Wpisy od Tomasz Jastrun

Powrót na stronę główną
Felietony Tomasz Jastrun

Poezja i polityka

Intensywne dni. Impreza poetycka o osobliwej nazwie Festiwal Poezji Słowiańskiej, w Czechowicach-Dziedzicach, obok Bielska-Białej. Mam teraz takie poetyckie tygodnie, chociaż od jakiegoś czasu jestem bardziej prozaikiem niż poetą. Ale poezja jest siłą mojej prozy, jeśli ona ma w ogóle jakąś siłę. Zlot poetów z całej Polski, przybywają częściowo na swój koszt. To zwykle trzecia liga poetycka lub nawet liga okręgowa, ale ileż pasji, ile wiary we własną wielkość. I wszyscy mają na sercu tomiki

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Na Śmiałej

Przyjęcie na Żoliborzu, na Śmiałej. Dom Agnieszki Umedy, mojej przyjaciółki od dziecka; czas zrobił swoje, ten dom teraz jest zasiedlony przez trójkę jej dzieci z rodzinami. Jest rocznica urodzin Ryōchū Umedy. Gdyby latem 1922 r. Ryōchū Umeda nie spotkał na statku płynącym z Japonii do Europy dwóch powracających do ojczyzny Polaków, nie zamieszkałby w Polsce. A podróżował do Niemiec. Zadomowił się serdecznie w Polsce. Był potem tłumaczem polskiej literatury, miał przy okazji wielkie zasługi w upowszechnianiu japońskiego języka i kultury

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Co to jest poezja

Przemyśl, hotel Accademia nad Sanem, kiedyś pusty, teraz pełen Ukraińców. Niegdyś hotel Gromady, brzydki, z lat 70. i nietknięty renowacją, ale wzruszają mnie takie miejsca, czuję się w nich młodszy. Trzy duże spotkania poetyckie na Zamku Przemyskim, jedno prowadzę. Spacery po Przemyślu, magiczne miasto na wzgórzach, nagromadzenie kościołów, są jak schody do nieba. Przyjechałem tu samochodem ze znajomymi poetami, miła podróż, w całości przegadana. Autostrady, trasy szybkiego ruchu, o ileż teraz łatwiej i szybciej się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Miliony agentów Putina

Wybory parlamentarne w Szwecji i znakomity wynik Szwedzkich Demokratów to szok w kraju, gdzie socjaldemokracja jest od wieku religią narodową. Partia ma nazistowskie korzenie, chociaż wchodząc na scenę polityczną, miarkowała swój radykalizm i odcinała się od przeszłości. Kusi jednak programem czystego etnicznie szwedzkiego społeczeństwa i jest przeciwna wszelkiej wielokulturowości. Postrzega Węgry i Polskę jako kraje do naśladowania. Piszę o tym, bo Szwecja mi bliska; kiedy tam mieszkałem, taki skręt w prawo był nie do wyobrażenia. Zapewne przesadzili z liczbą

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Obcość kulturowa

Przez Igę Świątek zarwałem kilka nocy. W czasie tych nocy, spędzanych z telewizorem zamiast z poduszką, okropnie się denerwowałem. Nie kibicuję polskiej drużynie piłkarskiej, raczej ich przeciwnikom, nie lubię środowiska piłkarskich kiboli, niech cierpią. Ale z tenisem jest inaczej, grałem całe życie, gdziekolwiek jeździłem po świecie, brałem ze sobą sprzęt tenisowy. To był styl życia. Dlatego meczami tenisowymi bardzo się przejmuję. A to chyba instynktowna cecha, ta nasza zdolność do utożsamiania się z przywódcą, z bohaterem filmu czy ze sportowcem.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Zatęchła szafa

Spotykam się z Niną i Grzesiem, moim przyjacielem z Izraela, emigranci ‘68 r. Grzegorz chodził do mojej klasy, odwiedzałem ich czasami w Izraelu, najpierw w kibucu, potem w Aszkelonie, gdzie teraz mieszkają. Nie widzieliśmy się ponad 10 lat, a wydaje mi się, że rozmawialiśmy wczoraj. Pojechaliśmy, pamiętam, na zupełnie pustą plażę i kąpałem się przy wysokiej fali, patrząc na białe kości pobliskiej Gazy. Ta bliskość Gazy powoduje, że w stronę Aszkelonu ciągle lecą rakiety, od niedawna przechwytywane przez Żelazną Kopułę. Dlatego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Otwarte i zamknięte głowy

Skończyły się wakacje, lato zleciało szybko, jak życie, jesień niestety za pasem, ale jeszcze wracam w myślach do wsi Słajszewo, gdzie spędzaliśmy ostatnie tygodnie. Kilka słów o wiejskich dzieciach nowego wieku. To po nich najlepiej widać wielką zmianę, jaka się dokonała na polskiej wsi. Kaszub pan Bogdan opowiada o swoim dzieciństwie, o pasaniu krów i gęsi, nawet kosztem szkoły, o skrzeczącej biedzie, o tym, jak jedzono byle co i ubierano się byle jak. I ta praca ponad

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Pożeracz świata

Ryszarda Kapuścińskiego, reportera, który stał się najbardziej znanym w świecie polskim pisarzem, znałem słabo, ale serdecznie. Nawet razem wracaliśmy ze Stoczni Gdańskiej z sierpniowego strajku w 1980 r. Spotykaliśmy się czasami, bywało, że do mnie dzwonił, kochał poezję, uważał, że u źródeł dobrego reportażu jest poezja. Sam pisał wiersze, nie najlepsze, jednak teraz widzę, że nie doceniałem go jako reportera-pisarza. Uświadamia mi to świetna książka Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”. Domosławski jeździł po wszystkich kontynentach tropami Kapuścińskiego, rozmawiał z ludźmi,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Atomowa wieś

Po moim pobycie w Sztokholmie rzucam resztki szwedzkich okruszków: król Szwecji do niedawna tradycyjnie przesyłał serdeczne gratulacje Szwedom, którzy skończyli sto lat. Czy nie powinno być to raczej okazją do składania wyrazów współczucia skazanym na tak długie życie? Król jednak ostatnio przestał gratulować stulatkom. Wiele osób ma teraz pecha dożywać tak późnych lat, nie jest to więc już taki wyczyn.  Przyjaciel malarz częstuje mnie rakami, półmisek nimi płonie. W sierpniu jest w Szwecji święto raków, to cały obrządek

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Sztokholm

Lecę do Sztokholmu, na kilka dni, dla zabawy, dla oddechu, dla odmiany, by popatrzeć na Polskę z boku, by spotkać się z dawnymi przyjaciółmi, z miejscami i z duchami własnej przeszłości. Mieszkałem w Sztokholmie cztery lata, byłem dyrektorem Instytutu Polskiego, attaché kulturalnym i pierwszym sekretarzem ambasady. Wszystko po wielkim przełomie, lata 1990-1994. Zastąpiłem na funkcji dyrektora funkcjonariusza SB o wilczym nazwisku. Cała ekipa ambasady trzęsła się ze strachu, co to będzie. I słusznie, wszyscy byli na odstrzał prędzej czy później. A ja przybyłem tu z biednej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.