Tuskuland

Bajka o prawdopodobnym cudownym zawróceniu

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, a może nawet i za siódmym morzem było sobie państewko średniej wielkości, którym rządziło przez jakiś czas dwóch naraz monarchów. W innych odległych stronach bywało inaczej, a to król z królową panowali nadzwyczaj zgodnie i roztropnie, a to kardynał ich wyręczał, a bywało, że i nałożnice rządziły, aż się kurzyło potem, ale nie było takiego kraju, gdzie byłoby dwóch jednocześnie. Królowie owi na dodatek, żeby było demokratycznie, na wszelki wypadek założyli sobie partię, bo jak jest partia, to jest lepiej. Partia miała nazwę jak się patrzy, budzącą szacunek i wiarę w jej program. Nazwa brzmiała NAJSPRAWIEDLIWSZA I NAJBARDZIEJ PRAWA ZE WSZYSTKICH PARTII PARTIA. NNPZWPP, taki był jej skrót, nienawidziła przede wszystkich lewicy ze szczególnym uwzględnieniem komuchów, którymi brzydziła się najbardziej. Była nawet taka zasada, że po każdym podaniu ręki komuniście przez pięć minut myło się je fiołkowym mydłem. Nienawidziła towarzyszy, ale to nie sztuka, skoro nie cierpi się ich nawet na Kubie, gdzie też by się taką NNPZWPP założyło, gdyby nie rządzili nią także dwaj bracia swoimi czerwonymi łapami. Ale tak pod koniec roku jeden król schował się za plecami drugiego i życie zaczęło się turlać trochę innym torem. I wtedy nagle się okazało, że komuniści nie są tacy źli, pod jednym wszelako warunkiem: że można coś z nimi wspólnie uszczknąć i wtedy ich ręce są czyste, słowa mądre, a czyny szlachetne.
A jaki płynie morał z tej sylwestrowej bajeczki i na dodatek dosyć czytelnej? A prościutki jak konstrukcja najprostszego cepa, jak to się czasami u nas powiada. W tym kraju, którego nazwy nie wymienię, kiedy chodzi o własne interesy, bywa, że góra sama idzie do Mahometa.
Póki jeszcze nie ruszyła, życzę wszystkiego najlepszego w Nowym, mam nadzieję, że normalniejszym Roku.

Wydanie: 1/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy