Amnestia dla dwójarzy

Amnestia dla dwójarzy

Resort edukacji przedstawia poprawkę pozwalającą promować licealistów z dwoma niedostatecznymi

Środowiska oświatowe obiegła wiadomość, że resort edukacji szykuje przepis umożliwiający młodzieży licealnej przechodzenie z klasy do klasy nawet z dwoma ocenami niedostatecznymi, co motywuje względami tzw. sprawiedliwości społecznej – skoro tak mają uczniowie podstawówek i gimnazjów, to dlaczego licealiści mieliby mieć gorzej?
Przez media przetoczyła się fala krytyki i dlatego dziś w ministerstwie próbuje się nieco relatywizować ten projekt. W istocie chodzi tylko o poprawkę w obowiązującym „rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 30 kwietnia 2007 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów w szkołach publicznych”. Resort zaproponował, aby wprowadzić następujący zapis: „Uwzględniając możliwości edukacyjne ucznia szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej, rada pedagogiczna może jeden raz w ciągu danego etapu edukacyjnego promować do klasy programowo wyższej ucznia, który nie zdał egzaminu poprawkowego z jednych obowiązkowych zajęć edukacyjnych, pod warunkiem że te obowiązkowe zajęcia edukacyjne są, zgodnie ze szkolnym planem nauczania, realizowane w klasie programowo wyższej”.
Poprawkę uzasadnia się stwierdzeniem: zmiana ta pozwoli na równe traktowanie w tym zakresie ucznia każdego typu szkoły. Rozporządzenie jest skierowane do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych.

Jedna czy dwie pały?

Nie komentując urzędniczego stylu ministerialnych oświadczeń, wypada stwierdzić, że w istocie mowa jest o jednej ocenie niedostatecznej oddanej do dyspozycji rady pedagogicznej. Nie wspomina się natomiast, że w istocie rada zajmuje się pałami ucznia dopiero przy drugiej takiej ocenie.
Poprosiliśmy o komentarz osoby zajmujące się systemem edukacji szkolnej.
– le odbieram ten pomysł – mówi prof. Marcin Król, dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego.
– Generalnie szkoła powinna nagradzać za dobrą naukę, a nie za złą. Szkoła w jakimś sensie ma charakter elitarny, bo uwzględnia fakt, że są w niej uczniowie mądrzejsi i głupsi, bardziej i mniej pracowici. Ci lepsi powinni być jakoś promowani i jeśli się tego nie stosuje, to wtedy promuje się głupszych. Nie trzeba ich prześladować, ale na pewno nie wolno ich promować, bo taki układ przenosi się później na całą skalę społeczną. Nie rozumiem motywów, jakie kierowały ministerstwem.
Dr Wiesław Pawłowski, pedagog z Olsztyńskiej Szkoły Wyższej im. Józefa Rusieckiego, trochę tłumaczy postępowanie resortu chęcią zrównania praw dla uczących się w szkołach ponadgimnazjalnych z prawami uczniów szkół podstawowych i gimnazjów: – Możliwość przechodzenia do następnej klasy, nawet po oblaniu egzaminu poprawkowego, istnieje już w szkołach podstawowych i gimnazjach. Teraz resort chce dać takie same prawa uczniom szkół ponadgimnazjalnych. Zdaniem dr. Pawłowskiego zmierza to jednak do obniżenia poziomu nauczania. Bo właśnie tak działają niskie wymagania. Aby maturę zdało 80% uczniów, można zastosować dwie metody – albo zaostrzyć selekcję kandydatów do szkół średnich, albo obniżyć wymagania. Wybiera się to drugie rozwiązanie na zasadzie: minimum energii – maksimum efektu. Po co tracić energię, która jest cenna? Każdy zrozumie to w ten sam sposób: po co mi chemia, biologia czy inne przedmioty uważane tradycyjnie za trudne, kiedy to mi się do niczego nie przyda. Ten nowy przepis tylko umocni taki pogląd.

Zemsta Giertycha

Bardzo krytycznie odnosi się do projektu rozporządzenia ministerialnego posłanka SLD Krystyna Łybacka, była minister edukacji. – To jest nieudolne naśladowanie Romana Giertycha z jego maturą giertychowską. Niestety, jeśli porównamy wyniki nauczania z ostatnich lat, to widać, że nie mamy najwyższego poziomu, bo nie mamy dobrej weryfikacji zdobytej wiedzy. Nauczanie już teraz koncentruje się na umiejętności wypełniania testów i rozeznania w słowach kluczach, a przyzwolenie na promocję z ocenami niedostatecznymi będzie kolejnym etapem obniżania poziomu. To jest całkowicie błędne postępowanie. W systemie nauczania kluczową postacią powinien być dobry nauczyciel, któremu trzeba stworzyć dogodne warunki do pracy, i to zarówno w podstawówkach, gimnazjach, jak i liceach. Klasy nie powinny przekraczać 30 uczniów. Pozwólmy nauczycielom dobrze pracować, a wtedy nie będą musieli stawiać pał ani przepychać uczniów do następnej klasy.
Czyżby pomysły na zmiany w systemie oświaty powstawały pod wpływem walki o czysto formalne, urzędnicze wskaźniki
poziomu scholaryzacji? Może resort edukacji chciałby zabłysnąć w międzynarodowych rankingach np. stuprocentowym wskaźnikiem świadectw maturalnych? – Może w ogóle skasować oceny i przepuszczać wszystkich jak leci? – ironizował na łamach jednej z gazet prof. Król.
Dziś wiemy, że nie udało się to ministrowi Romanowi Giertychowi, ale jego duch najwyraźniej krąży po MEN. Za kilka lat zobaczymy owoce owej polityki – gdy absolwenci liceów, mimo licznych pał po drodze, wyruszą na podbój uczelni europejskich. Powodzenia.

Wydanie: 22/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy