Afganistan – nie w naszym imieniu!

Afganistan – nie w naszym imieniu!

Ponad 70% Polaków jest przeciwnych obecności polskich wojsk w Afganistanie i uwikłaniu w afgańską awanturę. Co ciekawe, również większość polskiej opinii publicznej opowiadała się – zanim Amerykanie zrezygnowali z instalacji w Polsce rakiet zwanych w polskich mediach „tarczą antyrakietową” – przeciwko pomysłom Busha, Kaczyńskiego i Tuska. Sieroty po amerykańskich bazach wojskowych mogą wyrażać żal tylko w imieniu zdecydowanej mniejszości polskiego społeczeństwa. Rodzimej prawicy nie przeszkadzają jednak nastroje społeczne – stąd też licytacja między PO i PiS o to, kto bardziej zawinił w zmianach decyzji administracji amerykańskiej. Władysław Stasiak, obecny szef Kancelarii Prezydenta RP, przyzwyczajony do stania w czasie strajków NZS na bramce, teraz może będzie wystawał pod ambasadą amerykańską w Warszawie i zabiegał o nowe amerykańskie zabawki dla generałów? Niestety, mamy w Polsce jeszcze sporo takich „bramkarzy”. Na szczęście niewiele to chyba zmieni, ponieważ dla administracji prezydenta Obamy ważniejsze są dobre relacje z Rosją niż frustracje i histerie konserwatywnych paranoików w Polsce, widzących wszędzie zagrożenie dla „bezpieczeństwa narodowego”.
Ciekawe, czy polska prawica będzie świętować 17 września jako podwójną klęskę? Zgodne byłoby to z jej sadomasochistycznym nastawieniem do świata. Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski oraz pozostawienie przez Amerykanów na pastwę Rosjan i wszystkich innych wrogich sił czyhających tylko na niepodległość niepokalanej RP może stanowić superrocznicę do narodowych rytuałów. Klęska i zdrada za jednym zamachem. To z punktu widzenia ideologów polskiej nacjonalistycznej konserwy czyni nas jeszcze bardziej jedynymi i niezłomnymi obrońcami „prawdy historycznej” przeciwstawiającymi się międzynarodowym spiskom.
Kiedy zaczęły dochodzić do Polski informacje o kolejnych polskich żołnierzach wracających do kraju w trumnie, rozpoczęła się pyskówka na temat uzbrojenia na misjach wojskowych – główną kwestią był spór na poziomie: czy należy wysłać do Afganistanu więcej śmigłowców, czy też wozów opancerzonych? To był jedyny problem mediów i partyjnych krzykaczy z PiS i PO. Nikt nie zadał pytania o sens obecności polskich wojsk w Afganistanie oraz o korzyści i straty wynikające z uczestnictwa w tej krwawej jatce. Kłótnie o to, kto będzie następnym dowódcą wojsk, nie pozwalały zadać pytania o koszty społeczne, międzynarodowe i bezsens tej wyniszczającej wojny.
Na łamach „Przeglądu” Tadeusz Iwiński mówi, że lewica nie ma postulowanego terminu wycofania wojsk z Afganistanu. To błąd. Im dłużej bowiem jesteśmy uwikłani w ten konflikt, tym więcej tracimy. Nie chodzi tylko o straty w ludziach po obu stronach czy też o bezpośrednie wydatki, w czasie kryzysu finansów, setek milionów złotych na utrzymanie polskich wojsk, ale o pozycję i wizerunek Polski w świecie. Udział w wojnie afgańskiej chwały nam nie przynosi. Dlatego polska lewica zgodnie ze stanowiskiem europejskiej opinii publicznej powinna domagać się określenia jak najszybszego terminu wycofania wojsk z Afganistanu. Tym bardziej że nastroje w Europie coraz powszechniej, zarówno na poziomie społeczeństw, jak i rządów europejskich, domagają się określenia jednoznacznej daty wycofania obcych wojsk z Afganistanu. Szczególnie po informacjach na temat strat wśród afgańskiej ludności cywilnej, jak również żołnierzy koalicyjnych (tych ostatnich zginęło w 2009 r. już ponad 350). Już nie tylko Niemcy, ale również Holendrzy i Włosi myślą o sprawnym i szybkim powrocie do domu.
To pokazuje po raz kolejny rozchodzenie się interesów europejskich i amerykańskich, a także ilustruje uprawianie innego stylu polityki przez Europę i Stany Zjednoczone. Kiedy Europejczycy szukają sprawnego i szybkiego sposobu na ucieczkę z Afganistanu, Amerykanie myślą o wysyłaniu dodatkowych wojsk. Kiedy Europejczycy zrozumieli, że tej wojny nie da się militarnie wygrać i szukają politycznych rozwiązań, Amerykanie wierzą tylko w skuteczność siły wojskowej.
Jak pisał Tzvetan Todorov, bułgarski historyk idei i kultury mieszkający we Francji, „dla mieszkańców Europy duże znaczenie ma różnorodność krajów, które wchodzą w jej skład: każdy ma własny język, zwyczaje, problemy. Jednakże w trakcie przygotowań do interwencji w Iraku uderzający mógł wydać się fakt, jak bardzo zbliżone były stanowiska opinii publicznej w poszczególnych krajach. To podobieństwo było niezależne od rozbieżnych pozycji, jakie zajęły europejskie rządy; obywatele Hiszpanii i Włoch myśleli tak samo jak Niemcy i Francuzi, również poparcie Brytyjczyków dla wojny było dość wątłe”. Dziś podczas wojny w Afganistanie nastroje wśród Europejczyków są bardzo podobne.
Europa, doświadczona w minionych okresach (a szczególnie w XX w.) przemocą i konfliktami zbrojnymi na masową skalę, prezentuje duży dystans i niechęć wobec militarnych rozwiązań. Europejski pacyfizm jest nie tylko postawą moralną, ale wynika również z pragmatyzmu i racjonalizmu podpowiadającego sceptycyzm wobec wszelkich pozornie niepodważalnych prawd – Europejczycy w XXI w. niechętnie odnoszą się do pomysłu przelewania krwi na polach bitewnych w imię irracjonalnych autorytetów czy wątpliwych ideologii. Sama idea integracji europejskiej stanowi odpowiedź na przeżycia II wojny światowej i jest formą poszukiwań rozwiązań, które mają zapobiegać przemocy i konfliktom zbrojnym.
Dlatego kwestia powrotu polskich wojsk do kraju powinna się stać jednym z głównych haseł w odniesieniu do polityki zagranicznej – obok poprawy stosunków z Rosją i Niemcami oraz postulatu przekierowania polskiej polityki międzynarodowej ze Stanów Zjednoczonych na bliższe związki z Europą – podczas kampanii prezydenckiej kandydata lewicy. Już teraz bowiem wyraźnie widać, że tylko lewica w Polsce jest w stanie kontynuować i umacniać integrację społeczeństwa polskiego z polityką europejską. Zwłaszcza jeśli myślimy nie tylko o integracji gospodarczej, ale również tej na poziomie wspólnych wartości i przekonań.

Wydanie: 39/2009

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy