Bakszysz za przetargi

Bakszysz za przetargi

Zamiast pomagać w odbudowie irackiej infrastruktury, 14 oficerów i cywilnych pracowników polskiego wojska brało łapówki. Czeka ich proces

– Bagaże wszystkich opuszczających Irak wojskowych były dokładnie sprawdzane. Nie każdemu to się może podobać, ale wyobraźmy sobie, że oto jakiś żołnierz został przyłapany na próbie wywiezienia z Iraku na przykład starożytnej figurki. Takie zdarzenie odbiłoby się echem w całym świecie. I raczej nikt nie nazwałby tego przykrym incydentem, lecz wprost mówiono by o polskiej grabieży – podkreślał w rozmowie z “Przeglądem” wiceminister kultury, Ryszard Mikliński. Szczęśliwie do dziś nie ujawniono żadnego przypadku przemytu do Polski irackich dóbr kultury, ale sam pomysł rewizji okazał się strzałem w dziesiątkę. Bo właśnie w trakcie jednej z takich kontroli, przeprowadzonej w lutym br. na wrocławskim lotnisku, w bagażach dwóch oficerów polskiego kontyngentu znaleziono 90 tys. dol. – sumę, której wojskowi nie mogli zaoszczędzić z własnych poborów.

Największe z możliwych świństw

Gdy jakiś czas później udawałem się do Iraku, w wojskowym transportowcu towarzyszyli mi “smutni panowie” z wojskowej prokuratury. Na miejscu zaś odwiedzający żołnierzy wiceminister obrony, Janusz Zemke, grzmiał na konferencji prasowej: – Ci oficerowie zrobili armii największe z możliwych świństw. Dla takich jak oni nie ma miejsca w jej szeregach!
Czego konkretnie dopuścili się mundurowi i ich współpracownicy? Jak wynika z aktu oskarżenia, który właśnie trafił do sądu, wspomnianym oficerom oraz siedmiu innym żołnierzom i pięciu cywilnym pracownikom wojska przez sześć miesięcy służby w Iraku udało się zagarnąć 250 tys. dol. łapówek. W jaki sposób?
Oskarżeni należeli do sekcji CIMIC, czyli grupy zajmującej się współpracą cywilno-wojskową. Ich zasadniczym celem była pomoc w odbudowie infrastruktury w prowincjach Diwanija i Babilon. W praktyce polegało to na ustalaniu z lokalnymi władzami najpilniejszych potrzeb, organizowaniu przetargów i płaceniu za wykonane projekty. Pieniądze na ten cel pochodziły z funduszu ustanowionego przez Amerykanów, a oddanego do dyspozycji dowodzonej przez Polaków Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe. Korupcyjny mechanizm polegał zaś na tym, że owszem, lokalni przedsiębiorcy dostawali zlecenia, ale pod warunkiem odstąpienia 10% wartości kontraktów organizatorom przetargów.

Podpis pod okiem kontrwywiadu

Jak to możliwe, że wspomniany proceder mógł trwać od sierpnia 2004 r. do stycznia 2005 r.? Nie bez znaczenia jest tu fakt, że przestępczą działalnością nie zajmowali się zwykli żołnierze – oskarżeni wojskowi to oficerowie, a wśród nich znalazł się również sam szef grupy CIMIC w III kontyngencie, płk Mariusz S. Korupcję ułatwiała także procedura, zgodnie z którą finansowe sprawozdania ze zrealizowanych projektów były od razu przekazywane do dowództwa amerykańskiego z pominięciem dowództwa polskiego (to dlatego kontrola finansów wielonarodowej dywizji wszczęta zaraz po zatrzymaniu na lotnisku nie wykazała żadnych nieprawidłowości). Dlaczego zatem – mimo tych “ułatwień” – wymuszający łapówki wojskowi wpadli? Kierownictwo MON nie ukrywa, że sygnały o nieprawidłowościach wokół przetargów docierały do niego jeszcze przed zatrzymaniem na lotnisku. Sugerując, że na trop aferzystów wpadli sami oficerowie WSI, zabezpieczający kontrwywiadowczo polską strefę w Iraku.
Nam tymczasem udało się ustalić, że kontrwywiad zainteresował się łapówkarzami za sprawą narzekających na ich pazerność irackich przedsiębiorców. Tak czy inaczej wprawiona w ruch machina śledcza ujawniła kolejnych podejrzanych, z których obecnie siedmiu przebywa w areszcie, a siedmiu będzie odpowiadać z wolnej stopy. Pozwoliła również na odzyskanie 232 tys. dol. W trakcie dochodzenia potwierdziło się także, że podobny mechanizm korupcyjny funkcjonował w podległym Polakom kontyngencie ukraińskim. Jeszcze w lutym ukraińska Służba Bezpieczeństwa zatrzymała grupę wracających z Iraku wojskowych, którzy próbowali przewieźć przez granicę ponad 300 tys. dol. Żołnierze – podobnie jak ci z Wrocławia – nie potrafili wyjaśnić, skąd pochodzi tak duża kwota. Tłumaczyli, że byli tylko pośrednikami, a paczki z ukrytymi dolarami mieli przekazać osobom czekającym na lotnisku w Kijowie.
Po ujawnieniu afery dowódca następnej, IV zmiany polskiego kontyngentu, gen. Waldemar Skrzypczak, zmienił zasady zawierania kontraktów. Od tej pory umowy dotyczące pomocy humanitarnej podpisywano w obecności oficerów żandarmerii i kontrwywiadu wojskowego. Dziś widać już, że było to dobre rozwiązanie.

 

Wydanie: 35/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy