Klęska Kaczyńskiego i co dalej?

Poczuliśmy ulgę. Sejm skrócił swoją kadencję.
To był najgorszy Sejm od 1989 roku. Najbardziej kłótliwy, często odrażający, niezdolny do pracy, z marszałkiem, który wolał służyć swemu partyjnemu wodzowi, a nie demokracji.
Ten Sejm zapewniał większość najgorszemu rządowi w historii III Rzeczypospolitej. I najgorszemu premierowi.
Skrócenie kadencji Sejmu to klęska tego premiera, klęska jego polityki, klęska jego formacji. Jeszcze parę miesięcy temu Jarosław Kaczyński butnie zapewniał, że jego rząd przetrwa do jesieni roku 2009, do końca pełnej kadencji. I co się stało? Rozpadło mu się wszystko w rękach. I to w atmosferze największego skandalu. Rozpadła mu się kierowana przezeń koalicja rządząca, bo chciał wsadzić swojego wicepremiera do więzienia. Kulis tej sprawy, jak wyglądała ona naprawdę – nie znamy do dziś. Można się domyślać, że są paskudne. Niedawny filar jego rządu, były szef MSWiA, Janusz Kaczmarek, mówi o ekipie Kaczyńskiego takie rzeczy, że możemy się tylko zastanawiać, czy jeszcze jesteśmy państwem Unii Europejskiej, czy Białorusią. Jak jest naprawdę – nie wiemy, bo PiS i w tej sprawie zablokowało powstanie komisji śledczej. Tych komisji PiS boi się jak diabeł święconej wody. Za to wiemy coraz więcej o okolicznościach śmierci Barbary Blidy. I jest to wiedza miażdżąca dla Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Komisje śledcze, prokuratorskie śledztwa, Trybunał Stanu wiszą nad tą odchodzącą ekipą jak miecz Damoklesa.
Dziś, by to wszystko odwlec, Kaczyński uciekł we wcześniejsze wybory. Jeszcze ma służby specjalne, jeszcze ma powolne media, ma nadzieję, że zdobędzie w wyborach niezły wynik, że jakoś mu się upiecze.
Spodziewajmy się więc brutalnej kampanii wyborczej. Bo Kaczyński, Ziobro i ich ludzie będą w niej walczyć o polityczne życie. O to, by uniknąć rozliczenia. Pewnie więc wszystkie chwyty będą dozwolone. Haki, pomówienia, insynuacje, areszty. Układ, który zbudowało PiS, będzie się mocno bronił.
Z tego punktu widzenia nadchodzące wybory będą najważniejsze w całej historii III RP. Bo staniemy w nich przed decyzją – czy chcemy Polski jako państwa, spokojnego, przewidywalnego, zachodnioeuropejskiego, gdzie prawo jest prawem, czy też Polski Kaczyńskich, w której grupka dworzan premiera, prokuratorów i oficerów służb specjalnych, może trząść całym państwem i być całkowicie bezkarna.
Myślę, że mimo pomyj, które wyleją na głowy swych przeciwników Kaczyńscy, ich los jest już przesądzony. Większość Polaków ma już ich dość, podobnie jak większość polityków. Po tym, co zrobili z Giertychem, Lepperem, ale i Kazimierzem Marcinkiewiczem, i Markiem Jurkiem, trudno sobie wyobrazić, by ktoś chciał zawierać z nimi powyborczą koalicję.
Po tym, jak podzielili społeczeństwo, jak oszukali je mirażem Polski solidarnej, która skończyła się haniebnym potraktowaniem pielęgniarek, jak szczuli jednych na drugich, straszyli prokuraturą i bezpieką, trudno też sobie wyobrazić, by w przyszłym Sejmie jakaś koalicja z PiS była możliwa.
To jest ta nadzieja – że jeszcze w tym roku Jarosław Kaczyński przestanie być premierem, a PiS straci władzę. A czy się ziści – to zależy od każdego z nas.

Wydanie: 37/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy