Bardzo skromni innowatorzy

Bardzo skromni innowatorzy

Największymi beneficjentami unijnej pomocy dla Polski w latach 2007-2013 okazały się nie polskie firmy, lecz duże koncerny zagraniczne

Na początku czerwca br. amerykańska komisja ds. handlu międzynarodowego (ITC) nałożyła na koncern Apple zakaz sprzedaży na terenie USA niektórych modeli smartfonów – iPhone 3, iPhone 3Gs i iPhone 4 i oraz tabletów – iPad 3G i iPad 2 3G, uznając, że firma z Cupertino naruszyła patenty należące do jej południowokoreańskiego konkurenta Samsunga. Na reakcję amerykańskiej administracji nie trzeba było długo czekać. 3 sierpnia prezydent Barack Obama uchylił decyzję ITC, biorąc pod uwagę jej wpływ na konkurencyjność amerykańskiej gospodarki. Samsung może teraz dochodzić swoich praw na drodze sądowej. Ameryka dba o interesy swoich firm, nawet jeśli oznacza to przyzwolenie na kradzież.

Dobre dla Niemców,
my wolimy Włochów

Pod koniec stycznia br. gruchnęła wiadomość, że spółka PKP InterCity ma problem z domknięciem wartej 2,7 mld zł transakcji na zakup 20 pociągów Pendolino, produkowanych we Włoszech przez koncern Alstom. Kolejarze liczyli, że połowę kasy – czyli grubo ponad miliard złotych – wyłoży Unia, a drugą połowę pożyczy im Europejski Bank Inwestycyjny. Spłatę kredytu miał gwarantować rząd, bo polska firma – delikatnie mówiąc – do najbardziej wiarygodnych nie należy.
Niestety Komisja Europejska uznała, że na ten deal wyłoży nie 50%, a jedynie 23% kasy. Co zmusiło szefostwo InterCity do szukania dodatkowych źródeł gotówki. Wszak Pendolino to sztandarowy zakup kolejarzy III RP.
Pikanterii sprawie dodawał fakt, że w Bydgoszczy mieści się spółka Pojazdy Szynowe PESA Bydgoszcz SA, która bez wysiłku mogłaby zapewnić PKP InterCity nowoczesny tabor. I to o 30% taniej. Tak się nie stało, choć w roku 2012 Pesa wprawiła w osłupienie branżę kolejową Europy, podpisując na targach InnoTrans wart 5 mld zł kontrakt z Deutsche Bahn na dostawę do Niemiec 470 pociągów pasażerskich typu Link. I nie było to ich ostatnie słowo.
27 czerwca br. w obecności ambasadora Federacji Rosyjskiej w Polsce Aleksandra Aleksiejewa Pesa wraz ze swym biznesowym partnerem, spółką Urałtransmasz, zawarła kolejny duży kontrakt – tym razem na dostawę 120 tramwajów dla Moskwy. Pierwsze z nich mają pojawić się na ulicach rosyjskiej stolicy w marcu przyszłego roku.
Produkowane w Bydgoszczy pociągi i tramwaje należą dziś do najlepszych w Europie. Możemy spotkać je w Rosji, Czechach, na Węgrzech, Ukrainie i we Włoszech.
Taka firma powinna wręcz opływać w dotacje z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, a minister Nowak co tydzień wymieniać się zegarkami z jej zarządem. Są wiarygodni, dynamiczni, przedsiębiorczy i potrafią dołożyć takim gigantom jak Siemens.
Otóż nic bardziej mylnego! W ramach POIG bydgoska Pesa otrzymała dofinansowanie tylko na JEDEN (podkr. aut.) projekt – „Wdrożenie innowacyjnej technologii budowy i eksploatacji telemetrycznych pojazdów szynowych” – i było to zaledwie 39 969 750 zł.

Od IKEI po IBM

Nie dziwmy się. Największymi beneficjentami unijnej pomocy w latach 2007-2013 okazały się nie polskie firmy, lecz duże zagraniczne koncerny.
Pomińmy prominentów, takich jak Centrum Systemów Informatycznych Ochrony Zdrowia (dofinansowanie – 676 840 000 zł), Wrocławskie Centrum Badań EIT+ (502 892 313,90 zł) czy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (370 mln zł) – są to instytucje rządowe lub samorządowe, które z produkcją dóbr konsumpcyjnych niewiele mają wspólnego. Nas interesują wyłącznie firmy produkujące konkretne towary.
Pierwsze miejsce w tym zestawieniu przypadło spółkom japońskiego koncernu Bridgestone. Bridgestone Stargard oraz Bridgestone Poznań na realizację dwóch projektów: „Rozbudowa zakładu produkcji innowacyjnych opon i bieżników do recyclingu” oraz „Dywersyfikacja produkcji poprzez wdrożenie innowacyjnych rozwiązań technologicznych w branży oponiarskiej” otrzymały łącznie 226 899 118,78 zł dofinansowania.
Drugie miejsce zajął szwedzki koncern Ikea. Jego dwie spółki zależne – Swedspan Polska i Swedwood Poland – na dwa projekty: „Wzrost konkurencyjności firmy Swedspan Polska Spółka z o.o. poprzez inwestycję w produkcję innowacyjnych ultracienkich płyt HDF (UTHDF)” oraz „3D – nowa technologia produkcji mebli o niskiej masie” – zapewniły sobie wsparcie na kwotę 174 845 545,57 zł.
Na trzecim miejscu znalazła się spółka Synthos Dwory 7 z kapitałem założycielskim 50 tys. zł i dofinansowaniem w wysokości 146,778 mln zł na projekt pod nazwą „Wdrożenie innowacyjnej technologii wytwarzania kauczuków S-SBR X3 w Synthos Dwory 7”. Jej właścicielem jest spółka giełdowa Synthos SA, której głównymi udziałowcami są z kolei: FTF Galleon SA z siedzibą w Luksemburgu (48,61% akcji) i Barcocapital Investment Ltd z siedzibą w Nikozji (13,85% akcji).
Czwarte miejsce przypadło Hiszpanom, a konkretnie spółce Green Source Poland, będącej spółką zależną koncernu Sniace SA, która w Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej ma wybudować do czerwca 2015 r. zakład produkujący komponenty do wytwarzania biopaliw. Projekt „Zakup i wdrożenie innowacyjnej technologii produkcji biokomponentów do wytwarzania biopaliw” ma zostać dofinansowany kwotą 142 471 215,18 zł.
Na miejscu piątym uplasował się mający korzenie w Austrii producent paneli MDF oraz innych wyrobów z drewna koncern Kronospan, który na budowę w Polsce zakładu opartego na innowacyjnej technologii płyt wiórowych orientowanych otrzymał wsparcie w wysokości 125 429 967,30 zł.
Lista zagranicznych spółek, które w perspektywie finansowej 2007-2013 skorzystały ze środków przekazanych Polsce przez Komisję Europejską, jest o wiele dłuższa.
Znajdziemy na niej takie światowe potęgi jak Volkswagen (uruchomienie produkcji nowego silnika diesla), Brembo (produkcja hamulców tarczowych), Samsung Electronics (nowe technologie w produkcji pralek i lodówek), Pittsburgh Glass Works (szyby samochodowe), General Motors Manufacturing (uruchomienie produkcji Astry IV), IBM (centrum usług wspólnych we Wrocławiu) czy Delphi Holding (części samochodowe).

Innowacje w rajstopach

Cóż odkrywczego było w tych projektach? Produkcję i recykling opon, paneli podłogowych, mebli dla Ikei czy szyb samochodowych, trudno – moim zdaniem – uznać za rzecz wyjątkową. To raczej dowód, jak bardzo odstajemy od gospodarek krajów wysokorozwiniętych Unii. Jedyną korzyścią zaś są nowe, niezbyt wysoko płatne miejsca pracy.
Jeśli urzędnicy Komisji Europejskiej, trudzący się niegdyś nad założeniami programów pomocowych dla Polski, mieli nadzieję, że wsparcie z Brukseli pomoże nam dokonać cywilizacyjnego skoku i zbliżyć do takich krajów jak Niemcy czy Francja, byli w błędzie. W roku 2011 w unijnym rankingu innowacyjności Innovation Union Scoreboard 2011 Polska znalazła się na 23. miejscu, czyli na ostatnim w grupie „umiarkowanych innowatorów” za Słowacją, Maltą, Grecją, Węgrami, Hiszpanią, Czechami, Portugalią i Włochami. Oznaczało to jedynie symboliczną poprawę w stosunku do raportu opartego na danych z 2006 r. Dwa lata później w tym samym Innovation Union Scoreboard 2013, mimo wpompowania w naszą gospodarkę setek miliardów złotych unijnych dotacji, SPADLIŚMY (podkr. aut.) do grupy „skromnych innowatorów” i dziś liderujemy takim potęgom jak Łotwa, Rumunia i Bułgaria…
To było nieuniknione. Jeśli pompuje się kasę w równie ambitne przedsięwzięcia jak: „Lubię Polskę”, „Bug – rajem dla turysty”, „Wdrożenie nowej technologii wytwarzania rajstop”, „Stworzenie internetowej e-usługi psychologicznego testu osobowościowego pod nazwą Zgodność Myśli” czy „Nowa technologia aromatyzacji esencji napojów zaparzanych”, trudno liczyć na awans w międzynarodowych rankingach.

100 milionów dla Fiata

Czasem projekty bywają jeszcze ciekawsze. Pod sygnaturą POIG.04.05.01-00-010/10-00 zapisano projekt spółki Lemna Radymno „Utworzenie zakładu produkcyjnego regranulatu i nawozu ze strumienia odpadów komunalnych”, dla którego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka przewidziano dofinansowanie w wysokości 51 402 568,50 zł.
W październiku 2009 r. rzeszowskie media obiegła informacja, że amerykański koncern Lemna International, poprzez swą spółkę zależną Lemna Radymno, gotów jest zainwestować 100 mln zł w należącej do powiatu jarosławskiego gminie Radymno. Miał tam powstać zakład zagospodarowywania odpadów. Pisano, że we wsi Młyny spółka wydzierżawiła działkę, a do Urzędu Gminy wpłynął wniosek w sprawie wydania decyzji środowiskowej. Okoliczne samorządy miały też otrzymać listy intencyjne z pytaniem, czy będą zainteresowane dostarczaniem odpadów komunalnych i osadów ściekowych.
Rzecz wyglądała nad wyraz poważnie. Amerykanie przekonywali, że chcą wybudować w Polsce 16 takich zakładów. Po jednym w każdym województwie. Bliźniaczy obiekt w Białogardzie miała stawiać inna spółka zależna – Lemna Białogard.
Gdy kilka tygodni temu rozmawiałem z burmistrzem Radymna Wiesławem Pirożkiem, ledwo przypomniał sobie Jankesów i radził dzwonić do urzędu gminy. Tamtejsi urzędnicy przyznali, że owszem, był taki pomysł, lecz nie umieli wyjaśnić, dlaczego upadł. Dziś kontakt ze spółką Lemna Radymno jest mocno utrudniony. Strona internetowa www.lemnapolska.pl nie działa, a telefony milczą. Pewną wskazówką w śledzeniu losów projektu była publikacja na łamach „Parkietu” z 26 października 2009 r. pt. „Lemna: Fon nadwerężył nasze zaufanie”, w której opisano kulisy współpracy koncernu Lemna International z notowaną na warszawskiej giełdzie spółką Fon.
Cytowany przez dziennik prezes Lemny Niet Ngo twierdził w oświadczeniu, że zarząd Fonu wprowadził akcjonariuszy w błąd. Amerykanie mieli nabrać wątpliwości co do wiarygodności i transparentności polskiej spółki po otrzymaniu w lipcu 2009 r. pisma od Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, dlatego zerwali rozmowy na temat wspólnych przedsięwzięć.
Z kolei Fon opublikował raport, w którym informował, że… to on zakończył współpracę z Lemną z uwagi na liczne wątpliwości co do projektu budowy za 58 mln euro dwóch centrów przerobu odpadów w Radymnie i Białogardzie.
Ostatecznie umowę o dofinansowaniu ze środków unijnych inwestycji w Młynach Amerykanie podpisali w maju 2011 r. Sześć tygodni później została ona rozwiązana.
Bez wątpienia więcej szczęścia miała spółka zależna włoskiego koncernu Fiat – Fiat Powertrain Technologies Poland z siedzibą w Bielsku-Białej przy ulicy Grażyńskiego 141. Realizowany przez nią projekt „Budowy linii produkcyjnej nowatorskiego małego silnika benzynowego” uzyskał dofinansowanie z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka w imponującej kwocie 100 277 700 zł. Termin zakończenia i rozliczenia inwestycji przewidziano na grudzień 2014 r. I to nie był jedyny bonus, z którego nad Wisłą korzystał włoski gigant.
Od 1992 r. należąca do Fiat Auto Poland fabryka w Tychach nie płaciła podatku dochodowego. Z czasem stała się najlepszym zakładem całego koncernu, słynącym z niskich kosztów i wysokiej jakości. W roku 2009 z jej linii produkcyjnych zjechało 600 tys. samochodów. W połowie następnego roku pojawiła się wiadomość, że Fiat ma zamiar przenieść produkcję popularnego modelu panda z Tychów do fabryki w Pomigliano d’Arco pod Neapolem. Nie było tajemnicą, że od władz koncernu zażądał tego ówczesny premier Silvio Berlusconi.
Rząd Donalda Tuska nawet nie pisnął. Do Tychów Fiat miał przenieść linię produkcyjną nowej lancii ypsilon, co oczywiście nie mogło pokryć strat. W grudniu 2012 r. w spółce Fiat Auto Poland rozpoczęły się zwolnienia grupowe. Z pracą miało się pożegnać 1,5 tys. osób, około jednej trzeciej pracowników. Polski rząd niewiele mógł zrobić.
Czy aby na pewno? Jak to jest, że gotowi jesteśmy podarować 100 mln zł włoskiemu koncernowi ze środków przyznanych Polsce przez Komisję Europejską na rozwój innowacyjnej gospodarki, mimo że ten kompletnie nie liczy się z naszymi interesami? Mimo że od lat ma zapewnione przywileje niedostępne dla większości polskich przedsiębiorstw. A może trzeba walnąć pięścią w stół i uświadomić Włochom, Niemcom, Francuzom, Anglikom, Amerykanom i Japończykom, że skończył się czas takiego robienia biznesów?

Za dużo szczęścia?

Ostatnie lata dowiodły, że rodzime polskie firmy nie były w stanie właściwie wykorzystać miliardów euro, które Bruksela przeznaczyła na POIG. Było tego za dużo. Dlatego Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości wydała setki milionów złotych na absurdalne już z samej nazwy projekty. Stąd nacisk Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na urzędników, by „alokacja” postępowała szybciej i szybciej.
Zachodnie koncerny już na starcie znalazły się w lepszej pozycji. I nie mam na myśli znakomitych prawników gotowych perfekcyjnie napisać wniosek o dofinansowanie. Gwarantowały one urzędnikom, że bez problemów łykną każdą kwotę. A gdyby coś poszło nie tak, było jasne, że nie ulotnią się dyskretnie na Cypr. Fakt, że innowacyjność proponowanych przez nie projektów mogła budzić wątpliwości, okazał się bez znaczenia. Firmy globalne mają własne laboratoria naukowo-badawcze i bynajmniej nie znajdują się one nad Wisłą. O czym przekonamy się boleśnie w najbliższych latach.
W końcu nawet słynąca z marazmu i bizantyjskich obyczajów unijna administracja pojmie, że Polska w latach 2007-2013 roztrwoniła co najmniej 40% środków przeznaczonych tylko na Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka…
Za tydzień kolejna porcja absurdów z unijnej łączki.

Wydanie: 34/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy