Atomowy Bush

Prezydent Stanów Zjednoczonych, świeżo wybrany na drugą kadencję, może właściwie robić, co mu się żywnie spodoba, ponieważ nie musi już martwić się swoją popularnością wśród elektoratu. Obecny prezydent lubi szczególnie działania spektakularne i nie bierze pod uwagę budżetu USA, który cierpi z powodu jego poczynań i popada we wciąż rosnący deficyt. Bush uruchomił kosztowny program doskonalenia amerykańskiej broni jądrowej, który składa się z części racjonalnej i irracjonalnej. Racjonalne jest w nim to, że broń atomowa szybko się starzeje, ponieważ izotopy uranu albo plutonu, powstające nieuchronnie w ładunkach nuklearnych, rozpadają się. Trwałość jądrowych zapasów USA szacuje się tylko na piętnaście lat. Należałoby więc faktycznie sukcesywnie je uzupełniać, lecz Bush wprowadził w życie program daleko bardziej zaawansowany. Polecił on specjalistom zmniejszyć wagę pocisków i powiększyć ich moc rażenia, a przy tym przekroczyć znacznie liczbę dziesięciu tysięcy taktycznych jednostek nuklearnych.
W Ameryce panuje wolność słowa, dzięki czemu każdy, kto tylko ma dostęp do środków masowego przekazu, może otwarcie krytykować politykę prezydenta. Nie brak też oponentów programu Busha, lecz wpływ ich na jego decyzje ekonomiczne i polityczne jest żaden. Kosztem obficie przelanej krwi Ameryka zwyciężyła armię Saddama Husajna, co doprowadziło wreszcie do wyborów w Iraku. Co prawda, szyici i Kurdowie wspólnie wybory te wygrali, lecz grożą im sunnici, którzy zbojkotowali głosowanie i nie wiadomo, jak będzie się układać nowy rząd. Obecny sekretarz stanu, pani Condoleezza Rice, objeżdża Europę i stara się osobistym wdziękiem swojej wymowy, zgodnie z zaleceniami Busha, przywrócić stan pewnego porozumienia pomiędzy Ameryką i Europą. Uroda tej niewiasty jest niewątpliwa, ale jej rzeczywiste polityczne możliwości pozostają znikome. Ogólnie rzecz biorąc, Bush przesunął Amerykę z miejsca poczesnego na wyraźnie gorsze. Niełatwo sobie wyobrazić, co będzie musiał uczynić jego następca, ażeby przynajmniej zabliźnić rany i wyboje powstałe skutkiem nieprzemyślanej nadaktywności. Nie idzie ona niestety w parze z najlepszymi decyzjami i – pomimo wysiłków administracji – niełatwo przewidzieć końcowy bilans tej prezydentury.

16 lutego 2005 r.

Wydanie: 8/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy