Olejniczak zmienia kurs SLD

Olejniczak zmienia kurs SLD

Szaleństwo nie tylko trwa, ale ma się coraz lepiej. Ultraprawicowe środowiska licytują się w wyścigu o to, kto lepiej i skuteczniej zablokuje prawa kobiet do decydowania o własnym życiu. Projekt wpisania do konstytucji ochrony życia poczętego oznacza wprowadzenie w Polsce całkowitego zakazu aborcji. Okazuje się, że uchwalona w 1993 r. ustawa przewidująca możliwość usunięcia ciąży tylko w trzech przypadkach jest dla rodzimych ultrasów zbyt liberalna. Ustawa należąca do najbardziej restrykcyjnych w Europie ma ulec dalszemu zaostrzeniu. Polskiej prawicy marzy się państwo, które ma dla swoich oponentów wyłącznie bogaty repertuar kar i represji. Szczytem liberalizmu w wydaniu części bardziej umiarkowanej prawicy i niektórych hierarchów katolickich jest obrona obecnej ustawy, którą nazywa się ustawą kompromisu. O tym mitycznym kompromisie przez lata mówili też politycy lewicy. A jakiż to był kompromis? Kto tak nazywa porozumienie z 1993 r., grzeszy cynizmem albo co najmniej naiwnością. Dobrze się stało, że tę swoistą mitologię przerwał przewodniczący SLD, Wojciech Olejniczak. W tekście w \”Gazecie Wyborczej\” przyznał, że SLD był w sprawie aborcji naiwny. Nie ziściły się bowiem ówczesne deklaracje Kościoła i prawicy, że będą podjęte realne działania powodujące w naturalny sposób spadek aborcji. Zamiast edukacji seksualnej i pomocy kobietom rozbudowano system represji wobec tych, które zdecydowały się na zabieg. Doszło do cichej zmowy elit politycznych, by tej drażliwej społecznie kwestii publicznie nie roztrząsać. Pojedynczy posłowie lewicy i środowiska kobiece byli marginalizowani. I spychani do kategorii nawiedzonych utopistów.
Zapowiedź Olejniczaka, że SLD będzie zdecydowanie opowiadać się za pełną legalizacją zabiegu przerywania ciąży, ma charakter przełomowy. Chciałoby się rzec, że nareszcie!
Po raz pierwszy od wielu lat lider partii lewicowej ogłosił to, co o tej sprawie myśli i mówi większość jego wyborców. Ba, większość Polaków. Nareszcie lewica kończy z hipokryzją aborcyjną. Obecna ustawa nie jest przecież efektem kompromisu, ale zwyczajnego handlu ze strony prawicy i kunktatorstwa i tchórzostwa ze strony ówczesnej lewicy. Czy obecna ustawa, tak krzywdząca kobiety, chroni życie płodu? Niczego i nikogo nie chroni. Utrwala tylko świat fikcji i hipokryzji. Urzędnicy państwowi co roku oficjalnie podają, że liczba zabiegów ma charakter śladowy. Bezczelnie kłamią. Wiedzą o tym biskupi, sędziowie, prokuratorzy i policjanci. Wiedzą o dziesiątkach tysięcy, jeśli nie więcej, nielegalnych zabiegów i uznają tę fikcję. Kto ma interes polityczny i ekonomiczny, by tę ponurą statystykę nie tylko utrzymać, ale jeszcze powiększyć? Dlaczego mamy taką ustawę, skoro nie ma dla niej w Polsce społecznego przyzwolenia?
Mimo wieloletniej, skrajnie demagogicznej prawicowej agitacji, tylko 18% Polaków popiera całkowity zakaz aborcji (CBOS). Próbuje się wmawiać ludziom, że sprawa aborcji jest problemem zastępczym. Że w sumie niewielka jest grupa zainteresowanych zmianą obecnej ustawy. To fałsz, bo choć zdecydowana większość Polaków wie, że to prawo nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością, to nie chce żyć w atmosferze zagrożenia powodowanego widzimisię gorliwego urzędnika. Polityków lewicy od lat skutecznie szachuje się zarzutem, że podejmowanie tej problematyki ma charakter polityczny, a nie merytoryczny. Olejniczak zerwał ze schematem prawicowej poprawności politycznej. Bez owijania w bawełnę i nowomowy stanął po stronie kobiet.
Drogą do zmiany obecnego, represyjnego, niemądrego i nieskutecznego prawa jest doprowadzenie do ogólnopolskiego referendum. Naród sam zadecyduje, czy chce, by dalej wodzili go za nos prawicowi ultrasi i zakłamani wrogowie praw kobiet.

Wydanie: 12/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy