Jesień z notatką

Jesień z notatką

Dla medialnej awantury i paru punktów w wyborach ujawniliśmy najbardziej strzeżone tajemnice

Skandal wybuchł w ubiegłym tygodniu, kiedy media ujawniły treść notatki z rozmowy doradcy premiera ds. międzynarodowych, Leszka Jesienia, z zastępcą ambasadora USA w Warszawie, Kennethem Hillasem. Wybuchła wielka burza, bo Hillas, jak wynika z notatki, niepochlebnie wyrażał się o wicepremierze Giertychu i nie podobało mu się, że chce debaty o ofiarach wojny w Iraku. Dyplomata amerykański obcesowo sugerował, że taka inicjatywa powinna kosztować Giertycha dymisję.
To dlatego notatka trafiła do mediów, które mogły – najzupełniej słusznie – oburzać się ingerencją amerykańskich dyplomatów w wewnętrzne sprawy polskie. To dlatego minister Fotyga wezwała ambasadora USA w Warszawie, Victora Ashe’a, do MSZ na dywanik.
Tymczasem, jak dowiedzieliśmy się od osób pracujących w MSZ, rozmowa miała nieoczekiwany przebieg.

To ambasador atakował.

Bo w ujawnionym dokumencie znajdują się również informacje dotyczące spraw najbardziej tajnych – przerzutu polskich żołnierzy do Afganistanu, negocjacji dotyczących tarczy antyrakietowej, współdziałania wywiadów amerykańskiego i polskiego w Korei Północnej.
Zacznijmy od tego, że notatka nie była opatrzona jakimkolwiek gryfem tajności. Dlaczego? Minister Jesień prowadził rozmowy w towarzystwie jeszcze jednej osoby, która notatkę sporządzała. To tzw. non taker, osoba towarzysząca, niebiorąca udziału w rozmowie, robiąca notatki. Z reguły non takerami są urzędnicy merytorycznie zajmujący się poruszanymi podczas spotkania sprawami. Może to być, jak w przypadku rozmów szefów MSZ, dyrektor właściwego departamentu.
Po rozmowie szef delegacji wydaje non takerowi dyspozycje dotyczące sporządzenia notatki. W dyspozycjach musi dokładnie powiedzieć, kto ma być adresatem notatki. A po drugie, jakim gryfem ma być oznaczona.
Ustawa o ochronie informacji niejawnych przewiduje, że to autor notatki (nie non taker, tylko jej dysponent) decyduje, czy zawiera ona tajemnice służbowe (wówczas oznacza się ją gryfem „poufne” lub „zastrzeżone”), czy też tajemnice państwowe (wówczas w grę

wchodzą dwa rodzaje oznaczeń

– „tajne” lub „ściśle tajne”). Ustawa zawiera załącznik z wyliczonymi rodzajami informacji, które powinny być automatycznie oznaczone jako „ściśle tajne”.
To m.in. „informacje dotyczące możliwości bojowych sił zbrojnych RP”, „organizacja i funkcjonowanie sił Obrony Powietrznej Kraju”, „szczegółowe kierunki pracy operacyjnej i zainteresowań służb specjalnych RP”. Czyli informacje o przerzucie polskich oddziałów do Afganistanu, szczegóły rokowań dotyczących tarczy antyrakietowej oraz informacje o współdziałaniu wywiadów amerykańskiego i polskiego w Korei Północnej.
Jesień jest więc pierwszym winnym skandalu, bo nie oznaczył gryfem tajności informacji, które oznaczyć powinien.
Częściowa wina spada także na osobę tę notatkę piszącą. Był to urzędnik Kancelarii Premiera, raczej mało doświadczony. On również powinien wiedzieć, jak wobec takich informacji się zachować. To jest istotne, bo w zależności od gryfu notatka inaczej jest sporządzana. Informacje tajne nie mogą przecież być pisane w warunkach jawnych, np. w gabinecie urzędnika. Do ich sporządzania przeznaczone są specjalne pomieszczenia, odpowiednio monitorowane (jest takie w Kancelarii Premiera), może to także być Kancelaria Tajna, która znajduje się w każdym ministerstwie.
Oprócz tego, gdzie tajną notatkę się wykonuje, ważne jest, na czym. Jeżeli na komputerze, to można ją sporządzać tylko na zabezpieczonych kontrwywiadowczo komputerach. Jeżeli na maszynie do pisania – to nie na elektrycznej, tylko tradycyjnej. Kłopot jest, gdy notatka ma być sporządzana ręcznie – wówczas pisze się ją na specjalnie oznakowanym papierze, z ponumerowanymi stronami. Pisze się na pojedynczych kartkach, na podłożonej szybie, tak by nic się pod spodem, na innej kartce, nie odbiło.
Notatka Jesienia trafiła na tzw. wąski rozdzielnik – została skierowana do premiera, do szefa MSZ, do ministra obrony i do koordynatora ds. służb specjalnych. Każda z tych osób, która notatkę czytała i zauważyła, że zawiera ona informacje ściśle tajne, powinna natychmiast skontaktować się z Jesieniem i nakazać mu nałożenie na nią gryfu tajności. Niestety nie przyszło to do głowy nawet tak podejrzliwemu człowiekowi jak min. Wassermann.
Nie przyszło to do głowy również min. Sikorskiemu. To on powinien być pierwszym, który podnosi alarm, że notatka jest niechroniona. Tymczasem minister na to nie zwrócił uwagi i rozpisał swój egzemplarz na kolejne osoby – m.in. na

wicepremiera Giertycha.

Historia notatki sprawia więc przygnębiające wrażenie.
Doradca premiera ds. zagranicznych nie odróżnia informacji tajnych od jawnych. Notatka zawierająca najbardziej strzeżone przez każde państwo tajemnice krąży między MON a Kancelarią Premiera. Minister obrony nie zauważa, że jest niechroniona. Wreszcie trafia do dziennikarzy. Kto ją upublicznił? Wicepremier Giertych zarzeka się, że to nie on, ale trzeba być bardzo naiwnym, by w to uwierzyć. Mamy przecież kampanię wyborczą i dobrze było zaprezentować się w niej jako ten prawdziwy, niekłaniający się mocarstwom, patriota. Dla parodniowego efektu zaryzykowano bezpieczeństwo polskich oficerów i żołnierzy. A także ujawniono polskie strategiczne tajemnice. Ośmieszono kraj.
Ktoś się dobrze zabawił.

 

Wydanie: 46/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy