Jeszcze o Krzywym Kole

Zapiski polityczne
13 lutego 2000 r.

Fatalny błąd trafił mi się w felietonie o Klubie Krzywego Koła, klub skasowano nie 20 lecz 40 lat temu, 2 lutego minęła. więc 40. rocznica tego wydarzenia. Opisałem dość z konieczności pobieżnie dzieje klubu, ale nie zdążyłem uwypuklić jego istotnych dokonań.
Za największą wartość wniesioną przez klub w życie społeczne tamtej odległej epoki trzeba uznać bezsporny fakt, iż nagle z całkiem prywatnej inicjatywy niedawnych więźniów politycznych, małżeństwa Ewy i Julka Garzteckich, wyrosła na fatalnej glebie realnego socjalizmu oaza prawdy. W tym miejscu oficjalnie i głośno mówiono prawdę. Dla wielu był to fakt trudny do zniesienia. Dla wielu bonzów partyjnych – należy dodać. Mówiono prawdę zarówno o historii dawnej i wczorajszej, a także o tym, co się dzieje w kraju. To mówienie prawdy, szybko dostrzeżone nawet przez dziennikarzy zagranicznych, nie zawsze bywało niezauważone. Wiele razy musiałem jako prezes klubu chodzić, gdzie należało, tłumaczyć się z tego, co doniesiono władzy o dyskusji klubowej. Te urzędowe rozmowy nie zawsze były łatwe, a raczej odwrotnie: zawsze bywały trudne. Gdy poeta Jan Wyka, który walczył w Hiszpanii po stronie „czerwonych”, opowiadał, jak tam było naprawdę, bez retuszu, jak ludzie sowieckich służb specjalnych (jak nazwalibyśmy je dzisiaj) strzelali w plecy walczącym ochotnikom międzynarodowych brygad – to trudno mi było przekonać moich rozmówców, że nic groźnego dla komunistycznej władzy się u nas nie dzieje, bo Wyka jawnie naruszał swoimi wierszami i opowieściami obowiązującą wersję hiszpańskiej wojny domowej.
Drugą wartością godna wymienienia w tym skrótowym wyliczeniu zasług klubu był fakt, iż gromadzili się na zebraniach i w całej otoczce klubu ludzie niemający z racji swej przeszłości możności zabierania głosu publicznie w innych miejscach. Trzeba pamiętać, że piszę o czasach jakże nieodległych od okresu jawnych i strasznych zbrodni aparatu partii i bezpieki wobec osób traktowanych jako wrogowie ludu. Przeto ci wrogowie na ogół kryli się ze swymi nieprawowiernymi myślami, aż tu nagle otworzyła się możność jawnego mówienia tego, co się myśli, a na dodatek w publicznym miejscu, jakim był Staromiejski Dom Kultury.
Dziś wielu ludzi – szczególnie młodych – przypuszcza, że jawność przekonań pojawiła się dopiero wraz z „Solidarnością”. Było inaczej, i to waśnie budziło podejrzenia, że klub założono z inspiracji nazwijmy to milicyjnej, aby ujawniać prawdziwe nastroje inteligencji. Pamiętam, kiedyś namawiałem prof. Stefana Żółkiewskiego na poparcie jakiejś akcji klubowej, chyba chodziło proces Rewskiej. Uczony, możny działacz partyjny warknął mi, że razem z milicją nie zamierza walczyć o wolność. Jeszcze wczoraj musiałem z zaproponowanego mi do akceptacji mego życiorysu, który ma być wydrukowany w jakiejś publikacji o ludziach opozycji, usunąć bałamutne zdanie o tym dwuznacznym rodowodzie Krzywego Koła.
Pytaniu o to, czy w zgodzie na istnienie klubu nie był zawarty element sondowania opinii pewnego kręgu inteligenckich elit, nie można zbyt lekkomyślnie, ale jeśli nawet ta chwilowa wolność myśli została dopuszczona celowo przez władze, to nie ma ani powodu, ani dowodu na oskarżanie nas, jego kierowników, o jakąś agenturalność. Nie było w Polsce szlachetniejszego i odważniejszego człowieka niż Jan Józef Lipski, późniejszy współtwórca KOR i działacz „Solidarności”, który na wiadomość o tym, iż ma się zacząć proces związkowców „S”, wrócił do Polski – by zasiąść na ławie oskarżonych – z Londynu, gdzie leczył, jak się wkrótce okazało niestety bezskutecznie, swoje serce. To samo można powiedzieć o Janie Strzeleckim, Pawle Jasienicy czy o Janie Olszewskim, Zygmuncie Skórzyńskim i o wielu, wielu innych działaczach.
Trzecią zasługą klubu było stworzenie w młodym pokoleniu kręgu ludzi o lewicowych poglądach zaczerpniętych nie tylko z książek, lecz od żywych świadków historii, czyli starych działaczy PPS. Było ich sporo, ludzi dawnego PPS, z których najstarszy miał żartobliwy tytuł naczelnego dynamitarda PPS i przygotował bombę na Skałona, a także – o ile pamiętam – uczestniczył w samym zamachu czy też w organizacji zamachu pod Bezdanami. Inżynier Lucebirg, bo o nim mowa, jeszcze gdy dobiegał setki, miał jasną pamięć i wiele mógł nam przekazać. Nie byłbym zapewne nigdy współtwórcą lewicowej Unii Pracy, gdyby nie tych kilka lat spędzonych w kręgu tych wspaniałych, dawnych socjalistów. Ich wysiłki nie poszły całkiem na marne, gdyż Jan Józef Lipski wskrzesił jednak PPS w całej jego chwale. Niestety, szybko dała o sobie znać prastara polska skłonność do intryg, swarów politycznych i odnowiony PPS nie zdobył (jak dotąd) mocnej pozycji na obecnej scenie politycznej.
Z drugiej strony, łączyły się z klubem różne nowatorskie kręgi artystyczne. Galeria Krzywego Koła, dzieło Mariana Bogusza i Kajetana Sosnowskiego, promowała sztukę nowoczesną w czasach wszechpanowania socrealizmu w malarstwie. Podobnie wokół Teatru Krzywego Koła gromadzili się ludzie otwarci na „nowa sztukę” sceniczną, czego widocznym symbolem była pierwsza w Polsce inscenizacja sztuki Jonesco (chyba „Krzesła”) czy inscenizacja dla Teatru Telewizji też czegoś nowoczesnego. Do tego teatru garnęli się nie tylko młodzi awangardziści, ale nawet sam wielki Jacek Woszczerowicz zdecydował się wystąpić pod tą firmą.
Cóż, miejsce na felieton znowu się kończy. Może kiedyś, gdy zdecyduję się poszukać wydawcy mego nienapisanego jeszcze pamiętnika, opowiem więcej o tej oazie wolnej myśli. Ponoć jedynej między Łabą a Pacyfikiem. I jeszcze dodatkowa wiadomość. Nie jest przypadkiem, że w wiele późniejszych działań „wolnościowych” wplątani byli ludzie KKK. Mam taką fotografię ze zjazdu „S” w hali Olivii. Stoją obok siebie trzej prezesi klubu: Lipski, Strzelecki i ja. Lipski i ja byliśmy delegatami na I Zjazd „S”, Strzelecki pojechał tam jako doradca. To też nie był przypadek.

 

Wydanie: 7/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy