Od dyplomaty do łopaty

Niedobrze jest myśleć w święta. A mnie to dopadło. Nikt nie włączał telewizora, nikt nie chciał oglądać jeszcze raz tego samego filmu, nikt nie zawracał głowy dziwnymi pytaniami, a więc zacząłem myśleć nad tym, co nas spotka w nadchodzącym roku. Wiadomo już, że wybory będą na jesieni, bo miały być wiosną dla dobra kraju i budżetu, ale odbędą się najchętniej w grudniu dla dobra posłów.
W Sejmie parlamentarzyści, którzy nie mają wyobraźni, jak pomóc krajowi, ale mają jej aż nadto, kiedy myślą o sobie, będą się dawali lobbować, komu popadnie i za każdą cenę, ponieważ spora część odejdzie w polityczny niebyt, a nie chce stać później po zasiłek w jednej kolejce z Ewą Spychalską. Tak więc gdyby Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego była cwana i przebiegła, to wystarczyłoby podsłuch ustawić na Wiejskiej mikrofonem w stronę Sejmu i za pół roku poseł Pęczak z powrotem byłby wśród kolegów.
Gorzej będzie z nowym prezydentem, to znaczy, czy gorzej, to nie wiem, ale na pewno weselej, szczególnie kiedy nim zostanie Andrzej Lepper, bo wtedy bezpieczniej będę się czuł nawet w klatce z lwami, ponieważ pan prezydent Lepper, żeby nie było jakiejś drastycznej luki między zacieraniem śladów przeszłości i budowaniem śladów przyszłości, wydał z siebie projekt konstytucji, w której miałby uprawnienia takie jak całe biuro polityczne KC PZPR w latach 60. albo prezydent Łukaszenka obecnie. Mamy w tym dokumencie i możliwość ograniczenia twórczości artystycznej, i badań naukowych, i wolności nauczania, a wszystko tylko ze względu na bezpieczeństwo państwa lub ważny interes publiczny. Ten interes polegałby na tym, że gdybym napisał masową odezwę następującej treści:
PIERŚ MĄ CODZIENNIE DUMA ROZPIERA
ŻE MAMY WODZA JÓZEFA LELLERA
– przepraszam, ale imiona mi się pomyliły – to otrzymałbym natychmiast nagrodę leninowską, przepraszam, państwową, czyli inaczej mówiąc, lepperowską, ale gdybym napisał, że taką konstytucję mógł wymyślić tylko ktoś, kto ma już buty z miasta, ale nogi jeszcze ze wsi, to pewnie wszyscy byście się składali na atrament dla mnie, a po 20 latach odsiadki dowiedziałbym się od prof. Kieresa, kto był moim Nowakiem.
Niedobrze jest myśleć w święta. Lepiej jeść.

Wydanie: 1/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy