Węgier rozpracowuje wieszcza

Węgier rozpracowuje wieszcza

Czy to, że Mickiewicz brał udział w orgiach, oznacza, że przestał być wybitnym poetą?

György Spiró (ur. 4 kwietnia 1946 r. w Budapeszcie) – prozaik, dramatopisarz, eseista, tłumacz. Autor powieści „Iksowie”, „Niewola” i „Mesjasze”, w której „demitologizuje polskie legendy i odbrązowia część naszej historii, przywracając ją życiu”. Właśnie za tę ostatnią książkę otrzymał w 2009 r. Literacką Nagrodę Europy Środkowej „Angelus”.

Na lekcjach języka polskiego powtarzano nam, że Mickiewicz był wielkim poetą, postacią nieskazitelną. Pan w opartej na archiwaliach powieści „Mesjasze” przedstawia go jako demona seksu, wariata i narwańca.

– Przede wszystkim Mickiewicza zaślepiała idea wyzwolenia ojczyzny. Był też człowiekiem religijnym o skłonnościach do mistycyzmu, stąd prosta droga do zachowań niekonwencjonalnych. Poza tym Mickiewicz nie mógł żyć bez wodza, dlatego jego uwielbienie i oddanie dla Towiańskiego były tak silne. Autor „Sonetów krymskich” wierzył wręcz, że Towiański jest nowym Mesjaszem, który zbawi Polskę.

Pańska powieść „Mesjasze” jest jednak nie tylko zapisem starań narodowowyzwoleńczych, ale i bogatą kroniką życia erotycznego emigracyjnych elit doby romantyzmu.

– Koło Sprawy Bożej mogło mieć charakter sekty, w której seks był niezwykle istotny. Towiański, który kołem kierował, miał ogromny urok, był zarazem bardzo inteligentnym uwodzicielem, wykorzystywał kobiety, aby kontrolować członków organizacji. Przecież seks zawsze był narzędziem sprawowania władzy.

Z drugiej strony Koło Sprawy Bożej miało charakter partii politycznej o systemie wodzowskim.

– W pierwszej połowie XIX w. istniało wiele podobnych organizacji. Wszystkie miały charakter sekt moralno-religijnych i zakładały walkę w imię narodu. Niektóre przetrwały aż do II wojny światowej. Dziś możemy obserwować powrót do idei takich ruchów, niektóre wodzowskie partie polityczne przypominają tego rodzaju organizacje. Co prawda, dzisiejsi charyzmatyczni przywódcy partyjni nie mają już takich fanatycznych wyznawców, ale wciąż chcieliby zagarnąć strefę religii i moralność, kontrolować sumienia i myśli obywateli.

Mówi pan to z perspektywy węgierskiej? Wydaje się, że Viktor Orbán rości sobie pretensje do bycia kimś więcej niż tylko urzędnikiem państwowym.

– Rzeczywiście Orbán chciałby być duchowym przywódcą narodu, wielkim wodzem, ale tak naprawdę popiera go, i to wcale nie fanatycznie, tylko część społeczeństwa. Państwowa propaganda stara się przedstawiać go jako wybitnego ojca narodu, ale prawda jest inna. Tej propagandzie uległo wielu Polaków, którzy domagają się „Budapesztu w Warszawie”.

Znajomość polityki i kultury węgierskiej jest w Polsce dosyć powierzchowna?

– Polacy i Węgrzy to dwa narody, które się nie nienawidzą, ale chyba o miłości nie może być mowy. Ani Węgrzy nie wiedzą zbyt wiele o Polsce, ani Polacy o Węgrzech. Różnice między naszymi narodami są ogromne: wy jesteście rewolucjonistami, wiecznie gotowymi do działania, my walczymy pasywnie, jesteśmy pozytywistami. Mnie jednak w Polakach ta skłonność do buntu i porywów fascynuje.

Skąd się wzięło pana zainteresowanie polską kulturą?

– Interesują mnie konkretne tematy. Studiowałem literaturę węgierską i słowiańską w Budapeszcie i już wtedy zainteresowałem się towianizmem i polską dramaturgią. Wiedziałem, że niewiele osób w Polsce pisało o tych sprawach, tak jak ja je widzę.

O towiańczykach pisze pan w sposób obrazoburczy!

– Jestem historykiem literatury, interesuje mnie prawda. Nie jestem publicystą, nie służę żadnej władzy. Literatury nie należy brać zbyt wąsko. Czy to, że Mickiewicz uczestniczył w orgiach, oznacza, że przestał być wybitnym poetą?

Pańska książka „Iksowie”, wydana na Węgrzech w 1981 r., przez wiele lat nie mogła ukazać się w Polsce. Druk polskiego wydania blokował m.in. hungarysta Jerzy Robert Nowak. Został pan wówczas oskarżony o szarganie świętości narodowych.

– Z tego, co pamiętam, recenzje krytyków literackich były pozytywne, politycy i publicyści nie mówili zaś o mojej książce, tylko o swojej ideologii. Nie układałem się z władzą, bo bycie pisarzem oficjalnym, rządowym to śmierć.

Jest pan szczery w swoich osądach, pracuje pan z archiwami, nie z emocjami.

– Emocje też są. Ja kocham Mickiewicza. Gdybym go nie kochał, nie mógłbym o nim tyle napisać. To postać trudna, niejednoznaczna, ciekawa. Pomnikowi bohaterowie są nudni, o takich „ideałach” nie da się pisać, czytelnik od razu wyczuje sztuczność.

W polskich szkołach dominuje wyidealizowany obraz romantycznych wieszczy.

– A czy taki obraz komuś w ogóle się podoba? W szkołach uczą życiorysów. Mickiewicz czy Słowacki są sprowadzani do obowiązku, przez co stają się nierzeczywiści. Ja piszę o żywych ludziach, o ich namiętnościach, słabościach i marzeniach. Takich bohaterów wam potrzeba. Żywych, a nie z brązu.

Rozmowę przeprowadzono podczas Festiwalu Conrada.

Foto: materiały prasowe

Wydanie: 49/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy