Balcerowicz musiał nadejść?

Balcerowicz musiał nadejść?

Wbrew temu, co dziś niektórzy mówią, nie było żadnego alternatywnego projektu dla jego reform
Stanisław Gabrielski– przewodniczący Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych w Sejmie X kadencji, działacz młodzieżowy i partyjny, m.in. w latach 70. przewodniczący Zarządów Głównych ZMW i SZSP, w latach 80. kierownik Wydziału Społeczno-Zawodowego i Wydziału Polityczno-Organizacyjnego KC PZPR.

Członkowie klubu PZPR w tzw. Sejmie kontraktowym gremialnie poparli plan Balcerowicza. Czy wiedzieli, co ten plan oznacza dla wielu Polaków i zakładów pracy?
– Plan Balcerowicza nie wziął się z niczego, był konsekwencją tego, co miało miejsce w Polsce w latach 80., mianowicie dużego kryzysu społecznego i ekonomicznego, a także przeświadczenia, że podejmowane reformy nie przynoszą efektów.
A nie był raczej kontynuacją działań rządu Mieczysława Rakowskiego?
– Z pewnością, choć nie można zapominać, że już ekipa Zbigniewa Messnera, głównie pod kierunkiem prof. Zdzisława Sadowskiego, przygotowywała projekty radykalnych zmian. Skorzystali z nich reformatorzy w rządzie Rakowskiego, czyli wicepremierzy Ireneusz Sekuła i Kazimierz Olesiak oraz ministrowie – przemysłu Mieczysław Wilczek i finansów Andrzej Wróblewski. To za ich sprawą została uchwalona niezwykle liberalna ustawa o wolnościach gospodarczych, później okrojona i złagodzona. Już na początku 1989 r. powstała ustawa o NBP, która odpowiadała wszystkim standardom prawno-bankowym Europy Zachodniej, oraz ustawa o wybranych elementach konsolidacji gospodarki narodowej. Ta ostatnia była o tyle istotna, że stawiając na gospodarkę rynkową, kładła silny nacisk na udział załóg pracowniczych w funkcjonowaniu firm.
Zanim powstał rząd Mazowieckiego, ekipa Rakowskiego w lipcu opublikowała „Założenia programu gospodarczego na lata 1989-1992”, w których m.in. postulowała komercjalizację przedsiębiorstw państwowych, traktując ją jako wstęp do prywatyzacji.
– Rząd Rakowskiego zdążył jeszcze uwolnić (1 sierpnia) ceny na artykuły rolno-spożywcze, w przeddzień jego dymisji. Decyzji tej towarzyszyły ostre spory. W przeddzień też Sejm uchwalił ustawę o pełnej indeksacji cenowych skutków urynkowienia.
Uwolnienie cen i indeksacja jeszcze bardziej zwiększyły inflację, do ponad 20-30% miesięcznie, co spowodowało dość ostry atak Solidarności na gabinet Rakowskiego.
– Liderzy Solidarności próbowali się odciąć od tej decyzji Rakowskiego, mówiąc, że o niej nie wiedzieli, co jest nieprawdą, bo po Okrągłym Stole powstała tzw. Komisja Porozumiewawcza i w jej zespole ekonomicznym dyskutowano sprawy uwolnienia cen, a nawet były głosy, że to za późno. Rakowski nie musiał podejmować tej decyzji, mógł ją zostawić następcom. Myślę, że jednym z głównych powodów jego postępowania była chęć zapisania się w historii jako reformator. Nie wykluczam też, że na tę decyzję mieli duży wpływ ludzie, którzy niebawem znaleźli się w kręgu Balcerowicza.

Kandydaci

Gdyby Rakowski nie uwolnił cen żywności, Balcerowicz miałby duże problemy ze swoim planem, bo na negatywne skutki jego reform nałożyłaby się duża inflacja.
– Też tak myślę. Odchodząca ekipa Rakowskiego postanowiła jeszcze na koniec wziąć na swoje barki tę bardzo trudną decyzję i tym samym oczyścić przedpole kolejnym reformatorom gospodarki, już z ekipy Mazowieckiego, który miał duże kłopoty ze sformowaniem ekipy gospodarczej. Pamiętajmy, że prof. Balcerowicz nie był człowiekiem pierwszego wyboru. Pierwszym był prof. Witold Trzeciakowski. W kuluarach sejmowych wymieniano nazwiska profesorów: Cezarego Józefiaka, Janusza Beksiaka, Władysława Szymańskiego, Witolda Kieżuna oraz innych i dopiero potem pojawiło się nazwisko Leszka Balcerowicza. Jestem święcie przekonany, że gdyby wicepremierem został prof. Trzeciakowski, projekt modernizacyjny wyglądałby inaczej, byłby łagodniejszy. A to dlatego, że Trzeciakowski był silnie związany z Kościołem i jego nauką społeczną. Z kolei projekty innych kandydatów, prof. Beksiaka czy prof. Józefiaka, byłyby równie radykalne.
Co wtedy wy, posłowie PZPR, wiedzieliście o Balcerowiczu, poza tym, że był kiedyś w PZPR i że był stypendystą Fundacji im. Fulbrighta?
– Wiedzieliśmy, że na początku lat 80. współpracował z Solidarnością, a wcześniej akcentował potrzebę samorządności robotniczej, że jest to człowiek, który ma wiedzę o systemach ekonomicznych i analizował drogi przemian gospodarczych w różnych krajach. Nic więcej. Po latach dowiedziałem się o jego rozmowie z premierem Mazowieckim. Otóż miał się zgodzić na objęcie teki wicepremiera i ministra finansów, pod warunkiem że nie będą go obowiązywać ustalenia Okrągłego Stołu i że będzie realizował własny plan.
Czy pierwsze informacje, jakie do was docierały, zapowiadały to jego stanowisko?
– Ani Obywatelski Klub Parlamentarny, ani klub PZPR długo nie znały szczegółów jego planu, bo dopiero 12 października rząd Mazowieckiego ogłosił zarys, ale tylko zarys programu. Wtedy opublikowano założenia i kierunki polityki gospodarczej, której istota sprowadza się do tego, że polska gospodarka wymaga zasadniczych zmian systemowych, a celem jest budowa systemu rynkowego, zbliżonego do tego, jaki istnieje w krajach kapitalistycznych. I że musi to nastąpić w wyniku działań radykalnych, aby jak najbardziej skrócić uciążliwości dla społeczeństwa w okresie przejściowym. Gdy analizuje się dwa oficjalne dokumenty opublikowane przez ówczesne rządy – Rakowskiego i Mazowieckiego – widzi się dużą zbieżność myślenia. Chociaż gdyby uważnie się w nie wczytać, można by wysnuć wniosek, że ekipa Rakowskiego transformację postrzegała jako proces rozłożony w czasie, z mocną partycypacją społeczną, od czego właściwie Solidarność odeszła.
Czy posłowie, nie tylko PZPR, wiedzieli, że plan Balcerowicza w znacznej mierze nie powstał nad Wisłą?
– Nie spekulujmy, faktem jest, że rozmowy prowadzone z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (notabene rozpoczęte w czasie rządów Rakowskiego) musiały wpływać na określone rozwiązania ekonomiczne. Sporo do powiedzenia mieli też nasi wierzyciele, toczyła się walka o redukcję naszych długów, pełnej wiedzy o tym nie mieliśmy. Posiedzenie OKP z udziałem Jeffreya Sachsa wskazywało na udział czynnika zewnętrznego w pracach nad pakietem ustaw. To posiedzenie OKP było przełomowe, bo na nim zapadła decyzja o poparciu Solidarności dla zarysowywanego pakietu ustaw Balcerowicza. Muszę powiedzieć, że zainteresowanie polską transformacją było ogromne. Wciąż indagowali nas dziennikarze zagraniczni, przez Sejm przewijały się różne delegacje studyjne. Doszło nawet do tego, że przewodniczący komisji w porozumieniu z marszałkiem Mikołajem Kozakiewiczem postanowił ograniczyć udział w pracach komisji osób postronnych.
Reformy Balcerowicza uderzały w bazę Solidarności.
– Wielu jej posłów związanych z pracowniczą Solidarnością: Grażyna Staniszewska, Aleksander Małachowski, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Mieczysław Gil, miało tego świadomość. Wiedzieli, że te reformy będą bolały i że są zbyt radykalne. Mając to na uwadze, Bronisław Geremek próbował wczesną jesienią 1989 r. zmontować zespół ekonomistów, który przygotowałby program alternatywny wobec planu Balcerowicza. Liderzy Solidarności zdawali sobie sprawę, że radykalny plan Balcerowicza może zdestabilizować kraj, zniszczyć nową władzę, a oni stracą zaufanie i poparcie społeczne. Geremek i inni zastanawiali się, co będzie potem, gdy upadnie rząd Mazowieckiego, jakie są możliwe warianty. Jednym z nich był zamysł powołania rządu ocalenia narodowego z Wałęsą na czele. Geremkowi nie udało się zebrać takiego zespołu, namówić ekonomistów, tzw. umiarkowanych, do przygotowania alternatywnego projektu. Co ciekawe, ci ekonomiści mówili, że są gotowi coś takiego stworzyć, ale dopiero jak padnie projekt Balcerowicza. Interesujący jest tu fakt, że prof. Geremek, podejmując próbę tworzenia alternatywnego programu o cechach socjaldemokratycznych, miał założenia programu gospodarczego opracowanego przez prof. Beksiaka.
Kto wtedy odmówił Geremkowi?
– Wymieniano nazwiska prof. Tadeusza Kowalika czy prof. Jana Mujżela. Te odmowy musiały zastanowić Geremka, bo w listopadzie narastało przekonanie, nie tylko wymienionych, ale i np. Bugaja, Małachowskiego, Modzelewskiego oraz wielu innych posłów różnych klubów, że ten plan nie może się powieść, a jego koszty będą wysokie.
By nie wzmagać takich opinii, ekipa Balcerowicza postanowiła bardzo oszczędnie mówić o swoich planach?
– Planów operacyjnych jeszcze nie było, prace miały charakter sztabowy, nikt do końca nie wiedział, co się z nich wykluje.

Zakres prywatyzacji

Czy to, że plan Balcerowicza został przedstawiony posłom dopiero w drugiej połowie grudnia, nie było spowodowane chęcią pozostawienia jak najmniej czasu na rozpatrzenie pakietu ustaw, ich analizę?
– Może był w tym pewien zamysł taktyczny, ale prace nad ustawami trwały do ostatnich dni, a wystąpienie sejmowe wicepremier Balcerowicz konstruował w nocy w przeddzień posiedzenia Sejmu. To były bardzo gorące dni i noce. Komisja nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw powstała 20 grudnia, w czasie czterodniowego posiedzenia Sejmu, a już na następnej sesji, 27 i 28 grudnia, pakiet ustaw Balcerowicza został przyjęty, bo miał wejść w życie 1 stycznia 1990 r.
Która z tych ustaw była kluczowa?
– Ta, która w istotny sposób zaważyła nie tylko na przedsiębiorstwach państwowych, ale też na kształcie polskiej gospodarki i jej strukturze włas­nościowej, mianowicie ustawa o gospodarce finansowej przedsiębiorstw wprowadzająca dywidendę w formie podatku od majątku przedsiębiorstw państwowych. Równocześnie o 200% przeszacowano wartość tego majątku. Utrzymano także podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń, tzw. popiwek, ale dotyczył on jedynie przedsiębiorstw państwowych.
Dyskryminował je w stosunku do firm prywatnych.
– Tych podatków nie wprowadzono w prywatnych przedsiębiorstwach, argumentując, że prywatny przedsiębiorca racjonalnie prowadzi zatrudnienie i politykę płacową. Ustawa miała na celu ograniczenie inflacji. My, którzy stanowiliśmy wtedy to prawo, ani następne rządy nie zauważyliśmy, że na tej ustawie najbardziej ucierpią najlepsze zakłady pracy, te, które były w miarę nowoczesne, miały dobrze wykształconą kadrę i szansę na rozwój w nowej sytuacji. Tym podatkiem szalenie ograniczono możliwości ich działania, co przyczyniło się do tego, że już wtedy tworzące się prywatne firmy zaczęły wysysać kadry z państwowych przedsiębiorstw. Poza tym trzeba pamiętać, że ekipa Balcerowicza, średnio młodsza od poprzedniej o 23 lata, wykazywała niechęć do państwowej gospodarki. Podświadomie i świadomie dążyła do likwidowania tych zakładów, w jej opinii symboli gospodarki socjalistycznej.
I dlatego ekipa Balcerowicza postawiła na prywatyzację. Jej tempo musiało chyba was zaniepokoić?
– To, że będzie następowała, było już wiadomo w czasach rządu Rakowskiego. Przecież jego ustawa o komercjalizacji – tworzeniu jednoosobowych spółek skarbu państwa – była tylko wprowadzeniem do prywatyzacji.
Co zaowocowało powstawaniem tzw. spółek nomenklaturowych.
– Przed utworzeniem rządu Mazowieckiego było ich ok. 3 tys. Zdecydowana większość, ok. 75%, powstała na bazie 1,7 tys. przedsiębiorstw państwowych. Powołam się na ustalenia prof. Słabka, który wykazał, że głównie tworzyła je kadra techniczno-inżynieryjna średniego szczebla i grupa wykwalifikowanych robotników. Oczywiście zarządzała nimi część dyrektorów i wicedyrektorów przedsiębiorstw, odnajdywali się tam ludzie średnich szczebli aparatu partyjnego, urzędów wojewódzkich itp. Ku prywatnemu sektorowi zwróciła się nie tylko stara nomenklatura, ale także nowa. Właściciele spółek bogacili się kosztem społeczeństwa, skala tego zjawiska jest już niemożliwa do zbadania.
Wróćmy do ustaw Balcerowicza. Jedna z nich znosiła bariery celne.
– Ta ustawa na pewno wpłynęła na poprawę zaopatrzenia rynku. Do Polski zaczęły napływać produkty spożywcze, np. masło z Finlandii, ale otwarcie granic sprawiło, że raptownie, bo aż o 50%, spadły dochody rolników. Tę politykę celną w stosunku do rynku spożywczego potem skorygowano, ale ile powstało szkód… Gwałtowne zniesienie barier celnych spowodowało zalanie rynku tanimi towarami z zagranicy, głównie z Azji, i upadek produkcji wielu przedsiębiorstw nieprzygotowanych na taką konkurencję. Równie radykalne otwarcie rynku trudno znaleźć w praktyce reform innych krajów.
A co dopiero powiedzieć o ustawie likwidującej PGR-y.
– Balcerowicz do dziś uważa, że decyzja była słuszna, ja natomiast, że to była decyzja bardzo dyskusyjna i bardzo wątpliwa. Społeczność popegeerowska była jedyną grupą, która nie dostała żadnej rekompensaty za cały proces restrukturyzacji i prywatyzacji. Załogi zakładów pracy dostały jakieś rekompensaty, choćby w akcjach, wynegocjowały sprawy zatrudnienia, a 500-tysięczne środowisko pracowników pegeerów – z rodzinami 2 mln ludzi – pozostało bez niczego. To była jedyna grupa społeczna w Polsce, która nie miała żadnej reprezentacji, żadna siła polityczna, z lewicą włącznie, za nią się nie ujmowała.
Nawet partia uchodząca za chłopską?
– Wtedy Polskie Stronnictwo Ludowe było zafiksowane na rodzinnych gospodarstwach. Poza tym nie tylko ono, ale i ekipa Balcerowicza głosiły, że restrukturyzacja pegeerów powinna zwiększyć obszarowość gospodarstw rolnych. Absurdalność tej tezy polegała na tym, że przecież ziemi, głównie z zachodu i północy Polski, nie można było przenieść do centralnej czy wschodniej części.

Największy skansen?

Jednym ruchem zlikwidowano pegeery, choć było wiadomo, że są różne, od mocno niedochodowych do dobrych.
– Wiedzieliśmy o tym, ale pamiętajmy, że to była już druga połowa 1991 r., znacznie zmieniła się sytuacja polityczna i może dlatego sprawa tych gospodarstw, jak sobie przypominam, nie wywołała głębszego sporu. Zarówno ludzie Solidarności, w tym rolniczej, jak i PSL powtarzali za Balcerowiczem, że pegeery to największy skansen gospodarki socjalistycznej, który trzeba było dotować. Nie mówili jednak, że w końcu lat 80. produktywność pegeerów była większa niż gospodarstw indywidualnych. A tak nawiasem mówiąc, czy dzisiaj rolnictwa się nie dotuje?
Wiedząc, co niosą reformy Balcerowicza, jak mogliście wy, członkowie klubu PZPR, a potem Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej, bezwarunkowo je poprzeć?
– Nie da się prosto odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Nie było tak, że nie mówiliśmy o ogromnych zagrożeniach planu Balcerowicza dla ludzi i gospodarki. Wystarczy sięgnąć do stenogramów sejmowych. W debacie nad nim np. Henryk Jużykiewicz mówił, że zostaną ograniczone fundusze własne przedsiębiorstw, a więc fundusze na inwestowanie. Teresa Czarnik-Sojka, stwierdzając, że operacja szybkiego wychodzenia z inflacji jest szczególnym zagrożeniem warunków życia kilku milionów rencistów i emerytów, pytała, czy rząd ma dostatecznie silne zabezpieczenie systemowe, które zapobiegnie spadkowi realnej wartości rent i emerytur. Jacek Kasprzyk zastanawiał się: „Jak rząd zamierza rozwiązać kwestię bezrobocia, które przede wszystkim obejmie ludzi młodych?”. Ja dopominałem się m.in. o rzeczową informację dotyczącą obniżenia realnego poziomu życia społeczeństwa w wyniku wdrożenia proponowanego programu. I jaka będzie dynamika postępujących rozwarstwień społecznych, w tym zakres wzrostu ubóstwa społecznego.
Powtórzę raz jeszcze: jak mogliście bezwarunkowo poprzeć ten plan?
– Dochodzimy do dwóch istotnych kwestii: samego Balcerowicza i jego ekipy oraz klubu PZPR.
Zacznijmy zatem od Balcerowicza.
– Nie można mówić o planie Balcerowicza, nie patrząc na jego osobowość. To człowiek cholernie zdeterminowany, o żelaznej dyscyplinie organizacyjnej, intelektualnej i o wyjątkowych zdolnościach organizowania zespołów ludzkich. Szczerze powiem, że drugiego takiego nie spotkałem, no może jeszcze Włodzimierz Cimoszewicz jest podobny. Gdy Balcerowicz wszedł na trybunę sejmową, miał klarowny przekaz, to, co mówił, było tak uargumentowane, że stawało się szalenie przekonujące. Jak wspomniałem, mieliśmy wiele dylematów, nie tylko zresztą członkowie naszego klubu zadali mnóstwo pytań. Balcerowicz i jego zespół, trzeba im to oddać, mieli ogromną zdolność racjonalnej polemiki, ich odpowiedzi na pytania i dylematy były jasne, toteż skłaniały do poparcia nawet tych kontrowersyjnych rozwiązań.
Ich wiarygodność podnosiło to, że wielu ludzi z jego ekipy znaliście, niektórych nawet dobrze.
– Może coś w tym jest, że to byli „nasi” ludzie. Prawie cała ekipa Balcerowicza: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło, Ryszard Pazura, Wojciech Misiąg, Adam Tański, Danuta Demianiuk, Marek Dąbrowski, Jerzy Koźmiński, to byli rzeczywiście ludzie doskonale nam znani. Jurka Koźmińskiego, notabene ucznia Balcerowicza, znałem jeszcze z czasów studenckich. Wielu z nich pracowało w Ministerstwie Finansów, tworząc ekipę Andrzeja Wróblewskiego. To, że Balcerowicz ich wziął, tylko dobrze o nim świadczy. Poza wspomnianymi współpracowali z nim niedawny minister Jan Rostowski, prof. Stanisław Gomułka i prof. Karol Lutkowski z SGPiS, akademicki nauczyciel Balcerowicza. Tenże prof. Gomułka, który był autorem pierwszego opracowania o przemianach gospodarczych, zarysu reform, był w swoim czasie doradcą ministra Wróblewskiego, który prowadził rozmowy z MFW w sprawie reform. Mówiąc o Gomułce, warto powiedzieć, że kiedy był u Wróblewskiego, zmiany przedstawiał w wymiarze ewolucyjnym, a kiedy stał się doradcą Balcerowicza, kwestie reform prezentował w wariancie radykalnym. Przykład Gomułki pokazuje, jak zmieniły się poglądy ludzi współtworzących reformy Rakowskiego i Balcerowicza.
Skoro tak wiele osób z gabinetu Rakowskiego współtworzyło reformy nowego rządu, można zakładać, że gdyby ów gabinet istniał dłużej, efekt jego działań byłby zbieżny z reformami Balcerowicza.
– To wielce prawdopodobne, ale terapii szokowej na pewno by nie było. Według założeń ekipy Rakowskiego, nowy ład ekonomiczny miał być budowany drogą ewolucyjną. Byłby większy pluralizm przekształceń własnościowych, znacznie mniej przedsiębiorstw państwowych zostałoby zlikwidowanych, koszty społeczne transformacji byłyby mniejsze, rozłożone w czasie. Jak by to jednak przebiegało, już nie sprawdzimy.

Trzecia droga

Zajmijmy się teraz klubem PZPR. Czy jego członkowie też przeszli taką zmianę poglądów jak współpracownicy Balcerowicza, a przedtem Wróblewskiego i Wilczka?
– Na postępowanie naszego klubu miało wpływ wiele czynników. Nie chcę powiedzieć, że składał się z działaczy PZPR drugiego czy trzeciego sortu, ale trzeba pamiętać, że w wyniku odrzucenia listy krajowej w Sejmie nie znaleźli się ludzie mający doświadczenie w zarządzaniu państwem, w grach politycznych. Nasi posłowie w tzw. Sejmie kontraktowym byli ludźmi niezwykle wartościowymi, osadzonymi w realiach swoich środowisk. Poza tym, podobnie jak członkowie wszystkich innych klubów sejmowych, mieli poczucie posłannictwa, przeświadczenie, że ratują płonący dom. Gdyby po raz wtóry przyszło mi głosować i miałbym ówczesną wiedzę, też podniósłbym rękę za planem Balcerowicza. Dlaczego poparłem ten plan? I nie tylko ja? Chcę wyraźnie powiedzieć, co jest najważniejsze – wtedy, wbrew temu, co dziś niektórzy mówią, nie było żadnego, powtarzam, żadnego alternatywnego operatywnego projektu dla planu Balcerowicza. Owszem, były uwagi, komentarze, zastrzeżenia różnych ekonomistów i publicystów, ale zwartego alternatywnego projektu nikt nie stworzył.
PZPR, która wtedy miała jeszcze ponad 2 mln członków, nie stać było na opracowanie socjaldemokratycznego programu?
– Nie tylko w sejmowym klubie PZPR rozmawialiśmy o potrzebie takiego planu, ale, brutalnie mówiąc, nie mieliśmy możliwości sformułowania alternatywnego projektu. W naszych umysłach kołatała wówczas koncepcja tzw. trzeciej drogi, tylko że nikt w środowisku lewicowym nie miał większego pojęcia, na czym miałaby ona polegać. W styczniu 1989 r. działająca przy premierze Rakowskim Rada Gospodarcza wysłała grupę studyjną do Szwecji, żeby bliżej poznać tamtejszy model – niezwykle restrykcyjnej gospodarki kapitalistycznej z socjaldemokratycznym podziałem dochodu. Wiem, że powstał bardzo obszerny dokument, ale nikt się nad tym studium nie pochylił. Mając na uwadze stan partii, będącej w rozkładzie, trudno powiedzieć, że nasz obóz polityczny – jedynie z pakietem propozycji z czasów rządu Rakowskiego – był zdolny stworzyć projekt, który odpowiadałby modelowi szwedzkiemu i równocześnie przystawał do naszej rzeczywistości, kraju w zapaści gospodarczej. Rozmawiamy 25 lat później, ale nawet gdybyśmy wtedy, w rzeczywistości politycznej 1989 r., przedłożyli taki alternatywny plan, nie miałby on żadnych szans powodzenia.
Dlatego ekipa Balcerowicza mogła liczyć na wasze poparcie?
– Klub PZPR miał wielu członków wywodzących się z zakładów pracy, którzy byli orędownikami zmian. Do takich osób z pewnością trzeba zaliczyć Barbarę Blidę. Rzeczowo polemizowała ona z ówczesnym ministrem budownictwa Aleksandrem Paszyńskim, za co zdobyła uznanie posłów OKP. To samo można powiedzieć o Marku Polu, Herbercie Gabrysiu czy Wiesławie Ziółkowskiej. Jak nikt inny mieliśmy świadomość wad odchodzącego systemu.
Na kogo ekipa Balcerowicza miała największe przełożenie?
– Gdybym miał bazować na tym, co dziś mówi Leszek Balcerowicz o kooperatywie z grupą posłów PZPR, to, używając współczesnego języka, lobbystami na rzecz jego planu byli w klubie Wiesław Kaczmarek i Józef Oleksy, będący zresztą z tej samej uczelni co ówczesny wicepremier. Nie można zapominać o roli Marcina Święcickiego, który znalazł się w ekipie Mazowieckiego, ani o ekonomiście z UW, prof. Andrzeju Wieczorkiewiczu.
To dzięki nim daliście się przekonać do kapitalizmu rodem z XIX w.?
– Po pierwsze, wtedy, w drugiej połowie 1989 r., nikt nie używał słowa kapitalizm. Ani prywatyzacja. Powszechnie posługiwano się określeniem społeczna gospodarka rynkowa. Leszek Balcerowicz mówił zaś: przemiany własnościowe, wolny rynek. A po drugie, i to trzeba brać pod uwagę, gdybyśmy wówczas głosowali przeciw, stanęlibyśmy niemal pod pręgierzem jako zwolennicy starego ustroju, przeciwnicy reform. Ale nie to decydowało o tym, że podnieśliśmy ręce za planem Balcerowicza. Poparliśmy ten pakiet ustaw, bo innego nie było.
Jeszcze jedna ważna kwestia: posłowie naszego klubu szanowali demokratyczny werdykt społeczeństwa, zależało nam na tym, by Polska weszła na drogę rozwoju. Boli mnie, że tak wielu ludzi znalazło się za burtą, że rządy lewicowe właściwie nie skorygowały tamtych ustaw. I za ten brak korekty planu Balcerowicza lewica płaci dziś wysoką cenę.
Chociaż pierwszy zapłacił Mazowiecki, przegrywając w wyborach z Wałęsą.
– A później Solidarność i ugrupowania, które z niej wyrosły.

Wydanie: 7/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy