Dwa lata w Brukseli

Dwa lata w Brukseli

W Parlamencie Europejskim dyskusje są zdecydowanie bardziej merytoryczne niż w Sejmie

Wojciech Olejniczak, eurodeputowany, SLD

Niebawem miną dwa lata od czasu, kiedy został pan wybrany do Parlamentu Europejskiego. Jakie różnice dostrzega pan w porównaniu z polskim Sejmem?

– W Parlamencie Europejskim dyskusje są zdecydowanie bardziej merytoryczne. Szczególnie na posiedzeniach komisji. Jest znacznie mniej agresji i prób szukania taniego poklasku czy zaistnienia w mediach chociażby na pięć sekund. Oczywiście w polskim Sejmie wielu posłów nieznanych szerszej opinii publicznej pracuje merytorycznie. Jest jednak liczna grupa, która w drodze od jednej kamery do drugiej skupia się na wymyślaniu zgrabnych bon motów. W Parlamencie Europejskim czas pomiędzy obradami komisji czy spotkaniami grup politycznych poseł spędza w swoim biurze i wymyśla nie bon moty, ale poprawki do różnych aktów prawnych, nad którymi pracuje.

Na czym skupiał się pan przez te dwa lata pracy w PE?

– Pracuję w dwóch komisjach: Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Komisji Rozwoju Regionalnego. Wydatki na rolnictwo to 42% budżetu Unii. W latach 70. było to aż 80% budżetu. Ale wówczas Parlament Europejski miał niewiele do powiedzenia w sprawie Wspólnej Polityki Rolnej. Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego to się zmieniło. Komisja Rozwoju Regionalnego zajmuje się polityką spójności. Czyli inwestycjami, które powodują, że Polacy gołym okiem widzą korzyści z członkostwa w Unii. Nowe drogi, mosty, oczyszczalnie ścieków, linie kolejowe – to właśnie rozwój regionalny. Co i gdzie budować w pierwszej kolejności? Jakie wybrać priorytety? Tym zajmuje się Komisja Rozwoju Regionalnego.

Według jakiego klucza będą dzielone te pieniądze?

– Dyskusje trwają. Jedną z koncepcji reformy polityki regionalnej są tzw. makroregiony, czyli obszary kilku państw wydzielone na zasadach geograficznych. Prezydencja węgierska np. obecnie szczególnie przykłada wagę do rozwoju makroregionu dunajskiego, obejmującego wszystkie państwa naddunajskie. Ja z kolei przygotowałem sprawozdanie dotyczące rozwoju Regionu Morza Bałtyckiego. Mamy tutaj cztery priorytety: ochrona środowiska, bezpieczeństwo, dobrobyt i wzrost dostępności i atrakcyjności regionu. Strategia dotyczy nie tylko wybrzeża, lecz także całego kraju. Dlatego nie tylko Gdańsk dostał 121 mln euro na oczyszczalnie, ale również Warszawa (585 mln euro) czy też Bydgoszcz (201 mln euro). Strategia Rozwoju Regionu Morza Bałtyckiego to także wielkie inwestycje komunikacyjne: drogowa Via Baltica i kolejowa Rail Baltica (łączące Polskę z republikami bałtyckimi i Finlandią), a także autostrada i linia kolejowa Gdańsk-Brno/Bratysława-Wiedeń. W ramach tych projektów realizowane są np. autostradowe i kolejowe połączenia Gdańsk-Warszawa. Ale Strategia Rozwoju Regionu Morza Bałtyckiego to nie tylko infrastruktura. Na przykład Polska wspólnie ze Szwecją koordynują działanie „Wykorzystanie pełnego potencjału regionu na polu badań i innowacji”.

Dzisiaj UE odchodzi od inwestycji w infrastrukturę na rzecz inwestycji w innowacyjną gospodarkę.

– Tak, rozwój Unii definiuje strategia rozwoju „Europa 2020”, która zastąpiła strategię lizbońską. Mówi ona o rozwoju inteligentnym, zrównoważonym i sprzyjającym włączeniu społecznemu. Podpisuję się pod tymi celami. Wielu polityków w Polsce inwestowanie w badania naukowe, innowacje i nowe technologie uważa za zagrożenie. Ja wolałbym, abyśmy traktowali ten zwrot jako szansę i wspólnie zastanawiali się, jak ją wykorzystać. Skok dotyczący infrastruktury zostanie przez Polskę niebawem dokończony. Teraz musimy myśleć już o drugim skoku rozwojowym, który umożliwi tworzenie w Polsce naprawdę dobrych miejsc pracy.

Wydaje się, że najlepsze miejsca pracy po wejściu Polski do UE są w rolnictwie. Nikt tak nie zyskał na wejściu do Unii jak rolnicy.

– Sprawa jest złożona. Mieszkańcy obszarów wiejskich (nie tylko rolnicy) cały czas mają najniższe dochody, kiepski dostęp do edukacji i służby zdrowia czy chociażby do internetu. Z drugiej strony, widzimy długo wyczekiwane procesy w rolnictwie, jak chociażby intensyfikacja i koncentracja produkcji. To cieszy. Ale na wsi jest jeszcze wiele do zrobienia. Szczególnie jeśli chodzi o wyrównywanie różnic w jakości życia między mieszkańcami wsi i miast.

W jaki sposób UE może w tym pomóc?

– Środki finansowe są i będą. Powinniśmy się dzisiaj zastanowić, jak mądrze je podzielić, tak żeby odpowiadały współczesnym wyzwaniom. Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 to 69 mld zł. Z tej kwoty 14 mld zł przeznaczono na poprawę jakości życia na obszarach wiejskich. Resztę w większości na wsparcie dla produkcji. Gdy Polska wstępowała do UE, taki podział środków był racjonalny. Dzisiaj sytuacja nie jest taka sama, przed Polską stoją inne wyzwania. Dlatego powinniśmy inwestować w wiejskie szkoły, przedszkola, żłobki, biblioteki, domy kultury, obiekty sportowe itp. A także wspierać unowocześnienie gospodarstw.

Co z dopłatami bezpośrednimi?

– W nowej Wspólnej Polityce Rolnej dotacje powinny być przyznawane do hektara uprawianej ziemi. Płatność tego typu powinna być przyznawana wszystkim rolnikom, którzy podpiszą kontrakt na zarządzanie i utrzymanie obszaru rolnego z ustalonym z góry pułapem. W proponowanym przez lewicę systemie rolnik otrzymywałby płatności w zamian za dostarczanie określonych usług. Usługi te są obecnie rozumiane w sposób szeroki. Mieści się w tym pojęciu m.in.: dostarczanie konsumentom wysokiej jakości żywności, ochrona bioróżnorodności, ochrona środowiska zwierzęcego i dzikiej fauny, zarządzanie zasobami wodnymi, ochrona przed erozją oraz tworzenie atrakcyjnych krajobrazów. Rolnik dostarczający usługi nie musiałby być w tej sytuacji właścicielem ziemi, którą uprawia. W taki sposób Wspólną Politykę Rolną chcą zreformować europejscy socjaliści. Czy nasza wizja zwycięży? Wszystko zdecyduje się w tej kadencji Parlamentu Europejskiego. Na pewno będę walczył o to, aby polscy rolnicy mieli możliwość skutecznego konkurowania z rolnikami z innych państw Unii.

W jaki sposób przybliża pan Unię Polakom?

– Staram się, i to na kilku poziomach. Z jednej strony, zorganizowałem już kilka konkursów wiedzy o Unii, których laureaci z Warszawy i Mazowsza odwiedzili Brukselę i PE. Z drugiej strony, miałem zaszczyt gościć delegację profesorów ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, którzy mieli możliwość spotkania się z najważniejszymi brukselskimi urzędnikami i specjalistami w dziedzinie rolnictwa i gospodarki. Jestem przekonany, że te wizyty przyniosą nam wszystkim wymierne korzyści.

Wydanie: 17-18/2011

Kategorie: Wywiady
Tagi: Marek Polak

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy