Czas PiSiewiczów

Czas PiSiewiczów

PiS miało skończyć z układami. Zamiast tego tworzy nowy. Własny

Ludzie PiS, ich rodziny i znajomi dostają pracę jak Polska długa i szeroka. Potrzebowali niewiele czasu, żeby pozajmować stanowiska na niespotykaną dotąd skalę. Pracują w państwowych spółkach energetycznych, paliwowych, przewozowych i ubezpieczeniowych. Wchodzą do zarządów i rad nadzorczych. Dostają posady w administracji, samorządach, mediach, agencjach rolnych i instytucjach kultury. Są wszędzie. Z kompetencjami bywa różnie.

Ważna jest frakcja

Kto dostaje stanowiska? Przykłady pierwsze z brzegu, które na lokalnych forach podają oburzeni internauci. Joanna Bala, politolog z tytułem licencjata, została dyrektorką Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego w Warszawie. W ubiegłorocznych wyborach startowała z list PiS w okręgu nr 18 (Siedlce, Ostrołęka, Mińsk Mazowiecki, Wyszków). W Kaliszu na czele KRUS stanął Andrzej Plichta, miejski radny, nauczyciel religii w liceum. W Lublinie zastępcą szefa wydziału spraw obywatelskich urzędu wojewódzkiego została szwagierka posła PiS Jacka Sasina. Karolina Helmin-Biercewicz, była asystentka posła PiS Andrzeja Jaworskiego, została dyrektorką jednej ze spółek PZU. Wcześniej była gdańską radną,  a przedtem administrowała stroną internetową parafii oraz, przez krótki czas, była sołtysem we wsi Straszyna. Takie awanse można mnożyć.
– Są obszary, gdzie zmiany są przemyślane i kadry przygotowane wcześniej. Tak jest w służbach czy prokuraturze. W innych przypadkach o tym, kto gdzie trafi, decydują: siła frakcji, która stoi za kandydatem, aktualny układ sił i pozycja – wyjaśniał na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” anonimowy polityk PiS. Dodawał, że partia nie ma aż tak licznej ekipy merytorycznie przygotowanych kandydatów.
Grup, które z namaszczenia PiS rozdają intratne posady, jest kilka. Do momentu odwołania bardzo sprawnie robił to minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz, który w tym zakresie pilnie współpracował z Adamem Hofmanem, byłym spin doktorem PiS oraz bohaterem afery madryckiej. Pracę swoim ludziom zapewniają także ministrowie Macierewicz i Ziobro. Dużo do powiedzenia mają również najbliżsi współpracownicy prezesa: Joachim Brudziński (to on wstawił się za Jackiem Kurskim, gdy groziło mu usunięcie z fotela prezesa TVP) oraz Adam Lipiński. Coraz mocniejszą pozycję w PiS ma wicepremier Morawiecki. To on obronił przed Dawidem Jackiewiczem Zbigniewa Jagiełłę, prezesa PKO BP, który jako jedyny szef strategicznej spółki przetrwał zmianę władzy. Mówi się też, że człowiekiem Morawieckiego jest Paweł Borys, który wygrał konkurs na prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju. To na tej instytucji wicepremier chce oprzeć swój plan rozwoju. Zarówno Jagielle, jak i Borysowi trudno jednak odmawiać kompetencji. Obaj zajmowali ważne stanowiska w wielkich międzynarodowych firmach.

Lojalność przede wszystkim

Dotychczas Jarosław Kaczyński starał się panować nad kadrowymi zapędami podwładnych. Przypadek ministra Jackiewicza pokazuje, że jest mu coraz trudniej. Prezes PiS stawia na lojalność, wychodząc z założenia, że polityczny ośrodek decyzyjny powinien mieć możliwość ingerencji na każdym poziomie funkcjonowania państwa. Kompetencje nie są tak istotne jak gotowość wykonania każdego polecenia, które przyjdzie z partyjnej centrali. – Jarosław Kaczyński od lat jest konsekwentny. Istotę jego metody stanowią zmiany kadrowe. Politykę kadrową uznaje za coś niezwykle ważnego – przyznaje na łamach „DGP” politolog Rafał Matyja.
Teraz jednak prezes ma powody do obaw. W całej Polsce ludzie widzą, że w ramach nowego otwarcia najlepsi kandydaci nie mają co liczyć na posady. Są one zarezerwowane dla osób związanych z partią rządzącą, ich rodzin i znajomych. Co więcej, czasem, żeby zrobić dla nich miejsce, trzeba kogoś usunąć. To budzi złość i rozczarowanie zwykłych obywateli. Miała być dobra zmiana, a jest to samo, co zawsze. Do tego na niespotykaną wcześniej skalę. A to może spowodować, że z trudem pozyskani wyborcy znowu odwrócą się plecami do PiS. Bo Polacy nie lubią tych, którzy „pchają się do koryta”. Do tego tak ostentacyjnie.
Dlatego Jarosław Kaczyński zdecydował się strącić ministra Jackiewicza, o którego ruchach kadrowych głośno informowały media. – Brudne sieci wokół nas, musimy to od siebie radykalnie odcinać – zżymał się na wrześniowej Radzie Politycznej PiS. Postanowił pokazać, że jego partia nie godzi się na nepotyzm we własnych szeregach. Równocześnie jednak Kaczyńskiemu nie przeszkadza fakt, że kilka osób z jego bliskiego otoczenia otrzymało posady znacznie powyżej kwalifikacji. Im prezes ufa, a ludziom Jackiewicza już niekoniecznie. To najważniejsza różnica.
W ciągu czterech pierwszych miesięcy rządów PiS doradcą prezesa TVP został Jan Maria Tomaszewski, kuzyn Jarosława Kaczyńskiego. Andrzej Grządziel, ojciec makijażystki prezesa PiS, szefuje w biurze Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Opatowie, a jego córka doradza premier Beacie Szydło. Zbigniew Lasek, były ochroniarz Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy i Beaty Szydło, jest szefem ds. bezpieczeństwa w PKN Orlen. Janusz Kowalski, współautor książki „Lech Kaczyński. Biografia polityczna”, zajmuje stanowisko wiceprezesa PGNiG. Janina Goss, przyjaciółka Jarosława Kaczyńskiego, od której pożyczył 200 tys. zł, została członkiem rad nadzorczych PGE oraz Banku Ochrony Środowiska.
Wydaje się jednak, że nic nie przebije posady, jaką otrzymał Wojciech Jasiński, były poseł PiS, a prywatnie przyjaciel prezesa Kaczyńskiego. Człowiek o nikłym doświadczeniu w biznesie został szefem PKN Orlen, jedynej polskiej spółki notowanej na liście 500 największych przedsiębiorstw świata. Jasiński, który braci Kaczyńskich poznał jeszcze w czasie studiów na Wydziale Prawa i Administracji UW, w czasie pełnienia funkcji ministra skarbu państwa (lata 2006-2007) umorzył wynoszący 700 tys. zł dług Porozumienia Centrum, partii założonej przez braci Kaczyńskich. Dzisiaj jako szef Orlenu zarabia 3 mln zł rocznie. Jakby tego było mało, Wojciech Jasiński zasiada również w radzie nadzorczej PKO BP.

PiS nie żyje na pustyni

O swoich zadbała także premier Beata Szydło. Zdzisław Filip, radny PiS w Sejmiku Województwa Małopolskiego i pani premier ze szkoły podstawowej pełni funkcję prezesa spółki z grupy Tauron. Radosław Włoszek, były asystent Beaty Szydło, jest równocześnie członkiem zarządu Międzynarodowego Portu Lotniczego Kraków-Balice i rady nadzorczej TVP.
Jak to wszystko wytłumaczyć? W bardzo prosty sposób zrobiła to na antenie Polsatu News Elżbieta Witek, szefowa gabinetu politycznego premier Szydło: – Nie sądzę, żebyśmy żyli na pustyni. Każdy ma jakichś znajomych, do których kompetencji ma zaufanie.
Obsadzanie przez obóz władzy stanowisk zaufanymi ludźmi oraz krewnymi i znajomymi królika nie jest w Polsce niczym nowym. To samo robiła koalicja PO-PSL, a wcześniej SLD. W przypadku PiS imponujące są jednak tempo, skala zjawiska oraz brak jakiegokolwiek zażenowania. Przykłady? Szefem biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Ostrowcu Świętokrzyskim został człowiek, który z zawodu jest nauczycielem WF. Do rady nadzorczej Polskiego Holdingu Nieruchomości wszedł fizjoterapeuta-rehabilitant.
– Ławka rezerwowych była tak krótka, że zaczęli brać z trybun – ocenia jeden ze specjalistów.
PiS od początku rządów stara się, aby wszędzie znajdowali się jego ludzie. Błyskawicznie dokonało wymiany kadr w mediach publicznych, przegłosowało zmiany, dzięki którym wyższe stanowiska w służbie cywilnej są obsadzane w drodze powołania, a nie konkursu. Zreformowało prokuraturę w taki sposób, że o setkach miejsc pracy decydować może jeden człowiek, Zbigniew Ziobro. Zmieniono również sposób powoływania prezesa IPN. Dotychczas złożona z historyków rada IPN wybierała w drodze konkursu kandydata i przedstawiała go Sejmowi. Teraz o wszystkim od początku do końca decydują parlamentarzyści. Miotła kadrowa dosięgła nawet stadnin koni arabskich, gdzie odwołano doświadczonych zarządzających.
O skali zmian niech świadczy to, co się stało w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W 300 spośród 314 biur powiatowych pojawili się nowi kierownicy.

Minister od posad

Prezes PiS nie widziałby pewnie problemu, gdyby sytuacja nie zaczęła mu się wymykać spod kontroli. W sprawie zatrudnienia coraz więcej zaczęły mieć do powiedzenia inne osoby. Najlepszym przykładem jest odwołany minister Jackiewicz, który rozdawał miejsca pracy swoim ludziom. Na intratne posady mogli liczyć przede wszystkim członkowie Dolnośląskiego Instytutu Studiów Energetycznych (DISE). Jak podaje serwis Oko.press, instytut mieścił się w piwnicy jednej z wrocławskich willi, a jego działalność ograniczyła się do wydania kilkunastu publikacji. Tuż przed wyborami parlamentarnymi zorganizował też jedną konferencję, I Dolnośląski Kongres Energetyczny. Najważniejszym gościem był ówczesny europoseł Dawid Jackiewicz.
Jackiewiczowi na konferencji musiało się bardzo podobać. Już jako minister sprawił, że Mateusz Gramza z rady programowej DISE został prezesem ZAK SA (Grupa Azoty) i członkiem rady nadzorczej PGE, a Adam Węgrzyn trafił do zarządu Polskiej Spółki Gazownictwa. Krzysztof Hnatio, członek rady fundacji DISE, jest teraz prezesem spółki Operator Systemów Magazynowania (PGNiG). Remigiusz Nowakowski, szef rady programowej DISE, został prezesem Tauronu i wszedł w skład rady nadzorczej Orlenu. Prezes DISE został natomiast dyrektorem Towarowej Giełdy Energii. Jeszcze ciekawsze są nominacje dla Krzysztofa Radomskiego i Dominika Hunka. Obaj są prawnikami, reprezentowali Dawida Jackiewicza w kilkudziesięciu procesach cywilnych (Radomski reprezentował też Adama Hofmana w sporze sądowym ze sztabem wyborczym Bronisława Komorowskiego). Każdy z nich po wyborach wszedł do dwóch rad nadzorczych. Hunek: KGHM i PLL Lot, Radomski: Totalizatora Sportowego i EuRoPol Gazu.
Niemałą karierę zrobił Robert Pietryszyn, świadek na ślubie Adama Hofmana, który zna się również z Jackiewiczem. Najpierw został wiceprezesem PZU, by później szefować Lotosowi.
Przyznać należy, że część wymienionych menedżerów dała się poznać jako ludzie sprawni i jest dobrze oceniana przez fachowców. Nie da się jednak ukryć, że posady dostali w momencie, kiedy ministrem skarbu był ich znajomy. Teraz zresztą nad środowiskiem DISE zbierają się czarne chmury. Mariusz Kamiński, minister koordynator ds. służb specjalnych, wziął pod lupę umowy zawierane przez 66 spółek skarbu państwa. Śledczy z CBA sprawdzą, komu największe polskie koncerny płaciły za doradztwo, reklamę i PR. Prawdopodobieństwo ujawnienia nadużyć jest niemałe. Spekuluje się, że ludzie związani z Jackiewiczem stracą pracę.
Tym bardziej że spółki mają słabe wyniki. „Zysk Tauronu stopniał do 4,7 mln zł z 720 mln zł rok wcześniej – choć to i tak dobry wynik, bo zarząd spodziewał się straty. Energa odnotowała spadek przychodów z 5,4 mld zł do 4,9 mld zł, a 530 mln zł zysku w I półroczu 2015 r. zamieniło się w 119 mln zł straty w 2016 r. Przychody Lotosu spadły z 11,8 mld zł do 8,9 mld zł, zyski netto z 377 mln zł do 331,8 mln zł. Gorzej wypadła Grupa Azoty: przychody zjechały z 5,1 mld zł do 4,6 mld zł, a zysk z 457,6 mln zł do 355,5 mln zł”, alarmował „Dziennik Gazeta Prawna”.
Przypomnijmy zatem, jak jego dymisję uzasadniała premier Beata Szydło: – Wywiązał się ze swojej roli, w związku z czym podjęłam decyzję o jego odwołaniu.

PGZ przygarnia

Dawid Jackiewicz nie był jedynym ministrem, który dawał zatrudnienie swojakom. Słynny na całą Polskę jest już przypadek Bartłomieja Misiewicza, 26-letniego szefa gabinetu politycznego MON oraz rzecznika ministra obrony narodowej, który zanim rozpoczął karierę polityczną, pracował w aptece. To nikomu nie przeszkadzało w zapewnieniu mu miejsca najpierw w radzie nadzorczej firmy Energa Ciepło Ostrołęka, a później w radzie nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W tej drugiej specjalnie zmieniono nawet statut, ponieważ Misiewicz nie ma wyższego wykształcenia. Z doniesień tygodnika „Newsweek” wynika, że niedawny aptekarz poczuł się tak pewnie, że rozpoczął własną politykę kadrową. Miał rzekomo oferować radnym powiatu bełchatowskiego z PO stanowiska w państwowej spółce PGE GiEK w zamian za przystąpienie do koalicji z PiS. Misiewicz wszystkiemu zaprzecza, ale „Newsweek” twierdzi, że rzecznik Macierewicza już wcześniej wykorzystywał swoje wpływy, aby obsadzać stanowiska w GiEK bliskimi sobie osobami.
Pod wpływem publikacji „News­weeka” oraz krytyki opinii publicznej Misiewicz zawiesił swoje funkcje w MON i zrezygnował z zasiadania w radach nadzorczych.
Polska Grupa Zbrojeniowa (5 mld zł rocznego obrotu) to idealne miejsce dla zaufanych Antoniego Macierewicza. Członkiem jej zarządu jest m.in. Maciej Lew-Mirski, syn Andrzeja Lwa-Mirskiego, adwokata, który reprezentował ministra w procesach z osobami pomówionymi w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Andrzej Lew-Mirski reprezentuje również MON w sprawach „szkód osobowych” po katastrofie smoleńskiej. Do niedawna w zarządzie PGZ był też Radosław Obolewski, mąż Anny Obolewskiej, właścicielki apteki, w której pracował Misiewicz. Z doniesień Oko.press wynika, że sam Obolewski wcześniej zajmował się sprzedażą przyborów szkolnych. Oprócz tego był szefem klubu „Gazety Polskiej” w Łomiankach.
Zamieszanie wokół Misiewicza spowodowało, że z PGZ musiał odejść nie tylko Obolewski, ale też ludzie z nim związani. „Rzeczpospolita” donosi o 10 osobach, w tym dyrektorze ds. finansowych i głównym dyrektorze wykonawczym, którzy podlegali Obolewskiemu. Wypowiedzenie dostała również jego asystentka.
Natomiast nadal w PGZ pracują siostra Bartłomieja Misiewicza oraz Przemysław Czarnecki, syn pisowskiego europosła Ryszarda Czarneckiego. – Jest patriotą. Chce pracować w polskiej firmie – tak Czarnecki wyjaśniał obecność syna w gigancie zbrojeniowym.
W styczniu br. przewodniczącym rady nadzorczej Agencji Mienia Wojskowego został 25-letni Paweł Kurtyka, syn prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Pytany o kompetencje młody Kurtyka odpowiada: – W 2010 r. założyłem i przez cztery lata kierowałem Stowarzyszeniem Studenci dla Rzeczypospolitej. Od zera do dziś udało się stworzyć największą organizację studencką w Polsce o profilu konserwatywnym.

Wymiana kadr w prokuraturze

Po reformie prokuratury decydujący wpływ na obsadę stanowisk ma w niej Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości oraz prokurator generalny. W zasadzie samodzielnie może kształtować skład dwóch jej najwyższych szczebli. Doświadczeni, ale niecieszący się zaufaniem nowej władzy prokuratorzy są przesuwani do prokuratur niższego szczebla albo odchodzą. Od początku roku na emeryturę przeszło 189 osób, więcej niż w całym 2015 r. Ich miejsce zajmują swoi.
– Czołową za Seremeta apelację krakowską zastępuje zaciąg katowicki. Kuźnią kadr jest stowarzyszenie Ad Vocem, skupiające byłych funkcyjnych pozbawionych stołków po rządach PiS w latach 2005-2007 – oceniał na łamach „DGP” jeden ze śledczych. – Z regionu katowickiego jest prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, wszyscy zastępcy prokuratora generalnego: Robert Hernand, Marek Pasionek, Krzysztof Sierak. Podobnie jak dyrektor biura kadr Jarosław Hołda – komentował.
Zbigniew Ziobro zadbał także o prawników, którzy reprezentowali go w sądach. Bartłomiej Litwińczuk zasiada aż w czterech radach nadzorczych: Polskiego Holdingu Obronnego, Grupy Azoty, PKP Cargo Service oraz Link4. Maciej Zaborowski na razie musi się zadowolić dwiema radami nadzorczymi: PZU oraz PKP Intercity. W należącym do PZU Link4 pracę znalazła również Patrycja Kotecka, żona Zbigniewa Ziobry. W marcu br. „Fakt” informował, że została w firmie szefową marketingu.
Skalę zjawiska przejmowania stanowisk przez zaufanych ludzi PiS oszacowała Nowoczesna. Z jej ustaleń wynika, że tzw. PiSiewiczów, czyli osób, których niskie kompetencje w normalnych warunkach nie pozwoliłyby na objęcie funkcji, jest co najmniej 227. Najwięcej w województwach dolnośląskim, łódzkim i opolskim.
Ludzie związani z obecną władzą na swój moment czekali długie osiem lat. Teraz, kiedy w zasadzie całe państwo należy do nich, nie zamierzają się krygować. W końcu to Jarosław Kaczyński ukuł niemal 20 lat temu słynne powiedzenie: „Teraz, k… my”.

Wydanie: 39/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Bronisław Morawski
    Bronisław Morawski 26 września, 2016, 11:40

    Bronisław Morawski
    Sprzeczności ontologiczne kaczyzmu
    Analizując wypowiedzi Pana J. Kaczyńskiego, można dojść do wniosku, że PiS próbuje stworzyć system społeczno-ekonomiczny chcący pogodzić trzy, uważane dotąd za sprzeczne, porządki ontologiczne, a mianowicie w podsystemie ekonomicznym – kapitalizm, w podsystemie społecznym – socjalizm, w podsystemie świadomościowym – nacjonalizm.
    Czy jest to możliwe? Czy autorzy kaczyzmu zdają sobie sprawę z tych sprzeczności?
    Doktryna ta zakłada też, że pięć wartości: bezpieczeństwo socjalne, wolność, równość, sprawiedliwość i solidarność (należąca także do aksjologicznego porządku socjalizmu naukowego) uda się wymusić na egoistycznym, pazernym (co do istoty) kapitale. Czy czasem nie jest to nowa utopia? Jestem bardzo ciekawy, czy i jak sobie z tymi antagonizmami poradzą.
    Rozumując w kategoriach systemów społecznych, wydaje się to nie możliwe. Teoria owa zakłada, co wydawało się do niedawna oczywiste, harmonizowanie struktury w ten sposób, że zasada główna – konstytuująca system dąży do skonsonansowania aksjologicznego wszystkich jego podsystemów. Tę samą harmonię powinny osiągnąć wszystkie instytucje, poprzez które wartości systemowe są obiektywizowane. Dezintegracja podsystemów musi prowadzić do rozpadu systemu.
    A jednak, życzę powodzenia w tym teoretycznie karkołomnym przedsięwzięciom stojąc za socjalizmem z obawami, że katonacjonalizm, to doktryna mocno zalatująca naftaliną, niezdolna do rozwiązywania problemów współczesności.
    6.05.2016 r.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Barbaraso
    Barbaraso 27 września, 2016, 19:41

    Nie wiem skąd takie bajki ,że dyrektorzy szkół musieli należeć do PZPR. Za PRL-u chodziłam do szkoły podstawowej, pózniej do LO, moi znajomi w innych miastach. Zaden z dyrektorów szkół nie należał do PZPR!

    Odpowiedz na ten komentarz
    • dorota
      dorota 29 września, 2016, 07:33

      w takim razie to nie mogło być za PRL….
      w szkołach do których chodziłam za czasów PRL wszyscy dyrektorzy ( od podstawówki do liceum) mieli czerwone książeczki!
      Bo tylko to gwarantowało lojalność jedynie słusznej władzy i tylko to gwarantowało wtedy wysokie stanowisko.
      Więc bałagam cię…. nie konfabuluj.

      Odpowiedz na ten komentarz
  3. Juliusz Wnuk
    Juliusz Wnuk 1 października, 2016, 08:15

    Szanowni Rodacy! To co macie dzis w Rzeczpospolitej …macie na wlasne WYBORCZE zyczenie i zyczenie Polskiego Odlamu Kosciola Katolickiego…
    Szczerze zycze PiSowi aby „wybral Wam tzw. „jaja” …bez znieczulenia i BEZLITOSNIE…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy