Apel w sprawie generała-prezydenta

ZAPISKI POLITYCZNE

Przeczytałem ogłoszony w „Trybunie” tekst prezydenta Jaruzelskiego poświęcony procesowi, jaki został mu wiele lat temu wytoczony w związku z tragicznymi wydarzeniami w Gdańsku w roku 1970. Z własnych doświadczeń wiem (kiedyś o tym napiszę), że sądownictwo polskie służy chętniej i łatwiej polityce niż sprawiedliwości. Wydarzenia gdańskie miały miejsce ponad 30 lat temu. Proces wytoczono na początku lat 90. Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej badała sprawę przez pięć lat, lecz dotyczyło to raczej stanu wojennego niż wydarzeń gdańskich. Obserwowałem uważnie jednoznacznie polityczne poczynania tej komisji, ale Sejm umorzył sprawę. Niektórzy członkowie tej komisji popisywali się niebywałym nieuctwem prawnym, dostarczając obwinionemu generałowi dziecinnie łatwych argumentów obrony. Były to jednak czasy panoszenia się w Sejmie gromady KPN-owskich młodzieńców, którzy w pracy komisji postępowali tak, jak należało się spodziewać, obserwując ich inne zachowania i wystąpienia. Kilku z tych niby poważniejszych członków owej komisji też nie grzeszyło zbyt wielkim rozumem prawnym.
Krótko potem wytoczono proces osobom zamieszanym w wydarzenia grudniowe. Wśród nich znalazł się pierwszy prezydent odradzającej się Rzeczypospolitej, generał Jaruzelski. Prokuratura Gdańska Marynarki Wojennej przesłuchała 3,5 tys. świadków, co ciągnęło się nieskończenie długo. Potem prokurator generalny – już dzisiaj nikt nie pamięta, kto to był – przekazał sprawę Prokuraturze Wojewódzkiej w Gdańsku. Zapoznawanie się przez nią z ogromnym zbiorem materiałów przygotowawczych znowu pochłonęło masę czasu. Wreszcie w 1994 r. dokonano na generała bandyckiego napadu i ciężko go zraniono. Znów płynął czas, zanim pacjent był na tyle wyleczony, iż mógł ponownie stawać przed sądem, zaś sama sprawa powróciła do kompetencji Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku, co Sąd Apelacyjny uchylił. Decyzja Sądu Wojewódzkiego została podyktowana nieudolnością prawną sporządzonego aktu oskarżenia. Znowu czas płynął. Stan zdrowia oskarżonych wywodzących się z aparatu bezpieczeństwa pogorszył się tak znacznie, iż musiano ich sprawy wyłączyć z tego procesu. Oskarżenie dotyczyło więc już tylko wojskowych. Obrońcy oskarżonych wysunęli przeciw temu ułomnemu aktowi oskarżenia poważne zarzuty prawno-procesowe. Ich wnioski zostały oddalone z datą wyprzedzającą skierowanie do sądu. Czy zwykły błąd sekretariatu, czy też drańskie oszustwo sądowe? Mimo tych mankamentów akt skierowano do sądu. Sąd Wojewódzki znowu zwrócił sprawę prokuraturze, ale Sąd Apelacyjny ponownie tę decyzję uchylił, przeto sprawa toczyła się dalej w oparciu o wadliwy akt oskarżenia.
Nie mam siły i miejsca, by wyliczyć wszystkie perypetie aktu oskarżenia i sporu o miejsce rozprawy, gdyż większość oskarżonych mieszkała w Warszawie, ale musiała na posiedzenia sądowe dojeżdżać do Gdańska. Taka sobie mała szykana, dla chorego generała bardzo uciążliwa. Wreszcie pojawiła się kwestia, przed jakim sądem mają odpowiadać oskarżeni ministrowie. Wedle konstytucji, powinien to być Trybunał Stanu. Trybunał Konstytucyjny orzekł inaczej, przesądzając odbywanie rozpraw przed sądami powszechnymi. Ta decyzja uzasadnia moje pierwsze stwierdzenie, że obecne sądy polskie, z Trybunałem Konstytucyjnym włącznie, działają raczej politycznie niż prawnie. Poważni prawnicy, w tym pierwszy prezes Sądu Najwyższego, byli za Trybunałem Stanu. Cóż, polityka wdziera się wszędzie i degeneruje struktury władzy. Wszystkie te decyzje sądowe oraz ich zmiany pożerały czas, a politykierzy zaczęli pomawiać generała o celowe opóźnianie przebiegu rozpraw. Zwyczajna podłość.
Obrońcy oskarżonych wnieśli ponownie zastrzeżenia do prawnej poprawności aktu oskarżenia, a gdy Sąd Wojewódzki w Warszawie wyznaczył mimo to termin rozprawy, obrońcy zrzekli się swoich funkcji, motywując decyzję niemożnością wykonywania swoich obowiązków w tak prawnie ułomnych okolicznościach. Mimo tego gestu sąd – przyznający, iż akt oskarżenia zawiera braki prawne – postanowił odbyć kolejne posiedzenie 19 czerwca 2001 r.
Myślę, że gdyby tak jak generała-prezydenta próbowano sądzić kogoś z opozycji przez długie lata wypełnione uchybieniami procesowymi oraz podyktowanymi względami politycznymi, my, ludzie opozycji, rozkrzyczelibyśmy ten sądowy skandal na cały świat. Niestety, wszystkie „autorytety moralne i prawne milczą”. Sądy działają pod przemożną presją prawicowych polityków, a sprawiedliwość została zepchnięta do kąta, gdzie ma tkwić i milczeć. Dlatego podnoszę alarm i wzywam wszystkich uczciwych ludzi, by się przyłączyli do mojego protestu.
Wiadomo od dawna, że osoby rzeczywiście odpowiedzialne za tragedię gdańską z roku 1970 już dawno nie żyją. Wiadomo też, że pierwszy prezydent odradzającej się Rzeczypospolitej został przez Gomułkę odsunięty od wpływu na wydarzenia i jest całkowicie niewinny. Ważne są także przeogromne zasługi generała przy bezkrwawym wyprowadzaniu Polski i krajów ościennych z komunizmu. Kiedy politycy agitujący współcześnie przeciw generałowi nosili jeszcze koszule w zębach, generał walczył o wyzwolenie Polski. Był dzielnym żołnierzem frontowym, którego rodzina doznała od systemu stalinowskiego tragicznych w skutkach krzywd. Zabito mu ojca, zaś matka spędziła gorzkie lata na zesłaniu. Cokolwiek ktoś zechce mówić o winie generała, musi pamiętać o jego rzadkiej odwadze wzięcia na siebie ciężaru odpowiedzialności za decyzję zarządzenia stanu wojennego, który dokuczliwy dla nas, jego poniekąd ofiar – ja np. przypłaciłem noc internowania zawałem serca na Białołęce w więzieniu – ocalił jednak olbrzymią rzeszę ludzi od wewnętrznej wojny i zapewne od agresji sowieckiej armii, która miała wprawę w rozprawianiu się z wszelkimi buntowszczykami. Generał wiedział na ten temat więcej niż wszyscy niewypierzeni działacze „Solidarności”, pokrzykujący, by tak uderzać, aby kremlowskie kuranty zagrały Mazurka Dąbrowskiego. Wiedział z własnej praktyki, że te kuranty są raczej zdolne odegrać marsza żałobnego dla wszelkich wrogów ustroju.
Namawiam wszystkich uczciwych ludzi w Polsce, by zbuntowali się wreszcie przeciw prymatowi polityki w tej dramatycznej sprawie i proszę wysokie sądy, by służyły jedynie prawu.
17 czerwca 2001 r.

Wydanie: 26/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy