Jasiński musi odpowiedzieć

Jasiński musi odpowiedzieć

Wszyscy już mają swoje święta. Żołnierze, rolnicy i nauczyciele, a nawet zakochani. Tylko partie polityczne jakoś nie zadbały o siebie. Czas to nadrobić. Takie Prawo i Sprawiedliwość mogłoby nawiązać do minionych dni, kiedy politycy tej partii mogli w Polsce wszystko.
Mogli wszystko i w niczym w związku z tym się nie ograniczali. Był taki dzień, który na Święto PiS świetnie się nadaje. Dzień triumfu nad III Rzecząpospolitą. Warto więc przypomnieć kwiecień 2006 r. i wydarzenia w Ministerstwie Skarbu. To było wydarzenie bezprecedensowe. Czystka, jaka do dziś śni się po nocach aktywowi PiS. W ciągu niespełna godziny 14 wieloletnich dyrektorów departamentów Ministerstwa Skarbu straciło posady. I to w jak widowiskowej scenerii. Spędzeni do Sali Kolumnowej i zamknięci na klucz jeden po drugim dostawali wymówienia uwieczniane przez wynajętego fotografa. Na korytarzach czekali już działacze PiS, którzy przez kolejne miesiące zastępowali wyrzuconych fachowców. Kadrowcem, który szturmem zdobył resort skarbu, był Wojciech Jasiński, ale faktycznym patronem operacji był oczywiście Jarosław Kaczyński. Bez szefa partii lub prezydenta, którym Jasiński od wielu lat jest ślepo posłuszny, nic w ministerstwie nie miało prawa się zdarzyć. Dziś Jasiński jest pierwszy na liście do postawienia przed Trybunałem Stanu. To wyjątkowo mroczna postać. „Towarzysz czystka”, jak go nazywano, bo miał w swoim życiorysie epizod pezetpeerowski, powinien ponieść odpowiedzialność, ale nie tylko polityczną, przed Trybunałem Stanu. Przecież to za jego rządów doprowadzono polskie stocznie do granic krachu. Brak koncepcji, przedłużanie w nieskończoność decyzji i snucie planów bez uwzględniania rachunku ekonomicznego pogrzebały stocznie. Ale nie tylko stocznie!
Tak samo zarządzano ogromnym majątkiem narodowym. Jasiński wyrzucił setki menedżerów z największych i najważniejszych firm państwowych, obsadzając tak ważne instytucje jak PKO BP, PGNiG, KGHM i wiele innych działaczami PiS. Skutki ich działalności, zwłaszcza że za każdym nominowanym szła czystka w dół, są opłakane i do dziś widoczne. Zresztą nie tylko u gigantów. Jasiński nie gardził żadnym sektorem. Wyrzucił także wielu dyrektorów sanatoriów i uzdrowisk. A skarbnika swojej partii zrobił członkiem zarządu Banku Ochrony Środowiska. Bezczelność, z jaką ten ślepo posłuszny swoim promotorom polityk szkodził gospodarce, szła w parze z niebywałą niekompetencją jego nominowanych. A wszystko odbywało się wśród nieustannie powtarzanego hasła – nasze państwo jest popsute i PiS je naprawi. Skutki tej polityki znamy. Chaos, bałagan, straty spółek, rozgrywki kadrowe.
I nieodwracalnie zmarnowany czas, który mógł być wykorzystany na reformy i modernizację kraju. Wiele instytucji zarządzanych przez wysłanników Jasińskiego ciągle boryka się z ogromnymi kłopotami. Jak chociażby PAP, gdzie bezprawne działania Jasińskiego skończyły się przegranymi przez ministra procesami i wyrokami. Pozostaje mieć nadzieję, że podobne wyroki sądowe zapadną także w innych sprawach, które obciążają rachunek Jasińskiego. Polityk, który staje na czele ważnej instytucji państwowej i zarządzający miliardami złotych, nie może być wyjęty spod prawa. Musi widzieć, że odpowiada, także karnie, za to, co zrobił albo czego zaniechał, a co przyniosło straty państwu. Odpowiada nie tylko politycznie przed parlamentem czy własną partią, ale przed sądem powszechnym. Jak każdy obywatel.

Wydanie: 38/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy