Wdzięczność wg Tarnowskich

Wdzięczność wg Tarnowskich

W 1927 r. na dzikowskim zamku k. Tarnobrzega wybuchł pożar. Ludzie samorzutnie ugasili ogień, ale zginęło dziewięć osób. Pół wieku później wzruszony Artur Tarnowski (ps. “Hrabia”) postanowił odwdzięczyć się mieszkańcom Tarnobrzega, a gest miał iście królewski. Oto uznał, że najlepszą nagrodą dla bohaterskich mieszkańców będzie odzyskanie i zgromadzenie w Tarnobrzegu wszystkich zbiorów utraconych przez Tarnowskich za PRL-u.
– W ten sposób mój ojciec chciał zwrócić dług okolicznym mieszkańcom – mówi Jan Tarnowski, który raźno zabrał się za wypełnienie woli ojca i na drodze sądowej odbiera własność rodzinnych majątków, balując przy okazji na dzikowskim zamku, pięknie utrzymanym za pieniądze podatników. Przecież okazanie wdzięczności to rzecz święta, z tym nie wolno się ociągać.
Pierwszym krokiem na drodze odwdzięczenia się mieszkańcom będzie wyrzucenie z zamku średniej szkoły rolniczej, najlepszej w województwie. Wprawdzie dyrektorka była zdenerwowana, gdy z prasy dowiedziała się o eksmisji, irytowali się rodzice i nauczyciele, ale przecież muszą zrozumieć, że skoro Tarnowscy pragną się odwdzięczać, to nie wolno im przeszkadzać w tym zbożnym dziele. A dzielnym mieszkańcom miasta za morał niech starczy stara prawda, że każdy dobry uczynek prędzej czy później zostanie ukarany.

Wydanie: 14/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy