Śpijcie jeszcze spokojnie

Śpijcie jeszcze spokojnie

Przed wyborami, gdy PiS było w opozycji, domagało się umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego. Zespół Macierewicza i jego „eksperci” ujawniali coraz to nowe „dowody” potwierdzające wersję o zamachu. „Zamach smoleński” był mitem cementującym żelazny elektorat PiS. Dziś PiS już rządzi od kilku miesięcy. Wyznawcy religii smoleńskiej cierpliwie czekają, aż zostaną ujawnione zatajane w czasie rządów Platformy fakty, a wersja zamachu stanie się oficjalną, udowodnioną prawdą o smoleńskiej tragedii. Konsekwencją tego będzie wskazanie winnych. Kto nam zabił prezydenta, a wraz z nim prawie 100 innych osób? Putin? Putin pospołu z Tuskiem? Lud smoleński czeka cierpliwie. Mijają miesiące, a tej prawdy nikt jakoś nie ujawnia, choć nie rządzi już Platforma, choć podległe jej niegdyś służby specjalne nie zacierają już śladów. Jakoś zaniechano starań o międzynarodowe śledztwo. Dotąd nie godziła się na nie Platforma, ale teraz? Jarosław Kaczyński, który jak nikt inny w Polsce dobrze zna przyczynę tragedii, do wyjaśniania sprawy się nie spieszy. Na ostatniej „miesięcznicy” mówił o tym dość tajemniczo. Że coś się robi, ale nie powiedział co, że nie o wszystkim można jeszcze mówić, ale sprawa będzie wyjaśniona, a winni ukarani. Wierny lud smoleński słuchał wodza i próbował odgadywać, co miał na myśli, mówiąc, że nie o wszystkim można jeszcze mówić. Niektórzy zapewne zrozumieli to tak, że minister Macierewicz nie ma jeszcze gotowego planu wojny z Rosją, ale nad nim pracuje. Pss, to zapewne największa tajemnica. A może GROM opracowuje plan porwania Putina i postawienia go przed polskim sądem, ale plan też jeszcze nie jest gotów i dlatego… pss! Tajemnica! Już nawet sprowadzenie wraku przestało być najpilniejszą sprawą.

Tematu smoleńskiego nie można jednak porzucać. Gdy trzeba, mit ten należy ożywiać, bo to spaja żelazny elektorat PiS, ale tylko do pewnych granic. Ten temat trzeba trzymać i smażyć, byle na małym ogniu. Nikt nie będzie już dowodził, że to był zamach, bo i po co? Każda próba udowodnienia tezy o zamachu musi zakończyć się fiaskiem, ale po co w ogóle próbować, skoro ci, co trzeba, wierzą w zamach bez dowodu? Jednak temat trzeba podgrzewać. Wystarczy w tym celu postawić przed sądem eksministra Arabskiego, a najlepiej zrobić mu proces pokazowy. Do kompletu postawić przed sądem byłego szefa BOR. Nic z tego procesu nie będzie, bo przyczyny katastrofy są nadto dobrze znane, a rola BOR i nawet zaniedbania z jego strony, o ile były, nie pozostawały w związku przyczynowym z katastrofą. Ale przez kilka lat lud smoleński można karmić tymi procesami, nie wspominając o sprawie zasadniczej, w której skończy się jak dotąd, na wierze w zamach.

A swoją drogą, procesy w RP (który ona ma teraz numer?) też będą ciekawe. Jeśli Trybunał Konstytucyjny się nie podźwignie i wejdą w życie uchwalone teraz i w najbliższej przyszłości ustawy, to strach pomyśleć, jak będzie wyglądał wymiar sprawiedliwości. Będzie można skazywać ludzi nawet na podstawie nielegalnych dowodów (koniec z zasadą „owoców zatrutego drzewa”). Te dowody gromadzić będą funkcjonariusze i prokuratorzy, którzy zgodnie z nowymi przepisami mogą prawo dowolnie łamać, byle w słusznym celu, czyli faktycznie będą mogli robić, co będą chcieli, niczym nieskrępowani. Realna władza przejdzie w ręce ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego, który będzie mógł legalnie nie tylko ręcznie sterować wszystkimi śledztwami, inicjować prowokacje policyjne i inwigilacje, ale też wnioskować o uchylenie immunitetu nawet szefom takich organów, które podlegają nie rządowi, ale Sejmowi (np. rzecznikowi praw obywatelskich, prezesowi NIK). Przy takich uprawnieniach minister sprawiedliwości będzie miał władzę o wiele większą niż premier, porównywalną jedynie z władzą niegdysiejszego szefa KGB. Nie wątpię, że Zbigniew Ziobro wykorzysta tę władzę nie tylko w walce z opozycją, która jest tak dalece podzielona i nieudolna, że nie potrzeba do utrzymania jej w ryzach aż takich instrumentów. On ją wykorzysta do budowania swojej pozycji na prawicy. Już raz okrzyknięty delfinem, uwierzył w swoją wielkość i wtedy Jarosław Kaczyński szybko go spacyfikował, wskazując miejsce w szeregu. Mającego takie uprawnienia Ziobry, który nie zawaha się ich użyć, nawet Kaczyński nie będzie w stanie teraz spacyfikować. Jak tak dalej pójdzie, to Ziobro pokaże Kaczyńskiemu, kto tu rządzi. Jeśli Jarosław Kaczyński w porę się nie zorientuje, co się święci, za chwilę może być za późno. Dla niego.

No cóż, sic transit gloria mundi…

Prasę na świecie mamy coraz gorszą. Rząd udaje, że mu to obojętne. A obojętne to nie jest. Kto przyjedzie inwestować w nieprzewidywalnym kraju, w którym za rok mogą uchwalić jakieś podatki od zagranicznych inwestycji? Pierwszym sukcesem nowego rządu jest to, że w ciągu trzech miesięcy z regionalnego lidera staliśmy się outsiderem Europy, z uczestnika głównego nurtu europejskiej polityki – nieudolnym konstruktorem jakiejś marginalnej frakcji w Unii Europejskiej. Złotówka traci do dolara i euro.

Rojenia o stałych bazach NATO na naszym terytorium, lokowanych tu wbrew traktatowi Rosja-NATO, okazują się zupełnie nierealne i narażają nas na śmieszność w Waszyngtonie i stolicach europejskich. Ale prawdziwym majstersztykiem polityki zagranicznej PiS jest to, że z najbardziej antyrosyjskimi hasłami na ustach, przy dystansującej się od nas Europie, wpadamy coraz bardziej w ramiona Rosji.

Sukces, jak widać, goni sukces.

Ale dopóki społeczeństwo żyje nadzieją, że dostanie po 500 zł na dziecko, a górnicy łudzą się, że nie tylko terminowo dostaną trzynastki i czternastki, ale jeszcze każdy Polak, bez względu na to, czy ma piec czy nie, będzie na mocy ustawy musiał zakupić pięć ton węgla na zimę, dopóki ludzie nie zorientują się, że podrożało nie tylko w bankach, ale także w Biedronce, rządzący mogą spać spokojnie.

Wydanie: 5/2016

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy