Czy będzie lato bez TVP?

Czy będzie lato bez TVP?

Lato mamy tak zwariowane, że czas można mierzyć przerwami między kolejnymi burzami. A narzekanie na pogodę stało się rytuałem i wręcz obowiązkiem towarzyskim. Co wcale nie znaczy, że wszyscy psioczą na tę sytuację. Bo cóż np. może robić coraz większa część społeczeństwa odwykła od czytania? Ogląda telewizję. Choćby po to, by się dowiedzieć, jaka będzie pogoda. Programom telewizyjnym przybyło więc widzów i to jest jedyna dobra wiadomość, która płynie z mediów publicznych. I pewnie na długo ostatnia.
Dramatyczny protest bardzo dobrego i prawdziwie misyjnego Programu II Polskiego Radia pokazał, że dziennikarze pracujący w mediach publicznych nie muszą być wyłącznie bezbronnymi ofiarami kolejnych przypadkowych zarządów. Że mają w ręku potężne narzędzie, którego jak ognia muszą się bać politycy podejmujący decyzje pod wpływem lektury sondaży. Wyobrażam więc sobie, co by się działo już po paru godzinach ciszy w eterze. Polska bez najpopularniejszych seriali? Bez bijących rekordy oglądalności powtórek peerelowskich? Nawet te stacje komercyjne, które wiele robią, by Polakom obrzydzać TVP, w czym szczególnie zajadli są niestety ci dziennikarze, którzy wszystkiego nauczyli się na Woronicza, musiałyby się wykazać odrobiną obiektywizmu i solidarności zawodowej. Choć nie byłoby to w interesie właścicieli mediów prywatnych. Dziennikarze w TVP byli przez lata tak skutecznie zastraszani, marginalizowani i naginani do zmieniających się opcji politycznych, że dziś mało komu przychodzi do głowy pytanie ich, co sądzą o przyszłości ich miejsca pracy. Mają być bezwolnymi narzędziami bez szemrania wykonującymi polecenia coraz częściej zmieniających się i coraz mniej fachowych zarządów. Upodmiotowienie pracowników TVP jest jednym z głównych warunków powodzenia operacji leczenia tej firmy. Jest bowiem oczywiste, że po takich przejściach, jakie zafundowano telewizji publicznej, musi ona mieć długą listę schorzeń.
I z pewnością potrzebuje terapii i leczenia. Ale jej stan nie oznacza, że tak jak chce PO, trzeba ją poddać eutanazji. Mało tego, bez ryzyka można stwierdzić, że jak na wieloletnie eksperymenty na organizmie TVP prowadzone przez kolejnych znachorów pacjent ma się jeszcze zupełnie znośnie i stosunkowo łatwo można byłoby go doprowadzić do dobrej formy. Można by, gdyby udało się wymusić na obecnym parlamencie, prezydencie i rządzie taką ustawę medialną, która odbuduje pozycję Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. I pozwoli na wyłonienie instytucji nowej personalnie, pluralistycznej i działającej w oparciu o podobne reguły kadencyjności jak Trybunał Konstytucyjny. Ta KRRiTV, którą mamy obecnie, stoi bowiem za wieloma kuriozalnymi decyzjami kadrowymi w mediach publicznych i jest całkowicie odpowiedzialna za ich obecny stan.
To nie kosmici, ale konkretni ludzie powołani w błyskawicznym tempie przez rząd PiS, LPR i Samoobrony doprowadzili do degrengolady TVP. I to oni powinni też ponieść za to odpowiedzialność. Ku przestrodze innym. Najzwyklejsze poczucie sprawiedliwości wymaga bowiem, by nie pozostali bezkarni ludzie odpowiedzialni za zmarnowanie wielomilionowego publicznego majątku i za działanie na szkodę instytucji, które im powierzono. Bezczynność rządu w sprawie ustawy medialnej też jest takim działaniem.
Z ciągłego międlenia słów nic dobrego nie wyniknęło. Straciliśmy masę czasu. Pora więc, by przeciąć ten węzeł gordyjski.

Wydanie: 28/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy