Wiemy, o co walczymy

Wiemy, o co walczymy

Lewica to uznanie, że człowiek jest ważniejszy niż kapitał

Waldemar Witkowski – przewodniczący Unii Pracy, wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Wielkopolskiego, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu.

Pan chyba zna Barbarę Nowacką i Adriana Zandberga od dziecka?
– Od dziecka może nie, ale od bardzo dawna. Obydwoje działali w naszej młodzieżówce, Federacji Młodych Unii Pracy, byli w jej ścisłym kierownictwie i – co nie jest tajemnicą – blisko ze sobą współpracowali.

Zacznijmy od Adriana Zandberga. Jak go pan zapamiętał?
– Adrian od początku wyróżniał się radykalizmem. W czasie jednego z posiedzeń Rady Krajowej Unii Pracy złożył wniosek o zerwanie – w proteście przeciwko wysłaniu polskich wojsk do Iraku – koalicji rządowej z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Po burzliwej dyskusji wniosek Adriana poparła mniej więcej jedna trzecia głosujących, ja też znalazłem się w tym gronie. Uważałem wejście do Iraku za pozbawione sensu i sprzeczne z wartościami, które głosiliśmy. Wiedziałem, że jeśli chcemy budować lewicę i nie tracić zaufania młodych ludzi, lepiej wyjść z koalicji, a nie trwać w niej i czekać na agonię.

Dlaczego tamten wniosek przepadł?
– Większość członków kierownictwa Unii Pracy miała interesy związane z pełnieniem funkcji wynikających z udziału w koalicji, ja sam byłem wicewojewodą wielkopolskim i miałem nadzieję dotrwać na tym stanowisku do końca kadencji. Czas pokazał, że Zandberg miał rację: Polska postąpiła wbrew większości państw europejskich, przesłanki interwencji w Iraku zostały przez Amerykanów spreparowane, Irak wciąż spływa krwią.

To Zandberg miał rację, a Leszek Miller, który siedział w pierwszym rzędzie na Kongresie Lewicy, się mylił.
– Tak wyszło, choć w rządzie dwie osoby, w tym Marek Pol z Unii Pracy, miały inne zdanie niż premier. Miller tłumaczył na posiedzeniu Rady Ministrów, że po deklaracji prezydenta i ministra spraw zagranicznych na temat wysłania wojsk do Iraku nie mógł postąpić inaczej. Cokolwiek by mówić, historia pokazała, że to był błąd.

Adrian Zandberg wystąpił z Unii Pracy w 2005 r., a młodzieżówka, którą kierował, oderwała się od partii.
– Izabela Jaruga-Nowacka, m.in. z córką Barbarą Nowacką, wzięła udział w przygotowaniu nowego projektu politycznego – Unii Lewicy. Iza odeszła z Unii Pracy, bo choć była jej przewodniczącą, nie miała poparcia większości zarządu. Musiała konsultować swoje decyzje, czuła się skrępowana, w dodatku była krytykowana za to, że choć sprawuje urząd wicepremiera, nie ma konkretnej sfery odpowiedzialności. Jej Unia Lewicy próbowała budować lewicowy program, tworzyła ją część młodych działaczy Unii wrogo nastawionych do SLD. Mimo to nie odniosła sukcesu. W tamtym czasie na lewicy panował totalny chaos. Pogubiona Unia Pracy poszła do wyborów parlamentarnych w 2005 r. z Socjaldemokracją Polską Marka Borowskiego i wraz z nią poległa. Z kolei Izabela Jaruga-Nowacka dostała się do Sejmu z listy SLD. Wkrótce potem krytykowana zrezygnowała z kierowania Unią Lewicy. Gdy w 2007 r. przygotowywaliśmy się do wspólnego udziału w wyborach w ramach koalicji Lewica i Demokraci, Iza znalazła się jako niezależny kandydat na posła wspierana przez Aleksandra Kwaśniewskiego, dostała jedynkę na Pomorzu. Usprawiedliwiała swój sojusz z SLD w 2005 r.: polityk musi być skuteczny, a o skuteczności decyduje obecność w parlamencie. Start kandydatów UL na listach LiD z poparciem SLD doprowadził do trwałego zerwania Zandberga z Izą. Adrian skupił się na działalności w stowarzyszeniu Młodzi Socjaliści założonym przez część członków dawnej Federacji Młodych Unii Pracy.

W ubiegłym roku odniósł podwójny sukces: partia Razem uzyskała przeszło trzyprocentowe poparcie i udaremniła wejście do Sejmu starym działaczom SLD, których tak bardzo nie lubi.
– Bardziej jestem w stanie zrozumieć Adriana niż doświadczonych polityków Socjaldemokracji Polskiej, Polskiej Lewicy oraz Wolności i Równości, którzy chcieli podstawić nam nogę w ubiegłorocznych wyborach, zakładając konkurencyjny komitet Zjednoczonej Lewicy. Ostatecznie nie zebrali wystarczającej do rejestracji liczby podpisów i oznajmili, że w wyborach poprą Platformę Obywatelską… Może gdyby te ugrupowania zachowały się inaczej, lewica byłaby dziś w Sejmie. Cieszę się, że zreflektowały się po wyborach – wszystkie uczestniczyły w Kongresie Lewicy.

Czy wynik wyborczy Razem zaskoczył pana?
– Nie, ponieważ FMUP była bardzo sprawna organizacyjnie, urządziła wiele udanych akcji, potrafiła robić politykę na ulicy. Ale nigdy nie dbała o sprawy finansowe. I pewnie tak jest do dzisiaj. Stąd odrzucenie sprawozdania finansowego Razem.

Gdy Kongres Lewicy obradował w salach konferencyjnych Stadionu Narodowego, Adrian Zandberg wzywał tysiące protestujących w Warszawie nauczycieli do strajku.
– To akurat nie bardzo mi się podobało, bo przecież w 1998 r. wspólnie z młodzieżówką Unii Pracy prowadziliśmy akcję przeciwko tworzeniu powiatów i gimnazjów – o ile wiem, on jeszcze niedawno był ich przeciwnikiem. Rzecz jasna, Unia Pracy podobnie jak Związek Nauczycielstwa Polskiego jest przeciwna chaosowi w oświacie. W warszawskiej manifestacji uczestniczyła grupa członków Unii, m.in. Danuta Polak – członkini zarządu, była posłanka. Jednak męski głos często jest lepiej słyszalny niż kobiecy.

Nie wyobrażam sobie Zandberga siedzącego na Kongresie Lewicy obok fetowanego przez uczestników Millera.
– Ja sam czułem się w tej sytuacji nieswojo. Polityka bardzo zużywa ludzi, nawet tych, którzy odnieśli w niej sukces. Na Kongresie Lewicy przewidziano udział Millera w panelu dotyczącym przyszłości Unii Europejskiej, nie sądziłem, że odegra w nim tak istotną rolę. Dziennikarze głównie jego prosili o komentarze, przez co ludziom w całej Polsce SLD kojarzy się wciąż z Leszkiem Millerem. Wszystko, co powie, idzie na konto Sojuszu i współpracujących z nim partii, a to ostatnio nie zawsze służy lewicy.

Barbara Nowacka poszła inną drogą niż Adrian Zandberg – zdecydowała się na współpracę z SLD. Szkoda, że potencjał Zjednoczonej Lewicy, której była twarzą, został utracony po wyborach.
– To była bardzo trudna sytuacja. Młodzi działacze SLD przekonywali wiosną zeszłego roku, że mają bardzo dobre kontakty z Basią, ale ona postawiła warunek: wejdzie do koalicji, jeśli znajdzie się w niej miejsce dla Janusza Palikota. Ona jest przecież współprzewodniczącą Twojego Ruchu. Udział Palikota utrudnił poszerzenie Zjednoczonej Lewicy, wywołał też ferment w niej samej. Dla wielu działaczy Palikot był po prostu niestrawny, w dodatku jego poglądy na różne kwestie społeczne i gospodarcze stały w jaskrawej sprzeczności z programem koalicji. Najgorsze, że wyborcy otrzymali kompletnie niespójny i nieczytelny przekaz, zachodzili w głowę, jak to możliwe, że Miller i Palikot, którzy przez ponad trzy lata opluwali się w Sejmie i mediach, idą razem do wyborów. Tego nie dało się wytłumaczyć na spotkaniach wyborczych.

Jednak Barbara Nowacka ma inną wrażliwość społeczną niż Janusz Palikot.
– Oczywiście! Doceniam jej wysiłek przed wyborami i wynik, jaki uzyskała w Warszawie.

Jak pan ją zapamiętał z okresu działalności w Unii Pracy?
– Po raz pierwszy zwróciłem na nią uwagę w 1999 r. Basia przekonywała młodzieżówkę, by kandydatem Unii Pracy na prezydenta została związana z naszą partią kobieta. Pamiętajmy, że Unia w wyborach parlamentarnych w 1993 i 1997 r. startowała samodzielnie, a w wyborach prezydenckich w 1995 r. wystawiła własnego kandydata. Jednak doszło do zgrzytu, gdyż w partii zachowanie Basi odebrano jako lansowanie własnej matki. Wystawienie odrębnego kandydata na prezydenta kłóciło się z koncepcją drzewa oliwnego rzuconą przez Aleksandra Małachowskiego. Jej istota zawierała się w haśle: nie ma wroga na lewicy. Na konwencji Unii Pracy w czerwcu 2000 r. – doszło do niej jeszcze przed konwencją SLD – nasza partia w wyniku wewnętrznego referendum poparła kandydaturę Aleksandra Kwaśniewskiego. To otwierało nam drogę do koalicji wyborczej w wyborach parlamentarnych w 2001 r.

Barbara Nowacka odniosła największy sukces w polityce pozaparlamentarnej lewicy w ostatnim roku – myślę o akcji Ratujmy Kobiety przeprowadzonej przez stowarzyszenie Inicjatywa Polska, którym kieruje. Nawet w sprawie obrony kobiet lewica nie potrafi się dogadać. SLD zbiera podpisy pod referendum dotyczącym rozszerzenia prawa do aborcji, Razem rzuciło hasło czarnego protestu.
– Czarny protest był ponadpartyjny, w Poznaniu wielotysięczną manifestację organizowała m.in. Aleksandra Sołtysiak-Łuczak, feministka, która była w Federacji Młodych Unii Pracy, ale nie jest członkinią Razem. Po tym jak w Sejmie przepadł projekt ustawy przedstawionej przez Basię, pomysł referendum trudno uznać za konkurencyjny. Zyskał on nową dynamikę. Początkowo była to rzeczywiście akcja SLD, ale zbieranie podpisów szło opornie. W końcu września powołano obywatelski Otwarty Komitet Referendalny, w skład którego weszła grupa partii i stowarzyszeń. Żałuję, że nie należą do niego Inicjatywa Polska i Razem. Niemniej jednak zebraliśmy już ćwierć miliona podpisów, przekażemy je do Sejmu, gdy zgromadzimy pół miliona. Wtedy posłom trudniej będzie uzasadnić odrzucenie inicjatywy referendum.

Nie podoba mi się plakat propagujący inicjatywę referendalną, na którym umieszczono wieszak. To przecież znak rozpoznawczy akcji Ratujmy Kobiety.
– Inicjatywa Polska nie jest partią polityczną, lecz stowarzyszeniem. Jego członkami są także osoby należące do partii politycznych. Nie widzę tu zasadniczej sprzeczności.

Jednak Barbara Nowacka i jej zaplecze złożone głównie z byłych członków SLD z jednej strony odcina się od Sojuszu, a z drugiej zapowiada samodzielny start w wyborach samorządowych. To już polityka.
– W IP jest m.in. grupa byłych młodych działaczy SLD z Poznania. Chciałbym wierzyć w ich uczciwość i ideowość, lecz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niektóre osoby na lewicy przyzwyczaiły się do wygodnego życia i szukają wszelkich możliwości sprawienia, by ten stan trwał wiecznie. Muszą jednak pamiętać, że to partie są predysponowane do startu do sejmików województw, a bez zdobycia mandatów w sejmikach trudno osiągnąć zakładane cele.

Przypomina pan sobie akcję zbierania podpisów za referendum w sprawie aborcji w 1992 r.?
– Tego nie da się zapomnieć, bo na bazie akcji referendalnej powstała Unia Pracy, budowanie jej struktur w dużym stopniu opierało się na ruchach kobiecych.

Podobno zebrano wtedy 1,7 mln podpisów.
– Teraz jest znacznie trudniej, ludzie boją się ujawniać PESEL, nieprawdopodobnie wzrosła presja zewnętrzna, szczególnie ze strony Kościoła katolickiego, który łamie kolejne granice świeckości państwa. Unia Pracy od początku występuje w obronie świeckości instytucji publicznych, domagamy się usunięcia nauczania religii ze szkół. Jako ojciec ośmioipółletniej córki przekonałem się, że dobrowolność nauki religii jest fikcją.

Unia Pracy w czasach swojej świetności miała opinię partii wrażliwszej społecznie niż SLD.
– W 2004 r. Sejm na nasz wniosek uchwalił czwartą, 50-procentową stawkę podatkową obejmującą dochody powyżej 600 tys. zł rocznie. Zwróciliśmy się do Aleksandra Kwaśniewskiego o podpisanie nowelizacji, jednak prezydent – zgodnie z życzeniem rządu Marka Belki – skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Do dziś żałuję, że ważna z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej ustawa nie weszła w życie.

O co jeszcze się upominacie?
– Mamy wiele propozycji programowych, choćby wprowadzenie płacy minimalnej na poziomie 50% średniego wynagrodzenia i powrót do spółdzielczego budownictwa lokatorskiego, systemu podobnego do tego, jaki obowiązywał w latach 70. Moim zdaniem mieszkanie nie powinno być traktowane jak każdy inny towar, nie wolno myśleć o nim w kategoriach zysku. Dostępność mieszkań może zapobiec wyjazdowi za granicę kolejnych tysięcy młodych Polaków. Chcemy też wspierać proces odbudowy przemysłu i nowoczesnych technologii.

Czym właściwie jest dla pana lewica?
– Lewica to przede wszystkim uznanie, że człowiek jest ważniejszy niż kapitał. Unia Pracy przedstawia koncepcje państwa socjalnego. W kuluarach kongresu zastanawialiśmy się, jakie pojęcie trafniej oddaje nasze dążenia: lewica czy socjalizm. Uważam, że zupełnie niepotrzebnie wstydzimy się pojęcia socjalizm, bo ono opisuje ideał, do którego zmierzamy.

Trochę mnie irytowało, że w czasie kongresu „grupa trzymająca mikrofon” nie oddała go zwykłym uczestnikom, którzy tak licznie zjechali z całej Polski.
– Mogli oni się wypowiedzieć w czasie paneli, część wspólna kongresu miała mieć inną dynamikę, niestety została zakłócona przez brak dyscypliny wielu oratorów, którzy przemawiali znacznie dłużej niż ustalone trzy minuty.

Może następny Kongres Lewicy powinien być poprzedzony kongresami lokalnymi – w powiatach, miastach, województwach. Im niżej, tym łatwiej się dogadać.
– To dobry pomysł. Żałuję, że nasz kongres słabo przebił się do mediów, a przekaz dnia został zdominowany przez protest nauczycieli i wybory prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Czy nadejdzie czas wspólnej platformy lewicy, gdzie spotkają się m.in. Waldemar Witkowski, Barbara Nowacka i Adrian Zandberg?
– Zawsze sprzyjaliśmy integrowaniu się lewicy. W przyszłym roku będziemy obchodzić 25-lecie Unii Pracy, to dobra okazja, by zaprosić na uroczystości wszystkie osoby działające kiedyś w naszej partii. Zobaczymy, co da się zrobić.

Wydanie: 48/2016

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. neoneoarch
    neoneoarch 30 listopada, 2016, 16:30

    A na co robotnikom pieniądze? Przecież wszystko wytwarza burżuazja!!! Oni wogóle nie muszą zatrudniać robotników, by być bogatymi!!! Oni jak płacą robotnikom to tylko z miłości do rodzaju ludzkiego !!! Dlatego robotnicy powinni być szczęśliwi , że wogóle pracują!!! Robotnikom nic sie nie należy! Dlatego też robotnicy uciekają z Polski – kraju komunistycznego – na Zachód , gdzie wogóle nie ma państwa opiekuńczego, związkow zawodowych oraz płacy minimalnej. Tam nie żadnych mrzonek , tam robotnicy nie mają żadnych praw!!!

    Odpowiedz na ten komentarz
    • neoneoarch
      neoneoarch 1 grudnia, 2016, 13:31

      Unia Pracy to komunistyczna organizacja – jej żadne pieniądze nie są potrzebne!!! Oni chcą wszystkich robotników to gułagów wysłać – bo to są komuniści przecież. Ty również komunistą jesteś!!!
      Robotnicy wszystko zawdzięczają , ciężko pracującej burżuazji!!! O czym ty piszesz!!! Burżuazja bardzo ciężko pracuje! Jesteś groźnym komunistą !!!
      Na zgniłym Zachodzie robotnicy mają prawa bo tam nie ma komunizmu i burżuazja jest doceniana !!! No ale tacy komuniści jak ty chcą to zniszczyć!!!!

      Odpowiedz na ten komentarz
      • neoneoarch
        neoneoarch 1 grudnia, 2016, 17:19

        A na co Unii Pracy pieniądze? Przecież robotnicy z radością tyrają za darmo. Unia Pracy w ogóle nie musi mieć pieniędzy, Unia Pracy samą miłością do rodzaju ludzkiego uszczęśliwi świat, szczególnie klasę robotniczą.

        Burżuje w ogóle nie pracują: jedzą, piją, lulki palą. Wszystko mają z kradzieży. Dlaczego jednak na zgniłym Zachodzie robotnicy mają prawa, jakich nie mieli w komunistycznym raju?

        Odpowiedz na ten komentarz
  2. neoneoarch
    neoneoarch 1 grudnia, 2016, 18:19

    A czy Unia Pracy ma fabrykę pieniędzy? Dodrukują? Pożyczyczą? Ukradną tym, co tyrają? Już raz to w Polsce ćwiczono ze znanym skutkiem: robotnicy woleli zgniły kapitalizm i burżuazję i nawet dziś wieją z Polski do burżujów na krwiożerczym Zachodzie. Głoście, głoście swe mrzonki, robotnicy już was olew… od lat, zawsze przegrywacie w wyborach. Robotnicy ola… nawet SLD, to wam się uda? Bo robotnicy zawsze opowiadali się za kapitalistami , a nie Unią Pracy !!!!

    Odpowiedz na ten komentarz
    • neoneoarch
      neoneoarch 1 grudnia, 2016, 21:15

      Robotnicy dostali lulki od miłościwych kapitalistów na Zachodzie – mimo , iż olewali. Nie muszą tyrać – bo lulki im na wszystko wystarczą. Mimo to nadal chcą być Unią Pracy. To robotnicy są na maksimum – kapitaliści za to na Zachodzie mają minimalną, mimo , iż wykonują całą pracę.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • neoneoarch
        neoneoarch 2 grudnia, 2016, 15:42

        Ja stwierdza, iż potwierdziłeś to co zaprzeczyłeś gdy ja potwierdzałem to co wcześniej zaprzeczałeś przeciwko temu czamu ja potwierdzałem gdy zaprzeczałeś to co potwierdzałeś gdy zaprzeczałem ciebie gdy ty zaprzeczałeś to co ja potwierdzałem.

        Odpowiedz na ten komentarz
  3. neoneoarch
    neoneoarch 2 grudnia, 2016, 21:18

    UNIA BURŻUAZYJNA ZWYCIĘŻYŁA NAD UNIĄ PRACY PONIEWAŻ NIE DODRUKOWAŁA PIENIĘDZY!!!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy