Votum separatum Galicjanki

Votum separatum Galicjanki

Motto
Nie brak świadków na tym świecie.
Aleksander Fredro, „Zemsta”

Przede wszystkim muszę wyrazić najgłębsze, najszczersze współczucie bliskim ofiar tragicznego lotu. Serce kraje się zwłaszcza na myśl o dziesiątkach dzieci, pasażerów zestrzelonego przez pomyłkę boeinga. Do czegoś takiego nigdy nie powinno było dojść. Tym rzetelniej rozpatrzyć trzeba wszystkie okoliczności, które do takiej sytuacji doprowadziły. Szczególnie, że w moim (może błędnym) odczuciu, miały w tym swój udział nasze fobie i kompleksy.
W tytule podkreśliłam, że wypowiadam się jako Galicjanka. Dlaczego wydaje mi się to istotne? Od dawna zastanawiam się, dlaczego (o ile mi wiadomo) nikt poważnie nie zajął się zmianami kulturowymi, jakie zachodziły w psychice Polaków zamieszkałych w trzech tak różnych zaborach: rosyjskim, austro-węgierskim oraz prusko-niemieckim. Przecież są to ze wszech miar odmienne kręgi kulturowe.
Różnice wywołane tymi zmianami występują wyraziście w dziedzinie literatury.
I tak w zaborze rosyjskim kwitła epika, reprezentowana przez tak wybitnych twórców jak Mickiewicz („Pan Tadeusz”), Kraszewski, Orzeszkowa, Sienkiewicz, Prus, Reymont, Żeromski. Za czasów II RP z tego samego obszaru pochodziły „ikony” – Dąbrowska i świetny nowelista Iwaszkiewicz. Prócz prozaików byłemu Królestwu Polskiemu w XX w. zawdzięczamy plejadę poetów, z Leśmianem i Miłoszem na czele.
Z kolei zabór austriacki, zwany Galicją, sprzyjał dramaturgom, zwłaszcza komediopisarzom – od Fredry po Mrożka. Nie zapominając o Wyspiańskim i Zapolskiej.
Najuboższy w talenty literackie jest zabór prusko-niemiecki. Mieszkańcy tego terenu, Ślązacy, upominają się dziś o autonomię, jaką im przyznano w II RP. Byliby separatystami, rebeliantami, bandytami?…
Z opisanych sytuacji wynika chyba jednoznacznie, jak dalece zależność od innego, odmiennego kręgu kulturowego wpływa na społeczność zależną.
Należę do coraz szczuplejszego grona osób, które przed wojną mieszkały na byłych Kresach, to jest w obecnej Ukrainie Zachodniej, i pamiętają panujące tam stosunki.
Otóż tożsamość mieszkańców zależała od wyznania: rzymski katolik = Polak, grekokatolik = Ukrainiec (Rusin). Prawosławnych tam nie spotkałam. Ukrainy południowo-wschodniej nie znam. Nie mam też pojęcia, jak wyglądają tam relacje wyznaniowe. Jak się zdaje, są tam nieliczni rzymscy katolicy (słyszeliśmy o porwaniu rzymskokatolickiego proboszcza), ale czy są, a jeśli tak, to ilu jest grekokatolików? Ilu zaś prawosławnych? I czy ci ostatni nie optują za zbliżeniem z Rosją?
Odnoszę wrażenie, że polscy politycy wskutek rusofobii mają pamięć dziwnie wybiórczą. Krym „integralną częścią” Ukrainy stał się w roku 1962 jako dar Chruszczowa (rodem z Ukrainy) dla Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Chruszczow uczcił tak 300. rocznicę ugody perejasławskiej, na mocy której Ukrainę przejęła Rosja. Tak więc Krym przez 300 lat pozostawał pod władzą i wpływem kulturowym Rosji. A krymskich Tatarów zraził Gruzin Dżugaszwili, znany jako Stalin. Porównywanie z nim (lub z Hitlerem) obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej W.W. Putina wydaje się niejaką przesadą. Skądinąd warto nie spychać w niepamięć, że Rosjanie dochowali się Michaiła Gorbaczowa, bez którego Bóg jeden wie, jak długo czekalibyśmy na trzecią niepodległość.
Sytuacja na Ukrainie zmienia się jak w kalejdoskopie. Oto premier podaje się do dymisji, by za chwilę znów objąć stanowisko. Odbędą się prawdopodobnie przedwczesne wybory parlamentarne, których wynik jest nieprzewidywalny. Jak w ogóle coraz bardziej nieprzewidywalna jest sytuacja na Ukrainie. Może więc nie należało tak gorliwie popierać Euromajdanu i zawczasu przyjąć do wiadomości, że niezależnie od poczynań Putina wschodniej Ukrainie bliżej jest do Rosji niż do zachodniej Europy. A sprawę rozwiązałaby może autonomia tego zbuntowanego regionu…

Wydanie: 33/2014

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy