To dopiero początek ataku

To dopiero początek ataku

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa

Kilka miesięcy temu znajomy przekazał mi rozmowę z ludźmi z PiS, którzy radzili, żebym nie startował w wyborach, bo zniszczą mnie i moją rodzinę

– Będzie się pan domagał, żeby do końca wyjaśnić sprawę ewentualnych podsłuchów, które prokuratura chciała panu założyć?
– Będę chciał poznać prawdę, aż do bólu. Zwróciłem się już do prokuratury o wyjaśnienie, czy i kto chciał podsłuchiwać prezydenta miasta. Wystąpiłem też z wnioskiem o wszczęcie postępowania karnego w sprawie wypowiedzi ministra Ziobry, który znieważył mnie, stawiając na równi z bandytami i przestępcami.

– Mówił pan dziennikarzom, że już wcześniej, od paru miesięcy otrzymywał pan sygnały, że szuka się na pana haków… Od kogo były te sygnały?
– Oświadczenia ludzi, którzy mnie ostrzegali, żebym uważał, nie rozmawiał przez telefon, upublicznię, jeśli będzie trzeba. Poznałem relacje osób przesłuchiwanych i pytanych o to, czy „czegoś nie mają na Majchrowskiego”. Zachowałem też anonimowe listy z ostrzeżeniami, jakie dostawałem. Dlaczego je lekceważyłem? Bo nie zdawałem sobie do końca sprawy, do jak bezpardonowej walki zdolni są politycy z najwyższych półek władzy.

– Wierzy pan, że powstanie komisja śledcza, która wyjaśni sprawę krakowskich podsłuchów?
– Nie powstanie. Ale nie z powodów, o których mówiłem wcześniej. Nie leży to w interesie partyjnym ani PiS, ani PO. Nie dopuszczą do tego. Z publicznych wypowiedzi Jana Rokity przykładowo wynika, że jest zainteresowany wyjaśnieniem wykorzystywania prokuratury w kampanii wyborczej w Krakowie jedynie w przypadku kandydata PO. PiS i PO nie interesują procesy, procedury, tylko swoi ludzie.

– Jak pan ocenia zachowanie prokuratury? Czy ona sama z siebie jest gorliwa, czy też jej działania to efekt politycznego podporządkowania?
– To nie jest pytanie za 100 punktów. Wyraźnie widać, że prokuratura jest narzędziem, a gorliwe zainteresowanie tymi, a nie innymi sprawami i ludźmi jest sterowane, zgodnie z potrzebą chwili.

– I tak jest w Krakowie?
– Mam prawo przypuszczać, że może też tak być.

– Nie czuje się pan w gorszej sytuacji? Ziobro może chodzić od telewizji do telewizji i może mówić, co chce. Pan nie ma takich możliwości.
– Czuję się poszkodowany, ale nie mam większego wpływu na całą sytuację. Podobne były mechanizmy powstania faszyzmu. Rodził się przez opanowanie środków masowego przekazu czy też organów ścigania. I proszę spojrzeć, jak jest dziś: zapraszany do telewizji jest ten, a nie ktoś inny, ktoś może mówić, co chce, ktoś inny nie, w tej sprawie zarządzamy wielkie śledztwo, ale w innej nie trzeba.

– Nie obawia się pan eskalacji tej polityki?
– To dopiero początek zmasowanego ataku na samorządy, zmierzający do zlikwidowania samorządności, obsadzenia tego szczebla tylko „swojakami”. Czy zdaje pan sobie sprawę, jakie tego efekty będą za kilka lat? Proszę spojrzeć na ostatni przypadek potraktowania Emila Wąsacza. W sumie porządnego człowieka chcą za wszelką cenę oskarżyć o podejmowanie decyzji, do których podejmowania nie był przygotowany. Nie pamiętam, czy był chórzystą, czy uczył religii…

– Uczył o życiu w rodzinie katolickiej.
– W rządzie Jerzego Buzka podejmował decyzje jako minister skarbu. Rozstrzygał w swoim sumieniu, ale w oderwaniu od znajomości procesu biznesowego. Teraz jest podobnie, mianowani są ludzie bez doświadczenia, bez przygotowania, ze złamaniem wszystkich procedur i zasad.

– Pan uważa, że trzeba się temu przeciwstawić?
– Trzeba mówić. Spodobało mi się zachowanie dziennikarzy publicznego Radia Merkury z Poznania. Potrafili powiedzieć „nie” na mianowanie na stanowisko nieprzygotowanego do pracy w radiu działacza politycznego. Z drugiej strony jest też grupa dziennikarzy służalczych wobec władzy.

– A ludzie w to wierzą, w te wszystkie oskarżenia?
– Mogę powiedzieć o reakcjach zwyczajnych ludzi, z którymi spotykam się, przechodząc przez miasto. Wiele razy usłyszałem: niech pan się trzyma, panie prezydencie.

– Nie obawia się pan, że uderzą w pana rodzinę, znajomych? Sam pan mówił, że spodziewa się wszystkiego.
– Kilka miesięcy wcześniej mój znajomy przekazał mi rozmowę z ludźmi z PiS, którzy za jego pośrednictwem radzili, żebym nie startował w wyborach, bo zniszczą moje życie zawodowe, rodzinne. Mnie zniszczą. Mam świadomość, że mogą się do tego posunąć. Ale ja się nie wycofam. Nie chcę, żeby moje dzieci i wnuki obudziły się w państwie policyjnym. Jestem im to winien, i nie tylko im.

– W sprawie nadbudowy kamienicy na ul. Szerokiej i Rynku Głównego prokuratura twierdzi, że podejrzani są urzędnicy.
– Jeżeli urzędnicy popełnili przestępstwo, to istnieje odpowiedzialność za błąd, popełniony przez nich. Badaniem błędów w postępowaniu administracyjnym zajmują się wojewoda i samorządowe kolegium odwoławcze. Prokuratura ma ścigać przestępstwa. Tymczasem w sprawie kamienicy przy Szerokiej zamiast normalnej procedury administracyjnej uruchomiono prokuraturę. Czyli wszystko wolno. Bo jak inaczej nazwać czteromiesięczny areszt dla człowieka bez postawienia zarzutów? Jak nazwać oskarżenie architekta, który zaprojektował na podstawie założeń i wytycznych wojewódzkiego konserwatora zabytków? Mówi się, że podniesiono budynek o 60 cm, ale nie słyszałem, żeby ktoś dopowiedział, że było to wynikiem zaleceń konserwatorskich, wynikających z konieczności ochrony elementów zabytkowej kamienicy.

– A sprawa Rynku Głównego?
– W sprawie remontu i modernizacji Rynku Głównego moim przeciwnikom chodzi o wykazanie, że w Krakowie nic dobrze nie zostało zrobione, a jeżeli już, to z naruszeniem prawa. Taka jest prawda, a wszystkie inne opowieści o Rynku to bajka o smoku wawelskim.

– Jak będzie przebiegała kampania wyborcza? Może teraz – po informacjach o podsłuchach – mniej będzie napaści?
– Nie mam żadnych złudzeń, że kampanię będzie można prowadzić spokojnie. Wręcz przeciwnie. Teraz nadchodzi czas na udowadnianie, za wszelką cenę i wszelkimi metodami, że mieli rację.

 

Wydanie: 39/2006

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy