Wpisy od Agnieszka Wolny-Hamkało
Dziwnie znaczy dobrze. Czasami
Dziwne rzeczy zostają człowiekowi w głowie po przeczytaniu książek Dona DeLillo. Jest bardzo prawdopodobne, że zamiast scen erotycznych znajdziemy tam opis badania prostaty (najpewniej w limuzynie). Jeśli bohater DeLillo zatrzyma się w tłumie – możliwe, że obserwuje terrorystkę, która szykuje zamach. A może to bojowniczka jakiejś nieznanej sprawy? Jeśli bohaterką opowiadania DeLillo jest biegaczka, niewykluczone, że stanie się świadkiem jakiegoś strasznego wypadku. Jeżeli ojciec po wielu latach rozłąki umawia się z synem,
Noc w noc
Czy są jeszcze didżeje, którzy przeprowadzają ludzi przez noc? Czy tylko komputery, systemy, maszyny losujące? Mimo wszystko lubię sobie wyobrażać, że to jakiś człowiek, zaspany mężczyzna z kubkiem kawy z automatu, który wybiera dla nas piosenki, a potem chodzi palić na radiowy parking. Rzadko słuchałam nocnych audycji radiowych, chociaż lubiłam czerwone światło odbiornika, które lśniło w ciemności jak sygnalizacja jakiegoś lądowiska. Kiedy nasz syn był mały, stawał przy ciemnej szybie, przyklejał do niej otwarte dłonie,
Suplement do kanonu
Pomysł wydawał się karkołomny, ale ekscytujący i wszyscy czuliśmy ciary na plecach: stworzyć listy 10 najważniejszych wierszy, które posłużą jako suplement do kanonu lektur! Będą pomocą edukacyjną i zagłębiem dóbr! Zebraliśmy grupę roboczą składającą się z poetów, tłumaczy, nauczycielek języka polskiego i krytyków literackich – i zaczęliśmy działać. Już na wstępie okazało się, że wybieramy także wiersze obcojęzyczne – anglosaskie, rosyjskie, hiszpańskie. Bo przecież funkcjonują w języku polskim, zostały jeszcze raz napisane
Adam i Ewa
Pierwszą poetką, którą spotkałam w życiu, była Ewa Sonnenberg. Nie mogło być mowy, żeby jakikolwiek wieczór poetycki we Wrocławiu odbył się bez niej. Kiedy przyszłam w towarzystwie dwóch kolegów pod Klub Muzyki i Literatury, na ośnieżony plac Kościuszki, wynurzyła się z jakiejś bramy jak duch. Miała na sobie fioletowe futro, mroczny makijaż i kapelusz z wielkim rondem. W ręku trzymała lufkę (sic!), z której sterczał nie do końca sfajczony kiep. A kiedy podała mi rękę w koronkowej rękawiczce, myślałam, że zemdleję z wrażenia.
Wyrażaj się
Nie są wcale takie brzydkie i nie rozumiem, dlaczego uparcie się je dyskryminuje. Tym bardziej że bywają pomocne i sprawują swoją funkcję doskonale. Rześkie, rozwibrowane, zabawne. Rozładowują agresję, uśmierzają ból. Są demokratyczne i znają je wszyscy – „brzydkie wyrazy” są częścią naszego języka, siedzą w tradycji głęboko jak zatrzask kleszcza na psim zadku. I nie wiem, czy należy się cieszyć, czy martwić, że wciąż wzbudzają oburzenie. Do audycji w radiu TOK FM „Prawda nas zaboli” Piotr Najsztub zaprosił Ziemowita Szczerka, popularnego
Kłopotliwa cecha
Już tyle razy ich wyganiano, a oni wracali. Policja im wlepiała mandaty, przenoszono ich do nowych pawilonów, ale byli uparci – wracali w to samo miejsce, wykładali na stare koce cukiernice z żółtego kryształu. Na ręcznikach ustawiali zegary oprawione w drewno. W otwartych pudełkach eksponowali zaśniedziałe łańcuszki, broszki, które starali się wyczyścić szczoteczką do zębów. Inni parkowali przy chodniku swoje stare busy pełne ogórków, ziemniaków – i sprzedawali to wszystko wprost z samochodów. Pozostali siadali
Nowy Noe
Nieczęsto się zdarza, żeby bohaterem popularnego filmu był pisarz. A jeśli już – raz na jakiś czas – to koniecznie w aurze sensacyjnej: jako samobójca albo zwyrodnialec. Lub reprezentant jakiejś ciemnej i gorzkiej odmiany życia, którą można chcieć podpatrywać jedynie z daleka, z fascynacją, jaką wywołuje w nas brzydota. Ale trzeba być wyrozumiałym, bo kto chciałby oglądać faceta, który siedzi i pisze? To by nie przeszło nawet w kinach studyjnych. Może na jakimś biennale sztuki nowych mediów jako świadectwo
Piekielny czajniczek
Pamiętają państwo czasy, kiedy jechało się do hotelu lub pensjonatu z duszą na ramieniu? I człowiek żegnał się w domu z rodziną jakby na zawsze? Wakacje były przygodą nie tylko dlatego, że maluch dwukrotnie psuł się po drodze, woda z sokiem w dziwnym tempie fermentowała w plastikowym termosie, a mokre ręczniki na karku zastępowały klimatyzację. Człowiek nigdy nie wiedział, co zastanie na miejscu. Tak zwany dom wczasowy to mógł być niezły straszny dwór. Z siusialnią na końcu długiego korytarza, żółtym strumyczkiem zimnej wody
Suche doki
Ni pies, ni wydra. Za stary, żeby przechodzić w restauracji przez witraż. I wątroba już nie ta, i człowiek przestaje być na bieżąco z życiem uczuciowym barmanów. Za smutny, żeby przekąpać się w Wiśle jako miejski nudysta na bani. Do tego może ma kredyt we frankach szwajcarskich, kredyt, który mu się śni zamiast scen mitycznych. I – chociaż nigdy by do tego się nie przyznał – woli wyjść rano z psem, skoro lipiec taki piękny, zamiast znów zapijać w Amatorskiej. Bunt lekko w nim osłabł, nikogo już
Spocony tyłek gwiazdy rocka
W niedzielę na szpitalnym oddziale ratunkowym kwitnie życie we wszystkich przejawach. Wiadomo, dzień święty, nie ma dokąd pójść. Nie ma dokąd pójść z kleszczem, z brzuszkiem i paluszkiem, z ciemiączkiem pulsującym i z mordą obitą. Słowem, wszystkie mniej lub bardziej skrzywdzone duszyczki spotykają się w niedzielę na SOR-ze – zrównane przez równe traktowanie. Zrównane przez wielkie drzwi, pod którymi się roi to pokiereszowane, malownicze życie. Zrównane w niewiedzy, kiedy zostaną wpuszczone za wrota nadziei. I wpatrzone weń jak cielę w malowane wrota. Całe






