Nobel nas cieszy, ale nie jestem optymistą

Nobel nas cieszy, ale nie jestem optymistą

Dzięki odkryciu tegorocznych noblistów można wyeliminować wirusowe zapalenie wątroby typu C. Niestety, za późno się je wykrywa

Prof. Waldemar Halota – prezes Polskiej Grupy Ekspertów HCV, profesor zwyczajny Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Tegoroczna Nagroda Nobla z dziedziny medycyny dla Harveya J. Altera, Michaela Houghtona i Charlesa M. Rice’a została przyznana za odkrycie wirusa zapalenia wątroby typu C (WZW C), które miało miejsce trzy dekady temu, a więc już dość dawno.
– Tak, to był rok 1989. Ale czy to dawno? W pani życiu to może być dużo, w moim trochę mniej.

Czy jednak wiadomo, dlaczego przyznano ją właśnie teraz? Może ostatnio znów wydarzyło się coś szczególnego, jeśli chodzi o tę dziedzinę?
– Nie znam zasad obowiązujących przy przyznawaniu Nagrody Nobla. Minęło jednak 30 lat od przełomowego odkrycia i nie ma wątpliwości, że tegoroczna nagroda była zasłużona i trafiła we właściwe ręce. Wcześniej wiedzieliśmy, że musi istnieć jakiś czynnik – poza wirusem A i B – wywołujący zapalenie wątroby. Uważaliśmy, że wirusowe zapalenie wątroby nie-A, nie-B ma ścisły związek z przetoczeniami krwi, ponieważ – tak to wyglądało z klinicznego punktu widzenia – choroba występowała często u krwiobiorców, u których nie wykryto jednak wirusa A ani wirusa B. Odkrycie w 1989 r. wirusa HCV, a w ślad za tym opracowanie testów diagnostycznych, wprowadzonych do praktyki klinicznej dwa lata później, uświadomiły nam ogrom zagrożeń związanych nie tylko z transfuzjami. Dominującymi w Polsce okazały się tzw. zakażenia szpitalne w wyniku drobnych zabiegów czy zastrzyków, na skutek związanych z nimi zaniedbań. Bardzo rzadko zdarza się to w wyniku zakażeń wertykalnych (zakażenie dziecka przez matkę, np. przez łożysko podczas ciąży lub w trakcie porodu) i seksualnych.

Przełomowe z punktu widzenia klinicznego i epidemiologicznego było też odkrycie, że choroba może przebiegać bezobjawowo nawet przez dziesiątki lat. W konsekwencji, mimo że upłynęło 30 lat od zidentyfikowania wirusa, mamy w Polsce ok. 150 tys. osób z wirusem typu C, nieświadomych zakażenia.

Czytałam, że łącznie może to być nawet 200 tys. osób. Ale może wlicza się tu pacjentów, którzy wiedzą o zakażeniu?
– Myślę, że ta liczba może być przesadzona, ponieważ ci, którzy wiedzą o zakażeniu, powinni być już przeleczeni. Od niedawna obowiązuje bowiem zasada, że leczy się każdego pacjenta, u którego wykryje się zakażenie HCV. Rozpoznanie choroby na etapie marskości wątroby czy raka umożliwia eliminację zakażenia, natomiast choroba podstawowa pozostaje.

Czy pacjentów leczy się teraz tym przełomowym lekiem nieinterferonowym, który pojawił się na świecie w 2013 r.?
– Terapia bezinterferonowa pojawiła się w Polsce ok. 2014 r. Wcześniej mieliśmy tylko interferon, który miał 20-procentową skuteczność. Potem stosowaliśmy interferon pegylowany i interferon z rybawiryną – i takie leczenie miało już skuteczność na poziomie 40%, natomiast leki bezinterferonowe, o których pani wspomniała, osiągały już niekiedy 60-procentową skuteczność. Jednak od 2014 r. dokonał się ogromny postęp, ponieważ od około trzech lat dysponujemy lekami o jeszcze korzystniejszych walorach – charakteryzują się one 100-procentową skutecznością. Nie słyszałem o podobnym sukcesie farmakoterapii w tak krótkim czasie. Wcześniej stosowane leki okazały się przystankiem na drodze postępu.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 42/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Trzech naukowców – trzy kroki do Nobla
Nagrodę Nobla w 2020 r. w dziedzinie fizjologii lub medycyny (jest to bowiem zbiorcza kategoria) otrzymali Harvey J. Alter, Michael Houghton i Charles M. Rice, którzy dokonali przełomowych odkryć skutkujących identyfikacją wirusa zapalenia wątroby typu C (HCV), co nastąpiło w 1989 r.

WZW C jest główną przyczyną raka wątroby oraz jedną z głównych przyczyn marskości wątroby. Według szacunków WHO zakażonych wirusem jest obecnie ok. 71 mln ludzi na świecie. Nie istnieje skuteczna szczepionka przeciw HCV, jednak obecnie możliwe jest leczenie lekami antywirusowymi, które w 100% eliminują patogeny z organizmu.

Co zawdzięczamy tegorocznym noblistom? Dzięki trwającym od lat 70. XX w. badaniom Amerykanina Harveya J. Altera udało się przede wszystkim zidentyfikować nową, odrębną postać przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby. Wcześniej znano już wirusy typu A i B – istniały też testy diagnostyczne pozwalające wykrywać je we krwi, ale niepokój badaczy wzbudzały przypadki pacjentów po transfuzji krwi, którzy chorowali na zapalenie wątroby wywołane nieznanym czynnikiem. Alter i jego zespół wykazali, że krew tych pacjentów może przenosić chorobę na szympansy, jedynego prócz ludzi podatnego na nią żywiciela. Nowo zidentyfikowaną chorobę nazywano wówczas zapaleniem wątroby nie-A, nie-B.

Po tych odkryciach dokładne poznanie nowego czynnika chorobotwórczego stało się dla świata nauki jednym z priorytetów. Kanadyjski naukowiec brytyjskiego pochodzenia, Michael Houghton, podjął badania, które ponad dekadę po sukcesach Altera doprowadziły do wyizolowania sekwencji genetycznej wirusa, przy wykorzystaniu krwi zakażonego szympansa. Nowy patogen został nazwany wirusem zapalenia wątroby typu C (HCV).

Zidentyfikowanie HCV wymagało jeszcze jednego istotnego kroku – dokładnych badań nad wirusem, które pozwoliłyby ustalić, że może on być sam w sobie przyczyną zapalenia wątroby. Potwierdził to właśnie trzeci nagrodzony naukowiec, amerykański wirusolog Charles M. Rice, któremu w badaniach na szympansach udało się zyskać niepodważalny dowód na to, że HCV jest w stanie sam się replikować i powodować chorobę.


Fot. Tytus Żmijewski/Forum

Wydanie: 42/2020

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy