Podwójny kłopot czy podwójne przywileje?

Podwójne obywatelstwo – niby jest, ale udajemy, że go nie ma
 


W latach 1962-1999 obywatel polski przebywający za granicą
mógł zostać pozbawiony obywatelstwa, jeśli:
1. naruszył obowiązek wierności wobec kraju,
2. działał na szkodę żywotnych interesów kraju,
3. nielegalnie opuścił obszar kraju po 9 maja 1945 r.,
4. odmówił powrotu do Polski na wezwanie właściwego organu państwowego,
5. uchyla się od obowiązku wojskowego przewidzianego przez prawo polskie,
6. został za granicą skazany za przestępstwo stanowiące zbrodnię pospolitą również w rozumieniu prawa polskiego lub jest recydywistą.
 


Formalnie nie uznaje się go w naszym kraju, w praktyce jest dosyć powszechne w przypadku osób, które wyemigrowały z Polski lub których rodzice są Polakami. Stosunek do Polaków, którzy oprócz polskiego mieli lub mają także paszport innego państwa, zmieniał się w czasie. Był to w epoce wcześniejszej PRL fakt naganny, wywołujący podejrzenia, że jego posiadacz może Polsce szkodzić, wręcz szpiegować, będąc przy okazji pod ochroną obcego państwa. Potem jednak zasady zostały rozluźnione, obecnie zaś panuje w nich pomieszanie z poplątaniem.
Były minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller twierdzi, że jesteśmy w tej sprawie rozdwojeni, a to z powodu powołania Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. – Odkąd Polak został papieżem, czyli głową Państwa Watykańskiego, nie możemy nie zauważać zjawiska podwójnego obywatelstwa ani go nie uznawać. Wszystko zaczęło się w roku 1978 – mówi Miller.
A dziś? Praktyka rozmija się z ustaleniami prawnymi i teoriami na ten temat. Prof. Ewa Łętowska kwituje: – Polakom, którzy mają jeszcze paszport innego państwa, bardzo z tym wygodnie. Ci ze Stanów Zjednoczonych do Polski przyjeżdżają z polskim, a po świecie jeżdżą z amerykańskim. Nie wydaje mi się, aby ten problem był drastyczny lub niebezpieczny dla kogokolwiek. Zasada legalizmu tu nie sięga, bo to refleks prawa międzynarodowego.

Organy się nie wtrącają

Były premier i były szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz podchodzi do sprawy niejako prywatnie: – Obywatelstwo wcale nie musi być potwierdzone paszportem. Jestem obywatelem i tyle. Nasza konstytucja wyklucza odbieranie obywatelstwa (oczywiście słusznie) i jeśli ktoś sam oficjalnie nie zrzeknie się go, jest obywatelem. Nabycie polskiego obywatelstwa nie musi się wiązać ze zrzeczeniem obcego. Moje wnuczki otrzymały polskie obywatelstwo, zachowując amerykańskie. To zjawisko może się nasilać, bo polskie obywatelstwo jest teraz także obywatelstwem UE, a to oznacza wiele przywilejów. Polska ustawa o obywatelstwie uznaje tylko polskie, ale nie odnosi się do innego, jeśli ta sama osoba je posiada. Nie ma w tym niczego niewłaściwego. Organy państwa traktują daną osobę jako obywatela RP, ale nie wtrącają się do innych prywatnych spraw ludzi.
Senator Cimoszewicz przypomina jednak, że w historii traktowano podwójne czy wielokrotne obywatelstwo jako stan niewłaściwy, stąd np. umowy między państwami europejskimi a USA regulujące prawa emigrantów za oceanem. Dzisiaj to nie jest istotny problem, przynajmniej w Europie.
Prof. Ewa Łętowska ujmuje kwestię nieuznawania przez Polskę podwójnego obywatelstwa w cudzysłowie i twierdzi, że nie ma z tego sensownego wyjścia. – Polska „nie uznaje” go w tym znaczeniu, że sama ma taką zasadę, ale musi tolerować to, że jakieś państwa mają inną. A gdy Polska zacznie pozbawiać obywatelstwa dlatego, że ktoś skorzystał z możliwości istniejącej w innym państwie, to wprawdzie będzie konsekwentna, ale na zasadzie na złość pani matce, i przy okazji pogwałci własne pryncypia konstytucyjne. Stąd niekonsekwencje praktyki.
Polska uznaje więc czy nie uznaje? Przedsmak niekonsekwencji znajdujemy też na stronie internetowej podległego resortowi spraw zagranicznych Konsulatu Generalnego RP w Mediolanie. „Obywatel polski może posiadać obywatelstwo innych państw, jeżeli od władz tych państw to obywatelstwo otrzymał. Dopóki jednak obywatel polski nie utracił obywatelstwa polskiego, w Polsce nie może być traktowany jako cudzoziemiec, czyli np. nie może korzystać na terenie Polski z opieki konsularnej Konsulatu kraju obcego, którego obywatelstwo również posiada. Osoba taka powinna przekraczać granicę RP, okazując polski dokument podróży, czyli polski paszport lub dowód osobisty, i posługiwać się nim w kraju”.
Dalej czytamy jednak o innych przypadkach. „Obywatelstwo polskie nie może być domniemane. Samo oświadczenie osoby, że posiada obywatelstwo polskie, nie jest wystarczające do jego stwierdzenia. Do załatwiania wszelkich spraw administracyjnych czy cywilnoprawnych, wymagających potwierdzenia obywatelstwa polskiego, konieczny jest polski paszport lub dowód osobisty. W przypadku wątpliwości i braku dokumentu poświadczającego obywatelstwo polskie należy przeprowadzić poświadczenie posiadania lub utraty obywatelstwa polskiego”.
O niespójności w sprawie obywatelstwa świadczy też komentarz Piotra Widawskiego, naczelnika Wydziału ds. Obywatelstwa w Departamencie Obywatelstwa MSW, który najpierw wskazuje, że zasada wyłączności obywatelstwa polskiego była już zawarta w art. 2 ustawy z 15 lutego 1962 r. o obywatelstwie polskim, która obowiązywała aż do 14 sierpnia 2012 r. A potem przywołuje art. 3 ust. 1 ustawy z 2 kwietnia 2009 r. o obywatelstwie polskim, gdzie ta wyłączność jest podważana, bo „obywatel polski posiadający równocześnie obywatelstwo innego państwa ma wobec Rzeczypospolitej Polskiej takie same prawa i obowiązki jak osoba posiadająca wyłącznie obywatelstwo polskie”. Jednocześnie ust. 2 art. 3 stanowi: „Obywatel polski nie może wobec władz Rzeczypospolitej Polskiej powoływać się ze skutkiem prawnym na posiadane równocześnie obywatelstwo innego państwa i na wynikające z niego prawa i obowiązki”.
A na końcu urzędnik MSW pisze, że jest to jasna dyrektywa kolizyjna. Oznacza ona w praktyce, że obywatel polski może mieć równocześnie obywatelstwo polskie i państwa obcego, ale nie może skutecznie powoływać się przed władzami i organami polskimi na to, że jest obywatelem drugiego państwa, i żądać traktowania go jak cudzoziemca. W świetle prawa polskiego będzie on zawsze uważany wyłącznie za obywatela polskiego mimo posiadania obywatelstwa innego państwa.

Takie same prawa i obowiązki?

Na to stwierdzenie wyjęte z zapisu ustawy Polacy z emigracji reagują śmiechem. Te same prawa? Wiele osób zachowało jeszcze polskie paszporty, ale są one już nieważne. Wystawienie nowego w Polsce kosztuje 100 zł, a np. dla Polaka z Australii aż tysiąc dolarów. Przy odnawianiu polskiego paszportu obowiązuje mnóstwo kosztownych formalności. Za zarejestrowanie w Polsce rozwodu przeprowadzonego za granicą trzeba zapłacić kolejne kilkaset dolarów, podobnie jak za informację, że za granicą urodziły się dzieci.
A czy zagraniczny emeryt z polskim paszportem może korzystać ze zniżek przysługujących seniorom i z bezpłatnej pomocy lekarskiej? Co się dzieje w przypadku przestępstwa, wykroczenia, aresztowania itd.? Do poważnych kolizji dochodziło, gdy do poborowego przychodziło wezwanie na komisję wojskową w Polsce, a ten od lat przebywał w RFN i służył w Bundeswehrze. W takich przypadkach podwójne obywatelstwo oznaczało tylko podwójny kłopot.
Można też pytać, co się dzieje z kombatantami II wojny światowej, którzy nie wrócili do kraju i utracili polskie obywatelstwo. Niektórym ojczyzna starała się wynagrodzić stratę, honorując ich orderami o wiele wyższymi niż kombatantów w kraju. Kolejnym zagadnieniem podwójnego obywatelstwa jest sytuacja Polaków zza wschodniej granicy, którzy nie wyemigrowali z Polski, tylko Polska wyemigrowała od nich. Mają paszporty ukraińskie, białoruskie, litewskie, ale należą się im polskie. Niemal każdy przypadek jest inny, rozpatrywany indywidualnie.
Minister spraw wewnętrznych nie ma informacji dotyczących liczby osób z podwójnym obywatelstwem, bo „dane takie nie są gromadzone”. Ile więc może ich być? Prof. Łętowska sądzi, że miliony, zwłaszcza w USA i Niemczech. Dla Włodzimierza Cimoszewicza jest oczywiste, że nikt tego nie wie, wszystko zatem zależy od człowieka, który po prostu okazuje w Polsce polski paszport lub go nie okazuje.

Ciemna strona polskości

Trzeba oddzielić sentyment i tęsknotę za Polską lub przyznawanie się za granicą do polskości od piętna, jakie może się wiązać z takimi deklaracjami. Emigranci to rozumieją i czasami bardzo przeżywają rozmaite reakcje, np. poczucie wyższości rdzennych mieszkańców Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwecji czy Austrii, co się przekłada na rezerwę w kontaktach, a nawet ksenofobię.
Podwójne obywatelstwo w wielu przypadkach jest więc czymś wręcz wstydliwym, z drugiej strony bywa bardzo wygodne – choć nie do końca. Bo jeśli mówi się, że każdy Polak z polskim paszportem ma w kraju takie same prawa i obowiązki jak Polacy z pojedynczym obywatelstwem, równość ta pryska w wielu sytuacjach regulowanych przez prawo cywilne czy finansowe. Zagraniczni emeryci zwlekają z osiedlaniem się w Polsce, bo nie mogą w pełnym wymiarze pobierać u nas emerytury czy renty przysługującej im za granicą. Chcą być w Polsce, ale to się im nie opłaca.
Pytanie, czy podwójne obywatelstwo dla Polaków to podwójny kłopot czy podwójne przywileje, pozostaje otwarte.

Kategorie Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy