Kto nie płacze po Gowinie?

Kto nie płacze po Gowinie?

Za swój wielki ministerialny sukces i powód do chwały Jarosław Gowin uważa otwarcie zawodów. Ale przecież to nie on był prekursorem deregulacji. Bo gdyby nie premier Tusk, który szeroko otworzył rząd dla niefachowców, to filozof z Krakowa nigdy by nie został ministrem sprawiedliwości. Bez Tuska nie byłoby błyskotliwej kariery medialnej Gowina. Kamer, wywiadów i komentarzy na każdy głośny temat. Czyli nie byłoby też festiwalu samochwalstwa i stroszenia piórek, na którym polityk PO zbudował swoją pozycję polityczną. O niebo lepszą niż przed ministrowaniem. Współtwórcy tego sukcesu, czyli premierowi, powinien wysłać kosz kwiatów. Drugi raz mu się taki szef przecież nie trafi.
Gdy kiedyś będzie pisana historia kryzysu lub wręcz schyłku Platformy Obywatelskiej, epizod z Gowinem może być dobrą ilustracją ich przyczyn. Nie bez powodu eksminister z PO był ulubionym ministrem środowisk okołopisowskich. Gowin jako minister celowo i świadomie szkodził własnemu rządowi. A jako polityk szkodził także własnej partii. Jeżeli miał w tym, co robił, jakiś interes, to był nim wyłącznie jego ambitny plan imperialny. Na szczęście dla naszego kraju nie staniemy się cesarstwem, a i proste premierostwo też mu nie grozi.
Bo cóż winien kraj i jego obywatele, że z kaprysu premiera doczekaliśmy takiego ministra sprawiedliwości, który głosił, że „w nosie ma literę prawa”, bo kieruje się jego duchem?
Iluż kolejnych ministrów sprawiedliwości będzie traciło czas na wykurzanie tego ducha naturszczyka z gmachu ministerstwa? A pokolenia prawników będą z zażenowaniem wspominały, gdzie ich były minister miał prawo. Szkód, jakie wywołał, i utraty zaufania do instytucji, jakie spowodował, nikt nie będzie szacował. Chyba że mieszkańcy Krakowa, bo pojawiły się pogłoski, że Gowin może kandydować na prezydenta tego miasta. Ten człowiek jest – jak widać – tak wszechstronnie uzdolniony, że nie ma w Polsce takiej funkcji, oczywiście prestiżowej, której pełnienia by się nie podjął. Może więc do zabezpieczenia przed jego desantem trzeba będzie powoływać straże obywatelskie strzegące ważnych gmachów publicznych?
Ale zanim zobaczymy Gowina w nowym wydaniu, choć ze starymi, ortodoksyjnymi poglądami, spójrzmy na to, czego po sobie nie zostawił. Nie płaczą po nim kobiety, którym jak mógł, tak blokował prace nad podpisaniem konwencji o przemocy. Nie żałują go ojcowie dyskryminowani po rozwodach w opiece nad dziećmi. Sędziowie, którzy nie doczekali ustawy o biegłych sądowych. Ubodzy, którzy jak nie mieli, tak dalej nie mają pomocy prawnej przedsądowej. Lista zaniechań i zaniedbań byłego ministra sprawiedliwości jest zresztą tak długa jak lista pochwał i samozachwytów, które on sam wygłosił pod własnym adresem.
Bez Gowina w rządzie z pewnością będzie nudniej. Ale czy to dla niego komplement?

Wydanie: 20/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy