoniczne, na których z internetu korzysta się z szybkością i płynnością, jaką dają domowe komputery. Za takie telefony trzeba na razie słono płacić; internet komórkowy już trafił pod strzechy, ale nie jest jeszcze odpowiednio szybki.
Pewne przesunięcie ciężaru z SMS-a na internet już daje się zaobserwować. W 2001 r. SMS-y obaliły na Filipinach Josepha Estradę, co podobno stanowiło dla Howarda Rheingolda inspirację do ukucia terminu „sprytny tłum” (smart mob). Zbiorowisk ulicznych nie można już zaganiać czołgami jak stada owiec. Masowa dostępność taniej komunikacji komórkowej sprawia, że członkowie tłumu mogą się ostrzegać i pouczać. Dzięki temu są w stanie na bieżąco monitorować sytuację i adaptować się do niej.
Sprytny tłum nie esemesuje na okrągło, za pomocą sieci bezprzewodowych jest także w kontakcie z pocztą elektroniczną. W ten sposób działali demonstranci podczas podmiejskich zamieszek we Francji w 2005 r. Teraz z pewnością dojdą do tego także serwisy społecznościowe – Twitter był szczególnie poręczny w trakcie protestów w Egipcie. Poza tym choć SMS pozbawił stanowiska hiszpańskiego premiera Aznara w 2004 r., to antykrzyżowcy w ciepłą sierpniową noc 2010 r. zebrali się już za pośrednictwem internetu.
Operatorzy byliby ostatnimi, którzy chcieliby uśmiercić SMS-a. Pominąwszy loterie, konkursy i głosowania organizowane za pomocą tej technologii. Międzynarodowa Unia Telekomunikacyjna szacuje, że w każdej sekundzie wysyła się prawie 200 tys. takich wiadomości, które przynoszą 14 tys. dol. zysku. Nic dziwnego, bo zdziera się z nas za nie okrutnie. Za 100 kilobajtów ściągniętych danych płaci się przeciętnie 10 gr. SMS średnio kosztuje 20 gr, chociaż waży mniej więcej jedną piątą kilobajta. Gdybyśmy mieli za internet w komórkach płacić jak za SMS, 100 kB kosztowałoby 100 zł. To czysty zysk.
Statystyki wróżą mu długie życie, lecz kwestią relatywnie niedalekiej przyszłości jest sprawdzenie się pesymistycznych prognoz. Dopóki jednak będą członkowie rodziny, z którymi nie będzie nam się chciało rozmawiać, a którym wypada złożyć życzenia, SMS przetrwa.
Z tej okazji wysyłamy mu osiemnaście świeczek: [‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘][‘].


Narodziny SMS

Pierwszy w historii SMS został wysłany
3 grudnia 1992 r. z Wielkiej Brytanii. Neil Papworth, pracownik Vodafone, składał w nim życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia swoim kolegom.


SMS bezpieczny
Operatorzy sieci komórkowych nie są zobligowani do przechowywania SMS-ów, chyba że będzie tego wymagała współpraca z władzami. Przez dwa lata muszą przechowywać billingi, które jednak nie zawierają treści. SMS natomiast, jeśli nie dociera do adresata, przechowywany jest przez 72 godziny w centrum wiadomości, gdzie teoretycznie może być odczytany przez pracownika operatora. Treść jest chroniona przez prawo telekomunikacyjne jako tajemnica telekomunikacyjna, za jej złamanie grożą sankcje.

SMS polityczny
SMS wstrząsał polską polityką przynajmniej kilka razy. Jeden z nich został zaprezentowany jako dowód „nagannego koleżeństwa” przez posła Jana Rokitę podczas posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds. afery Rywina. Pisał Adam Halber, członek KRRiTV, do Roberta Kwiatkowskiego, prezesa TVP: „Moze bys wrocił do Piotrka Urbankowskiego. To jest swietny koles – pracowity i lojalny, lubie go i cenie. Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Ch… precz!”. Takie samo słowo padło również w SMS do dziennikarza „GW” w odpowiedzi na pytanie o sukcesję na stanowisku marszałka sejmu po Marku Jurku: „Pan nie i ja nie. Pewnie jakiś ch… ale cóż począć…”.
Łódzki działacz PiS, Zbigniew Piekarski (notabene absolwent teologii), kiedy jeszcze był szefem jednego z wydziałów w urzędzie wojewódzkim, pisał do pracownic: „Czy niezobowiązujący sex zadowoli cię?” lub bardziej dosadnie: „Chcę wylizać twoją muszelkę”.
Najbardziej znaną ogólnopolską akcją esemesową było jednak „Uratuj kraj. Zabierz babci dowód” przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. Tajemniczy SMS o nieznanym pochodzeniu błyskawicznie rozprzestrzenił się po kraju na mocy powszechnego skojarzenia PiS ze starszym elektoratem.

SMS europejski
3 czerwca 2005 r., przed referendum, które miało zdecydować o akcesji Polski do Unii Europejskiej, abonenci sieci komórkowych dostawali taki komunikat: „Spotkajmy się na referendum
7-8 czerwca. Biuro ds. Referendum Europejskiego”.

Wydanie: 7/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy