Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Co oznacza pojęcie „pamięć instytucjonalna”? Ano coś takiego, że w danej instytucji jest ktoś od bardzo dawna, jakiś pan Janek, i on wszystko wie. Gdzie leży jaka teczka, jak daną sprawę załatwić, kto co robił 15 lat temu… Ktoś biedzi się nad jakąś sprawą tydzień, on ją rozbiera w parę godzin, bo wie, jak to zrobić. O takich czarodziejach wszyscy mówią z największym respektem, bo żadna instytucja nie może pracować bez ich wiedzy. Inaczej jest stękanie i karambol na pierwszym zakręcie.
I cóż się dzieje? Miała miejsce w lipcu doroczna narada ambasadorów. I oto MSZ zaczęło się chwalić, że na naradę został zaproszony szef MSZ Francji Bernard Kouchner, który przemawiał do naszych ambasadorów. I że był to pierwszy raz w historii, kiedy szef dyplomacji sojuszniczego państwa występował w takiej roli.
Tak przekazano to mediom.
I co się okazało? Że żaden pierwszy raz, że takie rzeczy miały miejsce już w roku 2005, gdy szefem MSZ był Adam Daniel Rotfeld. Co ciekawe, dziennikarz piszący to sprostowanie dodał, że wcześniej pytał w tej sprawie trzech wysokich urzędników MSZ i oni go zapewniali, że Kouchner jest pierwszy…
O czym ten drobny epizod świadczy? Ano o tym, że w ministerstwie zanikła „pamięć instytucjonalna”, że kolejne czystki, odbijanie MSZ zdezorganizowały tę instytucję. Jeżeli trzech wysokich urzędników nie pamięta ważnego dla polskiej dyplomacji wydarzenia sprzed ledwie czterech lat, to co można myśleć? Skąd w MSZ się wzięli i jakim cudem są „wysokimi urzędnikami”, prawda? I co tak naprawdę wiedzą i potrafią…
Narada ambasadorów była też okazją, by przyjrzeć się, w jakiej formie są najważniejsze osoby w państwie, czego chcą i co mają do powiedzenia.
Minister Sikorski nie zaskoczył, nie wygłosił przemówienia o celach polskiej polityki zagranicznej, za to dużo mówił o oszczędnościach w resorcie. Wstał wówczas ambasador w Bogocie, Jacek Perlin, i zaczął podpowiadać, jak to można taniej. Np. kupić samochód na dyplomatyczne papiery, czyli tanio, bez podatku, a potem go szybko sprzedać. O, tak można też zarabiać.
Ci, którzy to usłyszeli – zdębieli. Żartował czy na poważnie?
No cóż, w gruncie rzeczy ambasador nic nadzwyczajnego nie zaproponował – można przecież poprzerabiać ambasady na luksusowe knajpy, samochodami handlować na szerszą skalę, na zasadzie punktów dilerskich. A jeżeli jesteśmy już przy dilerach, no to Kolumbia stwarza określone okazje…
Innym akcentem narady było przemówienie prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent powiedział ambasadorom, że rząd prowadzi złą politykę zagraniczną, przeciwną, niż on by chciał. Paru wiceministrów spraw zagranicznych siedziało obok. Ale milczeli – więc nie wiadomo, zgadzali się z prezydentem, czy też nie zgadzali. A może nie nauczono ich, jak elegancko można polemizować? Bardzo to było mobilizujące.
A na zakończenie szefostwo MSZ zafundowało ambasadorom niespodziankę – czyli pana Kurtykę. Szef IPN na naradzie ambasadorów! Przyszedł i im mówił. Czyż to nie piękne?
Ktoś powiedział, że w wyborach dwa lata temu Polacy wybrali drogę dla Polski i pożegnali tę IV Rzeczpospolitą. Może i tak. Ale w MSZ ta IV RP mocno się okopała i siedzi. Mocno, że aż strach.

Wydanie: 33/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy