Gest ma siłę

Gest ma siłę

19-latek z Lęborka podbija rynek aplikacji Mateusz Mach – twórca Five, pierwszej na świecie aplikacji umożliwiającej osobom z wadami słuchu komunikowanie się na odległość za pomocą przesyłania gestów w języku migowym. Prezes i właściciel firmy Five App, wycenianej na ponad 1 mln zł. Obecnie studiuje ekonomię na New York University w Abu Zabi. Masz 19 lat, a stworzyłeś unikatową aplikację, która umożliwia przesyłanie sygnałów w postaci gestów. Kiedy zdążyłeś się tego nauczyć? – Programowanie, a może raczej kodowanie, bo kodowanie jest prostsze, zacząłem w czwartej klasie podstawówki. Pamiętam mojego ówczesnego nauczyciela od informatyki – nigdy nie miałem tak dobrego nauczyciela i sporo mu zawdzięczam. Natomiast później, w gimnazjum i liceum, większość czasu, który normalnie poświęcalibyśmy na lekcje informatyki, traciliśmy na gry i nie robiliśmy nic produktywnego. Dlatego starałem się rozwijać umiejętności na własną rękę, więc już w gimnazjum nauczyłem się programować. Byłeś kujonem? – Tak, ale tylko do liceum. Skąd u ciebie takie zacięcie do programowania? – Zawsze byłem pod wrażeniem profesjonalizmu, z jakim przygotowano gry, których byłem i wciąż jestem fanem. Mówię tu np. o serii GTA. Zawsze chciałem tworzyć coś na podobnym poziomie. Zacząłeś więc przygodę z biznesem. – Biznes sam w sobie nie był i nigdy nie będzie dla mnie najważniejszy. Moja obecność w tym świecie sprowadza się do chęci tworzenia dobrych produktów. Aplikacja Five nie jest moim pierwszym projektem. Pierwsze dwa, fora internetowe, były bardzo proste. Trzecim była platforma dla blogerów, a czwartym już aplikacja Five, początkowo też niespecjalnie wyszukana. Najpierw był hip-hop Ale żeby stworzyć coś ciekawego, trzeba mieć pomysł. – Za każdym razem, kiedy ktoś mnie pyta o pomysł, podkreślam, że wszystko zaczęło się od zainteresowania hip-hopem, a w szczególności bogatą gestykulacją towarzyszącą muzyce. Inspirowałem się gestami East Coast, West Coast, charakterystycznymi dla raperów ze Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża. Właśnie przesyłanie takich werbalnych wiadomości było początkowym zamysłem. Chciałem też umożliwić użytkownikom przesyłanie sygnałów opartych na modelu dłoni. Pojawiało się coraz więcej aplikacji, dzięki którym mogli udostępniać grafikę, emotikony, naklejki, ale nie było niczego ściśle związanego z gestami. To miała być zatem ciekawostka? – Tak, po części tak. Ale też swego rodzaju rozgrzewka – produkt, dzięki któremu mogłem poćwiczyć i sprawdzić swoje umiejętności. Pierwsza wersja aplikacji była bardzo prosta. W sumie to niesamowite, jak bardzo prosta… Zdawałem sobie z tego sprawę i mogłem co najwyżej (jeśli w ogóle) liczyć na jakieś drobne sukcesy zaraz po premierze. Jednocześnie myślałem, że to się zaraz skończy. A koledzy – jak patrzyli na twoje zainteresowania, a później sukcesy? – Na początku nikt tego nie zauważał. W gimnazjum nikt nie wiedział, że większość czasu wolnego poświęcałem, oprócz pływania, na tworzenie pierwszych projektów. Kiedy wyszło Five, wszystko się zmieniło. Reakcje znajomych były bardzo pozytywne. Może nawet za bardzo. A kiedy okazało się, że zainteresowanie jest znacznie szersze? – Żeby to dobrze wytłumaczyć, muszę wrócić do mojego wcześniejszego pomysłu, czyli Sageparku, platformy blogowej dla osób zainteresowanych pisaniem artykułów i tekstów na tematy technologiczne. Dość szybko, bo po jakichś trzech miesiącach od stworzenia, udało mi się zgromadzić w Sageparku bazę ok. 10 tys. użytkowników. Dzięki temu odezwali się do mnie pierwsi inwestorzy, którzy chcieli wesprzeć mnie finansowo. Podobna platforma rozwijała się jednak znacznie szybciej w Stanach Zjednoczonych, więc konkurencja była zbyt duża. Zaproponowałem inwestorom, żeby współpracowali ze mną przy nowym pomyśle – aplikacji Five. Pozyskałem wtedy swojego obecnego inwestora – Piotra Polańskiego i to dzięki niemu byłem w stanie przeprowadzić minikampanię marketingową aplikacji. Opierała się głównie na platformach – Facebooku, Google’u czy gadżetach. Mogliśmy również zdecydować się na współpracę z Blakiem Windem. Czy to kolejny inwestor? – Nie, obecnie w mojej firmie zarządza działem marketingu. Blake jest osobą niepełnosprawną. W Stanach utrzymywał się z nauczania angielskiego online. Jego największym marzeniem było przyjechać do Polski, jednak z powodu ograniczonych funduszy i ojca, który niekoniecznie chce mu na ten wyjazd pozwolić, do tej pory wstrzymuje się z decyzją. Pewnego dnia napisał

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 49/2016

Kategorie: Wywiady