Zło różnych czasów

W dodatku „Plus Minus” do „Rzeczpospolitej” pan Rafał Ziemkiewicz przedstawił w bardzo ciemnych barwach sytuację Polski, która odzyskała niepodległość. Uznał kolejne rządy, poczynając od ekipy Mazowieckiego, za coraz mniej sprawne i bardziej skorumpowane. Bodaj za największą przywarę narodową uważa on fatalną obojętność Polaków na niespodziewany historycznie dar, jakim stała się wolność. Powrócił więc do znanego dobrze z „Trylogii” obrazu Polski, jako postawu sukna rwanego na strzępy. Przeciwstawiając nasze destruktywne wady zachodnim ideałom, wypromował Czechów, jako wzór do naśladowania. W zakończeniu sugerował, że jeśli nie wejdziemy do Unii Europejskiej, to pozostanie nam tylko paść w chętne objęcia Rosji.
W kolejnym „Plusie Minusie” pan Nowak uderzył w najsłabsze miejsce diatryby Ziemkiewicza, prezentując wiele niechwalebnych kart z dziejów naszych południowych sąsiadów. W gruncie rzeczy obaj autorzy mają słuszność, zwłaszcza, gdyż pomijają pewne zaszłości historyczne. Należąc do pokolenia, które prawie całą młodość spędziło w Drugiej Rzeczypospolitej, mogę porównać jako tako obie Polski: tę przedwojenną z obecną.
Istnieje mnóstwo przekazów, aby zacząć od kronik Słonimskiego, a skończyć na Tuwimowskim „Balu w operze” (który nie mógł się ukazać przed rokiem 1939 z cenzuralnych powodów), jakie dowodzą, że nie może być mowy o przedwojennej Polsce samorządnej, energicznie rządzonej, sprawiedliwej, demokratycznej, bogatej czy też związanej w narodową całość solidarnym patriotyzmem. Było coś zupełnie innego, co da się określić lapidarnie, że historii nie można oszukać, nie sposób łatwo wzbogacić się cudzym kosztem i co najważniejsze, iż państwo nie jest jakimś sprzętem, który może być przesuwany z miejsca na miejsce, podług woli potężniejszych sąsiadów.
Zostaliśmy jako naród zdemoralizowani przez okupację niemiecką, która chciała nas obrócić w ciemną siłę roboczą, a później przez sowiecką usiłującą sfałszować wtłaczaną ideologią i przemocą nasz dość romantyczny charakter narodowy. W największym skrócie da się rzec, że wtedy (przed wojną) było kiepsko i teraz jest źle, lecz te negatywne osądy nie pokrywają się dokładnie. Anarchię mieliśmy zawsze za skórą, ale byli mężowie stanu zdolni ją powściągnąć. Dzisiaj takich nie ma i to jest naszym nieszczęściem. Zresztą widać, że psuje się jakość nie tylko Polski, lecz także reszta całego świata.

24 kwietnia 2002 r.

 

Wydanie: 17/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy