Wpisy od Regina Dachówna
Lata świetlne od krasnali
Beata Szydło powiedziała, że Nowa Sól jest w ruinie. W tym „upadłym” mieście bezrobocie wynosi 8,2%, a inwestorzy ustawiają się w kolejce Każdy, kto przyjeżdża do Nowej Soli, obowiązkowo idzie do Parku Krasnala, osobliwości miasta, gdzie przy wejściu wita gości para największych krasnoludków na świecie. Soluś, bo tak nazywa się on, ma 5,41 m, równie wysoka jest jego żona, a przed nimi wisi tablica z informacją, że w czerwcu 2009 r. skrzaty dzięki niezwykłym rozmiarom trafiły do Księgi
Rak ma wielkie oczy
Pacjentka, która tu trafia, nie szuka sama lekarzy, to personel prowadzi ją od specjalisty do specjalisty Najpierw pojawia się niedowierzanie. Rak? U mnie? Przecież ten guzek w prawej piersi, ledwo wyczuwalny, wcale nie bolał! Dlaczego właśnie mnie to dopadło? I dlaczego akurat teraz, gdy ma się tyle planów, spraw do załatwienia od ręki? Potem jest natłok myśli. Może gdzieś zadzwonić? Zapytać znajomych? Może ktoś wie coś więcej? Danka zatelefonowała do mnie. – Mam raka piersi. Złośliwego… –
Polak gorszy, bo z akcentem
Polak z Odessy marzył, by u nas się osiedlić i pracować. Wylądował w Zielonej Górze i tu boleśnie zderzył się z rzeczywistością Ma wszystko, co powinien mieć Polak przyjeżdżający do ojczyzny z Kartą Polaka: wykształcenie wyższe (psycholog) i zawodowe (absolwent liceum medycznego po praktyce szpitalnej i licznych kursach masażu), znajomość języka, ogromną chęć rozwinięcia własnej działalności i wiarę, że to mu się uda. Na razie najtrudniej zachować optymizm i zapał, z którym przyjechał latem. Konstantyn Borkowski urodził się w Odessie, ma 42 lata i kiedy w 2009 r.
Niemcy stracili raj na własne życzenie
Wysiedleń Niemców nie nazywam wypędzeniem. Była to przecież konsekwencja niemieckiego napadu na Polskę Hermann Kant, autor powieści „Pobyt” – Przed kilku laty byli żołnierze Wehrmachtu odwiedzili Polskę i w pokojowym geście podali rękę byłym polskim żołnierzom, obrońcom Westerplatte. Słyszał pan o tym? – Nie słyszałem, ale mogę to sobie wyobrazić. To, że przyjechali, pojednali się z Polakami, manifestując wolę, by nigdy nie powtórzyła się tragiczna historia, uważam za wspaniały gest. – Pan też był w Wehrmachcie.
Byłam świadkiem cudów
Trzydzieści razy chirurdzy z Polanicy szyli, pruli i znów szyli mi twarz Jestem tu ostatni raz. Na blok operacyjny wchodzę bez lęku. Gdy proszą, bym się położyła na wózku, bo za chwilę Ewa wstrzyknie mi lek rozluźniający mięśnie, nie dygoczę ze strachu jak kiedyś. Mam wrażenie, że sala operacyjna, cały blok operacyjny, niebieski, sterylny od podłogi po sufit, wypełnia niewidzialna bania nadmuchana spokojem. Czeka mnie zaledwie kilka zygzakowatych cięć, kilkadziesiąt szwów na brodzie i policzku. To już 30. podejście. (…)
Z taką twarzą można żyć? – cd.
Czytelnicy „Przeglądu” nie pozostali obojętni na cudze nieszczęście 8 lipca br. opublikowaliśmy reportaż pt. „Z taką twarzą można żyć?”, którego bohaterką jest 31-letnia Anna Wuszter. Kobieta mieszka w Sławnie, w woj. zachodniopomorskim. Ma 645 zł renty inwalidzkiej i 300 zł alimentów. Dotknięta chorobą nowotworową, po amputacji żuchwy, rozpaczliwie walczy o normalne życie. Jest pacjentką Szpitala Chirurgii Plastycznej w Polanicy Zdroju, gdzie lekarze odtwarzają jej dolną część twarzy. Dramat Anny zwielokrotnia choroba syna, dziewięcioletniego Gracjana.
Z taką twarzą można żyć?
Operacja plastyczna u pacjentki, której rak zżarł szczękę, nie jest konieczna – twierdzą urzędnicy kasy chorych 31-letnia Anna do szpitala w Polanicy Zdroju przyjechała bez skierowania. Lekarka z Gdańska była tu na stażu. „Tam odtworzą pani brodę, żuchwę, odbudują wszystko”… – Wzięłam ze sobą syna Gracjana. Ma teraz dziewięć lat. Weszłam do gabinetu, rozpłakałam się przed lekarzami. „Nie chcę tak żyć! Nie chcę tak wyglądać – szlochałam. – Muszę wychować dziecko, chcę się uczyć, pracować… Jestem sama”.
Polak i Niemiec w jednej szkole
Codziennie granicę polsko-niemiecką przekracza 74 polskich uczniów Europejskiej Szkoły w Guben Guben i Gubin rozdziela Nysa Łużycka. Wraz z Moniką most graniczny przekracza 74 polskich uczniów i ośmiu polskich nauczycieli Europejskiej Szkoły im. Marii i Piotra Curie w Guben. Podobnie jak Margrit Walker w dni powszednie z Guben do polskich szkół w Gubinie spieszy siedmiu nauczycieli niemieckich. Na pomysł utworzenia placówki, która kształciłaby Niemców i Polaków, wpadł przed dziesięciu laty Dagobert Schwarz, ówczesny dyrektor







