Aktorzy, to tylko pionki

Aktorzy, to tylko pionki

W walce Kropiwnickiego o Teatr Nowy w Łodzi chodzi o bazę dla telewizji ojca Rydzyka? – Królikiewicz zostaje – powiedział w ub. czwartek minister kultury Waldemar Dąbrowski do aktorów Teatru Nowego w Łodzi, którzy od miesięcy protestują przeciwko tej nominacji. Takim patem zakończyło się wielkanocne oblężenie placówki przez służby prezydenta miasta, Jerzego Kropiwnickiego. Aktorzy zapowiedzieli, że odejdą z teatru. Jeden z nich Mariusz Saniternik oświadczył: „Honor jest dla mnie najważniejszy”. Pacyfikacja Teresa Makarska spieszyła na drogę krzyżową. Była blisko kościoła, kiedy dostała telefon: Pacyfikują nas! Przed oczami stanęły jej znane z telewizyjnego ekranu sceny zdobywania kopalni Wujek. Pobiegła do teatru. Bo Teresa Makarska jest aktorką łódzkiego Teatru Nowego. Za ogrodzeniem było czarno od mundurów ochroniarzy i strażników miejskich. Niektórzy biegali w kominiarkach. Widziała, jak uganiają się za kolegami aktorami i wyciągają ich z budynku. W pewnym momencie w oknie sekretariatu pojawił się Juliusz Chrząstowski i zaczął krzyczeć, że ktoś wyważa drzwi. Tak w Teatrze Nowym obejmował rządy Janusz Michaluk wyznaczony przez prezydenta na dyrektora naczelnego teatru. O najeździe na teatr dowiedziała się cała Łódź. Kiedy trzy godziny później przez centrum Łodzi przechodziła droga krzyżowa, wielu jej uczestników na widok prezydenta Jerzego Kropiwnickiego kroczącego obok kościelnych hierarchów, sykało: „Kat”, „Oprawca”. Głośno te epitety padały przed teatrem. A ubrani na czarno zdobywcy rewanżowali się siłą i cynicznymi wypowiedziami swoich zwierzchników. Kiedy już wdarli się do sekretariatu, zabarykadowanemu tam Chrząstowskiemu wykręcili ręce. – Za….my cię i zabijemy sk…synu – wykrzyczał zamaskowany ochroniarz, a w tym czasie Janusz Michaluk podtykał aktorowi pod nos prezydenckie plenipotencje do objęcia teatru. O tym jednak stojący przed budynkiem dowiedzieli się później, bo do wewnątrz nie wpuszczano nikogo. Także parlamentarzystów. Senator Zdzisława Janowska zadzwoniła z pretensją do Jerzego Kropiwnickiego. – Jeżeli pani chce się dostać do teatru, to proszę wykupić bilet w kasie – drwiąco pouczał prezydent Łodzi. – Interweniowałem u wszystkich świętych – zapewnia Sylwester Pawłowski, przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej, który także przybiegł pod teatr. – Chociaż Nowy jest miejską instytucją, wstępu odmówili mi zarówno pan Michaluk, komendant straży miejskiej, jak i prezydent. – Teatr należało zabezpieczyć, bo nie było w nim nikogo z kierownictwa – kpił rozgorączkowany wiceprezydent Mirosław Orzechowski, który też znalazł się na terenie teatru. Swój człowiek Wielkopiątkowy zajazd był kolejną odsłoną konfliktu, jaki od początku roku trwa w łódzkim Teatrze Nowym. Po śmierci Kazimierza Dejmka, jego twórcy i dyrektora artystycznego, prezydent Kropiwnicki uznał, że sceną powinien kierować znany reżyser filmowy, Grzegorz Królikiewicz. Artysta mieszka w Łodzi i wykłada w szkole filmowej. Właśnie te okoliczności eksponował pomysłodawca dyrektury Królikiewicza – wiceprezydent Orzechowski z Ligi Polskich Rodzin, który odpowiada za sprawy kultury. Z kolei Jerzy Kropiwnicki ujawnił, że jego znajomość z reżyserem datuje się z czasów podziemnej działalności w latach 80. Pomysł i jego okoliczności zbulwersowały aktorów. Wskazywanie następcy przed pogrzebem poprzednika, bez jakiejkolwiek rozmowy z zespołem – uznali za lekceważenie. Ponadto, przekonywali aktorzy, 64-letni Królikiewicz jest znakomitym reżyserem filmowym, ale z teatrem miał kontakt incydentalny. Zaproponowali więc kandydaturę Tadeusza Bradeckiego, byłego dyrektora Teatru Starego w Krakowie, twórcę zaliczanego do najwybitniejszych polskich reżyserów, często przygotowującego premiery w teatrach Europy i Ameryki. Kropiwnicki nawet nie chciał o nim słyszeć. Jego kandydat zaś nie widział potrzeby, by spotkać się z aktorami i przedstawić im swoje plany artystyczne. Prezydenckiego wybrańca negatywnie zaopiniowały centralne władze teatralnych korporacji oraz Ministerstwo Kultury, ale niezrażony tym Kropiwnicki podpisał nominację. Zapowiedział też zwolnienie Grażyny Wasilewskiej ze stanowiska dyrektora naczelnego teatru (naczelnemu podlegają sprawy administracyjne i finansowe, ale nie ma on wpływu na linię artystyczną). W odpowiedzi aktorzy rozpoczęli akcję protestacyjną. Między teatrem a magistratem trwała wojna psychologiczna. Prezydent nawet za cenę własnej kompromitacji wytaczał coraz to nowe zarzuty wobec aktorów, zaś podlegli mu urzędnicy próbowali, nie bez przyzwolenia szefa, wszelkich możliwych szykan. Zarazem prezydent odrzucał propozycje innych rozwiązań (w ich poszukiwanie silnie zaangażowała się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 18/2003, 2003

Kategorie: Kultura
Tagi: Jan Skąpski