Wpisy od Piotr Gadzinowski
Strach, który leczy
Strach, strach przed państwem Kaczyńskich i rokicimi wynalazkami może jedynie uratować dziś lewicę. A ściślej jej resztki. Zaliczkę na przyszłość. Aktyw trzech istniejących jeszcze partii politycznych zachowuje się, jakby stracił widzenie dalsze niż czubek nosa. Aktyw Unii Pracy robił wszystko, aby wstrzymać tworzenie Unii Lewicy. Bo napływ ludzi z nowych, nieskażonych władzą partyjek, stowarzyszeń mógłby zagrozić „biorącym” pozycjom starego aktywu na listach wyborczych. Podobnie działa aktyw SLD.
Motór kina polskiego
W Polsce mamy 886 miast. Wśród nich jest Biłgoraj. Niebrzydki, ale nie jest to metropolia jak Zamość czy inny Lublin. Które nie mogą się równać z Warszawą. Ma jednak Biłgoraj ze stolicą coś wspólnego. Film sobie poświęcony. Film o Biłgoraju, w przeciwieństwie do filmu o Warszawie, ma niebanalny tytuł. Ten o Warszawie zatytułowano „Warszawa”, aby żaden oglądający nie miał wątpliwości, o jakie miasto chodzi. I jak to zwykle w Warszawie bywa, jego twórcą jest poza-warszawiak, syn świętej Częstochowy, Dariusz Gajewski.
Policzek pierwszej twarzy
Świat demokratyczny ucieszył się na wieść, że w Phenianie miejscowi kibole wpadli na boisko i jęli naparzać gości – drużynę i ekipę zaprzyjaźnionego Iranu. Radość wynikała nie z tego, że oto kibice kraju uważanego przez „świat postępu i demokracji” za element „światowej osi zła” atakują gości z kraju uważanego za podporę owej osi. Ani z tego, że Iran prowadził wówczas dwa do zera, co mogło każdych, nawet koreańskich kiboli wkurzyć. Świat postępu i demokracji cieszył się ze stadionowych i ulicznych burd,
Księgi zbójeckie
Dzięki audycji Radia TOK FM w popłoch wpadłem. Z ust redaktor Zaleskiej albo Gawryluk (głosy poglądy mają myląco podobne) dowiedziałem się, że jestem pokątny propagatorem zbrodniczego komunizmu i równie występnego faszyzmu. Przez posiadanie ksiąg zakazanych i szkodliwych. Pretekstem radiowych rozmów było opublikowanie i kolportowanie w naszym kraju „Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Książkę ową nabyłem w miejscu tak nobliwym, że aż wstyd napisać, przeczytałem mimo dawnych ostrzeżeń prof. Baszkiewicza, iż nudna to ramotka. To prawda, tyle że dzisiaj nabrała ona
Kłamstwo pierwszokwietniowe
Przed 1 kwietnia wielu dziennikarzy w naszym kraju zagląda do głów. W poszukiwaniu pomysłów na materiał primaaprilisowy. Bo jest taka tradycja, że tego dnia można w mediach kłamać. I wtedy uchodzi to moralnie i bezkarnie. Nadal kłamcą lustracyjnym być nie można, kłamcą jasnogórskim nie wypada, a pierwszokwietniowym uchodzi. Sztuka i cały smak pierwszokwietniowego kłamstwa polega na tym, żeby tak napisać tekst, aby wyglądał niezwykle wiarygodnie. Trafiał w aktualne nastroje. Kiedyś w „NIE” Urban ogłosił, że kupił od spadkobierców prawa autorskie do „Mazurka Dąbrowskiego”
Racja samotna
W Paryżu w hotelowych kablówkach łatwiej trafić na rosyjski kanał niż na angielski. W Brukseli podobnie. Nie warto dodawać, że TVP Polonii nie tam uświadczysz, oprócz paru miejsc od lat okupowanych przez polską delegację do Rady Europy czy teraz europarlamentu. W polskich kablówkach też można ruskie kanały złapać. Czemu nasi dyżurni spece od „rusologii” ich nie oglądają? Albo udają, że nie widzą? Może wtedy nie byłoby jałowej dyskusji, czy prezydent Kwaśniewski ma jechać do Moskwy, czy nie. W ruskich telewizjach obchody majowe przedstawiane
Średniowielki
Aleksander Kwaśniewski parę razy zagrał „Głupiego Jasia”. Mądrzy, starsi bracia, fachowcy od polityki, od modnego pijaru mówili mu: nie rób tak. Bo takie działania są nieracjonalne, niepoparte badaniami sondażowymi. Tak było, kiedy w końcu lat 80. odmawiał kierowniczych stanowisk w PZPR, na jakie połasił się Marek Król. Wtedy pierwszy na froncie budowy komunizmu PRL, dziś pierwszy dekomunizator RP. Tak było w 1990 r., kiedy zdecydował się kierować SdRP, sierotą po PZPR, choć kuszono go bezpartyjnymi
Nasza szkapa
Premier Belka z obrzydzeniem łajał Sejm za urządzenie kiepskiego teatru politycznego, marnych przedstawień. Ale sam przecież w ten nurt teatralny się wpisał, sugerując w „Polityce”, i nie dementując od razu, swój rychły transfer do nowej partii Władysława Frasyniuka. Rozgrzał tym ponownie dyskusję o terminie wyborów parlamentarnych. Dyskusję zstępczą, typową dla polskiego, marnego teatru politycznego. Bo przecież gdyby chłodno skalkulować za i przeciw czerwcowego i wrześniowego terminu wyborów, to ten jesienny ma tylko jeden walor. Wprowadza nowy terminarz polityczny,
Gdyby Rokita…
Gdyby Rokita był Lepperem, to jego wystąpienie z piątku 18 lutego w Sejmie, w debacie o informacji prezesa IPN, Leona Kieresa, byłoby pokazywane we wszystkich telewizjach w naszym kraju. Na okrągło. Nie tylko dlatego, że typowany na przyszłego premiera zachowywał się kuriozalnie, wręcz paranoicznie. Groził serdecznym paluszkiem niewidzialnym wrogom, wymachiwał pięścią wrogom widzialnym, miał mimikę godną bohatera filmu „Dyktator” Charliego Chaplina. Oto materiał znakomicie ilustrujący hasło „sejmowe zoo”. Gdyby to był Lepper, miałby w następnym tygodniu
Kto zarżnie polskie kino?
Rzadko u nas, naprawdę rzadko, głos mediów zdecydowanie różni się od zgodnej opinii ludzi kultury. Tych zasłużonych i kontestującej młodzi. Tak było w zeszłym tygodniu. Ale tym razem opór nie dotyczył tylko wartości kulturalnych. W Polsce nadal obowiązuje ustawa o kinematografii z 1987 r. A ściślej strzępy tej ustawy. Nie mamy nowoczesnych regulacji, zwłaszcza dotyczących współpracy z krajami UE. Wyklucza to w praktyce koprodukcje z bogatymi producentami. Jaki jest stan polskiego kina, każdy widzi. Czy raczej nie widzi, bo kuse budżety







