Jest jeszcze szansa

Jest jeszcze szansa

Po pierwszej turze wyborów pesymiści mówią: „Duda zdobył prawie 13% głosów więcej niż Trzaskowski”. Optymiści mówią: „57% wyborców nie chce Dudy”. Obydwa zdania są prawdziwe.

Co z nich wynika dla drugiej tury? Te 57% wyborców, którzy głosowali na innych niż Duda kandydatów, ma bardzo różne poglądy, różne pomysły na Polskę, różne oczekiwania od prezydenta.

Gdyby wszyscy zagłosowali na jednego kandydata, sprawa byłaby prosta już w pierwszej turze wyborów. Ale nie zagłosowali i nie zagłosują. Z tych 57% połowa należy do Trzaskowskiego. Jak w drugiej turze rozłożą się głosy pozostałych? Część nie pójdzie do wyborów. Ale trzeba pamiętać, że część wyborców Trzaskowskiego z pierwszej tury też nie pójdzie. Wyborcy Trzaskowskiego to w dużej mierze mieszkańcy wielkich miast. Wielu z nich 12 lipca będzie na wakacjach. Nie wszyscy wezmą zaświadczenia upoważniające do głosowania w miejscach, gdzie będą spędzać urlop. Zrobią to najbardziej zagorzali zwolennicy tego kandydata, bo jednak wymaga to dodatkowej fatygi. Ile przez to z tych 30% (czyli niespełna 6 mln) ubędzie?

Elektorat lewicy w większości już zagłosował na Trzaskowskiego w pierwszej turze (stąd taki słaby wynik Biedronia). Zostało ok. 432 tys. tych, którzy w pierwszej turze oddali głos na Roberta Biedronia. Ci z nich, którzy pójdą do wyborów, zagłosują raczej na Trzaskowskiego niż na Dudę. Ale ilu ich pójdzie?

Wynik Kosiniaka-Kamysza, nawiasem mówiąc jednego z najbardziej merytorycznych kandydatów (2,37% głosów), świadczy o tym, że elektorat wiejski na stałe już PSL-owi zabrali PiS i Duda. Tych ok. 460 tys. wyborców wiernych PSL-owi podzieli się zapewne na trzy mniej więcej równe części: część zagłosuje na Dudę, część na Trzaskowskiego (postrzeganego jako anty-Duda), część w ogóle nie pójdzie głosować. Prawdziwa gra toczy się teraz o elektorat Hołowni (blisko 14%, 2,7 mln wyborców) oraz o elektorat Bosaka (6,75%, 1,3 mln wyborców).

Wydawać by się mogło, że elektoratowi Hołowni bliżej do Trzaskowskiego niż do Dudy. Teoretycznie tak. Ale znaczna część tego elektoratu to ludzie, którzy mają dość duopolu PiS-PO i dlatego zagłosowali na bezpartyjnego Hołownię. Jak teraz się zachowają? Obawiam się, że znaczna ich część pozostanie w domu i w drugiej turze wyborów udziału nie weźmie. Jak duża to będzie część? Oto jest pytanie! Sam Hołownia, który wbrew sondażom do końca się łudził, że wejdzie do drugiej tury, a w niej będzie miał szansę wygrać z Dudą, teraz zachowuje się dwuznacznie, tak jakby nie przewidział sytuacji, w jakiej znajdzie się po pierwszej turze, i nie miał czasu sobie tego przemyśleć i uporządkować. Bo równocześnie mówi, że na razie nie powie, na kogo sam zagłosuje w drugiej turze, ale zagłosuje na pewno, bo to patriotyczny obowiązek, a chwilę później mówi, że na pewno nie zagłosuje na Dudę. Ale to nie koniec, bo mówi też, że na Trzaskowskiego zagłosuje tylko wtedy, gdy Trzaskowski zobowiąże się realizować postulaty, które on, Hołownia, po konsultacji ze swoimi działaczami mu przedstawi. Podsumujmy: na pewno zagłosuje w drugiej turze; na pewno nie zagłosuje na Dudę; nie wiadomo, czy zagłosuje na Trzaskowskiego. Rozumiecie coś z tego? Jakąś dziwną logikę stosuje Hołownia.

Tak czy inaczej, można się spodziewać, że znaczna część elektoratu Hołowni pozostanie w domu, a z tych, którzy pójdą do urn w drugiej turze wyborów, większość (ale jaka?) odda głos na Trzaskowskiego.

Pozostaje elektorat Bosaka. On sam też żadnego z kandydatów nie popiera, chce zachować dystans do obydwu i czeka, który da mu więcej. Ale z elektoratem Konfederacji sprawa jest bardziej złożona. Są w nim zwolennicy kabaretowego liberalizmu Korwin-Mikkego, ale też bardziej racjonalni liberałowie, narodowcy różnych odcieni (z brunatnym włącznie), antysystemowcy (jak u Hołowni), patologiczni antysemici. Łączy ich niestety antyeuropejskość, co zbliża ich do elektoratu PiS, ale z kolei różni od niego antyamerykańskość. Jak się podzieli ten elektorat? Tak jak więcej wyborców Hołowni postawi na Trzaskowskiego, tak wydaje się, że więcej wyborców Bosaka, oczywiście spośród tych, którzy pójdą do wyborów, odda głos na Dudę.

Tak więc szanse kandydatów wydają się bardzo wyrównane. O zwycięstwie zadecyduje zapewne kilkaset tysięcy głosów.

Wiele zależy od aktywności kandydatów na finiszu kampanii wyborczej. Co powinien zrobić lewicowy wyborca? Iść na wybory i oddać głos na Trzaskowskiego. Trzeba pamiętać, że zwycięstwo tego kandydata kończy dominację PiS i okres demolowania demokratycznych instytucji państwa. Nie mając Senatu ani prezydenta, PiS (faktycznie Jarosław Kaczyński) zdecyduje się zapewne na wcześniejsze wybory. To szansa dla lewicy i ruchu Hołowni. Lewica w wyborach parlamentarnych odzyskałaby znaczną część głosów oddanych teraz na Trzaskowskiego. Hołownia, na fali swojego sukcesu, miałby szansę wprowadzić sporą reprezentację do Sejmu. Nie wiadomo, czy sukces taki byłby możliwy za trzy lata, gdy entuzjazm osłabnie.

Jak będzie, zobaczymy 12 lipca. Obyśmy 13 lipca obudzili się w innej Polsce. Szansa na to jest.

Wydanie: 28/2020

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy