Jak migracja stała się wojną

Jak migracja stała się wojną

Więcej murów na świecie buduje się, by powstrzymać migrację, niż z powodu zagrożenia militarnego, terroryzmu czy przemytu

19 września 2021 r. polskie służby graniczne znalazły ciała trzech osób, obywateli Iraku, zmarłych najprawdopodobniej w wyniku wychłodzenia organizmu. Przedstawiciele polskich i białoruskich służb oskarżają się nawzajem o eskalowanie konfliktu, więc z każdym kolejnym podobnym doniesieniem pojawiały się też sprzeczne wersje. Czy np. 16-latek z Iraku, którego z rodziną wywieziono z Polski na drugą stronę granicy, zmarł po polskiej czy białoruskiej stronie? Wiadomo na pewno, że do końca października gra w wypychanie uchodźców i ofiar przemytu ludzi kosztowała życie sześciu osób. Puszcza Białowieska jest gęsta, dzika i potrafi połknąć człowieka nawet w czasie letniego turystycznego spaceru. Dla pozbawionych pomocy, poruszających się w zimne noce i nieznających europejskiej przyrody ani klimatu przybyszów z Syrii, Iraku czy Konga może być śmiertelną pułapką.

Teksas, Ceuta…

W marcu br. 19-letnia dziewczyna z Gwatemali w ósmym miesiącu ciąży próbowała wspiąć się na sześciometrowy fragment muru granicznego między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem w pobliżu miasta El Paso w Teksasie. Tam ją i jej partnera zostawili przemytnicy, przekonując, że mur to ostatnia przeszkoda, którą mają pokonać samodzielnie. Kobieta spadła i na skutek koszmarnych obrażeń wewnętrznych zmarła. W 2021 r. już 11 osób straciło życie po upadku z barier granicznych oddzielających południowe stany USA od Meksyku. Strażnicy graniczni, gdy znajdą ranną osobę po amerykańskiej stronie, odwożą ją do najbliższego szpitala – często znajdują jednak tylko drabinę, plecak i ciało.

Pod koniec maja hiszpańskojęzyczne media obiegła fotografia uchodźcy z Senegalu, postawnego mężczyzny, tulącego się jak dziecko do młodej wolontariuszki Czerwonego Krzyża, która podała mu wodę. Zdjęcie zrobiono w północnoafrykańskiej enklawie Hiszpanii, Ceucie, do której na wszelkie sposoby próbują się dostać dziesiątki tysięcy mieszkańców Afryki subsaharyjskiej szukających drogi do Europy. Fotografia ściągnęła na 20-letnią wolontariuszkę falę nienawiści ze strony anonimowych komentatorów w internecie i sympatyków prawicowej partii Vox. Chcąc przeciwstawić się wyzwiskom wobec kobiety, z gratulacjami i wyrazami podziwu pośpieszyli nawet ministrowie hiszpańskiego rządu. Jednak premier tego samego rządu w obliczu narastającej presji migracyjnej i tarć z sąsiednim Marokiem dwa dni wcześniej zmobilizował do pomocy w Ceucie wojsko. Tego akurat dnia nikt nie stracił życia, próbując przedostać się tym szlakiem do Europy, ale według niektórych szacunków trasa do hiszpańskiej enklawy jest jedną z najbardziej morderczych. W drodze przez Saharę i zachodnią Afrykę w samym 2021 r. mogło zginąć już ponad 2,1 tys. osób.

Te historie sporo łączy i sporo dzieli. Państwa podejmują odmienne decyzje, różne bywają też okoliczności, które prowadzą do tragedii na granicach. Ale jeszcze do niedawna nie było żadnego pretekstu, żeby porównywać czy zestawiać Polskę z Teksasem, hiszpańskimi enklawami w Afryce, niesławną wyspą Lampedusą czy morską granicą Grecji. Jednak Polska dołączyła już do światowego trendu. I my coraz częściej traktujemy granice jako fortyfikacje, przekraczające je osoby jako broń, a migrację uznajemy za rodzaj wojny.

Indeks strachu bije w sufit

Dziś, gdy w mediach atakują nas hasła w rodzaju „wojny hybrydowej”, „inwazji migrantów” czy nawet „ludzkiej broni biologicznej”, można zapomnieć, jak mało kontrowersyjnym tematem była niegdyś migracja. O ile nie trwała akurat amerykańska kampania wyborcza albo nie dotarły do nas echa premiery jakiejś głośnej francuskiej książki o islamie, wokół migracji i uchodźstwa panował w Polsce pewien konsensus. Zwykliśmy uważać, że to problem dla ekspertów od ruchów ludności i odległych konfliktów zbrojnych. Albo zagadnienie dla humanitarystów, których żywym symbolem była przez dekady Janina Ochojska. Migracja, która nas interesowała najbardziej, dotyczyła raczej rzeszy Polek i Polaków chcących szukać szczęścia gdzie indziej i podbijać europejskie rynki pracy po 2004 r. Oczywiście po zamachach z 11 września 2001 r. szerzyły się uprzedzenia związane z muzułmanami i islamem jako takim. Natomiast przekonanie, że migranci i uchodźcy to broń w wojnie wytoczonej Zachodowi, było domeną skrajnej prawicy. I wyłącznie jej.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 45/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. East News

Wydanie: 45/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy