Czy babcia podbije Europę?

Powszechnie wiadomo, że babcia to instytucja. Smak i zapach babcinych obiadów przywołujemy jako wizerunek szczęśliwego domu rodzinnego, dlatego poczciwa staruszka stała się celem czysto marketingowym. Specjaliści od marketingu wyszli ze słusznego założenia, że kupując produkty opatrzone mianem babuni, mamy nadzieję na otrzymanie czegoś niezwykle smacznego. Niestety, nie do końca zdrowego. Wieprzowa szynka babuni zawiera w 100 g (3 duże plastry) ok. 300 kcal i ponad 20% tłuszczu, dla porównania szynka z indyka zawiera tylko 105 kcal i niecałe 5 g tłuszczu. Są to więc znaczne różnice. Majonez babuni ma ponad 78% tłuszczu. Produkty te są więc wysokokaloryczne, nie nadają się dla osób pragnących zachować szczupłą sylwetkę. Uważam, że produkty z babunią mogłyby powalić Europę na łopatki, jeżeli stałyby się symbolem polskiej żywności, produkowanej metodami ekologicznymi, wolnej od wszelkiej chemii. Uśmiechnięta babunia zachęcałaby do kupna zdrowej, ekologicznej żywności ”dobrej, od polskiej babci”. Według dr. Zygmunta Hortmanowicza, byłego ministra ochrony środowiska w rządzie Hanny Suchockiej, aż 65% ludzi cierpi na rozmaite schorzenia wynikające ze spożywania złej żywności, nafaszerowanej chemią. Wyjściem z tej sytuacji jest spożywanie żywności czystej ekologicznie z gospodarstw, w których produkowane byłyby zdrowe produkty bez chemii. Polska ma wielkie szanse na to, by stać się poważnym producentem żywności ekologicznej, eksporterem na całą Europę. Mamy dużo terenów wolnych od zanieczyszczeń, są to otuliny parków narodowych, strefy ochronne lasów, jezior, ziemie wschodnie. Tam mogłoby się rozwijać rolnictwo ekologiczne. Jest to również szansa dla małych gospodarstw, które dziś ledwo wiążą koniec z końcem. Gospodarstwo ekologiczne nie oznacza cofnięcia się w rozwoju, ale rolników trzeba najpierw nauczyć, jak produkować żywność metodami naturalnymi. Żywność naturalna, uprawiana metodami ekologicznymi, podbija świat, a jeszcze do niedawna uchodziła za nieszkodliwe dziwactwo. Amerykanie, którzy po latach lansowania fast foodów, będących główną przyczyną powszechnej tam otyłości, przechodzą na żywienie biedaków, czyli niełuskany ryż, nie oczyszczone kasze, pieczywo z dużą zawartością błonnika wyprodukowane na terenach czystych ekologicznie. W samej Wlk. Brytanii obroty tą żywnością przekraczają 600 mln dolarów. W Austrii już 10% gospodarstw rolnych przestawiło się na nowy typ rolnictwa. Coraz popularniejsze są supermarkety handlujące ekologiczną żywnością i restauracje serwujące dania przyrządzone wyłącznie z produktów naturalnych. Cywilizacja przemysłowa powoli rezygnuje z chemii na rzecz natury. W Polsce istnieje ponad 400 gospodarstw produkujących żywność metodami ekologicznymi. To za mało, by stać się symbolem dobrych, naturalnych produktów kojarzonych z naszym krajem. Czy wykorzystamy fakt, że mamy nieskażone ziemie, czy wykorzystamy naszą szansę? Dzisiaj żywność ekologiczna jest droższa od zwykłej, nie będzie tak, jeżeli państwo, widząc ewidentne korzyści, będzie dopłacało do jej produkcji. Zaowocuje to m.in. zdrowszym społeczeństwem. W Sejmie czeka na swą kolej projekt Ustawy o rolnictwie ekologicznym, której pomysłodawcą był m.in. dr Hortmanowicz. Teraz wszystko w rękach posłów. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 03/2000, 2000

Kategorie: Zdrowie