Papież i polskie grzechy

Papież i polskie grzechy

Przeczuwano, że odchodzi. Ciężko chory i cierpiący umierał na oczach świata. Tego świata, który przemierzył jak nikt wcześniej.
Za życia, wszędzie gdzie się pojawił, gromadził tłumy. I dla tych ludzi, dla milionów, do których dotarł osobiście lub za pośrednictwem mediów, stał się kimś bliskim. Domownikiem, autorytetem, kimś, kto niesie nadzieję. A tej nadziei najbardziej łaknęli biedni, dyskryminowani, upośledzeni, pozbawieni pracy i szans na godziwe życie. Do nich nie docierali możni świata. Nie mieli na to czasu ani ochoty. Polski Papież w niepowtarzalnym stylu pochylał się nad jednostką, nad poszczególnymi ludźmi. Stawał w obronie ich godności. W czasach obojętności na losy zwykłych ludzi stał się ich rzecznikiem. Był w tej misji autentyczny i wiarygodny.
Papież z Polski w szczególny sposób admirowany był przez rodaków. I Polacy mieli wiele powodów do dumy. Jeden z wielkich moralnych liderów świata był z Polski. Jego charyzma i autorytet ogrzewały po części każdego z nas. Przez 26 lat pontyfikatu wielokrotnie podkreślano, jak bardzo Polacy są dumni ze swojego Papieża. Nigdy nie pytano, czy Jan Paweł II może być dumny z Polski i Polaków. Nie sądzę, by miał ku temu zbyt wiele powodów. Niestety, nie sprostano jego oczekiwaniom i apelom. Gdy dziś jeszcze raz słucha się wystąpienia Papieża do polskich parlamentarzystów w 1999 r., widać, że świat polityki w ogóle nie przejął się tymi słowami. Wręcz odwrotnie, dziś sytuacja jest znacznie gorsza niż wówczas.
Te krytyczne oceny nie dotyczą tylko polityków. Bo cóż z papieskimi apelami zrobił rodzimy biznes? Czy wzrosła solidarność kapitału z ludźmi pracy?
Jaki los spotkał dwie najważniejsze idee pontyfikatu. Miłosierdzie i przebaczenie. Ostatnie miesiące i temperatura wydarzeń w kraju były wręcz zaprzeczeniem przestrzegania tych zasad w życiu społecznym. Lista polskich grzechów wobec papieskich nauk jest znacznie dłuższa. A lista chętnych do szczerego rachunku sumienia za grzechy przeciw miłosierdziu i przebaczeniu króciutka.
Za życia Papieża nie doszło do odrodzenia duchowego społeczeństwa. Czy śmierć i powszechna żałoba uruchomi trwalsze procesy sanacji? Na pewno nic nie stanie się szybko i definitywnie. Ważne, by się w ogóle zaczęło. By tę falę dobrych emocji, jaka przetoczyła się przez kraj zamienić w czyny. W realne dzieło.
Papież genialnie posługiwał się słowem. Wiedział, jak ważną rolę w przekazie jego myśli mogą mieć media. I media towarzyszyły mu bezustannie.
Także po śmierci. Tak jak umiały. Niekiedy traktując Polaków jak dzieci i nie dopuszczając do obiegu innych ocen niż hagiograficzne.

Wydanie: 15/2005

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy