Avatar, czyli marzenie o lepszym świecie

Avatar, czyli marzenie o lepszym świecie

Brak głównej nagrody oscarowej dla „Avatara” nie zmieni faktu, że film ten jest zwiastunem nowej jakości w kinie. I nie chodzi tylko o trójwymiarową technikę 3D ani o łączenie gry aktorów z animacją komputerową. Wielkość filmu nie polega też na jego sukcesie komercyjnym nakręconym gigantyczną kampanią reklamową. Pewne już dziś miejsce „Avatara” w klasyce kina spowodowane jest jednak czymś innym: wyrażeniem w atrakcyjny sposób ludzkich i naturalnych pragnień lepszego świata.
Pozorna bajka z moralno-polityczną przypowieścią opowiedziana w formie zwartej i szybkiej akcji ma paradoksalnie dużą moc rażenia. Antywojenny, antyimperialny i proekologiczny przekaz jest wyraźny od początku do końca filmu. Sprzeciw wobec bezmyślnej i grabieżczej eksploatacji zasobów naturalnych wypowiedziany w dobie globalnego ocieplenia i kryzysu ekologicznego jest jednoznaczny w filmie Jamesa Camerona. Podobnie jak krytyka amerykańskich kolonizacji i militarnych interwencji motywowanych dostępem do tanich bogactw naturalnych jest łatwa do odczytania. Filmowy lud Na’avi równie dobrze mogą stanowić mieszkańcy Iraku, Afganistanu, Kolumbii i każdego innego zakątka na Ziemi. Najsilniejszym przekazem dzieła Camerona jest jednak upomnienie się o utopię i możliwość innego ładu społecznego w bezalternatywnym świecie globalnego kapitalizmu. Chciwy przedstawiciel korporacji i tępy, rasistowski pułkownik armii amerykańskiej – owe postacie występujące w filmie mogą być niemal symbolem obecnego porządku w świecie zdominowanym przez logikę zysku i militarnej dominacji.
Jak pisał prof. Jerzy Szacki w „Spotkaniach z utopią”: „Mamy do czynienia ze stosunkowo rozpowszechnionym przekonaniem, że społeczeństwo obecne jest nieskończenie dalekie od ideału: chociaż zlikwidowało głód i epidemie, zapewniło względną zamożność, stworzyło mnóstwo wygód i udogodnień, nie rozwiązało przecież zasadniczych problemów egzystencjalnych, które miały ponoć zniknąć wraz z trudnościami codziennej walki o byt. Wbrew dawnym teoriom postępu człowiek nie stał się wcale szczęśliwszy. Wprost przeciwnie, nasiliły się jego lęki, niepewność, nerwice; nie przestał być samotny i w drugim człowieku nie odnalazł przyjaciela”. Ta opinia jest dziś wciąż aktualna. Szczególnie w peryferyjnych krajach, takich jak Polska. Dopóki bowiem będzie otaczała nas nędza wielu osób pozostająca w kontraście z bogactwem nielicznych, krzywda ludzi pozbawionych wpływu na własne życie, ignorancja i bezduszność administracji państwa idąca w parze z chciwością i wyzyskiem anonimowych sił rynku, dopóty żywa będzie myśl o możliwościach przekształcenia ludzkiego losu. Można wręcz sądzić, że najbliższe lata XXI w. będą okresem wylewu nowych wizji możliwych porządków społeczno-politycznych. Część z nich z pewnością pobudzi ludzkie pragnienie lepszego życia i zapoczątkuje nowe ruchy polityczne.
Ale już teraz marzenie o przebiciu obecnych barier i granic istniejącej rzeczywistości wykorzystywane jest z powodzeniem na poziomie kultury popularnej. I nie chodzi tylko o filmy typu „Avatar”, ale również o zwykłe reklamy, które często odwołują się do tłamszonych w obecnym społeczeństwie pragnień wolności, możliwości budowy bezinteresownej wspólnoty czy wyzwolonej seksualności. Skuteczna reklama wykorzystuje deficyt pewnych wartości w codziennym życiu ludzi. W ten sposób niczego nie narzuca na siłę, ale raczej działa poprzez uwodzenie – obiecuje sprzedaż dwóch w jednym: produktu, który reklamuje, oraz brakujących i ograniczonych, przez twarde reguły systemu, zachowań („bądź wolny”, „zasmakuj pełnej swobody”, „poczuj harmonię z naturą”, „poczuj bliskość innych ludzi”, „żyj pełnią życia”). Im większa represyjność systemu oraz skala ludzkiej alienacji, tym skuteczniejsze uwodzenie ze strony produktów kultury masowej. Z tego też wynika popularność wszystkich środków zastępczych oferowanych przez kulturę masową, które dają choć chwilowe wzruszenia i przekonanie, że prymitywna siła i zło nie zawsze muszą zwyciężać.
Z drugiej strony, nawet najbardziej pociągający przekaz kultury popularnej nie może zaspokoić w pełni ludzkich potrzeb. Może je jednak, chcąc nie chcąc, rozbudzić. Brytyjski serwis „Telegraph” donosi o autorach blogów, którzy popadają w depresję, nie mogąc pogodzić się z faktem, że fantastyczny świat ukazany w obrazie Jamesa Camerona nie istnieje. Nie ma jednak łatwej ucieczki przed szarą rzeczywistością. Aby móc w pełni rozwinąć wszystkie twórcze (ograniczane i reglamentowane w obecnym porządku) możliwości człowieka, trzeba i tak pozostać w realnym świecie – jedynym miejscu, gdzie można zmienić istniejący model ładu społecznego. Aby jednak doszło do jakichkolwiek zasadniczych przekształceń, należy umieć mówić ludziom w prosty sposób o ważnych sprawach. Tej umiejętności cały czas brakuje lewicy w Polsce. Nie ma ona wciąż skutecznego i sprawnego języka, który jak film Camerona mógłby rozbudzić marzenie o innej Polsce niż ta z wizji Kaczyńskiego czy Tuska. Jeśli nie pojawi się szybko taka opowieść, to osamotniony lud lewicy – w przeciwieństwie do filmowego plemienia Na’avi z planety Pandora – nie przetrwa naporu prawicowego bełkotu i agresji wdzierających się w różne zakamarki życia publicznego w Polsce.

Wydanie: 11/2010

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy