Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Po sześciu latach ministrowania Sikorskiego stan kadrowy naszej służby dyplomatycznej jest coraz gorszy.
Minęło sporo dni od sejmowego „exposé” ministra Sikorskiego, a przecież ludzie wciąż o nim gadają. Nie, nie o tym, co powiedział, bo były to banały, ale o tym, czego nie mówił.
A nie mówił np., jakie są cele strategiczne polskiej polityki zagranicznej. Nic nie mówił też, jakimi narzędziami zamierza je realizować. To znaczy – nie mówił nic o kadrach w MSZ. Przypadek? Jego urzędnicy tak nie sądzą. Zwłaszcza że po sześciu latach ministrowania Sikorskiego stan kadrowy naszej służby dyplomatycznej jest coraz gorszy i nie daje widoków na poprawę.
Tak naprawdę uśpiono opracowany wcześniej system aplikacji dyplomatyczno-konsularnej oparty na Akademii Dyplomatycznej. Akademia została przeniesiona do Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, żeby tam uschnąć. Sikorski zastąpił ją Polskim Instytutem Dyplomacji im. Ignacego Jana Paderewskiego, ale trudno traktować poważnie ten projekt, szczególnie że jego szefowa, Katarzyna Skórzyńska, praktycznie jest gwarancją porażki.
No dobrze, przez sześć lat MSZ nie dorobiło się efektywnego systemu naboru i kształcenia kadr, więc może wewnątrz zapewnia jakiś ład? Ha! Gdyby tak było, Sikorski by się tym chwalił. Tymczasem nawet nie wspomniał o ustawie o służbie zagranicznej, którą od miesięcy przygotowuje. Nie wspomniał, bo kolejne jej projekty kompromitują autorów. Ustawa nijak się ma do ustawy o służbie cywilnej, a gdy jej projekt przekazano do międzyresortowego opiniowania, nie zostawiono na nim suchej nitki.
Kłopot też jest, i to bardzo widoczny, z ludźmi, których minister wysyła za granicę. Przez sześć lat nie dorobiono się systemu, który byłby czytelną ścieżką awansu dla ministerialnych urzędników.
Wciąż duża grupa dyplomatów to ludzie z zewnątrz. Jeśli chodzi o ambasadorów – tu nic się nie zmieniło. Stanowiska ambasadorów, tak jak kiedyś, pełnią funkcję luksusowych synekur – nikt przecież nie uwierzy, że minister Arabski jest koniecznie potrzebny w Hiszpanii. Dobrego świadectwa MSZ-owskiej polityce kadrowej nie wystawia również liczba emerytów, których wysłano za granicę, czy też liczba emerytowanych generałów. Można zrozumieć, że Radosław Sikorski czynem chciał poprzeć rządową politykę 67+ i udowodnić, że nawet w tym wieku można pracować jako ambasador, ale wygląda to raczej na poszukiwanie ambasadorów z łapanki i wotum nieufności dla MSZ-owskich kadr, a nie na przemyślaną politykę.
Podobnie jak łatanie dziur na placówkach poprzez przenoszenie ambasadorów z jednej na drugą. To, co powinno być wyjątkiem, coraz częściej staje się normalną praktyką.
Minister Sikorski chwali się komputerami, telefonami i innymi gadżetami. Ta nowoczesność ma być symbolem jego polityki. No to dorzućmy do tego kadrowy bałagan, brak jasnych reguł awansu, układy, układziki i tak dalej. Wtedy ten obraz będzie kompletny.

Wydanie: 14/2013

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy