Awantura o Elektrim

Kto zdobędzie telefonię komórkową, najcenniejszą część spółki

Odwołanie Amerykanki Barbary Lundberg ze stanowiska prezesa Elektrimu oznacza, iż zażarty bój Niemców (Deutsche Telecom) z Francuzami (Vivendi) toczony o Polską Telefonię Cyfrową, operatora komórkowej sieci Era, wkroczył w decydującą fazę, a wszystkie chwyty są dozwolone.
Awantura o Erę trwa już od dawna. Konflikt między Deutsche Telecom a Elektrimem o prawo zakupu akcji PTC opuścił polskie sądy i przeniósł się do trybunału w Wiedniu. Grupa Vivendi także wystąpiła do sądów, domagając się ograniczenia uprawnień Zarządu Elektrimu, a w postępowaniu arbitrażowym żądała, by Elektrim zerwał negocjacje z Deutsche Telecom, mogące prowadzić do przejęcia PTC przez Niemców. Francuzi już dawno zresztą próbowali odwołać Zarząd Elektrimu, zarzucając mu wrogość, ale konkurencja nie spała i trzech członków siedmioosobowej Rady Nadzorczej czujnie podało się do dymisji, co spowodowało brak kworum i jeszcze na kilka tygodni ocaliło fotel Barbary Lundberg. Temu wszystkiemu towarzyszyły zarzuty działań na niekorzyść spółki i próby blokowania wstępu na Zgromadzenie Akcjonariuszy. Publiczność w Polsce patrzy na to z pewnym zdziwieniem, ale jeśli ktoś jeszcze naiwnie uważał, że w świecie wielkich kapitałów liczy się solidność, umiar i odpowiedzialność za słowo, to się mylił.

Niemcy kontra Francuzi
Jest o co walczyć, bo Polska Telefonia Cyfrowa to ponad 2,8 mln abonentów – czyli prawie 40% udziału w polskim rynku komórkowym – i zysk, który w 2000 r. wyniósł 98 mln dol. (osiągnięty wprawdzie dzięki wysokiemu kursowi złotego, bo za 1999 r. strata sięgała 123 mln dol. – ale zawsze). Wartość firmy szacuje się na ok. 4 mld dol. Rynek przesyłu danych w Polsce ma przed sobą wielką przyszłość, a w dodatku jest chroniony koncesjami, więc właściciele PTC nie będą musieli obawiać się konkurencji nowych operatorów.
„The Economist” zilustrował całą awanturę rysunkiem, na którym Niemiec w kapelusiku tyrolskim i Francuz w berecie szarpią za warkocze panienkę w krakowskim chyba stroju. Tak naprawdę to polski akcent stanowi tu w zasadzie tylko nazwa operatora sieci. Układ własnościowy jest dość zawiły. 45% PTC należy do niemieckiego giganta Deutsche Telecom, zaś 48% do spółki Elektrim Telekomunikacja. Z kolei w ET 51% udziałów ma Elektrim, a 49% – francuska grupa telekomunikacyjna Vivendi. Reszta udziałów PTC jest własnością mniejszych spółek, należących częściowo do Elektrimu, a częściowo do Vivendi.
Dziś głos decydujący w sprawach Ery ma Elektrim. Podobno większość akcji Elektrimu należy wciąż do polskich podmiotów, ale pierwsze skrzypce w spółce grają najwięksi udziałowcy – czyli Francuzi (Vivendi – 10%), Brytyjczycy (fundusz Merril Lynch – 5,2% oraz Schröder – 5,1%) i Amerykanie (fundusz Franklin – 5%).
Wiadomo więc, że łakomy kąsek, jaki stanowi Polska Telefonia Cyfrowa, na pewno przejdzie w ręce zagraniczne. A mogło być inaczej, bo warunki koncesji dla Ery zakładały, że kontrolny pakiet udziałów należeć ma do polskiej strony. Późniejsze zmiany struktury własnościowej, dokonane za sprawą potajemnej umowy, przewidującej sprzedaż Kulczyk Holdingowi części akcji PTC przez Elektrim oraz towarzyszące temu manipulacje akcjami na warszawskiej giełdzie doprowadziły jednak do przejęcia znaczących pakietów przez spółki zagraniczne.

Sojusze się zmieniają
Z punktu widzenia polskiego posiadacza telefonu Ery, to obo-jętne, czy operator sieci należy do Niemców, czy do Francuzów. Wbrew poglądowi, że kapitał nie ma narodowości, cały konflikt nie jest jednak wolny od kontekstu narodowego. Po przejęciu PTC przez Deutsche Telecom Niemcy uzyskaliby bardzo znaczącą pozycję na rynkach telekomunikacyjnych Europy Wschodniej, gdzie już teraz są mocni. To zaś oznacza, iż Francja będzie się musiała pożegnać z ekspansją w tym kierunku.
Ostatnio doszło jednak do porozumienia między Vivendi a zagranicznymi i polskimi funduszami inwestycyjnymi posiadającymi akcje Elektrimu, które przez dłuższy czas trzymały stronę Niemców. Podobno języczkiem u wagi była spółka inwestycyjna Chemia Polska, przed pięcioma laty powołana za państwowe pieniądze przez Polski Fundusz Gwarancyjny, mający wspierać rozwój polskiego eksportu. W wyniku różnych roszad kapitałowych Chemia Polska rychło została jednak wyprowadzona spod kontroli państwa.
Barbara Lundberg była zwolenniczką Deutsche Telecom, choć w poprzednich latach popierała Vivendi. To właśnie ona w 1999 r. namówiła Francuzów do zainwestowania 1,2 mld dolarów w Polską Telefonię Cyfrową, by zapobiec ekspansji Deutsche Telecom. „Sojusze się zmieniają zależnie od sytuacji” – oświadczyła rzecznik Elektrimu, Ewa Bojar.
Właśnie z powodu przychylności Barbary Lundberg dla Deutsche Telecom rozgorzał konflikt między panią prezes a poprzednią Radą Nadzorczą Elektrimu. W marcu Rada zdecydowała, iż bez zgody szefa Rady Nadzorczej Zarządowi nie wolno podejmować jakichkolwiek działań dotyczących aktywów telekomunikacyjnych Elektrimu, a co najważniejsze, Zarząd nie może zaciągać zobowiązań o wartości przekraczającej 0,5 mln dol. Ta decyzja miała uniemożliwić szefowej Elektrimu podjęcie korzystnych dla Deutsche Telecom decyzji finansowych. Barbara Lundberg stwierdziła, iż te zakazy są sprzeczne z kodeksem handlowym i statutem Elektrimu – ale postanowiła uszanować życzenie Rady. To wszystko jednak nie wystarczyło.
W maju zmieniono skład Rady Nadzorczej Elektrimu, zaś funkcję jej szefa objął przedstawiciel Vivendi, Michel Picot. To otworzyło drogę do szybkiego odwołania Barbary Lundberg, a pełnienie obowiązków prezesa Elektrimu powierzono 31-letniemu Waldemarowi Siwakowi (reprezentan-towi inwestorów finansowych).
Rada stwierdziła jednomyślnie, że B. Lundberg utraciła zaufanie akcjonariuszy. Zadecydowała właśnie obawa o to, iż pani prezes nie będzie się konsultować z Radą Nadzorczą i podejmie jednak decyzje korzystne dla strony niemieckiej.

Karty rozda kto inny
Członkowie Rady stanowczo odrzucają jednak sugestie, iż zwycięstwo Francuzów w walce o PTC jest już przesądzone. „Będziemy wnikliwie analizować oferty Vivendi i Deutsche Telecom” – zapewnia Rada. Jest się nad czym głowić, bo Elektrim ma ponad 800 mln euro długu. Polska Telefonia Cyfrowa jest najcenniejszą częścią grupy i stanowi ponad 80% jej wartości (reszta to przede wszystkim udziały w trzech elektrowniach). Sprzedaż PTC powinna więc być jak najbardziej korzystna.
Jeden z naszych rozmówców wspomniał, że dla podjęcia ostatecznej decyzji bardzo istotna jest też wielkość bonusów, jakich mogą oczekiwać członkowie kierownictwa firmy. Ta kwestia podobno nabrała dużej wagi dla władz Elektrimu po tym, jak w ubiegłym roku Walne Zgromadzenie spółki odrzuciło wniosek Zarządu o nową emisję akcji, z której część miała być przeznaczona dla menedżerów firmy. Oczywiście w Elektrimie zarabia się dobrze – zarobki Barbary Lundberg nieoficjalnie oceniano na kilkadziesiąt tysięcy dolarów miesięcznie – ale taka premia byłaby nie do pogardzenia. O bonusach niczego bliższego nie udało się jednak dowiedzieć, bo przedstawiciele firmy stanowczo odmawiali rozmowy na te tematy. – Absolutnie proszę nie wspominać o podwyżkach i bonusach – oświadczył nam jeden z menedżerów spółki. – Polska nie jest bezpiecznym krajem, a takie informacje niosą fizyczne wręcz zagrożenie dla nas i członków naszych rodzin.
Po odwołaniu pani Lundberg pojawiły się spekulacje, iż może to być okazja do tego, by bliżej związać Elektrim z obecną ekipą, co w kontekście wyborów miałoby duże znaczenie. Zaczęto mówić, iż do Zarządu zostaną wprowadzeni Tomasz Tywonek oraz Grzegorz Wieczerzak, a jeden z nich mógłby nawet zostać prezesem. Rozmowy na temat Tywonka i Wieczerzaka, prowadzone z najważniejszymi akcjonariuszami Elektrimu, zakończyły się podobno kompletnym fiaskiem. Niezależnie od niewielkich zalet obu panów udziałowcy wiedzą przecież, że jesienią karty rozdawać już będzie kto inny.

 

Wydanie: 23/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy