Naciągane męczeństwo Ziobry

Naciągane męczeństwo Ziobry

Wreszcie wyjaśniła się tajemnica, o której w PiS szeptano po kątach. Ktoś podobno przelewał krew za partię, ale nie za bardzo było wiadomo kto. Kombatantem okazał się Zbigniew Ziobro, który zaraz po ujawnieniu swojego męczeństwa zażądał z tego tytułu od prezesa Kaczyńskiego kawałka tortu jeszcze większego, niż ma w Brukseli. To nie był dobry pomysł, bo prezes ani myśli usunąć się z posady, nawet nie chce zrobić podwójnego fotela dla dwóch liderów partii. Otoczenie kwestionuje też rzekome zasługi Ziobry. Bo przecież, jak mówią, Ziobro nie tyle przelewał swoją krew dla partii, ile krew towarzyszyła jego działaniom. Śmierć Barbary Blidy zawsze będzie obciążała sumienie byłego ministra sprawiedliwości. Może być pewny, że jest jeszcze wielu ludzi, którzy nie pozwolą mu się wykpić z tej tragedii. Podobnie jak z krzywdy innych ofiar, które za jego sprawą przeżyły areszty wydobywcze, fałszywe oskarżenia, kłamliwe zarzuty i insynuacje, by wymienić tylko prof. Podgórskiego, dr. Garlickiego czy prezesa Netzla. Skarb państwa długo jeszcze będzie płacił odszkodowania za to, co się działo w czasie rządów PiS.

Gdy Ziobro z własnego wyboru znalazł się poza PiS, Jarosław Kaczyński będzie mógł się odciąć od tych haniebnych praktyk, które firmował jako premier. A Sejm będzie mógł wykorzystać profesjonalny raport przygotowany przez komisję Ryszarda Kalisza. Ziobro nie może bowiem wiecznie uciekać przed sprawiedliwością. To, że teraz gra w telenoweli rolę człowieka walczącego o demokrację w partii, nie może przysłonić praktyk z lat 2005-2007, kiedy mając realną władzę, przeprowadził gruntowne czystki kadrowe i z wiernych mu miernot zbudował własne, dyspozycyjne zaplecze. Wtedy był butny, buńczuczny i arogancki, dziś w mediach pozuje na dobrotliwego i spolegliwego człowieka zasad. A w prokuraturach, gdzie zeznaje w licznych sprawach z okresu rządów PiS, Samoobrony i LPR, prezentuje się jeszcze inaczej. W czasie tych przesłuchań jest człowiekiem o niezwykle słabej pamięci, cierpiącym na amnezję i tchórzliwie spychającym winy na innych.

Wyobrażam sobie, jakie uczucia targają teraz Kaczyńskim i starą gwardią PiS, która trzy lata temu broniła w Sejmie immunitetu Ziobry jak niepodległości. I wtedy PiS na jakiś czas Ziobrę obroniło. Na szczęście ten czas się kończy. Prokuratorzy czekają, a zarzutów do wyjaśnienia jest przecież bardzo wiele.
I Ziobro, który tak lubi pozować na szeryfa, będzie mógł im pomóc. Może sobie poprawił pamięć? Bo przecież, jak mówi, prawo jest najważniejsze. Na to, by tak się stało, czekają liczni pokrzywdzeni, przed którymi Ziobro umknął do Brukseli.
Sprawiedliwość też musi być. Tak jak w Ameryce w pionierskich czasach, gdy było wielu szlachetnych szeryfów, ale też niejeden szeryf kończył na ławie oskarżonych, gdy mu się role pomyliły.

Wydanie: 45/2011

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy