Noc w noc

Noc w noc

Czy są jeszcze didżeje, którzy przeprowadzają ludzi przez noc? Czy tylko komputery, systemy, maszyny losujące? Mimo wszystko lubię sobie wyobrażać, że to jakiś człowiek, zaspany mężczyzna z kubkiem kawy z automatu, który wybiera dla nas piosenki, a potem chodzi palić na radiowy parking.

Rzadko słuchałam nocnych audycji radiowych, chociaż lubiłam czerwone światło odbiornika, które lśniło w ciemności jak sygnalizacja jakiegoś lądowiska. Kiedy nasz syn był mały, stawał przy ciemnej szybie, przyklejał do niej otwarte dłonie, jakby to były jakieś wodne zwierzęta przyssane do ścianki akwarium. Otwierał usta, rozszerzał oczy i szeptał: cimnanoc. Ja też tak stałam, siedmioletnia, myśląc o mamie, która była gdzieś w mieście, w nocy. Pracowała w krwiodawstwie. Pamiętam nocne dyżury mamy, podczas których pełne krwi próbówki wirowały w specjalnych maszynach. Laborantki w fartuchach pochylały się nad mikroskopami i obserwowały preparaty. Czasem mama zabierała mnie ze sobą: zasypiałam w pokoju socjalnym na brązowej kanapie pod wielkim fikusem.

Ojciec także pracował w nocy. Montaże, przeciągające się zdjęcia, nagrywanie w pustych studiach materiałów audio, które musiały być gotowe na rano. Dlatego często spałam u babci, która pozwalała mi oglądać łyżwiarstwo figurowe na lodzie. Babcia, malutka i twarda Ślązaczka, drobiła swoimi stópkami, błyskała spinkami wpiętymi w ciasny kok. Kładła na łóżku kolorową kapę z Cepelii i wyciągała z szuflady drewnianych kolędników. Ustawiałam ich ostrożnie na srebrnej tacy, a w tle łyżwiarki wykonywały piruety, przewracały się albo były wyrzucane przez partnerów w powietrze, unoszone lekko jak duchy. Noc już zawsze będzie mi się kojarzyć z lodowiskiem: ostre cięcia, ciemne trybuny, a pośrodku zimne, roziskrzone światło.

Czasem ktoś przychodzi z nocy, np. kiedy wzywamy karetkę pogotowia i potem zaspani pielęgniarze w czerwonych kombinezonach rozkładają na podłodze sprzęt. Dają zastrzyk. W nadawanej non stop telewizji widzę lekarzy rezydentów, ich strajk, głodówkę. Myślę o nocnych dyżurach. Obliczam ich miesięczne stawki, porównuję z cenami benzyny, masła, pieluszek, mleka. Myślę o zatorze na SOR-ach, bo przecież to rezydenci biorą najwięcej nocek, dyżurów, żeby spłacić kredyty, zanim po kolejnych latach robienia specjalizacji będzie ich stać na coś naprawdę własnego.

Mama kiedyś dała mi, siedmioletniej, książeczkę „Nocne zawody”. Poza piekarzami czy robotnikami naprawiającymi jezdnię byli tam właśnie lekarze. Na obrazku pani doktor pochylała się nad dziewczynką. Zmęczony uśmiech. Tak to pamiętam.

Teraz nocą myślę o tych lekarzach, maklerach, o lotniskach, elektrowniach. I wszystkich, którzy nadrabiają zaległości z piekącymi oczami przed monitorami. Bo w dzień przeszkadzały dzieci, bo jest listopad i wszystkie są przeziębione. Bo trzeba dorobić do korepetycji.

Janusz Głowacki opowiedział mi kiedyś o swojej bezsenności. I o bezsenności Henryka Berezy. Odtąd wyobrażam ich sobie, jak nadal stoją w oknach swoich mieszkań, zapatrzeni w ciemność. Może dlatego, kiedy sama nie mogę spać, też to robię: staję w oknie i patrzę. Czasem widzę sąsiada, który pali na balkonie. Na trzecim piętrze naprzeciwko też ktoś nie śpi. Podjeżdża nocna taksówka. Zaspana kobieta śpieszy się na lotnisko. Niektórzy leżąc w łóżkach, śledzą portale społecznościowe. Wrzucają na walle smutne piosenki, które rano brzmią już zupełnie inaczej. I nikt nie lajkuje starych, smutnych piosenek. A Kaczyński jest dyktatorkiem. Może tak byśmy kończyli każdy tekst? Co państwo na to? Dzień w dzień? Noc w noc?

Tagi: noc

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy