Angielski numer po polsku

Angielski numer po polsku

Jak rodacy na Wyspach kombinują, by nie płacić za mieszkanie, wodę, gaz, telefony… Śledząc „dokonania” niektórych młodych polskich imigrantów mieszkających w Wielkiej Brytanii, naprawdę trudno zaprzeczyć stwierdzeniu „Polak potrafi”. Kombinuje już nie tylko ubrany w dres Kowalski, który wyjechał z kraju w trosce o swoją wolność, ale także dotąd uczciwy i ciężko pracujący Nowak. Dopóki na Wyspach będą ku temu możliwości, dopóty polska „przedsiębiorczość” pozostawać będzie poza wszelką konkurencją. Tomek mieszka w Anglii od trzech lat. Ma dochodową pracę, samochód i długi w postaci rachunków do zapłacenia. Jak mówi – mogą one jeszcze długo poczekać. – A jak nie będę miał humoru, to w ogóle nie zapłacę – dodaje z rozbrajającą szczerością. Nim jednak przyjrzymy się tym wierzytelnościom, opowie nam o swoim domu, w którym oficjalnie mieszka ktoś inny. Dobry „słup” nie jest zły – Jak chcesz wynająć lepszą chałupę, to często gęsto trzeba pogłówkować. Jeżeli nie masz stałej pracy i do tego twoja historia kredytowa jest nie najlepsza, możesz sobie ładny domek wybić z głowy. Tak było w moim przypadku, gdy rozkręcałem się w Anglii. Ale jeśli masz łeb pośrodku i dobrych znajomych, wszystko da się załatwić. Wynajmujesz na ich papiery i po sprawie. Czy to od osoby prywatnej, czy też przez agencję, metoda zawsze ta sama. Ktoś podpisuje umowę, a mieszkasz ty. Potem tylko parapetówa i wszyscy są zadowoleni. Sam widzisz – nic trudnego. Wystarczy dobry „słup” i po kłopocie – mówi chłopak. – Nie on pierwszy i nie ostatni. Też tak zrobiłem. Polak zawsze sobie poradzi – dodaje Bartek, który również skorzystał z pomocy podstawionych osób. Tej osobliwej maksymie Tomek, który właśnie otrzymał wezwanie do zapłaty za gaz, i jego narzeczona Ewa hołdują od dawna. Prócz kilkuset funtów, które przesyłają co miesiąc na konto landlorda, za nic innego nie płacą. Nie oznacza to jednak, że w domu odłączone są wszystkie media. Ależ skąd! Chłopak właśnie przyszedł z pracy, wziął prysznic i wygodnie rozsiadł się przed telewizorem. – Jak to możliwe, że od ponad siedmiu miesięcy nie uregulowałeś żadnego z nadesłanych rachunków? – pytam zaciekawiony. – Stary, jak mamy płacić faktury wystawiane na inne nazwisko? Nie do mnie – odkładam – proste. Zobacz, ile makulatury uzbierałem – podaje mi kilkanaście listów z rachunkami. – To za gaz, prąd i wodę, a telewizor? – trzeba być idiotą, żeby go rejestrować. Przeglądam korespondencję Tomka. Rzeczywiście na listach figuruje inne nazwisko. Podając dane osoby, na którą będą przesyłane rachunki, chłopak celowo zmienił jedną z liter, przez co w systemach „British Gas” i „Anglian Water” znajduje się zupełnie inny klient. – Paru kanarów w Polsce tak wykiwałem, jak chcieli mnie skasować za jazdę bez biletu. Dowodziku nie ma, więc wierzyli na słowo. Najpierw jeden, a potem drugi, któremu powtarzałem te same dane niby dla weryfikacji, czy mówię prawdę. System rachunkowy w Anglii oparty jest na zaufaniu, dlatego możesz zadzwonić i podać im dane z kosmosu. A skoro chcą od ciebie tylko imię i nazwisko, to orzesz, jak możesz – rzuca od niechcenia Tomek. – Mają niesamowity bałagan. Naszego nowego mieszkania w ogóle nie mają w rejestrze „Anglian Water”, więc korzystamy z wody za darmo. Bądź tu uczciwy i wydzwaniaj do nich, żeby to wszystko wyprostować. Próbowałam trzy razy i już sobie odpuszczę. Nie mają chaty w systemie, to i dobrze. Nikt nie będzie przecież na siłę wyprowadzał ich z błędu – mówi Ewa. – Po co się frajerzyć, wystarczy pomyśleć. Dobrze zamotasz i nie ma konsekwencji – twierdzi Tomek. – W Polsce to nie do pomyślenia – dawno by nam wszystko odłączyli. Nie płacisz – gotujesz na butli i siedzisz przy świeczkach. Tutaj po pierwsze, nikt ci nic nie odłączy, a po drugie, zanim narosną ci długi, którymi ktoś się zajmie, ty już mieszkasz w innym miejscu. A oni ścigają ducha – kontynuuje zadowolony ze swojej pomysłowości chłopak. – Jak przyjdzie komornik, to my tu oficjalnie nie mieszkamy. Dwóch naszych „słupów” już dawno wyjechało z Anglii, a trzeci ma tę chałupę głęboko w poważaniu. Współczuję tylko tym, którzy wprowadzą się po nas. Nie podłączą im tu nawet internetu, bo mieszkanie jest już spalone. Tylko gdzie tu logika? Jak można obarczać odpowiedzialnością za długi mieszkanie – nie mieszkańców? Ale co tam, nam to na rękę – ironizuje dziewczyna

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2008, 34/2008

Kategorie: Świat